Siedziałam ostatnio nad jednym zaklęciem i zaczęłam się zastanawiać, czy w ogóle jest jakiś moment, kiedy wiemy, że czas je zakończyć albo cofnąć. Mówię tu konkretnie o sytuacji, gdy zaklęcie jest w toku i coś nam nie gra - albo zaczyna działać nie tak jak chciałyśmy, albo okoliczności się zmieniły i w ogóle przestało być potrzebne. Jak wy to rozpoznajecie? Czeka się do końca wyznaczonego czasu, czy jest jakiś sygnał, że pora zamknąć pracę?
O, dobry temat bo sama się z tym często kłopuczę. Mnie uczono, że zaklęcie ma swój cykl i przerywanie w połowie może być gorsze niż dokończenie, nawet jeśli coś nie idzie po naszej myśli. Ale czy to zawsze prawda? Bo znam sytuacje gdzie ludzie trwali do końca i potem musieli gasić pożar który sami rozniecili.
To jest jedna z tych rzeczy, gdzie ciężko dać jedną odpowiedź dla wszystkich, bo zależy mocno od tego, co konkretnie robiłaś. Jakie zaklęcie masz na myśli? Coś z płomieniem, ze świecą, czy bardziej złożony rytuał rozłożony na kilka dni? Bo mechanizm przerywania jest inny w każdym przypadku.
Rozwiązałaś w końcu te węzły? Bo mi się wydaje, że coś takiego nie można tak po prostu porzucić w połowie, to ma swoją energię już uruchomioną. Albo się kończy intencją zamknięcia, albo sznur gdzieś wisi i 'wisi' razem z nim ta niedokończona sprawa.
Dobra ale jak dla mnie to cała ta teoria o 'uruchomionej energii' brzmi trochę jak straszenie. Bo skąd wiadomo, że coś jest uruchomione a coś nie? Czy naprawdę niedokończony sznur robi cokolwiek sam z siebie bez intencji? Serio pytam, bo sam nie do końca wiem co o tym myśleć.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie trochę z boku - czy w ogóle istnieje jakiś ogólnie przyjęty sposób żeby zamknąć rytuał w trakcie? Zakładam że nie chodzi tu o jakiś jeden rytuał odwracający, bo to by było jak leczyć leczenie. Czy chodzi bardziej o intencję: siadam, mówię 'zamykam to' i koniec?
Z tym 'naturalnym wygasaniem' to ostrożnie. Bo co to właściwie znaczy? Że coś przestało działać bo czas minął, czy że impuls się wyczerpał? Przy pracy z węzłami, o której pisze Florka53, sznur fizycznie istnieje - czy praca wygasa sama, czy czeka na rozwiązanie? Tego nie da się rozstrzygnąć przez samo przeczucie, chyba że ktoś ma naprawdę konkretne doświadczenie z obserwowaniem skutków.
Ja prowadzę notatki od dłuższego czasu i z tego co zebrałam - w przypadku rytuałów z elementem fizycznym, które zostawiałam niedokończone, efekty były albo żadne albo bardzo rozmyte. Raz robiłam coś z węzłami na podobnej zasadzie co Florka53, przerwałam w połowie bez zamykania. Przez kolejne tygodnie miałam wrażenie że sprawa jest jakby zawieszona, nie rozwiązana, nie zakończona. Mogło to być moje myślenie życzeniowe, ale mogło też być właśnie to o czym mówi Wedrowiec - niedokończony cykl.
A jak w ogóle wiadomo że czas zakończyć, jeśli rytuał jeszcze trwa? Bo rozumiem sytuację Florki gdzie cel przestał być aktualny - tam jest jakiś konkretny powód. Ale co jeśli cel nadal jest aktualny, tylko mamy wrażenie że praca poszła nie tak? Czy to w ogóle jest sygnał do przerywania, czy do kontynuowania?
To jest chyba sedno całego tematu. Są dwa różne pytania które się tu mieszają: jedno to 'jak zakończyć gdy chcemy zakończyć', drugie to 'skąd wiemy że już czas'. To drugie jest dużo trudniejsze. Znam podejście, że jeśli w trakcie pracy zaczynasz czuć opór, dyskomfort albo coś 'nie chce się kleić' mimo kilku prób - to jest sygnał żeby stanąć i przemyśleć, nie ślepo kontynuować.
Dobrze że to powiedziałaś, bo ja też to czułam inaczej. Kiedy nie miałam skupienia w tych ostatnich wieczorach, to nie było żadnego oporu, po prostu obojętność. I właśnie ta obojętność mnie zatrzymała bardziej niż jakikolwiek znak. Czy obojętność to też sygnał?
Obojętność to dla mnie jeden z wyraźniejszych sygnałów że coś się skończyło, niekoniecznie źle. Jakbyś gotowała zupę i już nie czujesz głodu - po co dalej dodawać składniki. Może zaklęcie po prostu zrobiło swoje wcześniej niż planowałaś, a te ostatnie wieczory to były puste gesty. Nie każde przerywanie to błąd.
Ta obojętność to ciekawy sygnał, bo różni się od oporu. Opór coś blokuje aktywnie, obojętność to raczej cisza. Florka53, mam pytanie - czy ta obojętność przy wiązaniu węzłów pojawiła się zanim cel przestał być aktualny, czy mniej więcej w tym samym czasie? Bo zastanawiam się czy obojętność była przyczyną czy objawem.
To co pisze Wedrowiec ma sens. Obojętność może być albo sygnałem z wewnątrz że praca jest skończona, albo po prostu zmęczeniem rutyną. I trudno to rozróżnić. Przy kartach mam podobnie - jak czytam dla siebie po raz trzeci w tej samej sprawie i czuję pustkę zamiast odpowiedzi, to zwykle oznacza że temat wyczerpał swój czas.
Właśnie w tym sęk. Sama siebie pytałam czy nie szukam po prostu powodu żeby nie siedzieć wieczorami z sznurem. Ale cel naprawdę przestał być aktualny - okoliczności się zmieniły. To nie było 'mam dość', to było 'po co mi to teraz'. Te dwa stany czuję zupełnie inaczej.
No właśnie i to jest ważna różnica którą Florka53 opisuje. Zmęczenie rytualem a dezaktualizacja celu to nie to samo. Znam oba stany i zgadzam się że można je odróżnić. Chociaż... nie zawsze to takie oczywiste od razu, czasem dopiero po czasie wiadomo co to było.
A może w ogóle nie chodzi o sygnał zewnętrzny tylko o uczciwość wobec siebie? Znaczy - czy ta sprawa jest nadal moja, czy już nie. Jak nie jest, to nie ma co kontynuować nawet jeśli zaplanowałam siedem dni. Brzmi prosto ale chyba taki jest sedno.
Z tego co obserwowałem - jedna rzecz, która działa jako kryterium, to pytanie: czy gdyby efekt tego rytuału zmaterializował się jutro, chciałbym go przyjąć? Jeśli odpowiedź brzmi 'nie wiem' albo 'właściwie nie', to praca powinna być zakończona. Bez względu na to ile dni zostało.
Przepraszam że wchodzę w środek, ale mam wrażenie że cały czas mówimy o przerywaniu. A kiedy w ogóle rytuał jest skończony zgodnie z planem? Jak rozpoznać że zrobił co miał zrobić? Bo może problem Florki53 nie jest wyjątkowy, może po prostu każdy kończy nie wiedząc czy to już.
Dobre pytanie i tak, też nad tym myślałam. Jak ktoś robi zaklęcie na coś konkretnego - powiedzmy na znalezienie pracy - to efekt jest mierzalny. Ale co z rzeczami które są bardziej energetyczne? Nie ma momentu 'aha, gotowe'. Może to jest właśnie ta luka, o której mówi Runmistrz.
tylko że nawet przy konkretnym celu - jak dostaniesz tę pracę, to nie wiesz czy to rytuał zadziałał, czy po prostu byłaś dobrym kandydatem. I na odwrót - jak nie dostaniesz, nie wiesz czy to rytuał nie zadziałał, czy po prostu ci nie pasowała. Więc to 'mierzalne' jest mierzalne tylko z pozoru.
Klimcia_S ma trochę racji ale to nie znaczy że nie warto robić rytualów, tylko że trzeba inaczej myśleć o zakończeniu. Może zamknięcie rytuału nie jest o tym czy zadziałał ale o tym że ty puściłaś intencję. Skończyłaś swoją część, reszta nie należy do ciebie. I to jest moment zakończenia.
Szczerze? Myślę że nie ma jednej odpowiedzi bo rytuały różnią się strukturą. Przy węzłach jest element fizyczny który daje konkretny punkt zamknięcia - rozwiązanie. Przy świecy to zgaszenie albo dopalenie. Przy pracy mentalnej jest trudniej. To nie jest wymówka, po prostu różne struktury wymagają różnych zamknięć.
A co z rytualami które mają wiele etapów jak u Florki53? Czy każdy dzień to osobna jednostka, czy całość jest jedną pracą? Bo jeśli każdy dzień to coś oddzielnego, to pierwsze trzy dni mogły być zakończone, a ostatnie nie zaczęte. A jeśli to całość, to przerwanie w połowie to co innego.
Czekam na odpowiedź Florki bo to zmienia całą diagnozę. Mnie się przydarzyło podobne pytanie przy pracy z kamieniami - miałam codzienny rytuał przez dwa tygodnie i nie wiedziałam czy to jeden długi akt czy seria małych. Ostatecznie potraktowałam każdy dzień jako oddzielny i zamknęłam każdy z osobna. Nie wiem czy to było poprawne, ale czułam się z tym lepiej.
Miałam jedną intencję wypowiadaną każdego wieczoru tak samo, i sznur był ten sam - codziennie dodawałam węzeł do tego samego sznura. Więc to raczej jedna praca rozłożona na etapy. I właśnie dlatego mam problem - nie mogę potraktować pierwszych trzech dni jako 'zakończone', bo sznur jest jeden i ma być wiązany dalej.
Florka53, to teraz rozumiem problem inaczej. Jeden sznur, jedna intencja, siedem węzłów - to trochę jak jedno zdanie podzielone na siedem słów. Nie możesz puścić trzech słów i powiedzieć że zdanie zostało wypowiedziane. Ale tu właśnie się gubię - bo co to znaczy dla przerwania? Że pierwsze trzy węzły wiszą w powietrzu bez zakończenia?
