Siedziałem ostatnio nad tym dłużej i zastanawiam się, czy intuicja w kontekście magii to coś, co się faktycznie trenuje jak mięsień, czy raczej z wiekiem sama się wyostrza niezależnie od tego, co robimy. Bo mam wrażenie, że im jestem starszy, tym szybciej czuję, kiedy coś 'nie gra' energetycznie, ale nie jestem pewien, czy to efekt lat praktyki, czy po prostu biologia, no bo z wiekiem zmienia się układ nerwowy, zmienia się sposób przetwarzania bodźców. Ktoś się nad tym zastanawiał?
To ciekawe pytanie, bo sama nie umiem tego rozdzielić. Pamiętam jak zaczęłam pracować z kartami, to intuicja była taka... urywkowa. Coś błysnęło i zaraz znikało. Teraz to jest bardziej jak stały szum w tle, który czasem głośnieje. Ale nie wiem, czy to praktyka, czy po prostu lata obserwowania siebie. Chociaż słyszałam teorię, że rytuały działają trochę jak kotwice dla uwagi i przez to intuicja ma łatwiejszy dostęp do powierzchni świadomości. Tylko to brzmi jak coś, co można by równie dobrze wytłumaczyć przez uważność bez magii.
Ja bym tu powiedziała, że te dwa wątki, wiek i praktyka, są ze sobą splecione tak mocno, że prawie nie da się ich rozdzielić empirycznie. Ale jest jedna rzecz, którą zauważyłam na sobie: kiedy robiłam dłuższe przerwy w praktyce, intuicja nie zanikała, tylko jakby... traciła precyzję. Wracała szybko po powrocie do rytmu pracy, ale ten moment 'rozgrzewania' coś mi sugeruje. Jakby to naprawdę był coś w rodzaju umiejętności, a nie tylko stanu.
Ja wejdę z boku, bo pracuję dużo z runami i tam intuicja to absolutna podstawa czytania. I z mojego doświadczenia: sama znajomość symboli nic nie daje, jeśli nie ma tego połączenia ze stanem, który pozwala 'słyszeć' odpowiedź. Trenowałem to przez regularną medytację przed każdym rzutem i po jakimś czasie to wejście w stan zaczęło przychodzić szybciej. To nie jest magia, to bardziej jak kondycjonowanie. Ale nie wiem, czy to właśnie jest 'magia intuicji' o której mówicie, czy tylko technika dostępu.
u mnie te przerwy były różne. Raz trzy tygodnie, raz prawie dwa miesiące przez chorObę. I za każdym razem ten powrót to było kilka dni, góra tydzień. Ale co do różnicy w rodzaju intuicji, to tak, coś w tym jest. Na początku to były bardziej obrazy, takie nagłe. Teraz częściej to cielesne, ściskanie w żołądku, napięcie w ramionach. Nie wiem, czy to wiek, czy praktyka zmieniła kanał, przez który to przychodzi.
Czytam i mam wrażenie, że każdy tu mówi o czymś trochę innym i to jest może sensowne, bo może intuicja magiczna nie jest jedną rzeczą? Ja na przykład w afirmacjach pracuję z czymś, co bym nazwała 'wewnętrznym kompasem', takim poczuciem, czy słowa które wypowiadam są moje czy pożyczone. To też jest rodzaj intuicji, ale nie wiem czy to to samo, co Ceniek opisuje przy runach.
Dobra, ale tak konkretnie, bo mi ginie w tych dywagacjach, czy jest jakaś praktyka, którą można zacząć i po jakimś czasie naprawdę poczuć różnicę w intuicji? Nie filozoficznie, tylko praktycznie. Bo czytam o scrying, o automatycznym pisaniu, ale nie wiem czy to faktycznie wpływa na intuicję, czy tylko na koncentrację.
Na automatyczne pisanie mogę powiedzieć jedno: pierwsze kilka razy to jest sam umysł, który pisze to, co chce 'usłyszeć'. Różnica zaczyna być widoczna dopiero gdy nauczysz się rozpoznawać ten moment, kiedy ręka zaczyna wyprzedzać myśl. To nie jest kwestia tygodnia. Mnie zajęło znacznie dłużej zanim zacząłem ufać temu, co wychodziło. Więc tak, trenuje się, ale nie tak liniowo jak by się chciało.
Przepraszam, że wchodzę, bo jestem tu dość nowa jeśli chodzi o magię, ale to co Wrozbita pisze o tym, że się pokazuje wstecz, to mi coś uruchomiło. Ja mam tak z duchem miejsca, że w danej chwili nic nie czuję, a potem jak wychodzę, nagle dostaję jakiś obraz albo myśl. Zastanawiam się, czy to jest właśnie ta intuicja, tylko z opóźnionym zapłonem, czy coś zupełnie innego.
To co opisujesz Glicynia jest znane, nazywa się czasem 'delayed impression' w kontekście psychometrii. Energia miejsca czy przedmiotu nie zawsze daje sygnał od razu, bywa że mózg przetwarza to w tle i dopiero kiedy wychodzisz ze stanu skupienia, to wyskakuje. Nie mówię, że to magia w klasycznym sensie, ale jest to coś, co można rozwijać przez intencjonalne zwracanie uwagi na te opóźnione wrażenia.
Wracając do wątku o wieku, bo to mi nie daje spokoju: jest takie pojęcie w psychologii jungowskiej, 'individuation', że wraz z wiekiem człowiek coraz bardziej integruje nieświadome i to sprawia, że jest 'bliżej' tych głębszych warstw siebie. Czy to nie jest właśnie ten mechanizm, który my nazywamy wzmacnianiem intuicji przez lata? Tylko że to nie jest efekt praktyki magicznej, tylko naturalny proces dojrzewania psychicznego.
ale praktyka magiczna może ten proces przyspieszyć albo ukierunkować, nie? To jak z terapią, która nie zmienia biologii mózgu, ale zmienia tempo i kierunek zmian. Może magia działa podobnie jako akcelerator czegoś, co i tak by się działo, ale wolniej albo mniej świadomie.
Czytam od początku i chcę zapytać o jedną rzecz, bo mi umknęło. Mówicie dużo o intuicji jako o czymś biernym, co się odbiera. A co z intencją w magii? Czy intencja to nie jest forma aktywnej intuicji, gdzie nie tyle odbierasz sygnały, co kierujesz energię? I czy to się trenuje inaczej niż ta odbiorcza strona?
No to powiem jak wchodzę w ten tryb odbioru, bo pytałaś. Nie ma jednej metody, ale u mnie to jest kombinacja: najpierw rozluźnienie żuchwy i ramion, co brzmi banalnie, ale napięcie w tych miejscach blokuje dosłownie wszystko. Potem kilka oddechów, gdzie wydech jest dwa razy dłuższy niż wdech. I co ważne, nie stawiam sobie żadnego zadania w tym momencie, żadnego 'teraz odbieram'. To jest trochę jak zasypianie, im bardziej się starasz, tym dalej. Dopiero kiedy przestaję czekać, coś zaczyna płynąć.
Ten dylemat między intencją a otwarciem pojawia się właściwie w każdej tradycji wróżbiarskiej i magicznej. W tarocie mówi się, że pytanie musisz mieć, ale odpowiedź przyjąć jakąkolwiek dostaniesz. To jest podobna zasada, wchodzisz z kierunkiem, ale bez oczekiwania co do formy. Może intuicja magiczna działa tak samo, że intencja to jest pytanie, a nie scenariusz który chcesz potwierdzić.
Właśnie to mnie wraca do pytania o wiek. Bo Ceniek mówi 'ilość powtórzeń', ale ja się zastanawiam, czy ta zdolność rozróżnienia między odbiorem a projekcją to jest naprawdę tylko trening, czy coś się zmienia też neurobiologicznie z wiekiem. Czytałem coś o tym, że prefrontal cortex, ta część odpowiedzialna za kontrolę, dojrzewa do około 25 roku życia, a po 40 zaczyna być mniej dominująca w pewnych procesach. Czy to nie mogłoby tłumaczyć, dlaczego starsi praktycy często mówią o łatwiejszym dostępie do stanów nie-analitycznych?
to jest ciekawy trop, ale mam pytanie, czy masz jakieś źródło do tego co mówisz o prefrontal po 40? Bo to trochę inaczej brzmi niż to co ja słyszałam, bardziej że kontrola wzrasta z wiekiem, nie maleje.
Dobra, ale czy ktoś może po prostu powiedzieć, czy da się przyspieszyć ten dostęp do stanów bez-analitycznych bez czekania aż człowiek skończy 40 lat? Bo rozumiem teorię, ale co z tym zrobić w praktyce jeśli ma się 20 kilka lat?
To co mówi Wrozbita o regularności, a nie intensywności, to mi pasuje do mojego doświadczenia z miejscami. Jak wracam regularnie do tego samego miejsca, to ten 'delayed impression' którego Herga używała, pojawia się coraz szybciej. Jakby mózg uczył się, że tu wolno mu przetwarzać inaczej. Ale nie wiem czy to jest magia czy po prostu warunkowanie.
Glicynio, a czy to rozróżnienie ma znaczenie? Serio pytam, bo sama się nad tym zastanawiam. Jeśli warunkowanie tworzy stan, który umożliwia odbiór informacji niedostępnych normalnie, to czy ważne jest jak to nazwiemy od strony mechanizmu?
No ale mnie akurat to rozróżnienie nie jest obojętne, bo jeśli odbieram tylko własne nieświadome, to czemu moje nieświadome czasem wie rzeczy, których logicznie nie mogłam wiedzieć? To jest coś, co mi się zdarzało przy afirmacjach, że nagle wiedziałam coś o sytuacji, o której nikt mi nie mówił. Jak to wytłumaczyć w modelu psychologicznym?
Właśnie to jest dla mnie serce tej rozmowy, że magia intuicji jest trudna do zbadania właśnie dlatego, że siedzi na granicy między tym co wyjaśnialne i tym co nie. I może to jest też odpowiedź na pytanie o wiek, że z wiekiem przestajemy tak mocno potrzebować tej odpowiedzi o mechanizm i po prostu pracujemy. A to samo w sobie może otwierać dostęp.
I to chyba jest odpowiedź na tytuł tego wątku. Tak, można wzmacniać praktyką, ale nie jako zestaw technik tylko jako oswajanie się z pewnym sposobem bycia z tym co przychodzi. Aczkolwiek mam jeszcze jedno pytanie, które mnie gryzie od początku tej rozmowy: czy ktoś z was miał moment, kiedy intuicja wyraźnie zawiodła po długim okresie sukcesów? I co z tym zrobiłeś?
Tak, miałem. I to był jeden z trudniejszych momentów w praktyce, bo zacząłem kwestionować wszystko co wcześniej. Skończyło się na tym, że wziąłem dłuższą przerwę od wróżbiarstwa i wróciłem do podstaw, do samego tylko obserwowania bez interpretowania. Jakby reset. I po tym resecie coś działało wyraźniej, ale inaczej niż wcześniej, bardziej spokojnie. Czy to odpowiedź na twoje pytanie?
Wrozbita, to co mówisz o resecie, o wracaniu do samego obserwowania, to mnie zastanawia. Jak długo trwała ta przerwa i jak poznałeś, że jesteś gotowy żeby wrócić? Bo ja mam wrażenie, że czasem sama sobie funduje pseudo-przerwy, ale cały czas mentalnie jestem w tym temacie, analizuję, planuję, co to właściwie daje?
Glicynio, moja trwała chyba z trzy miesiące. I nie planowałem powrotu, po prostu w pewnym momencie poczułem, że mam ochotę znowu wziąć karty do ręki bez żadnego konkretnego powodu. Nie z potrzeby uzyskania odpowiedzi, tylko tak. I to był dla mnie sygnał. Jeśli wracasz do tematu głową przez cały czas, to nie jest przerwa, tylko zmiana formy aktywności.
A można w ogóle robić przerwę bez tego, żeby wszystko co się wypracowało, rozleciało się? Serio się pytam, bo to brzmi jakbyście mówili, że przerwa jest dobra, ale z drugiej strony cały wątek mówił o regularności jako kluczu.
