Ostatnio siedzę nad czymś, co mi nie daje spokoju od jakiegoś czasu i postanowiłam to w końcu wyrzucić z głowy na zewnątrz. Chodzi mi o to, co dzieje się między snami a czuwaniem - nie mówię o klasycznej onironautyce ani o lucid dreamingu, ale o tej dziwnej przestrzeni, kiedy jesteś na jawie, ale coś ci miga przed oczami, pojawia się obraz albo słowo znikąd, i potem okazuje się, że to miało znaczenie. Ja to roboczo nazywam snami na jawie, choć wiem, że to nie jest precyzyjna nazwa. Ostatnio miałam kilka takich momentów pod rząd - trzy razy w ciągu jednego tygodnia pojawiał mi się ten sam motyw, zawsze przy przebudzeniu, ale już po tym jak wstałam z łóżka. Raz przy kawie, raz w autobusie. Zastanawiam się, czy to macie podobne doświadczenia i jak to czytacie. Bo mi się wydaje, że to nie jest przypadek, ale nie potrafię tego jeszcze dobrze opisać.
To co opisujesz brzmi bardzo podobnie do tego, co zdarza mi się od lat. Ja to nazywam przebłyskami - nie mam na to lepszego słowa. Najczęściej pojawiają się właśnie w tych dwóch okienkach dnia: zaraz po przebudzeniu, kiedy ciało jest obudzone, ale głowa jeszcze nie do końca przestawiła się na tryb dzienny, albo wieczorem przed zaśnięciem. Hipnagogia i hipnopompia, jak to się fachowo nazywa - to są te stany przejściowe między snem a jawą. W okultystycznych tradycjach były one traktowane jako bramy. Ale co mnie bardziej ciekawi to ten twój motyw, który pojawił się trzy razy z rzędu. Jaki to był motyw, jeśli możesz powiedzieć?
Stojąca ciemna woda to jeden z najstarszych symboli wróżbiarskich - katoptromanacja, czyli wróżenie z lustra wodnego, jest starsza niż tarot i ma korzenie w niemal każdej tradycji, od starożytnego Egiptu po słowiańskie obrzędy. Sam obraz nie jest problemem, pytanie co było w tym odbiciu. Ale rozumiem, że nie identyfikujesz. To ważna informacja sama w sobie - coś chce zwrócić uwagę, ale jeszcze nie pokazuje co. Takie sekwencje powtarzającego się obrazu rzadko są przypadkowe. Mam jedno pytanie: czy te trzy razy miały ze sobą coś wspólnego poza motywem? Podobna pora, podobny dzień tygodnia, twój stan emocjonalny?
A czy nie jest tak, że właśnie dlatego, że czekamy na 'znak', to go widzimy? Mam na myśli - jeśli raz zobaczysz obraz wody i przywiążesz do niego wagę, to następnym razem twój mózg chętniej go wyłowi ze szumu. To trochę jak z confirmation bias - zaczynasz rejestrować wodę wszędzie, bo pierwsza woda była 'znacząca'. Pytam serio, bo sam mam ten problem z własnym interpretowaniem snów. Nie wiem kiedy to jest coś realnego, a kiedy sam siebie nakręcam.
Przepraszam, że się wtrącam, bo jestem tu raczej od afirmacji i numerologii, ale to co opisujecie bardzo mi bliskie ostatnio. Ja nie miałam powtarzającego się obrazu, ale miałam serię zbiegów okoliczności - trzy razy ta sama liczba w zupełnie różnych miejscach w ciągu jednego dnia, i za każdym razem coś mnie jakby szturchało. Czy to jest podobny mechanizm do tych waszych obrazów, bo z zewnątrz wygląda podobnie - coś się powtarza bez wyraźnej przyczyny?
Miałem to raz i była to jedna z bardziej uderzających rzeczy, jakie mi się przydarzyły. Śniłem o konkretnym ptaku - kawce - a rano kawka usiadła na parapecie, co zdarza się u mnie dosłownie raz na kilka lat, bo mieszkam w środku miasta. Można powiedzieć przypadek, ale mnie to nie zadowala jako wyjaśnienie, bo sen był żywy i ten ptak w śnie miał coś do przekazania, był posłańcem w narracji snu. Potem ten dzień był naprawdę przełomowy, nieplanowanie. Nie powiem co, bo to prywatne, ale kontekst się zgadzał.
To uczucie, które zostawia się po obrazie czy śnie, jest moim zdaniem ważniejsze niż sam obraz. Ja od dawna bardziej ufam emocjonalnej warstwie takich doświadczeń niż symbolice. Symbole można interpretować na sto sposobów, uczucie jest jedno i konkretne. Miałam okres, kiedy bardzo angażowałam się w dekodowanie każdego szczegółu wizji, i skończyło się tym, że gubiłam właściwy przekaz, bo za bardzo skupiałam się na formie. Teraz najpierw pytam siebie: co to we mnie zostało? Jaki smak emocjonalny? I dopiero potem, jeśli w ogóle, patrzę na symbolikę.
słowami, ale nie opisuję fabuły tylko próbuję znaleźć analogię do zwykłego życia. Piszę: 'to było jak gdy czekasz na kogoś na dworcu i jeszcze nie wiesz czy przyjedzie'. Takie porównanie więcej mi mówi po tygodniu niż 'widziałam ciemną wodę i czułam spokój'. Metafora zakotwicza emocję lepiej niż opis.
Trochę się gubię w tych rozróżnieniach, bo podchodzę do tego sceptycznie, ale z ciekawości zostałam w wątku. Mam jedno pytanie do całej rozmowy: skąd wiadomo, że to jest 'znak' albo 'synchronizm', a nie po prostu działanie mózgu szukającego wzorców? Bo mózg jest zaprojektowany do wykrywania wzorców nawet tam, gdzie ich nie ma - to jest ewolucyjna cecha, nie wada. Nie kwestionuję waszych przeżyć, ale metodologicznie - jak wy to rozróżniacie?
Słucham tej rozmowy od początku i muszę powiedzieć jedno: ten wątek o neurologii vs sygnał jest trochę bez wyjścia, bo stawia fałszywą alternatywę. Mózg może być jednocześnie nośnikiem i tego co materialne, i tego co przekracza materię - te dwie rzeczy nie wykluczają się nawzajem w żadnej tradycji, którą znam, włącznie z głębiej rozumianą kabałą, sufizmem, czy tantrą. Problem jest gdzie indziej: większość ludzi nie ma wypracowanego systemu obserwacji, więc wszystko wpada do jednego worka i potem nie wiadomo co z tym robić.
To co mówi Helenka99 o strukturze dziennika ma sens, ale z mojego doświadczenia te 'trzy warstwy' to i tak uproszczenie. Często dopiero po kilku tygodniach widzę, że jakiś element, który wydawał się przypadkowy, powtórzył się w zupełnie innym kontekście. Jedna notatka nic nie daje, seria daje dużo.
Mnie ciekawi co innego w tej rozmowie o dziennikach - czy ktoś z was miał sytuację, gdzie prowadził notatki przez jakiś czas i potem zobaczył wzorzec, którego w ogóle by nie zauważył bez zapisków? Bo to by było dla mnie silniejszym argumentem za robieniem tego niż jakiekolwiek tłumaczenie.
Właśnie tak. Przez jakiś czas zapisywałam obrazy hipnagogiczne i po kilku miesiącach zobaczyłam, że trzy konkretne motywy pojawiają się zawsze przed zmianą, nie po, właśnie przed. Gdybym nie miała zapisków, tobym tego nie połączyła, bo każde zdarzenie z osobna wyglądało jak przypadek.
ale chwila - 'przed zmianą' to jak to mierzysz? Bo zmiana może być zawsze, jeśli wystarczająco szeroko ją zdefiniujesz. Skąd wiesz, że to był wzorzec, a nie selekcja zdarzeń, które pasują do narracji?
Kryterium jest praktyczne, nie teoretyczne. Jeśli obserwacja prowadzi do użytecznej zmiany w zachowaniu albo decyzji, to spełnia swoje zadanie. Nikt nie mówi o obiektywnej prawdzie - mówimy o narzędziu rozumienia własnych procesów. Chociaż słowo 'sposób' pewnie zaraz ktoś zakwestionuje.
Wracając do tego co mówiłam o liczbach - miałam dziś rano znowu to samo i jakoś ta rozmowa sprawiła, że zaczęłam to inaczej odbierać. Nie szukałam żadnego znaczenia, po prostu zauważyłam i się zatrzymałam. Nie wiem czy to cokolwiek znaczy, ale samo zatrzymanie było inne niż zwykle.
Dobra, ale praktycznie to jak to wygląda? Zauważam coś, zapisuję, czekam tydzień - i co dalej? Bo trochę mam wrażenie, że rozmowa jest o wszystkim i o niczym. Czy jest jakiś konkretny krok, który coś zmienia?
Ja bym to ujął inaczej niż Helenka99, choć nie jest to sprzeczne. Konkretny krok to dla mnie moment, kiedy przestajesz się zastanawiać co dane doświadczenie znaczy, a zaczynasz się zastanawiać co w tobie samym zareagowało. To przesuwa ciężar z interpretacji na obserwację.
Ciało odpowiada zanim świadomość zdąży cokolwiek zinterpretować. To nie jest metafora - chodzi o dosłowne fizyczne reakcje: napięcie, zmiana oddechu, coś w żołądku. Jeśli śledzisz ten poziom, masz coś konkretniejszego niż szukanie znaczeń w symbolach.
Dokładnie to mam na myśli kiedy mówię o emocjonalnej warstwie obrazu. Ten ciemna woda, o której pisałam - to nie był strach, ale coś przed strachem. Takie przebudzenie uwagi. I to właśnie jest to co pamiętam wyraźniej niż sam obraz.
to jest interesujące, bo opisujesz coś co brzmi bardzo podobnie do tego co w psychologii nazywa się interocepcją - odczuwaniem wewnętrznych stanów ciała. Tylko tam nikt nie mówi o znakach. Jak dla ciebie wygląda granica między tym a interpretacją ezoteryczną?
Tojadek81, to co opisujesz z interocepcją - właśnie dlatego siedzę na tej stronie od godziny i nie mogę wyjść. Bo z jednej strony brzmi to kompletnie normalnie i psychologicznie, a z drugiej jak to mam oddzielić od 'hej, to jest znak, zwróć uwagę'? Serio pytam, bo nie wiem gdzie leży różnica. Czy dla ciebie leży?
Dla mnie nie leży. To znaczy - przestałam szukać granicy i zaczęłam traktować te dwie rzeczy jako opis tego samego z różnych poziomów. Interocepcja opisuje mechanizm, symbol opisuje treść. To nie są konkurencyjne wyjaśnienia, po prostu mówią o różnych warstwach tego samego doświadczenia.
No to znowu wracamy do tego samego. Czy to magia czy psychologia. Mam wrażenie, że ta rozmowa kręci się w kółko od jakiegoś czasu.
Ja w ogóle nie wiedziałam, że to ma swoją nazwę. To ten stan między jawą a snem, tak? Bo coś takiego miewam regularnie i kompletnie to ignorowałam, bo myślałam, że to po prostu zasypiam.
Interesuje mnie to 'bardziej dostępne' od Helenka99 - co konkretnie? Bo mam wrażenie, że to jedno z tych stwierdzeń, które brzmi sensownie, ale przy bliższym spojrzeniu nie wiadomo co właściwie oznacza.
Ja to znam z trochę innej strony. W hipnagogii kilka razy widziałam twarze, których nie znałam, i jeden z tych obrazów - bardzo konkretna starsza kobieta - pojawił się dwa tygodnie przed tym jak spotkałam tę osobę w rzeczywistości. Nie twierdzę że wiem co to było, ale nie potrafię tego zbagatelizować.
