To wraca do punktu wyjścia całego wątku - czy intencja ustawiona świadomie przed snem ma w ogóle znaczenie, czy sen i tak idzie własnym torem. Mam wrażenie że z tych wszystkich rozmów wychodzi nam coś w rodzaju kompromisu: intencja może stworzyć warunki, ale nie może dyktować treści. I to jest może najbardziej uczciwe podsumowanie bez udawania że mamy odpowiedź.
To mi przypomina coś z praktyki numerologicznej - liczby mogą wskazywać kierunek, ale to co się w tym kierunku znajdzie, zależy od tego co przyniesiesz. Może z intencją nocną jest podobnie. Ustawiasz kierunek, resztę dopiero odkrywasz.
ok ale mam takie proste pytanie, może głupie: czy ktoś tutaj kiedykolwiek specjalnie ustawił intencję przed snem i potem uznał że zadziałało? i co konkretnie uznałeś za dowód że zadziałało a nie że to zbieg okoliczności
no i to jest chyba mój problem z całym tym tematem. nie umiem przyjąć czegoś na wiarę bez jakiegoś choćby minimalnego sygnału że to nie jest tylko projekcja. wierzbina miała coś konkretnego, ten kierunek po przebudzeniu. ale jak ktoś mówi "czułam że coś mi podało" to dla mnie to jeszcze za mało żeby uznać że intencja przed snem cokolwiek zrobiła
Wracam do czegoś co powiedział wcześniej Wedrowiec - że sen jest pytaniem, nie odpowiedzią. Jeśli tak to rozumieć, to weryfikacja której Tobiasz szuka jest może po złej stronie. Nie pytamy czy intencja wywołała konkretny sen, tylko czy sen cokolwiek zrobił z intencją którą przyniosłaś. A to jest o wiele trudniej zmierzyć, bo dzieje się dniami lub tygodniami po.
Mam podobne odczucie do Hortensji. Efekt widać nie rano po przebudzeniu, ale jakiś czas później, kiedy nagle rozumiesz coś inaczej i trudno wskazać kiedy to się zmieniło. I właśnie dlatego notatki są ważne - bo bez nich nie masz żadnego punktu odniesienia i wszystko zlewa się w jedno.
Mam pytanie trochę z innej strony - czy intencja przed snem musi być sformułowana słowami? Bo ja mam z tym problem, że jak próbuję coś ubrać w zdanie przed zaśnięciem, to zaczynam myśleć za bardzo i w ogóle nie mogę zasnąć. Zastanawiam się czy można to zrobić inaczej, nie werbalnie.
Wchodzę w temat bo akurat mam coś do dodania. Przez jakiś czas próbowałam przed snem skupiać się na jednym obrazie zamiast na myśli czy zdaniu. Konkretny obraz - na przykład rzeka albo drzewo - bez żadnej narracji. I zauważyłam że sny po takich wieczorach mają inną spójność niż po wieczorach gdzie myślę dużo. Czy to jest intencja? Nie wiem. Ale coś tam robi.
I to znowu odwraca kierunek który zaczęłam wątek. Symbol przed snem nie jest intencją w sensie "chcę żeby sen zrobił X". Jest bardziej zaproszeniem. Pytanie czy to wciąż można nazywać intencją czy to już inna kategoria. Bo jeśli intencja to tylko świadomy komunikat, to symbol raczej nim nie jest. A jeśli intencja to każdy akt uwagi skierowanej ku czemuś, to wtedy wszystko jest intencją i pojęcie traci sens.
Myślę że to nie jest problem z pojęciem intencji tylko z tym że używamy go zbyt szeroko. W kontekście snu intencja może oznaczać co najmniej trzy różne rzeczy: cel który chcesz osiągnąć, pytanie które zadajesz, albo nastrój z którym zasypiasz. I każda z tych trzech działa inaczej, daje inne efekty i inaczej wpływa na to co się potem wydarza w nocy.
To co Czarodziej zapytał mnie bardzo ciekawi bo sama przez jakiś czas próbowałam coś takiego. Nie planowo, ale jak teraz patrzę wstecz na notatki, to rzeczywiście były okresy kiedy szłam do snu z konkretnym pytaniem, i były okresy kiedy po prostu zasypiałam. I masz rację że sny były jakościowo inne. Ale nie wiem czy to był typ intencji czy po prostu mój stan psychiczny - bo jak mam konkretne pytanie to znaczy że jestem skupiona, a jak po prostu zasypianie to pewnie byłam zmęczona albo roztrzęsiona. No i jak tu oddzielić jedno od drugiego?
okej ale to znowu mnie kręci w kółko. jeśli stan umysłu jest warunkiem to skąd wiadomo że cokolwiek "zadziałało" poza tym że byłem skupiony i mi sie lepiej spało. bo skupienie poprawia sen, to wiadomo nawet bez magii. co jest tym elementem który wykracza poza psychologię?
Wracam do tego wątku z trochę innej strony. Czarodziej zapytał czy to nie jest zbyt przyziemne. Ale może problem jest w tym że oczekujemy od intencji sennej że będzie spektakularna - że sen będzie "odpowiedzią", wyraźną, czytelną, nieomylną. A co jeśli praca ze snem działa bardziej jak fermentacja - powoli, niewidocznie, i rezultat pojawia się dużo później niż się spodziewasz?
ale jak coś działa niewidocznie i pojawia się dużo później, to skąd w ogóle wiesz że to był sen a nie po prostu upływ czasu? Nie podważam tego co mówisz, serio, ale chcę zrozumieć na czym polega ta różnica dla ciebie praktycznie.
Trzy zdania o odczuciu dnia to ciekawe ćwiczenie. Wierzbina, a co się działo ze snami - były inne, czy po prostu pamiętałaś je lepiej? Bo to chyba nie jest to samo i zastanawiam się czy różnicujesz te dwa efekty.
A czy ktoś próbował nie robić nic szczególnego przed snem przez jakiś czas i porównać? Bo może to jest jedyna metoda żeby w ogóle cokolwiek zobaczyć - mieć jakiś punkt odniesienia bez intencji. Zdaję sobie sprawę że to brzmi jak eksperyment ale może inaczej się nie da.
Czekajcie, bo chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Mówicie że intencja przed snem zmienia to co pamiętasz, a nie koniecznie to co się śni? To by znaczyło że magia snu działa bardziej na pamięć i interpretację niż na samą treść snu? Czy dobrze to rozumiem?
Wracam tu po kilku dniach i ta dyskusja poszła w kierunek którego się nie spodziewałam, ale dobrze. Piolun wcześniej wspomniała o podstawach - rytmie, środowisku. Próbowałam tego tygodnia chodzić spać o tej samej porze i nie sprawdzać telefonu przez ostatnie pół godziny. I coś się zmieniło, ale nie wiem jak to opisać. Sny były... gęstsze? Nie wiem czy to jest słowo.
To pytanie Hortensja zadaje jest chyba kluczem do całego wątku. Bo jeśli powiem że odstawiam telefon bo to "rytuał oczyszczenia przestrzeni przed snem", a ty powiesz że odstawiasz telefon bo "tak zaleca medycyna snu" - robimy to samo, ale z zupełnie innym zapleczem. I to zaplecze chyba coś robi z tym jak przeżywamy sen.
Słucham tej dyskusji od dłuższego czasu i mam takie wrażenie że wszyscy okrążacie jedno pytanie ale nikt go wprost nie zadaje: czy sen jest przestrzenią w której coś można zrobić, czy przestrzenią którą można zinterpretować? Bo to są dwie różne rzeczy i nie wiem czy mówimy o tym samym.
Wierzbina dotknęła czegoś co mnie interesuje od dawna. Bo kiedy pracuję z tarotem po jakimś intensywnym śnie, to nie wiem czy interpretuję sen czy kontynuuję coś co się tam zaczęło. I praktycznie nie ma różnicy dla wyniku. Ale teoretycznie to zupełnie co innego.
Chcę tu wejść z boku, bo Caroletta zadała pytanie które jest tak naprawdę o naturę symboli, nie o magie snu. Księżyc pasuje do wody i ciemności bo tak jest zaprojektowany - te symbole w większości talii są wybrane właśnie po to żeby być pojemne. To nie jest zarzut, to po prostu coś co warto mieć z tyłu głowy kiedy szuka się połączeń.
Chcę tu wrócić do pytania Czarodzieja, bo myślę że ono jest ważniejsze niż kwestia tafotu. Czy sen jest przestrzenią działania czy interpretacji - to nie jest tylko filozoficzne pytanie. Jeśli przyjmiesz że działania, to twoja praca ze snem wygląda zupełnie inaczej niż jeśli przyjmiesz że interpretacji. Które z was faktycznie traktuje sen jako miejsce gdzie coś robi, a nie tylko ogląda?
Mam pytanie do Hubert72, bo jego rozróżnienie mnie tu zatrzymało. Jeśli traktujesz sen jako przestrzeń działania - to co to znaczy że "coś robisz" podczas snu? Robisz to świadomie, w sensie lucid dreaming, czy to może działać bez pełnej świadomości śniącego?
Nie zakładam że to musi być świadome. W niektórych tradycjach - nie tylko szamańskich, ale też w pewnych nurtach sufickich - to co się dzieje podczas snu jest działaniem niezależnie od tego czy śniący to kontroluje. Kontrola jest wtórna. Najpierw jest przestrzeń, potem ewentualnie umiejętność poruszania się w niej.
Wchodzę tu bo mnie ta rozmowa rzeczywiście zaczyna kręcić. Bo z jednej strony mamy Piolun która mówi że rytm i środowisko to podstawa, z drugiej Wierzbina która mówi że wystarczy precyzyjna intencja przed zaśnięciem. Czy to są dwa różne podejścia do tego samego, czy jednak jedno wymaga drugiego?
Tu mam konkretne doświadczenie. Przez kilka tygodni próbowałam ustawiać intencję przy wszystkich moich zwykłych wieczornych nawykach - bez żadnej zmiany rytmu, bez wyciszenia środowiska, z telefonem obok. Efekty były... nierówne. Czasem coś, częściej nic konkretnego. Ale nie wiem czy to przez brak rytmu, czy po prostu intencja nie była wystarczająco ostra.
