Ale to budzi mój stary problem - jak odróżnić że byłam 'ustawiona na pytanie' od tego że po prostu szukałam potwierdzenia czegoś co już wiedziałam? Bo efekt potwierdzenia działa dokładnie tak samo - coś aktywnego w głowie sprawia że wyławiasz pasujące sygnały z otoczenia.
Właśnie dlatego przestałam szukać pewności. Pracuję z tym co mam i sprawdzam czy działanie podjęte na podstawie danego sygnału daje jakiś efekt. To jest moje jedyne kryterium weryfikacji - nie filozofia, ale wynik.
To jest problem z jakimkolwiek sprawdzaniem w tej dziedzinie - nie masz grupy kontrolnej. Nie możesz przeżyć tej samej sytuacji dwa razy, raz słuchając sygnału i raz go ignorując, żeby porównać wyniki.
Właśnie dlatego prowadziłam dziennik przez kilka miesięcy - nie żeby udowodnić że synchronizmy działają, ale żeby zobaczyć wzory na dystansie. Przy jednorazowym zdarzeniu nic nie wiesz, ale przy dwudziestu wpisach zaczynasz widzieć że pewne typy motywów pojawiają się w konkretnych kontekstach życiowych.
To ważne co mówi Kamilka65 - selektywność w obie strony. Nie tylko 'to może być znак', ale też 'to pewnie nie jest'. Bo jeśli wszystko zaczyna wydawać się znaczące to właściwie nic nie jest.
Mam pytanie bo trochę zgubiłam się w tym wątku - czy wy odróżniacie synchronizmy senne od tych na jawie? Bo ja mam takie sytuacje że coś z snu pojawia się potem w ciągu dnia i za każdym razem nie wiem czy to jest kontynuacja tego samego procesu czy dwa oddzielne zjawiska.
U mnie to najczęściej wygląda tak że sen zostawia jakiś obraz albo odczucie, a nie gotowy komunikat. I to odczucie jest tym co 'wychwytuje' potem coś w ciągu dnia. Jakby sen ustawił częstotliwość odbioru, a nie nadał treść.
Ale to wychodzi na to że hipnagogia i synchronizmy to są dwie fazy tego samego procesu - sen otwiera okno, jawa przynosi to co przez nie wchodzi. Czy to zbyt uproszczone czy ktoś tak też to widzi?
No właśnie i to jest może ważniejsze pytanie niż samo rozstrzyganie - jak twój odbiór zmienia się w zależności od założenia które przynosisz. Bo może nie chodzi o to co jest prawdą obiektywnie, tylko o to który model sprawia że te sygnały stają się dla ciebie bardziej czytelne.
Ale nie boisz się że dobierasz model post factum żeby pasował do wniosku który chcesz wyciągnąć? Bo jeśli oba modele 'czasem przynoszą coś użytecznego' to właściwie żaden cię nie ogranicza i możesz uzasadnić każdą interpretację.
Miałam przez chwilę inną myśl słuchając tej rozmowy - że może hipnagogia i synchronizm to nie są nawet dwie fazy tylko dwa różne zmysły tego samego. Sen daje obraz albo odczucie bez kontekstu. Jawa daje kontekst bez obrazu. I ten punkt gdzie się spotykają, gdzie obraz z nocy nagle pasuje do czegoś z dnia, to jest właśnie ten moment który wszyscy tu opisujemy.
To jest właśnie ten moment gdzie dziennik pomaga. Jak zapisujesz sen zaraz po przebudzeniu, przed dniem, to potem możesz sprawdzić czy interpretacja którą zrobiłaś na bieżąco rzeczywiście pasowała do zapisu - czy może trochę naciągnęłaś wspomnienie snu żeby pasowało. Nie zawsze to widać, ale czasem tak.
A jak wy robicie te notatki ze snów? Pytam bo próbowałam kilka razy i albo piszę za mało i potem nie wiem o co chodziło, albo piszę za dużo i grzęznę w szczegółach które nic nie znaczą. Jak wybrać co jest ważne zanim jeszcze wiesz co jest ważne?
Właśnie o to samo pytałam wcześniej i teraz zaczynam rozumieć że może nie ma jednej metody. U mnie ten symbol który się powtórzył - ze snu i potem z dnia - nie byłam w stanie zapisać go słowami. Narysowałam go. I to chyba było bardziej precyzyjne niż opis.
Słucham tej dyskusji i nadal mnie gryzie jedno - wy mówicie o obserwowaniu, notowaniu, czekaniu. A ile czasu tak naprawdę powinno minąć zanim uzna się że coś jest wzorem a nie przypadkiem? Bo mi się wydaje że jak za długo czekasz to możesz przegapić moment kiedy sygnał był aktualny.
To zależy. Część synchronizmów dotyczy procesów które trwają miesiącami i interpretacja po czasie jest tak samo ważna jak bieżąca. Poza tym - jak interpretujesz za szybko, pod presją decyzji, to prawie na pewno dajesz sygnałowi znaczenie które pasuje do tego co i tak już chciałeś zrobić. Trochę jak z horoskopem wziętym żeby potwierdzić coś czego się bałeś.
To co Seid mówi o decyzjach pod presją to jest bardzo ważne. Miałam takie sytuacje gdzie czułam że dostaję sygnał, byłam naładowana emocjami i interpretacja była natychmiastowa, pewna, oczywista. I właśnie te interpretacje najczęściej okazywały się moją własną projekcją. Spokojniejsze odczyty były celniejsze.
No i tu wracamy do kwestii stanu w którym odbierasz. Sen jako wyjście z presji codzienności, hipnagogia jako graniczne zawieszenie - może te stany są lepszym gruntem dla odbioru właśnie dlatego że emocja jest mniejsza albo inna. Nie pędząca do decyzji.
Mam wrażenie że to jest jedno z tych miejsc gdzie magia i medytacja wchodzą na ten sam teren - ten stan przed-oceniający. Bez natychmiastowego wartościowania co widzę. I to jest umiejętność którą się ćwiczy, nie coś co po prostu się ma albo nie.
No i właśnie na tym polega ten paradoks o którym mówiłem - uważność zwiększa liczbę zauważanych zbiegów okoliczności, ale nie wiadomo czy to odbiera więcej czy po prostu szerzej zarzuca sieć. Mam wrażenie że to pytanie w ogóle nie ma dobrej odpowiedzi.
To co Pyromantka82 opisuje to jest chyba apofenia w czystej postaci. Carl Jung, który w ogóle spopularyzował pojęcie synchroniczności, był akurat bardzo ostrożny z tym żeby nie traktować każdego zbiegu okoliczności jako znaczącego. Mówił o subiektywnym poczuciu sensu, nie o statystycznej częstotliwości. Różnica jest kluczowa.
Właśnie dlatego wydaje mi się że cały ten temat wraca do tego samego miejsca - do stanu w którym coś odbierasz. Jak jesteś w trybie szukania, emocjonalnie nakręcona, to wszystko znaczy. Jak jesteś spokojna i spostrzeżenie przychodzi samo z siebie, to jest zupełnie inne jakościowo. Sen i hipnagogia chyba właśnie dlatego są dobrym gruntem że wyłączają ten tryb aktywnego szukania.
Ale skąd masz wiedzieć że jesteś w tym spokojnym trybie a nie po prostu śpisz przez znak który się pojawia? Serio pytam, bo brzmi to trochę jakby sygnały działały tylko kiedy jesteś w odpowiednim stanie, a to mocno zawęża kiedy w ogóle możesz je odebrać.
Wracając do tego co Pyromantka82 mówiła wcześniej o pisaniu bez wybierania - próbowałam czegoś podobnego przez jakiś czas i zauważyłam że po kilku tygodniach zaczęłam rozpoznawać swój własny 'język' w snach. Pewne obrazy które w momencie snu wydawały się losowe, zaczęły tworzyć coś w rodzaju osobistego słownika. Czy to ma sens?
Mam pytanie bo mnie to zastanawia od początku tej rozmowy - czy wy rozróżniacie między symbolem który pojawia się we śnie i potem na jawie, a odczuciem które się przenosi? Bo mnie częściej zdarza się to drugie. Nie obraz, tylko jakiś nastrój ze snu który trwa i potem coś z dnia go potwierdza albo przeczy. Nie wiem czy to jest ta sama kategoria zjawisk.
A może odczucie jest nawet pierwotniejsze niż obraz? Śniące mózg produkuje obrazy żeby jakoś zwizualizować stan emocjonalny, a nie odwrotnie. Jeśli tak, to to co celestyna opisuje to jest bliżej źródła niż symbole które analizujemy.
Ale jeśli odczucie jest pierwotniejsze, to po co w ogóle te symbole i obrazy? Czy mózg nie mógłby po prostu przekazywać odczucia bezpośrednio? Pytam serio, bo skoro warstwy interpretacji zaburzają sygnał, to może im mniej warstw tym lepiej.
