No właśnie, bo to by mogło tłumaczyć też to co Drakona mówiła o przesuwaniu się tych punktów przez lata. Może to nie tylko zmiana praktyki, ale też zmiana warunków fizycznych w których pracujesz - inne mieszkanie, inne podłogi, inny kontakt z podłożem. Chociaż to spekulacja.
Trochę mi to zmienia perspektywę na własne obserwacje. Przez lata myślałam że te przesunięcia odczuć z rytuału na rytuał to efekt pogłębiania praktyki - coraz głębiej, coraz subtelniej. Ale może po prostu zmieniały się warunki fizyczne w których pracowałam. Różne mieszkania, różne pory roku, różny kontakt z podłożem. Teraz mieszkam niżej i mam więcej kontaktu z ziemią dosłownie - i faktycznie coś jest inaczej. Nie wiem co z tym zrobić, ale to jest nieprzyjemna myśl że nie umiem odróżnić jednego od drugiego.
Ta rozmowa zaczyna mi się kręcić w głowie od rana. Bo z jednej strony to co Chalcedonka i Drakona mówią o fizjologii jest dla mnie sensowne i sprawdzalne. Ale z drugiej - jak to wpasować w doświadczenie które ma dla mnie wyraźnie inny charakter niż np. stanie boso? Czuję że jedno i drugie jest prawdziwe i nie wiem jak te dwa porządki mają się do siebie.
To co Kacperek opisuje to jest właśnie ten węzeł który mnie najbardziej interesuje w tym wątku. Czy fizjologiczne tłumaczenie zastępuje doświadczenie, czy tylko je opisuje z innej strony? Bo mam wrażenie że czasem gdy ktoś wyjaśnia mechanizm, to jakby próbował powiedzieć że 'tak naprawdę to tylko kortyzol'. A to nie jest to samo.
Myślę że tu dużo zależy od tego czego szukasz w tej rozmowie. Jeśli chcesz wiedzieć dlaczego twoje ciało reaguje tak a nie inaczej, to fizjologia jest pomocna. Jeśli chcesz wiedzieć co z tym doświadczeniem zrobić w swojej praktyce, to to jest inne pytanie i fizjologia za wiele nie powie. Obie ścieżki są odrębne, choć mogą iść równolegle.
Zastanawiam się nad czymś innym - jak to jest że niektóre rytuały zostawiają odczucia na długo po zakończeniu, a inne kończą się razem z rytuałem? Mam na myśli te odczucia w ciele, o których tu piszecie. Czasem mam coś w klatce piersiowej albo dłoniach przez kilka godzin, a czasem nic. Czy ktoś wie skąd ta różnica?
To co Ewunia pyta jest dla mnie jednym z ważniejszych pytań w tym wątku. Próbowałem to obserwować u siebie i mam wrażenie że te długotrwałe odczucia korelują z momentami kiedy byłem bardziej skupiony, mniej rozproszony. Ale nie jestem pewien czy to skupienie powoduje trwałość odczucia, czy odwrotnie - że trwałość odczucia sygnalizuje że coś 'trafiło'. To by zmieniało całą logikę.
Wracając do tego co Ewunia i Poziomka opisują - mam podobne obserwacje co do trwałości, ale interpretuję to inaczej. U mnie te długo trzymające się odczucia są niekoniecznie przyjemne - czasem to jest napięcie albo coś co trzeba potem osobno rozładować. I to też jest informacja o tym że rytual dotknął czegoś co nie zostało do końca przepracowane. Krótkotrwałe odczucia mogą być kompletne same w sobie, a długotrwałe wcale nie muszą być lepsze.
To co Drakona mówi o nieprzyjemnych przedłużonych odczuciach - czy to jest coś do czego trzeba się jakoś aktywnie odnieść, czy samo odpuszcza? Bo spotkałem się z podejściem że takie rezyduum jest sygnałem do powrotu i dokończenia czegoś, ale też z takim że wystarczy je obserwować bez działania.
U mnie nie odpuszcza samo jeśli zignorowane. Kiedyś próbowałam po prostu poczekać i efekt był taki że napięcie rosło przez kilka dni zanim się zorientowałam że trzeba wrócić. Teraz mam coś w rodzaju schłodzenia po każdym głębszym rytuale - krótka praca z oddechem, świadome zamknięcie, kontakt z ziemią o którym już tu mówiłyśmy. Nie zawsze mam czas na pełne, ale jakiś gest zamknięcia wydaje się konieczny.
Mi to uświadomiło że właściwie nie mam żadnego świadomego zamknięcia po rytuale. Kończę i idę dalej. I teraz zastanawiam się czy to napięcie w szczęce które opisywałem wcześniej to może właśnie niedomknięcie. Brzmi logicznie ale trochę za prosto.
Słucham tego wątku od dawna i nigdy nie pomyślałem że rytuał ma fizyczny 'koniec' który trzeba zaznaczyć. Myślałem że kończy się jak się skończy. Ale to co tu opisujecie z tym napięciem które zostaje - to rozpoznaję u siebie, tylko nie wiedziałem jak to nazwać.
Wracając do tego wątku o zamknięciu - jest coś w ceremonialnych tradycjach, szczególnie w zachodnim okultystycznym nurcie, gdzie zamknięcie rytuału traktuje się jako równorzędne otwarciu. LBRP na przykład wykonuje się zarówno na początku jak i na końcu, i to nie jest symetria dla estetyki - chodzi o to żeby przestrzeń wróciła do stanu bazowego. Pytanie tylko czy to jest technika która działa na ciało, na 'przestrzeń', czy na oboje jednocześnie.
To mnie prowadzi do czegoś co mnie od dawna zastanawia - czy te fizyczne odczucia po rytuale są efektem czegoś co robiłem z ciałem, czy czegoś co robiłem z intencją? Bo te dwa opisy dają inne praktyczne wnioski. Jeśli to ciało, to zamknięcie jest kwestią fizjologii. Jeśli to intencja, to zamknięcie jest kwestią umysłu.
Myślę że to fałszywa alternatywa. Intencja nie działa poza ciałem - kiedy koncentrujesz się na czymś intensywnie, ciało jest w to zaangażowane czy chcesz czy nie. Napięcie mięśni, zmiana oddechu, aktywacja układu nerwowego. Więc to pytanie 'ciało czy intencja' zakłada że da się je rozdzielić, a nie jestem pewna że da.
Tak, i to jest coś co obserwuję wyraźnie. Rytuały robione w złym stanie fizycznym mają inną jakość - nie chodzi o to że nie działają, ale o to że odczucia w ciele są inne, trudniejsze do odczytania. Jakby szum był większy.
To co Drakona opisuje z tym 'szumem' - to mi pasuje do czegoś co czytałem o interocepcji, czyli zdolności do odczuwania własnego ciała od środka. Badania pokazują że ludzie którzy regularnie medytują mają wyższą dokładność interoceptywną - lepiej czują swój puls, napięcie mięśni itd. I zastanawiam się czy to co nazywamy 'odczuwaniem energii' w rytuałach to nie jest po prostu bardzo wyostrzona interocepcja.
To rozróżnienie które Hilek wprowadza jest ważne, bo interocepcja to nie tylko pasywne odbieranie sygnałów - ona jest aktywnie kształtowana przez oczekiwania i kontekst. Eksperyment Craiga z 2002 roku pokazał że samo skupienie uwagi na ciele zmienia jak ciało jest reprezentowane w mózgu. Więc rytuał który każe ci skupić się na dłoniach albo klatce piersiowej dosłownie zmienia jak te miejsca są odczuwane - i to nie jest żadna iluzja, to realna zmiana w tym jak kora mózgowa przetwarza sygnały.
W dużym skrócie tak. To się nazywa efekt uwagowy na interocepcję - nie jesteś biernym obserwatorem własnego ciała, jesteś współautorem tego co czujesz. Co nie oznacza że to 'wymyślone' - oznacza że uwaga jest częścią mechanizmu.
I to by tłumaczyło dlaczego różne tradycje kładą nacisk na różne miejsca w ciele. Czakry, dantian, serca ciało w zachodniej alchemii - każda z tych map uwagi produkuje inne odczucia, i może to jest właśnie cel tych map, a nie opis czegoś co tam obiektywnie jest.
Ale wtedy czym jest ta mapa? Techniką czy opisem? Bo jeśli skupiam uwagę na mostku i czuję tam ciepło, to czy ta mapa mi powiedziała gdzie go szukać i dlatego tam jest, czy ona opisuje coś co tam naprawdę siedzi?
Mi to przypomina te dyskusje o tym co było pierwsze - doświadczenie czy język którym je opisujemy. Ale tutaj jest jeszcze ciekawiej bo ta mapa nie jest tylko słowna, ona jest cielesna. Skupiam uwagę na mostku i ciało odpowiada. To jest coś między mapą a instrukcją obsługi.
Zastanawiam się czy te odczucia które pojawiają się regularnie w tym samym miejscu - u mnie to zawsze dłonie i górna część klatki - mają związek z tym jak długo dana osoba pracuje z konkretną mapą ciała. Czyli czy te miejsca stają się bardziej 'responsywne' po prostu dlatego że tam zawsze kieruję uwagę.
Słucham tego i mam pytanie może naiwne - skoro te odczucia pojawiają się też poza rytuałem, to co sprawia że wewnątrz rytuału mają inny ciężar? Bo mam wrażenie że jednak mają. Jakby ten sam sygnał był odczytywany inaczej.
To pytanie Bonifacego mnie zatrzymało. Bo faktycznie - ten sam sygnał z ciała, a wewnątrz rytuału czyta się go zupełnie inaczej. Myślę że chodzi o kontekst interpretacyjny - rytuał tworzy ramę, w której każde odczucie z ciała jest z góry traktowane jako znaczące. To trochę jak różnica między słyszeniem dźwięku na ulicy a słyszeniem go w sali koncertowej. Ten sam dźwięk, inne nasłuchiwanie.
Może właśnie o to chodzi - rama uwagi podczas rytuału amplifikuje sygnały z ciała bo uwaga jest na nie skierowana w sposób aktywny i intencjonalny, a nie rozproszony. Więc to nie jest kwestia interpretacji post factum, tylko kwestia tego ile z ciała dociera do świadomości w danym momencie. Ten sam sygnał może mieć amplitudę fizjologiczną identyczną, ale różną amplitudę subiektywną.
A to ciekawe bo ja przez lata myślałem że ta intensywność w rytuale bierze się z samej praktyki - że jakos trenujesz ciało do reagowania. A tu wychodzi że może bardziej trenujesz uwagę. Nie wiem czy to zmienia coś praktycznie, ale mnie trochę przełącza myślenie.
