Forum

Asystent AI
Zapiski magiczne - ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Zapiski magiczne - czy trzymacie pamiętnik praktyk i co w nim notujecie?

Strona 1 / 5

Wpisy: 2419
Rozpoczynający temat
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Prowadzę zapiski od wielu lat i muszę powiedzieć, że bez tego chyba bym się pogubił w tym co robię. Zaczęło się od zwykłego notatnika, teraz mam coś w rodzaju kilku zeszytów podzielonych tematycznie. Jeden na obserwacje przy pracy z kartami, drugi stricte na rytuały - co, kiedy, przy jakiej fazie księżyca, efekty. Zastanawiam się, czy wy w ogóle to robicie, czy może macie jakiś swój system? Bo właśnie przeglądałem stare zapiski i uderzyło mnie, ile rzeczy robiłem inaczej kilka lat temu - i ciekawe jest to, że część tamtych podejść była moim zdaniem lepsza niż obecne nawyki.


Odpowiedz
201 odpowiedzi
Wpisy: 699
(@pytia)
Połączone: 5 miesięcy temu

U mnie to jest totalna mieszanina. Mam jeden gruby zeszyt i wrzucam tam wszystko bez ładu - notatki z rozkładów, obserwacje snów, czasem jakiś cytat, który mnie zatrzymał. Denerwuje mnie to trochę, bo potem trudno cokolwiek znaleźć, ale z drugiej strony jak próbowałam tę segregację, to jakoś sztywniała mi cała praktyka. Jak to masz podzielone na kilka zeszytów - to nie gubi się ten ciągłość? Pytam serio, bo szukam jakiegoś środka między bałaganem a tabelkami.


Odpowiedz
Wpisy: 469
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Miałam kiedyś piękny, oprawiony dziennik i... skończyłam na tym, że się bałam do niego pisać, żeby 'nie popsuć'. Teraz używam zwykłych brulionów z Biedronki i jest o niebo lepiej. Piszę głównie po sesjach z runami - co wyciągnęłam, jaki był kontekst, co się potem wydarzyło w ciągu kilku dni. Ta weryfikacja retrospektywna to chyba najbardziej wartościowa część. Ale mam pytanie do Sauwaka - czy rozdzielasz praktykę od teorii? Bo u mnie bywa tak, że zapis przeobraża się w esej o symbolice i totalnie tracę wątek co właściwie robiłam.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 534

@Andromeda to jest dokładnie mój problem. Zaczynam od krótkiej notatki po rytuale, a kończę na tym, że piszę stronę o tym skąd pochodzi dany symbol albo dlaczego użyłam akurat tej świecy. I potem nie wiem co jest opisem doświadczenia, a co jest przepisaną wiedzą z książki. Może to nie jest problem? Ale ciężko mi potem oddzielić to co naprawdę poczułam od tego co 'powinnam' czuć według teorii.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Andromeda tak, rozdzielam, i właśnie dlatego skończyłem na kilku zeszytach. Jeden jest czysto logistyczny - data, faza księżyca, co robiłem, czas trwania. Zero interpretacji. Drugi to właśnie ta przestrzeń na eseje, symbole, skojarzenia. Dzięki temu jak wracam do praktycznego zeszytu po roku to widzę dane, nie narrację którą sobie dobudowałem. Natomiast Centa poruszyła coś ważnego - ta granica między doświadczeniem a teorią jest moim zdaniem jednym z trudniejszych aspektów prowadzenia takich zapisków. Jak ktoś rozwiązał ten problem inaczej?


Odpowiedz
Wpisy: 902
(@lunarna)
Połączone: 1 rok temu

Ja dopiero zaczynam z zapiskami i szczerze nie wiedziałam, że to może być tak rozbudowane. Miałam w głowie że notatnik to notatnik. A tu się okazuje, że są zeszyty tematyczne, sekcje na teorię i praktykę... Mam głupie pytanie - czy na początku ma sens taki podział, czy lepiej po prostu zacząć pisać cokolwiek i nie myśleć o systemie?


Odpowiedz
Wpisy: 582
(@cykoria)
Połączone: 6 miesięcy temu

Na początku zdecydowanie pisz cokolwiek. System wyłania się sam, jak już masz z czego. Jak zaczęłam z gotowym szablonem z internetu, to przez miesiąc wklejałam dane w rubryki i czułam się jak urzędnik. Zero autentyczności. Dopiero jak wyrzuciłam szablon i zaczęłam pisać normalnie, zaczęło to coś dawać. Ale wracając do tego co mówił Sauwak o starych zapiskach - ja ostatnio też przejrzałam swoje z kilku lat temu i to było dziwne uczucie. Jakbym czytała zapiski kogoś innego, kto miał moje imię.


Odpowiedz
Wpisy: 409
(@domowik)
Połączone: 3 miesiące temu

A czy to w ogóle musi być papierowy zeszyt? Bo próbowałem z notatkami w telefonie i niby dane są, ale coś nie działa tak samo. Słyszałem, że przy pisaniu ręcznym aktywują się inne obszary mózgu - czy macie wrażenie, że samo fizyczne pisanie ma znaczenie, czy to taki mit?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Domowik to nie jest mit, ale też nie jest magia sama w sobie. Jest faktycznie jakiś element skupienia przy pisaniu ręcznym, którego przy klawiaturze nie ma. Ale znam osoby, które prowadzą cyfrowe dzienniki praktyk i działają znakomicie. Myślę, że pytanie brzmi raczej - co dla ciebie działa? Bo jeśli przy telefonie ci się to rozłazi i nie wracasz do notatek, to papier ma sens. Jeśli papierowy zeszyt leży nieużywany, to lepszy telefon niż nic.


Odpowiedz
Wpisy: 368
(@zlata)
Połączone: 4 miesiące temu

Pisanie ręczne zdecydowanie wpływa na energię zapisu - to jest udowodnione w tradycjach grimoirów, gdzie ręczne przepisanie tekstu było częścią rytuału inicjacji. Cyfrowe notatki nie mają tej samej wibracji. Ja mam zeszyt, do którego piszę tylko atramentowym piórem i to naprawdę robi różnicę.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pytia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 699

@Zlata hm, ale skąd wiesz, że to 'wibracja' a nie po prostu to, że bardziej uważasz jak piszesz piórem? Pytam bez złośliwości, bo sama używam zwykłego długopisu i nie czuję żebym traciła cokolwiek. Czy masz na myśli konkretną tradycję, bo to o grimoirach brzmi ciekawie i chętnie poczytałabym więcej.


Odpowiedz
Wpisy: 2419
Rozpoczynający temat
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Tradycja grimoirów to faktycznie temat - ale tam chodziło o coś innego niż 'wibracja pisma'. Ręczne kopiowanie było przede wszystkim formą nauki i transmisji wiedzy, no i pewnego rodzaju inicjacji przez sam czas i wysiłek wkładany w przepisanie. Nie jestem przekonany, że atramentowe pióro kontra długopis robi zasadniczą różnicę. Natomiast zgadzam się, że akt fizycznego pisania ma inną jakość skupienia niż klepanie w klawiaturę. To jest jednak kwestia neurologii, nie metafizyki - przynajmniej ja bym to tak postawił.


Odpowiedz
Wpisy: 582
(@cykoria)
Połączone: 6 miesięcy temu

No właśnie, i tu jest ta granica, przy której zawsze coś we mnie zgrzyta. Czy my prowadzimy dziennik praktyk, żeby zrozumieć siebie i swoje doświadczenia, czy żeby mieć 'magiczny artefakt'? Bo to są dwa zupełnie różne cele i inaczej się wtedy pisze. Przy pierwszym podejściu liczy się szczerość i regularność, przy drugim - forma i materia. I nie mówię, że jedno jest lepsze od drugiego, tylko że warto wiedzieć po co się to robi.


Odpowiedz
Wpisy: 534
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

To jest świetne pytanie. U mnie szczerze - zaczęłam z myślą o 'magicznym zeszycie', a skończyłam na tym, że jest to po prostu dziennik. I chyba lepiej mi z tym teraz. Mniej presji żeby każdy wpis wyglądał jakby miał zostać odkopany przez archeologów za sto lat.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lunarna)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 902

@Centa dokładnie tak to czułam kiedy próbowałam wcześniej - że każdy wpis 'musi' być jakoś specjalny. I w końcu przestawałam pisać, bo nie miałam nic 'wystarczająco magicznego' do zapisania. A potem się okazuje, że właśnie te zwykłe obserwacje są najcenniejsze?


Odpowiedz
Wpisy: 409
(@domowik)
Połączone: 3 miesiące temu

A co w takim razie notujecie przy zwykłych, codziennych rzeczach, które nie są żadnym rytuałem? Mam na myśli - czy zapisujecie też jakieś drobne obserwacje, zbieżności, sny? Czy to tylko formalne notatki po każdym rytuale?


Odpowiedz
Wpisy: 469
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ja notuję wszystko co wydaje mi się nieprzypadkowe, choć staram się przy tym zachować sceptycyzm. Czyli - wyciągnęłam rano konkretną runę, zapisuję. Wieczorem coś się dzieje co z nią koresponduje - zapisuję. Ale też staram się zapisywać rzeczy, które zapowiadała runa a się nie wydarzyły. To drugie jest trudniejsze, bo mózg woli szukać potwierdzeń. Właśnie dlatego systematyczne zapiski są dla mnie bardziej o rozbrajaniu własnych uprzedzeń poznawczych niż o zbieraniu dowodów na cokolwiek.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@pytia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 699

@Andromeda o tym zapisywaniu rzeczy, które się nie wydarzyły - czy możesz rozwinąć? Bo to brzmi jak coś, o czym mało się mówi, a wydaje mi się, że to ważne. Mam tendencję do zapamiętywania tylko trafień i jakoś naturalnie pomijam chybienia.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Pytia to jest dokładnie to, co sprawia że dziennik praktyk różni się od zwykłego entuzjastycznego pisania o magii. Jak prowadzisz zapiski tylko z trafieniami, to po roku masz dokument, który 'udowadnia' ci że wszystko działa. Jak zapisujesz też chybienia, to masz obraz rzeczywisty. Mnie to zmieniło podejście do kilku rzeczy, które robiłem - okazało się, że pewne metody miały skuteczność taką jak rzut monetą. To niewygodna wiedza, ale użyteczna.


Odpowiedz
Wpisy: 582
(@cykoria)
Połączone: 6 miesięcy temu

Sauwak, ale tu jest jedna pułapka - żeby zapisywać chybienia, musisz z góry zdefiniować co będzie uznane za trafienie, a co za chybienie. Przy kartach to jeszcze da się ustalić, ale przy rytuałach? Jak mierzysz, że rytuał ochronny 'zadziałał'? Że nic złego się nie stało? To jest błąd logiczny, który mnie zawsze trochę zatrzymuje przy próbach oceny skuteczności własnej praktyki.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Cykoria masz absolutną rację i to jest właśnie ten moment gdzie muszę przyznać, że nie mam dobrej odpowiedzi. Przy rytuałach ochronnych, intencyjnych i tym podobnych nie da się tego uczciwie zoperacjonalizować. Dlatego w moich zapiskach staram się unikać oceny skuteczności przy takich działaniach - notuję sam proces, intencję, swój stan, ale nie próbuję wyciągać wniosków o 'wynikach'. Tylko przy rozkładach kartowych, gdzie jest jakaś konkretna zapowiedź, można cokolwiek rzetelnie weryfikować.


Odpowiedz
Wpisy: 534
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

a jak konkretnie piszesz o chybieniach? Bo mam wrażenie, że łatwo powiedzieć 'zapisuję też to, co nie wyszło', ale w praktyce to jest trudne. Jak rytuał miał przynieść jakiś efekt i nic się nie dzieje, to kiedy uznajesz, że minął czas oczekiwania? Po tygodniu? Miesiącu? Czy masz jakiś swój sposób na to?


Odpowiedz
Wpisy: 2419
Rozpoczynający temat
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Uczciwie - nie mam dobrego systemu. Przy intencjach z konkretnym terminem jest łatwiej, bo albo się coś wydarzyło, albo nie. Przy ogólnych - staram się zapisać po trzech tygodniach, czy cokolwiek się zmieniło, ale sam przyznam, że to arbitralne. Nie ma tu żadnej metodologii, którą bym polecał.


Odpowiedz
Wpisy: 699
(@pytia)
Połączone: 5 miesięcy temu

To mnie trochę uspokaja, bo myślałam że tylko ja tak mam. Próbowałam prowadzić coś w stylu tabeli - data rytuału, cel, termin weryfikacji - ale szybko zrezygnowałam, bo czułam się jakbym oceniała projekt w excelu, a nie pracowała z czymś żywym. Jak wy w ogóle godzicie tę potrzebę weryfikacji z tym, że magia to nie jest eksperyment laboratoryjny?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@cykoria)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 582

@Pytia to nie jest paradoks do pogodzenia, to jest po prostu napięcie, z którym trzeba żyć. Albo akceptujesz, że nie możesz tego rzetelnie zweryfikować i piszesz dziennik jako zapis subiektywnego doświadczenia, albo próbujesz coś mierzyć i musisz być gotowa na to, że wyniki cię rozczarują. Nie ma trzeciej opcji która daje pewność i jednocześnie zostawia poczucie sensu.


Odpowiedz
Wpisy: 409
(@domowik)
Połączone: 3 miesiące temu

Ale czy zapisywanie snów trafia do tego samego zeszytu co rytuały? Bo sny to jest jakaś inna kategoria - nie robię niczego, to się po prostu dzieje. Zastanawiam się, czy to w ogóle jest 'praktyka' w takim sensie jak rytuał.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Domowik u mnie sny mają osobną sekcję, ale w tym samym zeszycie. Traktuję je jako informacje z tła, nie jako praktykę. Zapisuję głównie te, przy których mam silne przeczucie że coś znaczą, albo które się powtarzają. Nie ma sensu zapisywać każdego snu, bo po miesiącu masz chaos.


Odpowiedz
Wpisy: 902
(@lunarna)
Połączone: 1 rok temu

A jak odróżniacie sny, które 'coś znaczą', od zwykłych? Pytam serio, bo mi się wydaje, że zawsze można doszukać się sensu jeśli chce się doszukać. Trochę mi się to kręci w kółko.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pytia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 699

@Lunarna dokładnie to samo mam. I wydaje mi się, że nie ma tu obiektywnej granicy - raczej chodzi o to, żeby zapisywać i patrzeć co się powtarza. Jeden sen może nic nie znaczyć, ale jak ten sam motyw wraca przez kilka tygodni, to już jest coś do przemyślenia. Przynajmniej tak to u mnie działa.


Odpowiedz
Wpisy: 2419
Rozpoczynający temat
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Przy snach mam jedną praktyczną zasadę: zapisuję tylko jeśli sen był na tyle wyrazisty, że obudziłem się i przez chwilę nie wiedziałem że to sen. Albo jeśli po przebudzeniu miałem jakieś silne uczucie, które nie znikało przez co najmniej pół godziny. Wszystko inne to po prostu szum. To oczywiście subiektywne kryterium, ale działa dla mnie lepiej niż próba oceniania treści.


Odpowiedz
Wpisy: 368
(@zlata)
Połączone: 4 miesiące temu

Sny w tradycji onirycznej były traktowane jako oddzielna praktyka, zupełnie niezależna od rytuałów. W egipskich świątyniach inkubacji sen był wywoływany intencjonalnie, a jego zapis był aktem sakralnym. Mieszanie tego z notatkami po rytuale to moim zdaniem błąd metodologiczny.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@cykoria)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 582

@Zlata egipskie świątynie inkubacji to trochę inny kontekst - tam chodziło o konkretny rytuał wywołania snu wyroczni, nie o codzienne marzenia senne. Nie sądzę, żeby to był argument za rozdzielaniem zeszytów. To tak jakby powiedzieć, że nie można mieszać zapisków z medytacji z zapiskami po pracy z kartami, bo kiedyś to były oddzielne szkoły.


Odpowiedz
Wpisy: 409
(@domowik)
Połączone: 3 miesiące temu

Dobra, a czy ktoś prowadzi jakiś system tagowania albo słów kluczowych? Bo jak mam już zapiski z roku czy dwóch, to jak w tym szukać wzorców? Czytanie wszystkiego od nowa to brzmi jak wieczność.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Domowik mam marginesowe symbole. Runa jako symbol snu, koło jako symbol rytuału, strzałka w górę jeśli efekt był wyraźny, w dół jeśli nic się nie poruszyło. Nie jest to system doskonały, ale pozwala mi szybko przejrzeć kilka miesięcy bez czytania każdego wpisu. Kilka osób mi mówiło, że to za skomplikowane, ale po tygodniu jest intuicyjne.


Odpowiedz
Wpisy: 534
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

To jest pomysł, którego mi brakowało. Próbowałam z kolorami długopisów - różne kolory do różnych typów doświadczeń - ale potem nie miałam pod ręką właściwego koloru i albo zostawiałam lukę, albo pisałam nie tym i potem nie pamiętałam systemu. Symbole na marginesie brzmią prościej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lunarna)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 902

@Centa to jest ten problem, że jak system wymaga konkretnych narzędzi, to się sypie przy pierwszej niedogodności. Ja teraz staram się ograniczyć do jednego długopisu i żadnych dodatkowych wymagań, bo inaczej wiem jak to u mnie kończy. Ale symbole to coś, co mogę zrobić jednym piórem, więc to może być coś.


Odpowiedz
Wpisy: 2419
Rozpoczynający temat
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Słuchajcie, jest jedna rzecz przy zapiskach, której tutaj nie poruszyliśmy - co robić z wpisami, które po czasie wydają się żenujące albo po prostu błędne? Mam w starszych zeszytach wpisy, gdzie wyciągałem wnioski, które teraz widzę jako kompletnie naciągane. Wykreślać, zostawiać, dopisywać korektę?


Odpowiedz
Wpisy: 699
(@pytia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Sauwak, to jest może najważniejsze pytanie w tym wątku. Bo ja zostawiam wszystko bez wykreślania, ale nie wiem czy to jest mądrość czy lenistwo. Mam jeden wpis sprzed jakichś dwóch lat, gdzie opisuję 'wyraźny znak' który teraz widzę jako zwykłe potwierdzenie tego, co chciałam zobaczyć. I nie wiem co z tym zrobić.


Odpowiedz
Wpisy: 582
(@cykoria)
Połączone: 6 miesięcy temu

Nie wykreślaj nigdy. Dopisz datę i krótką notatkę na marginesie że teraz widzisz to inaczej. To jest właśnie ta wartość dziennika - możesz zobaczyć jak się zmienia twoje myślenie. Jak wykreślisz, to stracisz ten ślad. Żenujące wpisy to nie są błędy do ukrycia, to są dane.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Cykoria zgadzam się, i dodam że właśnie dlatego warto nie pisać w zeszycie ołówkiem. Widziałam kilka osób które zaczęły od ołówka bo 'mogę poprawić', a skończyły na tym że połowa notatek była wytarta. Nieścieralne wpisy, nawet jeśli się później okazują niedoskonałe, mają ciągłość.


Odpowiedz
Wpisy: 409
(@domowik)
Połączone: 3 miesiące temu

A co jeśli ktoś kiedyś przeczyta ten zeszyt? Bo nie wiem, może to brzmi absurdalnie, ale jak piszę coś co wydaje mi się głupie, to mam w głowie tego wyimaginowanego czytelnika i to blokuje. Jak wy sobie z tym radzicie?


Odpowiedz
Wpisy: 534
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

Domowik, ja miałam dokładnie to samo i przez długi czas to mnie blokowało bardziej niż cokolwiek innego. W pewnym momencie postanowiłam, że piszę tak, jakby ten zeszyt miał spłonąć zaraz po moją śmiercią. Brzmi dramatycznie, ale serio pomogło. Jak już nie piszę dla żadnego czytelnika, to przestałam autocenzurować i zaczęłam pisać rzeczy, które były naprawdę moje.


Odpowiedz
Strona 1 / 5
Udostępnij: