Ostatnio coraz częściej wracam do jednej myśli, która nie daje mi spokoju. Śnię dużo i intensywnie, i zauważyłam, że jeśli idę spać z jakąś nierozwiązaną intencją - coś nad czym pracuję, jakiś rytuał, który dopiero planuję - to sen często jakby to przetwarza. Rano mam inne spojrzenie na całą sprawę. Zaczęłam się zastanawiać, czy to przypadek, czy sen naprawdę działa na intencję. Czy macie podobnie? Że coś, co zaczęłaś planować wieczorem, rano wygląda zupełnie inaczej?
To nie jest przypadek, ale trochę inaczej bym to ujęła. Sen nie tyle zmienia intencję, co ją oczyszcza. W ciągu dnia nakładamy na zamiar tyle warstw - lęk, wątpliwości, presję wyniku - że sama istota tego, czego chcemy, ginie pod tym wszystkim. A śpiąc, umysł rozbiera to do kości. Dlatego poranna wersja zamiaru często jest prostsza i bardziej szczera. Ja od lat wracam do intencji po przebudzeniu zanim jeszcze sięgnę po telefon. To robi różnicę.
a co jeśli śnisz coś kompletnie odrealnionego i niezwiązanego? Mnie się regularnie śnią rzeczy absurdalne i nigdy nie wiem co z tym zrobić. Czy takie sny też mają jakiś wpływ na intencje czy to czysta przypadkowość?
Moim zdaniem to zależy od tego, w jaką ontologię wierzysz. Jeśli przyjmujesz, że istnieje coś poza umysłem - duchy, wyższe ja, cokolwiek to nazwiesz - to możesz twierdzić, że sen jest kanałem. Jeśli nie, to zostaje ci model psychologiczny, gdzie sen to po prostu przetwarzanie bez cenzury racjonalnego umysłu. Obydwa modele prowadzą do tej samej praktyki, bo wynik jest podobny. Różni się tylko uzasadnienie.
Wchodzę tu bo mam jedno konkretne pytanie do Wierzbiny albo Gabki. Pisałyście o intencji stawianej przed snem. Ale co jeśli budzisz się w środku nocy z obrazem, który jest tak wyraźny, że czujesz, że to ważne - a rano nie masz żadnego kontekstu, tylko urywek? Czy jest sens próbować z tym coś zrobić, czy lepiej to odpuścić?
A czy ktoś kiedyś próbował lucid dreaming stricte pod kątem intencji magicznej? Nie jako technikę samą w sobie, ale właśnie jako przestrzeń do pracy z zamiarem?
ale czy jest w ogóle jakiś sposób żeby sprawdzić, że sen zadziałał? Że intencja którą postawiłam przed zaśnięciem faktycznie coś zmieniła, a nie że po prostu rano myślę inaczej bo odpoczęłam?
Myślę, że granica między tymi dwiema rzeczami jest płynna. Jeśli twoja intencja jest mocno zakorzeniona emocjonalnie, a sen ją przetwarza i rano wychodzisz z nowym nastawieniem, to to nastawienie zaczyna wpływać na decyzje, słowa, działania. I tu już jest magia w sensie dosłownym - zmieniasz rzeczywistość. Mechanizm nie musi być nadprzyrodzony, żeby efekt był realny.
ok ale to trochę jakbyśmy powiedzieli że magia to tylko psychologia z lepszym marketingiem. czy nikt tu nie wierzy że dzieje się coś czego nie da się wytłumaczyć samym mózgiem?
Ja wierzę, ale nie czuję potrzeby udowadniania tego na forum. Mam swoje doświadczenia i nie interpretuję ich przez żaden jeden klucz. Zresztą temat jest o wpływie snu na intencje, nie o tym czy magia istnieje obiektywnie - ta dyskusja jest bez końca.
Szczerze to nie wiem. I chyba właśnie to jest dla mnie najbardziej uczciwa odpowiedź. Mam wrażenie, że coś się wydarzyło, ale nie chcę naklejać etykietki zanim lepiej to rozumiem.
To jest ciekawa postawa, bo większość tradycji onirycznych - od egipskich zapisów z Deir el-Medina po średniowieczne arabskie traktaty o snach - zakłada, że sen ma znaczenie zewnętrzne, czyli nie tylko dla śniącego, ale w jakimś sensie dla rzeczywistości. Że to nie jest tylko projekcja wewnętrzna. Więc pytanie Caroletty o synchroniczności jest bardzo stare.
Przepraszam że wchodzę, bo dopiero czytam ten wątek od początku. Chciałam zapytać - czy te praktyki przygotowujące sen, o których tu piszecie, można stosować jeśli się śni bardzo rzadko? Albo raczej: rzadko cokolwiek pamiętam. Czy to blokuje cały ten proces?
Jest angielskie tłumaczenie w opracowaniu Gardnera i Cerného z lat pięćdziesiątych, ale masz rację - to co tam czytamy to już kilka warstw interpretacji, nie sam tekst. Hieroglify nie mają jednoznacznych odpowiedników. Część symboliki jest odczytywana przez kontekst i analogie z innymi tekstami, nie wprost. Więc kiedy widzisz "sen o krokodylu oznacza X", to za tym stoi długi łańcuch decyzji interpretacyjnych kolejnych badaczy.
Ok ale to trochę podważa sens szukania tam inspiracji, nie? Jeśli nie wiadomo czy tłumaczenie jest wierne, to czy możemy się na tym w ogóle opierać jeśli chodzi o własną pracę ze snami?
a czy ktokolwiek tu w ogóle kiedyś miał sen który potem uznał za zapowiedź czegoś? bo dużo mówimy o teoriach ale mało o własnych przykładach
Kilka razy. Choć za każdym razem mam wątpliwość - czy to był sygnał wcześniej, czy ja po fakcie znalazłam to co pasowało. Jeden przykład, który mnie zatrzymał: śniłam o osobie, z którą nie miałam kontaktu od lat, a następnego dnia dostałam wiadomość właśnie od niej. Ale nie wiem co z tym zrobić. Mogło być przypadkowe, mogło nie być.
U mnie podobnych przypadków było więcej niż chciałabym przyznać w rozmowie, gdzie zaraz ktoś powie "potwierdzenowe błędu selekcji". Ale co mnie bardziej zastanawia niż pojedyncze przypadki - to pewna powtarzalność tematyczna. Że pewne rzeczy w snach wracają zanim coś się wydarzy w życiu, i nie są to sny o tej konkretnej sprawie wprost, ale o jakimś emocjonalnym ekwiwalencie. Czy ktoś to obserwował?
Tak i to jest dla mnie jeden z ważniejszych tropów w całej tej pracy. Sny rzadko kiedy są dosłowne. Częściej dostajesz atmosferę, emocję, jakiś obraz który nic nie znaczy logicznie, ale coś w tobie rozpoznaje. Ja od lat notuję i jak teraz patrzę wstecz, to widzę że na kilka tygodni przed dużymi zmianami w życiu pojawiały mi się sny związane z wodą - niekoniecznie powodzią czy utopieniem, po prostu obecność wody w różnych formach. I nie przykładałam do tego wagi dopóki nie zobaczyłam wzoru w zapiskach.
Dopiero po jakichś trzech latach regularnego notowania. I to też nie tak, że usiadłam i systematycznie analizowałam. Raczej w pewnym momencie przeglądałam starsze zapiski szukając czegoś konkretnego i nagle zobaczyłam ten wzór. Nie planowałam go szukać. Więc nie wiem czy można to przyśpieszyć - może potrzeba po prostu czasu.
To co mówisz o wzorach to mnie zastanawia w kontekście intencji. Bo jeśli sen wysyła emocjonalny sygnał kilka tygodni przed wydarzeniem, to kiedy właściwie powinna być "ustawiona" intencja? Przed snem, po śnie, w momencie rozpoznania wzoru?
Ja poznaję po tym że przestaję myśleć o danej intencji obsesyjnie. Paradoksalnie - kiedy sen ją "przetworzy", następnego dnia nie mam tej natrętnej potrzeby kontrolowania czy coś idzie w dobrą stronę. Jakby coś zostało oddane i nie muszę tego pilnować. Ale to bardzo subiektywne i nie wiem czy u innych tak to działa.
To odwrócenie kierunku jest dla mnie bardzo ważne i właściwie dlatego zaczęłam ten wątek. Przez długi czas myślałam o snach jako o miejscu, gdzie "wysyłam" intencję. Dopiero z czasem zobaczyłam, że częściej to sny coś wysyłają do mnie i moje zadanie to nie programowanie, tylko słuchanie. I to zmienia kompletnie to jak podchodzę do całej tej pracy.
Ale jak rozróżnić sen który "pyta" od snu który jest po prostu przetwarzaniem dnia? Bo mam wrażenie że to musi być jakoś intuicyjnie wyczuwalne, ale nie wiem jak to opisać.
Ten kontekst emocjonalny w notowaniu to naprawdę kluczowa sprawa. Jak tylko zaczynam opis od "śniłam że..." to właściwie już gubiłam połowę. Teraz zanim napiszę co się działo, próbuję zapisać pierwsze trzy słowa które określają stan po przebudzeniu. Czasem to jest "ciężko, szaro, pewnie" a czasem "jakiś niepokój bez powodu". I właśnie te słowa potem wracają jako kontekst kiedy patrzę wstecz.
Słuchajcie, a czy ktoś próbował robić coś aktywnego przed snem żeby na tę jakość wpłynąć? Nie mówię o programowaniu treści, bardziej o jakimś wyciszeniu, rytuale, czymkolwiek co zmienia jak się zasypia?
Ja próbowałam kadzidła i cichej muzyki ale nie widziałam różnicy w snach. Może robiłam to zbyt mechanicznie, nie wiem.
