To co Klimcia_S mówi ma sens i jednocześnie wskazuje na konkretny problem z pracami węzłowymi. Sznur z trzema węzłami to zamknięta forma, która czeka na domknięcie. Nie powiem że to groźne bo nie wiem, nie mam tej pracy przed sobą, ale zostawienie jej w połowie to nie to samo co świadome zamknięcie. Florka53 - czy sznur nadal masz? I co z nim zrobiłaś?
Leży zawinięty w szufladzie. Nie chciałam go wyrzucać na ślepo, właśnie dlatego zaczęłam ten wątek. Intuicyjnie czułam że nie mogę go po prostu wyrzucić jak chusteczkę. Ale też nie wiedziałam co zrobić. Teraz po tej rozmowie zaczynam myśleć że chyba powinnam go świadomie rozwiązać, nie zostawiać tak.
To brzmi rozsądnie. Rozwiązanie węzłów przy świadomej intencji zakończenia pracy to chyba najbardziej spójne z tym jak ta praca była zbudowana. Wiązałaś węzły z intencją, rozwiążesz je z intencją zamknięcia. Czy coś takiego robiłaś wcześniej przy innych pracach? Bo mnie ciekawi jak to wygląda gdy sama ktoś to robiła.
Mam notatki z takiej sytuacji przy pracy z kamieniami - nie sznur, ale codzienny rytuał przez kilka tygodni który przerwałam przed końcem. Wtedy po prostu schowałam kamień, nie zrobiłam nic specjalnego. I szczerze? Nic się nie stało. Ale to może dlatego że praca z kamieniami ma inną strukturę - nie ma fizycznego wiązania. Zastanawiam się czy sznur to jednak inny przypadek.
W tradycjach gdzie pracuje się ze sznurami i węzłami - w kilku z nich, niekoniecznie jednej - rozwiązanie jest de facto odwróceniem rytuału. Wiązanie = gromadzenie intencji, rozwiązanie = uwalnianie. Jeśli tak to traktujesz, to rozwiązanie trzech węzłów przy intencji zamknięcia jest bardziej poprawną odpowiedzią niż zostawienie sznura w szufladzie. Ale to nie jest jedyna interpretacja.
Mówiłam coś w stylu 'z każdym węzłem ta praca się umacnia, a siódmego jest pełna'. Więc liczba była wprost w słowach. To chyba znaczy że faktycznie jest to otwarte.
Okej ale teraz mam pytanie praktyczne - czy skoro intencja była zakodowana w słowach, to rozwiązując trzy węzły trzeba coś powiedzieć? Jakieś odwołanie do tej pierwotnej formuły? Bo jeśli 'siódmego jest pełna' a teraz rozwiązujesz trzy, to ta formuła nigdy nie została spełniona i przez rozwiązanie nie wiadomo czy to się czegokolwiek odwołuje.
A mnie tu ciekawi jedna rzecz ogólniejsza. Rozmawiamy cały czas o przerywaniu i zamykaniu, ale czy ktoś wie skąd w ogóle wzięło się przekonanie że rytuały trzeba formalnie zamykać? To znaczy - czy to jest zawarte gdzieś w konkretnej tradycji, czy to taka zasada która się naturalnie wykształciła? Bo mam wrażenie że traktujemy to jako oczywistość a może nie jest.
Dobre pytanie i nie mam pewności. W tarocie na przykład nie ma czegoś takiego jak 'zamykanie rozkładu' - po prostu patrzysz na karty i tyle. Przy rytualach chyba to pochodzi z tradycji ceremonialnych gdzie każdy element ma swoje lustrzane zamknięcie - otwierasz krąg, zamykasz krąg. Ale nie wiem czy to jest powszechne wszędzie czy specyficzne dla niektórych szkół.
To tłumaczy dlaczego moje doświadczenie z kamieniami było inne - tam nie było żadnego kręgu ani przestrzeni ceremonialnej, więc nie było co zamykać poza samą pracą. I może dlatego brak formalnego zamknięcia nie był tak odczuwalny. Ale przy sznurze Florki53 jest fizyczny obiekt, który jest jak zamknięta w materiale intencja. I to chyba jest jednak inna sprawa.
Po tej całej rozmowie mam już dość konkretny plan - rozwinę sznur świadomie, z nową intencją zamknięcia, niekoniecznie odwołując się do pierwotnej formuły słowo w słowo. I może po prostu go spale potem, żeby nie leżał i nie czekał na nic. Ale zostaje mi jedno pytanie - czy jest dobry moment na takie zamknięcie, czy to może być dowolny dzień?
Na to pytanie różne tradycje dają różne odpowiedzi, więc nie powiem ci że musi być pełnia albo nów. Ale jeśli praca była intencjonalna od początku, to zamknięcie też warto zrobić kiedy jesteś skupiona i masz na to czas, nie między wyjściem do pracy a gotowaniem obiadu. Chodzi o jakość obecności, nie o datę w kalendarzu.
...zostaje mi jedno pytanie - kiedy to zrobić? Nie chodzi mi o pełnię czy nów, bardziej o to czy jest jakaś logika w wyborze momentu przy zamykaniu, czy to naprawdę może być dowolny dzień.
Moje zdanie jest takie że ważniejsza jest twoja gotowość niż faza księżyca. Jak czekasz na idealny moment, to mozesz czekać tygodniami a sznur nadal leży w szufladzie. Pełnia ma sens przy otwieraniu bo energia rośnie, ale przy zamykaniu? Nie wiem czy to cokolwiek zmienia.
Jest w tym coś istotnego co warto tu rozdzielić - moment w kalendarzu a stan wewnętrzny. Część tradycji mówi że nów to czas kończenia, puszczania, zamykania cykli. Jeśli Florka53 chce się oprzeć na czymś zewnętrznym, to nów ma więcej sensu przy zakończeniu niż pełnia. Ale to tylko jeden punkt odniesienia, nie jedyny możliwy.
A czy przy zamykaniu czegoś co było niedokończone - jak ta praca ze sznurem - nie powinno być jakiegoś momentu kiedy ta intencja 'dopełnienia przez zakończenie' jest możliwie czytelna? Znaczy coś co daje sygnał że to nie jest porzucenie, tylko świadoma decyzja. Bo inaczej jak to odróżnić?
To jest właśnie moje pytanie - jak to odróżnić dla siebie, nie dla żadnych zewnętrznych sił. Jak mam wewnętrznie wiedzieć że robię zamknięcie a nie ucieczkę od czegoś co mi się nie udało.
To jest chyba najważniejsze pytanie w całym wątku i cieszę się że w końcu padło wprost. Myślę że kluczowa jest odpowiedź na pytanie co by się zmieniło gdybyś kontynuowała. Jeśli wiesz to - i świadomie rezygnujesz z tej zmiany - to jest decyzja. Jeśli nie wiesz albo unikasz odpowiedzi, to może być uciekanie.
Mnie zastanawia czy to poczucie 'skończyłam' które Natalka opisuje, to jest coś co można wytrenować czy raczej przychodzi samo i nie ma na to wpływu? Bo jak ktoś tego nie czuje, to co wtedy - czeka? Pyta kogoś?
No właśnie, bo ja na przykład rzadko czuję takie wyraźne 'skończyłem', bardziej jest jakaś mgła i nie wiem czy coś się zakończyło czy po prostu przestałem się tym zajmować. I to jest chyba problem który dotyczy nie tylko sznurów.
Tak, ta liczba teraz mi się wydaje ważniejsza niż myślałam kiedy to robiłam. Mówiłam słowa na autopilocie trochę, nie zastanawiałam się że tym właśnie definiuję granicę. Teraz widzę że ta granica jest.
To rodzi pytanie czy można zakotwiczyć cel już w trakcie, jak ktoś tego nie zrobił na początku. Znaczy - dopisać intencję końca do pracy która idzie bez jasnego końca. Czy to ma w ogóle sens czy lepiej zamknąć i otworzyć od nowa?
Mnie bardziej ciekawi co z tymi pracami które nie mają formuły słownej w ogóle - tylko przedmiot i intencja w głowie. Tam nie ma żadnej zakotwiczonej liczby ani słowa końca. Jak tam poznać kiedy czas?
Wchodzę w wątek bo mam sporo doświadczeń z amuletami i przedmiotami bez formuł słownych. I u mnie sygnałem końca jest zmiana w samym przedmiocie albo w moim stosunku do niego. Jak przestaje mi się wydawać że muszę go mieć przy sobie - to zazwyczaj znak że praca dobiegła końca albo przestała być aktualna. Nie zawsze wiem czy cel osiągnęłam czy zrezygnowałam, ale przedmiot sam jakby 'wygasa'.
To co Leokadia opisuje przy amuletach dla innych osób, to jest klasyczny problem w tradycjach gdzie praca jest prowadzona dla kogoś bez jego pełnej wiedzy. W niektórych liniach mówi się że takie prace mają wbudowany kres - albo kalendarzowy, albo związany z konkretnym zdarzeniem, żeby właśnie uniknąć tego problemu rozpoznania zakończenia z zewnątrz.
Właśnie, i teraz mam pytanie do siebie - czy jak skończyłam te wiązania, to czy ta praca żyje sama dalej czy potrzebuje jakiegoś domknięcia z mojej strony? Bo nie robiłam żadnego gestu zamknięcia, po prostu odłożyłam sznur.
Florka, to jest pytanie które przewija się w tym wątku od samego początku i myślę że wiele osób unika odpowiedzi bo ona jest niejednoznaczna. Różne tradycje mówią różnie. Są takie które twierdzą że praca symbolicznie zamknięta przedmiotem jest zamknięta w momencie kiedy przestajesz ją aktywnie napędzać intencją. Ale są i takie które mówią że sznur bez rozwiązania albo spalenia to otwarta pętla. Mnie ciekawi co ty czujesz kiedy patrzysz na ten sznur teraz.
