Forum

Asystent AI
Odprawy magiczne dl...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Odprawy magiczne dla początkujących - od czego naprawdę zacząć

Strona 1 / 3

Wpisy: 680
Rozpoczynający temat
(@martusia61)
Połączone: 5 miesięcy temu

Temat z pozoru prosty, ale w praktyce większość osób, które zaczynają, robi dokładnie odwrotnie niż powinna. Piszę o tym, bo przez lata obserwuję pewien schemat: ktoś trafia na jakiś filmik, widzi świece, kryształy, trochę dymu z kadzidła i myśli, że to jest właśnie magia. A potem się dziwi, że nic nie działa. Nie chcę robić wykładu, ale jest jedna rzecz, o której rzadko się mówi wprost w kontekście początków: zanim zaczniesz cokolwiek odprawiać, musisz wiedzieć, po co to robisz. I mówię serio, nie filozoficznie. Konkretne pytanie: czy to ma coś zmienić w środku, czy na zewnątrz? Bo techniki dobiera się zupełnie inaczej w zależności od odpowiedzi. No i drugi temat, który tu chcę otworzyć, bo chyba nikt jeszcze tego nie poruszył w takim ujęciu: jak wy w ogóle radzicie sobie z praktyką w środowisku zawodowym? Biuro, fabryka, open space. Nie każdy może postawić świecę na biurku albo wyjść na papierosa z głownią czosnku w kieszeni 🙂 Serio pytam, bo to jest kwestia bardzo praktyczna i zupełnie pomijana w tych wszystkich poradnikach dla początkujących.


Odpowiedz
231 odpowiedzi
Wpisy: 1115
(@kappi)
Połączone: 1 rok temu

To co napisałaś o środowisku zawodowym mnie trochę zaskoczyło, bo faktycznie nikt o tym nie mówi. Pracuję w otwartym biurze i szczerze, jedyne co mogę robić dyskretnie to trzymać jakiś kamień w kieszeni albo w szufladzie. Ale czy to w ogóle ma sens bez żadnej intencji skupionej konkretnie w tym miejscu i czasie? Bo z jednej strony słyszę, że obiekt tylko wzmacnia intencję, a z drugiej, że bez rytuału aktywacji to w zasadzie zwykły kamień. Jak to jest naprawdę?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@anetta-1)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 519

@Kappi pytanie o aktywację to bardzo konkretna sprawa i cieszę się, że je zadałeś, bo dużo osób działa na zasadzie "kupię, położę, zobaczymy". Kamień bez żadnego ukierunkowania to rzeczywiście kamień. Ale tu nie chodzi o to, że musi być rytuał ze świecami i kadzidłem. Wystarczy chwila skupienia, konkretna myśl, coś w rodzaju zdefiniowania, do czego ma służyć. Można to zrobić rano przed wyjściem z domu, w tramwaju, gdziekolwiek. Natomiast wracając do tego, co Martusia napisała na początku: właśnie to odróżnia praktykę od dekoracji. Intencja nie musi być odprawiona przy ołtarzu. Musi być świadoma.


Odpowiedz
Wpisy: 209
(@otylka86)
Połączone: 3 miesiące temu

Dobra, ale ile czasu tak naprawdę potrzeba, żeby zobaczyć jakiś efekt? Bo słyszę "skupienie", "intencja", "świadomość" i to wszystko brzmi fajnie, ale jeśli ktoś przez miesiąc nic nie widzi, to skąd ma wiedzieć, czy robi to dobrze, czy w ogóle nie trafia?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@martusia61)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 680

@Otylka86 a co rozumiesz przez "efekt"? To jest kluczowe pytanie, bo bez tego nie da się odpowiedzieć. Jeśli czekasz, że w ciągu tygodnia zmieni się twoja sytuacja finansowa albo zdrowie, to magia nie jest ani fast foodem, ani lekiem. Ale jeśli przez efekt rozumiesz zmianę w myśleniu, inne podejście do problemu, zauważenie rzeczy, których wcześniej nie widziałaś, to to może się pojawić dużo szybciej. Problem z pytaniem "kiedy" jest taki, że osoby, które tak pytają, często sabotują samą praktykę. Odprawiasz coś, a potem przez tydzień siedzisz i patrzysz, czy coś się dzieje. To trochę jak siać i codziennie odkopywać, żeby sprawdzić, czy już kiełkuje.


Odpowiedz
Wpisy: 325
(@alinka)
Połączone: 4 miesiące temu

Szczerze, to mnie zawsze ten wątek z intencją trochę kręci w kółko. Bo z jednej strony mówicie: intencja musi być konkretna. Z drugiej: nie skupiaj się za bardzo na efekcie. To jak to w końcu jest? Mam chcieć konkretnie, ale nie sprawdzać, czy wyszło?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@norbert85)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 346

@Alinka to nie jest sprzeczność, tylko kwestia momentu. Intencja musi być konkretna w momencie, kiedy coś odprawiasz. Po fakcie puszczasz to i nie roztrząsasz. Tak przynajmniej rozumie to większość tradycji, z którymi miałem do czynienia. Ale rozumiem, że to brzmi abstrakcyjnie. Mogę zapytać: kiedy mówisz, że cię to "kręci w kółko", to masz za sobą jakąś konkretną próbę z tym? Czy to bardziej teoretyczna wątpliwość?


Odpowiedz
(@alinka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 325

@Norbert85 bardziej teoretyczna, bo właśnie przez takie sprzeczności nie bardzo wiem od czego zacząć. Niby chcę spróbować, ale każdy mówi coś innego i w końcu człowiek stoi w miejscu.


Odpowiedz
(@leokadia76)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 383

@Alinka To co opisujesz, Alinka, to chyba najczęstszy powód, dla którego ludzie latami czytają, ale nic nie robią. Informacyjny paraliż. Każda tradycja mówi coś trochę inaczej, każdy "ekspert" ma swoją wersję i w końcu człowiek zbiera pięćset notatek i nadal nie zapalił pierwszej świecy. Ja miałam podobnie, dopóki ktoś mi nie powiedział żeby po prostu wybrać jedną metodę i zrobić ją do końca, zanim zacznę porównywać z innymi. Niekoniecznie dlatego, że ta jedna jest najlepsza, ale żeby w ogóle mieć punkt odniesienia.


Odpowiedz
(@kappi)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1115

@Leokadia76 ale jak wybrać tę jedną metodę, skoro nie wiadomo jeszcze, która w ogóle do ciebie pasuje? To trochę błędne koło. Albo trafiasz na coś, co ci odpowiada od razu, albo przepalujesz kilka miesięcy na coś, co w ogóle nie jest "twoje".


Odpowiedz
Wpisy: 694
(@mimoza)
Połączone: 3 miesiące temu

Wchodzę w ten wątek, bo jest jedno pytanie, które według mnie trzeba zadać na samym początku i bez którego wszystko inne jest bez sensu: jaki masz stosunek do symbolu? Mówię o symbolu w szerokim sensie, nie tylko wizualnym. Czy jesteś osobą, która myśli obrazami, czy bardziej przez słowa, czy przez odczucia fizyczne? To nie jest pytanie z poradnika. Pytam, bo różne systemy magiczne opierają się na różnych "językach" wewnętrznych. Chaos magic będzie zupełnie inny niż ceremonialna, która znowu inaczej działa niż na przykład tradycje oparte na ziołach albo na rytmie. Ktoś, kto myśli bardzo linearnie i werbalnie, może się świetnie odnaleźć w pracy z sigilami albo w numerologii. Ktoś, kto działa przez ciało i zmysły, może w ogóle nie potrzebować żadnych narzędzi poza samym sobą. Jak wy to u siebie rozpoznaliście? Albo rozpoznajecie dopiero?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jolanta_m)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 684

@Mimoza to jest ciekawe pytanie, bo ja sama nie wiem jak na nie odpowiedzieć. Chyba myślę przez odczucia? Ale nie jestem pewna, czy to mi mówi cokolwiek konkretnego o tym, co miałabym robić. A wracając do wątku z biurem, bo to mnie też dotyczy: mam kolegów, którzy wyśmiewaliby każde moje zainteresowanie tego typu. Więc naprawdę jedyne co mogę robić to działać "w środku", bez żadnych fizycznych rekwizytów. Czy to w ogóle ma sens bez niczego?


Odpowiedz
(@martusia61)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 680

@Jolanta_M tak, ma sens. I powiem więcej: są tradycje, w których rekwizyty są traktowane jako pomoc dla umysłu, a nie jako coś niezbędnego. Świeca skupia wzrok, zapach kadzidła działa na układ limbiczny, kryształ daje coś do trzymania w ręku. Ale to wszystko są wspomagacze koncentracji, nie sama magia. Jeśli potrafisz osiągnąć ten sam stan skupienia bez żadnego z tych elementów, efekt jest dokładnie taki sam. W środowiskach zawodowych, gdzie nie możesz nic pokazać, to wręcz uczy większej dyscypliny umysłowej. Niby utrudnienie, ale w praktyce wiele osób po kilku miesiącach uznaje, że wolą działać bez rekwizytów, bo nauczyły się nie polegać na kiju.


Odpowiedz
Wpisy: 735
(@prokop)
Połączone: 5 miesięcy temu

No dobra, ale to wymaga lat ćwiczenia, żeby umieć tak skupić uwagę bez żadnych pomocy. Dla kogoś, kto zaczyna, to chyba nierealne. Albo mylę się i da się to zrobić szybciej?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@norbert85)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 346

@Prokop nie lata, ale trochę czasu tak. Zależy mocno od tego, jaką masz naturalną zdolność do skupienia. Są osoby, które medytują od dłuższego czasu albo ćwiczą jogę i dla nich praca bez rekwizytów jest dość naturalna od początku. Dla kogoś, kto nigdy nie pracował z uwagą w żaden sposób, to może być trudniejszy start. Ale jest coś pomiędzy "pełen ołtarz w domu" a "czysta myśl bez niczego". Na przykład: jedno słowo, jedna krótka fraza powtarzana w myśli. Albo konkretny ruch ręką, gest. To da się robić przy biurku i nikt nie zauważy.


Odpowiedz
Wpisy: 265
(@oksanka64)
Połączone: 2 miesiące temu

Ja prowadzę notatki od jakiegoś czasu i mam jedno spostrzeżenie, które może pasować do tej rozmowy. Zauważyłam, że u mnie pierwsze wyraźne zmiany przychodziły nie po odprawieniu czegoś, tylko po regularnym zapisywaniu intencji. Bez żadnego rytuału, bez nic. Po prostu codziennie rano pisałam, czego chcę, możliwie konkretnie. Nie twierdzę, że to magia, ale coś się zmieniało w tym, jak patrzyłam na sytuację. Zaczęłam dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie widziałam. Czy ktoś miał podobnie, czy to raczej mój indywidualny przypadek?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@leokadia76)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 383

@Oksanka64 ja miałam podobnie z przedmiotami, ale w inny sposób. Zaczęłam opisywać w notatniku, co czuję trzymając dany przedmiot. Bez żadnej teorii z tyłu, po prostu opis odczuć. I po kilku tygodniach te notatki zaczęły pokazywać pewne prawidłowości, których sama bym nie zauważyła. To co opisujesz z intencjami to chyba działa na podobnej zasadzie: zmuszasz mózg, żeby sprecyzował to, czego chce, zamiast trzymać to w formie mgły. A jak już wiesz dokładnie, to zaczynasz to po prostu częściej rozpoznawać w otoczeniu.


Odpowiedz
Wpisy: 310
(@walcia)
Połączone: 2 miesiące temu

Czytam ten wątek od początku i mam pytanie, może głupie, ale nie rozumiem jednej rzeczy: czy magia to jest coś, co się robi raz i czeka, czy trzeba to regularnie powtarzać? Bo widzę, że piszecie o rytuałach, ale też o codziennym zapisywaniu, gestach przy biurku. Jakoś nie mogę tego poukładać w całość.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mimoza)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 694

@Walcia to nie jest głupie pytanie, bo odpowiedź zależy od tego, o jakim typie pracy mówimy. Są działania jednorazowe i są praktyki regularne. Jednorazowe to na przykład stworzenie amuletu, odprawienie czegoś z konkretną intencją dotyczącą konkretnej sytuacji. To zamknięty akt. Ale jest też praca codzienna, czyli budowanie czegoś stopniowo, zmiana nawyku myślowego, wzmacnianie uwagi. To bardziej jak trening niż jednorazowy wysiłek. W praktyce większość osób, które działają długoterminowo, łączy jedno z drugim. Ale na początku nie musisz mieć systemu. Możesz zacząć od jednego z tych podejść i zobaczyć, które bardziej ci odpowiada.


Odpowiedz
Wpisy: 209
(@otylka86)
Połączone: 3 miesiące temu

A ta kwestia z biurem, to mnie trochę bawi, szczerze mówiąc. Bo rozumiem dyskrecję, ale czy nie jest tak, że właśnie to ukrywanie i wstyd za własne przekonania w jakiś sposób osłabia całą praktykę? Jakbyś sam sobie mówił, że to jest coś, czego powinieneś się wstydzić.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@martusia61)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 680

@Otylka86 to jest dobre pytanie, ale myślę, że mylisz dwie rzeczy. Dyskrecja to nie wstyd. Nie mówię wszystkim, że mam katar, a i tak mam. Prywatność przekonań nie jest równoznaczna z ich zaprzeczaniem. Poza tym w wielu tradycjach milczenie o własnej praktyce jest wręcz zalecane, nie z powodu wstydu, ale dlatego, że wypowiedziana intencja traci część swojej energii, zanim zdąży zadziałać. Nie każda osoba, która nie chwali się swoją praktyką w pracy, robi to z lęku. Czasem to po prostu zdrowy rozsądek i brak potrzeby wyjaśniania się z własnych przekonań przed ludźmi, których to nie dotyczy.


Odpowiedz
Wpisy: 325
(@alinka)
Połączone: 4 miesiące temu

okej, ale to rozróżnienie między dyskrecją a wstydem jest trochę łatwe do powiedzenia. Bo w praktyce, kiedy siedzisz w open space i ktoś pyta, co masz na biurku, to jak to odbierasz wewnętrznie? Czy naprawdę jest ci obojętne, że nie powiesz, czy jednak jest jakiś dyskomfort?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@norbert85)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 346

@Alinka ten dyskomfort, który opisujesz, to moim zdaniem osobny temat od samej praktyki. Można go przepracować niezależnie od tego, czy się odprawia cokolwiek. Ale jeśli ktoś startuje i od razu ma ten ciężar "co powiedzą inni", to faktycznie może być bariera. Tylko pytanie czy to bariera magiczna, czy psychologiczna?


Odpowiedz
Wpisy: 680
Rozpoczynający temat
(@martusia61)
Połączone: 5 miesięcy temu

Szczerze? Był przez jakiś czas. Ale to minęło, kiedy przestałam traktować swoją praktykę jako coś, co trzeba uzasadniać. Mam na biurku kamień. Jak ktoś pyta, mówię, że lubię kamienie. To nie jest kłamstwo.


Odpowiedz
Wpisy: 735
(@prokop)
Połączone: 5 miesięcy temu

A może to jest to samo? Serio pytam, bo nie wiem gdzie przebiega ta granica. Jeśli połowa skuteczności praktyki to stan umysłu, to opór psychologiczny i magiczny mogą być tym samym zjawiskiem oglądanym z dwóch stron.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@leokadia76)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 383

@Prokop to jest ciekawa teza, ale ja bym jednak rozróżniła. Strach przed oceną innych to coś zupełnie innego niż brak skupienia podczas samej praktyki. Możesz się wstydzić w pracy i jednocześnie wieczorem w domu robić coś z pełną uwagą. Jedno drugiemu nie musi przeszkadzać.


Odpowiedz
Wpisy: 265
(@oksanka64)
Połączone: 2 miesiące temu

Wracając do biura, bo mnie to konkretnie dotyczy. Przez jakiś czas pracowałam w miejscu, gdzie nie mogłam mieć dosłownie niczego na biurku poza monitorem i dokumentami. I właśnie to zmusiło mnie do pracy całkowicie bez rekwizytów. I teraz jak o tym myślę, to może to był najlepszy przypadkowy trening, jaki mogłam mieć.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@walcia)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 310

@Oksanka64 i co wtedy robiłaś? Dosłownie nic zewnętrznego, żadnych przedmiotów? Czy miałaś jakieś stałe gesty, coś mentalnego?


Odpowiedz
(@oksanka64)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 265

@Walcia głównie praca z oddechem i z konkretnym miejscem uwagi. Brzmi banalnie, ale to nie jest tak proste jak się wydaje, kiedy w tym samym czasie ktoś gada przez telefon półtora metra od ciebie. Zaczęłam od naprawdę krótkich momentów, dosłownie kilkadziesiąt sekund. I to wystarczyło, żeby w ogóle nie potrzebować żadnej fizycznej pomocy.


Odpowiedz
Wpisy: 1115
(@kappi)
Połączone: 1 rok temu

Kilkadziesiąt sekund to brzmi realistycznie, ale czy to nie jest po prostu mindfulness? Pytam bez złośliwości, bo naprawdę nie wiem, gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie. Czy nadajesz temu jakąś intencję, czy to bardziej technika wyciszenia?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@oksanka64)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 265

@Kappi dobre pytanie i sama się nad tym zastanawiałam. Myślę, że różnica jest w intencji, ale nie w sensie filozoficznym. Mindfulness mówi: bądź tu i teraz, obserwuj. To co robię, to: bądź tu i teraz, i skieruj to w stronę konkretnego celu. Dwa kroki zamiast jednego. Ale technicznie wyjście jest podobne.


Odpowiedz
Wpisy: 694
(@mimoza)
Połączone: 3 miesiące temu

To rozróżnienie między obserwacją a kierowaniem jest dla mnie kluczowe w ogóle jeśli chodzi o praktykę. Obserwacja jest pasywna, kierowanie jest aktywne. I to właśnie to przejście, moment, kiedy świadoma uwaga zaczyna coś robić zamiast tylko być, to jest w wielu tradycjach ten punkt, gdzie zaczyna się magia. Nie jest to żaden mistycyzm, to kwestia funkcji uwagi.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@jolanta_m)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 684

@Mimoza ale jak to rozpoznać u siebie? Bo jak słucham tego co piszesz, to rozumiem teoretycznie. Ale kiedy siedzę i próbuję cokolwiek robić, nie wiem czy obserwuję czy kieruję. To znaczy jak to czuć od środka?


Odpowiedz
(@mimoza)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 694

@Jolanta_M trudno to opisać bez spłycenia, ale powiem jak ja to odróżniam. Obserwacja ma w sobie coś lekkiego, nie ma nacisku. Kiedy zaczynam kierować, pojawia się coś, co czuję jako delikatne napięcie, takie skupienie wektora. Nie wysiłek, ale intencjonalność. Jeśli nie czujesz żadnej różnicy, to albo jeszcze nie ma punktu przejścia, albo robisz jedno z dwóch konsekwentnie i nie porównałaś tych dwóch stanów.


Odpowiedz
(@alinka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 325

@Mimoza Czyli jednak jest coś do poczucia, a nie tylko do zrobienia? Bo mam wrażenie, że przez pół tej rozmowy słyszę: rób i nie sprawdzaj. A tutaj nagle: jest coś do rozpoznania w sobie. To jak to jest?


Odpowiedz
Wpisy: 680
Rozpoczynający temat
(@martusia61)
Połączone: 5 miesięcy temu

To nie jest sprzeczność, tylko dwie różne fazy. W trakcie praktyki jest coś do rozpoznania i do zrobienia. Po praktyce puszczasz i nie czepiasz się wyniku. Alinka, ty stale szukasz jednej zasady, która ogarnie całość. Nie ma jednej zasady. Są różne zasady dla różnych momentów.


Odpowiedz
Wpisy: 325
(@alinka)
Połączone: 4 miesiące temu

dobra, przyjmuję to. Ale to jest dokładnie ten rodzaj odpowiedzi, który sprawia, że czuję się jak w błędnym kole. Nie ma jednej zasady, są różne zasady, ale nie wiem kiedy która. I co mam z tym zrobić?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@norbert85)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 346

@Alinka a próbowałaś po prostu wybrać jedną metodę na miesiąc i trzymać się jej bez porównywania z innymi? Serio, jeden miesiąc, jedna rzecz, zero weryfikowania czy jest lepsza alternatywa. Bo to co opisujesz, to klasyczny efekt czytania zbyt wielu źródeł na raz.


Odpowiedz
Wpisy: 1115
(@kappi)
Połączone: 1 rok temu

Tylko skąd wziąć tę jedną metodę jeśli się dopiero zaczyna? To jest dokładnie pytanie, które zadałem wcześniej i nadal nie mam dobrej odpowiedzi. Nie narzekam, po prostu naprawdę nie wiem.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@leokadia76)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 383

@Kappi jak ja zaczynałam, to wzięłam jedną rzecz, która mi fizycznie odpowiadała, nie ideologicznie. Po prostu coś, przy czym mi było dobrze siedzieć. Dla mnie to był konkretny kamień i konkretna pora dnia. Żadnej teorii z tyłu, po prostu regularność. I dopiero po czasie zaczęłam rozumieć, co tak naprawdę robiłam.


Odpowiedz
(@prokop)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 735

@Leokadia76 i jak długo minęło zanim zaczęłaś rozumieć? Miesiąc, pół roku? Pytam, bo chcę wiedzieć, czy warto w ogóle czekać na ten moment rozumienia, czy może on nigdy nie przyjść i to też jest opcja.


Odpowiedz
Wpisy: 383
(@leokadia76)
Połączone: 7 miesięcy temu

Rozumienie to za duże słowo na to, co ja poczułam. To bardziej był moment, kiedy przestałam się zastanawiać czy robię dobrze i po prostu robiłam. U mnie minęło chyba ze cztery miesiące, ale to nie był żaden przełom, tylko takie stopniowe przestawanie się spinać. Nie wiem czy każdy musi przez to przejść, ale mnie to trochę wyzwoliło.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@prokop)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 735

@Leokadia76 cztery miesiące to dużo jak dla kogoś, kto chciałby cokolwiek poczuć szybciej. Serio, nie ironicznie. Pytam bo mam wrażenie, że przez cały czas słyszę o tej cierpliwości, a nikt nie mówi co robić z tym, że przez cztery miesiące nic się nie czuje i można po prostu rzucić.


Odpowiedz
Wpisy: 519
(@anetta-1)
Połączone: 6 miesięcy temu

A co to znaczy nic się nie czuje? Bo to jest jedno z tych zdań, które słyszę regularnie i za każdym razem mam inne pytanie. Czy nie czujesz nic w trakcie praktyki, czy nie widzisz żadnych efektów na zewnątrz, czy po prostu nie wiesz czy to co czujesz to jest to?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@prokop)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 735

@Anetta.1 dobre pytanie, bo jak to opisujesz w trzech wariantach, to nagle nie jestem pewny co miałem na myśli. Chyba to trzecie. Nie wiem czy to co robię to jest praktyka czy po prostu siedzę i myślę o czymś.


Odpowiedz
Wpisy: 1115
(@kappi)
Połączone: 1 rok temu

Mam dokładnie to samo co Prokop i to jest dla mnie największa blokada na początku. Skąd mam wiedzieć, że to co robię ma jakiś sens, zanim zobaczę cokolwiek? To nie jest sceptycyzm, to po prostu pytanie o kalibrację. Jak odróżnić że robię coś od tego że myślę że robię coś?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@mimoza)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 694

@Kappi to pytanie mi się podoba, bo jest w nim coś ważnego. Większość tradycji magicznych zakłada że sam fakt intencjonalnego skupienia już jest działaniem. Nie ma osobnego kroku że teraz zaczynam magię, jest tylko różnica w jakości uwagi. Ale rozumiem że to odpowiedź która nie daje żadnego oparcia.


Odpowiedz
(@jolanta_m)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 684

@Mimoza Mnie też to nie daje oparcia, przepraszam że wchodzę. Jak słyszę że intencja wystarczy, to czuję się jak na zajęciach z motywacji w korporacji. Czy jest jakaś wersja tej odpowiedzi, która ma jakiś konkret? Coś co można sprawdzić?


Odpowiedz
Wpisy: 680
Rozpoczynający temat
(@martusia61)
Połączone: 5 miesięcy temu

Konkret to jest prowadzenie zapisków. Nie z nastawieniem że odkryjesz czy to działa, tylko żeby mieć materiał do porównania z sobą samą po czasie. To nie jest weryfikacja w sensie naukowym, ale przynajmniej masz coś do ręki zamiast samych wrażeń.


Odpowiedz
Wpisy: 265
(@oksanka64)
Połączone: 2 miesiące temu

Ja to robiłam przez jakiś czas i rzeczywiście zmienia perspektywę. Nie dlatego że nagle widać korelacje, tylko że przestajesz polegać wyłącznie na pamięci, która jest zawodna. Widzisz wzorce w swoim własnym zachowaniu, nie w efektach. I to już jest coś.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@alinka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 325

@Oksanka64 wzorce w zachowaniu, nie w efektach, to ciekawe rozróżnienie. Czyli zapiski bardziej pomagają zrozumieć siebie niż praktykę?


Odpowiedz
(@oksanka64)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 265

@Alinka no właśnie, i nie wiem czy to jest wada czy zaleta. Może to jest jedno i to samo. Moje notatki przez pierwsze kilka miesięcy były bardziej dziennik emocjonalny niż cokolwiek innego. Dopiero później zaczęłam widzieć, że pewne rytmy są powtarzalne.


Odpowiedz
Wpisy: 346
(@norbert85)
Połączone: 6 miesięcy temu

To jest ważna obserwacja. Regularność zapisków wymusza regularność praktyki, a regularność praktyki to jedyna zmienna, którą możesz faktycznie kontrolować na początku. Wszystko inne jest poza zasięgiem przez jakiś czas.


Odpowiedz
Wpisy: 310
(@walcia)
Połączone: 2 miesiące temu

A co wpisujecie do tych zapisków? Pytam bo sama próbowałam, ale nie wiedziałam co jest istotne a co nie i w końcu pisałam tyle że to zajmowało za dużo czasu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@leokadia76)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 383

@Walcia ja mam trzy linijki maksimum. Data, co robiłam, jedno zdanie o tym jak się czułam zanim i jedno po. Nic więcej. Jak zaczynam pisać za dużo, to wiem że próbuję analizować zamiast obserwować.


Odpowiedz
(@jolanta_m)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 684

@Leokadia76 to jest konkretne, dzięki. Ale mam pytanie bo nie do końca rozumiem ten wątek z biurem, który był wcześniej. Jak ktoś pracuje w biurze i chce mieć jakiś element praktyki w ciągu dnia, to co można zrobić nie mając ani chwili dla siebie i żadnych przedmiotów?


Odpowiedz
Wpisy: 265
(@oksanka64)
Połączone: 2 miesiące temu

To zależy czy chodzi o samą chwilę skupienia czy o coś bardziej konkretnego. Przy komputerze można mieć moment zanim zaczniesz cokolwiek klikać, kiedy po prostu siedzisz z konkretną intencją na ten dzień. Nie musisz zamykać oczu, nie musisz nic mówić. Nikt nie wie.


Odpowiedz
Wpisy: 1115
(@kappi)
Połączone: 1 rok temu

Brzmi trochę jak zwykłe ustawianie nastroju przed pracą. Nie jestem złośliwy, ale mam problem z tym gdzie jest granica między tym a po prostu dobrą organizacją dnia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mimoza)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 694

@Kappi a myślisz że ta granica musi istnieć? Możliwe że część tego co ludzie robią intuicyjnie, zanim jest jakaś etykietka, już jest praktyką. Granica jest głównie konceptualna, nie funkcjonalna.


Odpowiedz
Strona 1 / 3
Udostępnij: