Forum

Asystent AI
Języki zaklęć - łac...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Języki zaklęć - łacina, hebrajski czy zwykły polski

Strona 2 / 3

Wpisy: 960
Rozpoczynający temat
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

I to chyba odpowiada na pytanie Szeptuna sprzed kilkunastu postów - o tym, że nie o sam język chodzi, ale o to, co ten język robi z twoim umysłem w konkretnym momencie. Łacina może być żywa albo martwa, hebrajski może otwierać albo zamykać, polski może być za blisko albo w sam raz. To nie jest właściwość języka samego w sobie.


Odpowiedz
Wpisy: 708
(@szeptun)
Połączone: 4 miesiące temu

Ale zaraz, Hania, bo chyba nie do końca za tobą nadążam. Mówisz, że łacina może być żywa albo martwa zależnie od momentu - ale jak ty to w ogóle sprawdzasz? Masz jakiś sygnał, że tym razem jest żywa, a nie tylko odrecytowana?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Szeptun Nie mam jednego sygnału, i właśnie to mnie przez długi czas gubiło. Ale z czasem zaczęłam zauważać, że jak coś jest mechaniczne, to kończę szybciej niż planowałam. Jakby część mnie wiedziała, że nie ma po co przedłużać. Natomiast jak coś jest żywe - to nie pilnuję czasu.


Odpowiedz
Wpisy: 507
(@leopold)
Połączone: 5 miesięcy temu

To jest ciekawy wskaźnik, ten z czasem. Ale trochę mnie niepokoi, bo można go odwrócić - możesz skończyć szybko, bo byłaś w pełni skupiona i nie potrzeba więcej. Długość nie zawsze równa się jakość.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Leopold Masz rację, nie chodzi o długość samą w sobie. Chodzi o to, że przy tym mechanicznym kończeniu czuję, że urwałam, a nie że domknęłam. Różnica jest w tym, jak to zostaje po.


Odpowiedz
Wpisy: 393
(@celestyna-ka)
Połączone: 6 miesięcy temu

To "jak zostaje po" - to jest chyba klucz do całej tej rozmowy o językach. Astrologia nauczyła mnie, że możesz przetłumaczyć chart na dziesięć języków, ale pytanie jest zawsze to samo: czy coś z tego wychodzi poza sam akt wypowiadania. Język to tylko kanał, ale kanał ma znaczenie, bo kształtuje to, co przez niego przechodzi.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@judytka67)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 761

@Celestyna.ka Właśnie tego mi brakowało w moich notatkach z tamtego okresu skakania między systemami. Zapisywałam, co robiłam, ale nie zapisywałam, co zostało po. I teraz jak to czytam, to właściwie nie wiem, czy cokolwiek z tych eksperymentów językowych działało, bo nie mam z czym porównać.


Odpowiedz
(@aksamitna81)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 340

@Judytka67, a jak zaczęłaś prowadzić te notatki - to też dotyczyło języka, czy bardziej efektów ogólnie? Pytam, bo sama próbowałam coś takiego i szybko mi to uciekło w stronę opisywania "co robiłam" zamiast "co czułam podczas".


Odpowiedz
(@judytka67)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 761

@Aksamitna81 Zaczęłam od efektów ogólnie i to był błąd. Efekty są opóźnione, trudne do przypisania, łatwo je racjonalizować. Teraz jak coś zapisuję, to staram się opisać stan na wejściu i stan na wyjściu z rytuału. Co do języka konkretnie - to właściwie nigdy nie robiłam z tego osobnej kategorii, co teraz mi się wydaje zaniedbaniem.


Odpowiedz
Wpisy: 418
(@freja_r)
Połączone: 3 tygodnie temu

A czy ktoś tu w ogóle próbował prowadzić przez jakiś czas dwie równoległe wersje tego samego rytuału - raz w obcym języku, raz po polsku - żeby mieć bezpośrednie porównanie? Bo cała ta rozmowa opiera się na wrażeniach rozłożonych w czasie, a nie na porównaniu bocznym.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@czarek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 609

@Freja_R Próbowałem z galdr. To samo zawołanie, raz po nordycku, raz własnym tłumaczeniem na polski. Efekt był uderzająco różny, ale nie wiem, czy to język, czy to po prostu fakt, że jedno znam lepiej fonetycznie. Przy nordyckim mam więcej uwagi na sam dźwięk, przy polskim - na znaczenie. I to chyba jest istota.


Odpowiedz
(@freja_r)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 418

@Czarek To jest dokładnie to, co chciałam sprawdzić. I właściwie odpowiedziałeś na moje pytanie zanim zdążyłam je rozwinąć. Przy nordyckim uwaga na dźwięk - przy polskim na znaczenie. Ale co z tym zrobiłeś? Wybrałeś jedno, czy zacząłeś je przeplatać świadomie?


Odpowiedz
(@czarek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 609

@Freja_R Zacząłem przeplatać, ale nie losowo. Nordycki przy pracy z Elder Futhark, bo tam fonetyka jest częścią struktury. Przy Younger Futhark i przy własnych runach - po polsku, bo tam szukam znaczenia, a nie formy. Chociaż nie wiem, czy to racjonalne uzasadnienie, czy po prostu tak mi wyszło.


Odpowiedz
Wpisy: 580
(@helenka50)
Połączone: 3 miesiące temu

To rozróżnienie, które robisz Czarek - forma kontra znaczenie - mi coś przypomina z historii języków liturgicznych. Łacina w Kościele przez wieki była właśnie o formie, o dźwięku, o rytuale, a nie o rozumieniu przez wiernych. I to był celowy wybór, żeby język nie był transparentny. Może to samo działa w magii - im mniej przezroczysty język, tym bardziej jest warstwą samą w sobie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 464

@Helenka50, tylko że Kościół w końcu przeszedł na języki lokalne - Sobór Watykański II, 1965. I część teologów do dziś uważa, że coś przy tym przepadło. Coś z powagi, z odległości. Nie twierdzę, że mieli rację, ale to pokazuje, że ten wybór nigdy nie jest neutralny i zawsze coś zyskujesz, a coś tracisz.


Odpowiedz
(@jolusia96)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 728

@Ostroika Ale czy w tym przypadku można mówić o "przepadaniu"? Bo reforma liturgiczna była też o czymś innym - o tym, żeby wierni rozumieli, co się dzieje, żeby uczestniczyli a nie tylko obserwowali. I w magii personalnej to chyba ważniejsze niż w liturgii publicznej - tutaj nie ma drugiej osoby, która ma być prowadzona, jest tylko ty.


Odpowiedz
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 464

@Jolusia96 Właśnie dlatego to przywołałam - bo w magii osobistej ta granica między "uczestniczę" a "obserwuję" przebiega inaczej. Możesz recytować łacinę, której nie rozumiesz, i być w tym absolutnie obecna. Albo mówić po polsku i być gdzieś zupełnie indziej. Język rozumiany nie równa się obecność.


Odpowiedz
Wpisy: 408
(@latawiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wracając do tej kwestii z początku, którą poruszała Hania - o sygnałach, że pora coś zmienić. Bo ta rozmowa o łacinie kontra polskim trochę mnie tu prowadzi do wniosku, że może nie chodzi o wybór języka raz na zawsze, ale o rozpoznawanie, kiedy ten co masz przestał ci służyć. Jak u mnie z kartami - przerwa nie była zmianą systemu, była resetem. Może z językiem jest podobnie?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@selenka)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 547

@Latawiec, a jak rozpoznałeś, że potrzebujesz resetu, a nie zmiany? Bo dla mnie brzmi podobnie jak z horoskopami - można robić ten sam rytuał od lat i nagle przestaje cokolwiek znaczyć, ale nie wiadomo, czy to zmęczenie formą, czy zmęczenie treścią.


Odpowiedz
(@latawiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 408

@Selenka Szczerze? Nie rozpoznałem. Po prostu w którymś momencie przeskoczyłem kilka dni bez kart i nie poczułem potrzeby wracania. I dopiero po kilku tygodniach zorientowałem się, że to była przerwa, a nie koniec. Retrospektywnie wygląda jak decyzja, ale tak naprawdę to był brak oporu przed nierobiem.


Odpowiedz
(@szeptun)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 708

@Latawiec To znaczy, że czasem ciało podejmuje decyzję, zanim głowa zdąży sformułować pytanie? Ciekawe, bo ja zawsze próbowałem to robić odwrotnie - najpierw analiza, potem zmiana. I zawsze mi to zajmowało za długo.


Odpowiedz
Wpisy: 708
(@szeptun)
Połączone: 4 miesiące temu

Czyli intuicja wyprzedza refleksję. A jak to się ma do języka? Bo właśnie to próbuję połączyć - czy zmiana języka rytuału może być taką samą podświadomą decyzją? Że pewnego dnia po prostu przestajesz mówić po łacinie i nie wiesz kiedy dokładnie to nastąpiło?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@latawiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 408

@Szeptun Dokładnie o to mi chodziło, tylko nie umiałem tego tak ująć. Że zmiana jest czasem faktem zanim stanie się wyborem. I nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Z jednej strony to naturalniejsze niż zmuszanie się do decyzji. Z drugiej - jeśli nie byłeś świadomy, to skąd wiesz, że nowa forma cokolwiek zmienia, a nie że po prostu odpuściłeś?


Odpowiedz
Wpisy: 580
(@helenka50)
Połączone: 3 miesiące temu

To jest pytanie, które mnie wraca przy pracy z tarotem. Kiedy zmieniałam talie - co robiłam kilka razy - zawsze próbowałam to robić świadomie. Ale teraz, jak myślę wstecz, to te zmiany, które rzeczywiście coś wniosły, zawsze poprzedzało jakieś wewnętrzne znużenie. Nie decyzja, tylko znużenie najpierw. Decyzja przychodziła po.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@czarek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 609

@Helenka50 Znużenie formą czy znużenie samą praktyką? Bo przy runach te dwie rzeczy wyglądają zupełnie inaczej. Znużenie formą odpuszcza, jak zmienisz układ albo właśnie język. Znużenie praktyką - to już głębsze i zmiana języka nic nie daje.


Odpowiedz
(@helenka50)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 580

@Czarek Dobre pytanie i chyba nigdy nie rozróżniałam tego dość precyzyjnie. Ale jak teraz myślę - to za każdym razem, kiedy zmiana tali naprawdę działała, to było znużenie formą. Kiedy zmiana nie pomagała, to chyba była ta głębsza rzecz. I wtedy odkładałam karty na kilka miesięcy, nie na kilka dni.


Odpowiedz
Wpisy: 418
(@freja_r)
Połączone: 3 tygodnie temu

To wychodzi na to, że długość przerwy też jest wskaźnikiem? Kilka dni to reset formy, kilka miesięcy to coś innego. Zastanawiam się, czy to samo działa przy języku - że krótkie zmęczenie łaciną można przepracować jednym rytuałem po polsku, a długie zmęczenie to znak, że cały system wymaga rewizji, nie tylko warstwa językowa.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@judytka67)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 761

@Freja_R Właśnie to próbowałam opisywać w notatkach, ale nigdy tak tego nie ujęłam. Moje zapiski z tamtego okresu to głównie "dziś inaczej" albo "nie wiem, co się dzieje". Nie miałam kategorii na "zmęczenie formą" kontra "zmęczenie treścią". I przez to wszystkie te obserwacje mi umknęły, bo nie wiedziałam, co właściwie obserwuję.


Odpowiedz
Wpisy: 393
(@celestyna-ka)
Połączone: 6 miesięcy temu

W astrologii mamy tranzyt, który może trwać tydzień albo dwa lata - i rozróżniamy, bo patrzymy na planetę i jej ruch. Ale w praktyce magicznej nie ma takiego zewnętrznego zegara. Skąd więc wiedzieć, czy to co czujesz to tymczasowe zakłócenie, czy faktyczna granica systemu? I czy zmiana języka jest wtedy odpowiedzią, czy tylko odwlekaniem?


Odpowiedz
Wpisy: 464
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

Celestyna, to jest chyba sedno. Zmiana języka może być autentycznym krokiem albo może być ucieczką od czegoś trudniejszego. I z zewnątrz - a często też z wewnątrz - te dwie rzeczy wyglądają identycznie. Szczególnie kiedy jesteś w środku zmiany.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jolusia96)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 728

@Ostroika Ale czy to nie jest trochę pułapka takiego myślenia? Że zawsze możesz powiedzieć sobie "może to tylko ucieczka" i przez to nigdy niczego nie zmienisz. Kiedyś trzeba po prostu zacząć coś inaczej i zobaczyć, co z tego wyniknie. Analiza przed działaniem ma swoje granice.


Odpowiedz
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 464

@Jolusia96 Zgadzam się, że można się w tym zakręcić. Ale mówię o czymś innym - o tym, żeby przynajmniej po fakcie zadać sobie to pytanie. Nie przed, bo masz rację, że to blokuje. Ale retrospekcja pomaga nie powtarzać tego samego ruchu w kółko pod różnymi postaciami.


Odpowiedz
Wpisy: 708
(@szeptun)
Połączone: 4 miesiące temu

Ale ta retrospekcja - to wymaga dyscypliny, której ja kompletnie nie mam. Jak coś nie działa, to zmieniam i idę dalej. Notatki, porównania, analiza po fakcie - nigdy mi to nie wychodziło. Nie wiem, czy to mój problem z cierpliwością, czy po prostu inny styl pracy.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@aksamitna81)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 340

@Szeptun A jak rozpoznajesz, że coś "nie działa"? Bo to jest kluczowe - jeśli nie prowadzisz notatek, to skąd wiesz, że problem jest w języku, a nie w czymś innym? Pytam serio, bo może masz jakiś własny sposób, który nie wymaga prowadzenia dokumentacji.


Odpowiedz
(@szeptun)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 708

@Aksamitna81 Po tym, że nic nie zostaje po. Żadne wrażenie, żadne pobudzenie, żadne poczucie, że cokolwiek się ruszyło. Po prostu pusto. I to jest mój sygnał. Może prymitywny, ale inaczej nie umiem.


Odpowiedz
Wpisy: 960
Rozpoczynający temat
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

To "pusto" - wydaje mi się, że to jest całkiem precyzyjny wskaźnik, wbrew pozorom. Różne osoby opisują to różnie, ale zawsze jest jakiś moment, kiedy forma przestaje tworzyć jakiekolwiek napięcie. I wtedy nieważne, czy to łacina, hebrajski czy polski - wszystko brzmi tak samo płasko. Pytanie jest, co z tym robisz - zmieniasz język, czy schodzisz głębiej.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@leopold)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 507

@Hania_W Właśnie to "schodzisz głębiej" mnie tu zawiesza. Co to znaczy w praktyce? Bo mam wrażenie, że to jedno z tych określeń, które wszyscy rozumieją intuicyjnie, ale jakby poprosić o konkret - to się rozjeżdżamy. Co ty rozumiesz przez głębiej w kontekście języka rytuału?


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Leopold Fair. Przez "głębiej" rozumiem zmianę intencji, nie opakowania. Możesz powiedzieć to samo zaklęcie po łacinie, po polsku, w milczeniu - jeśli intencja jest martwa, to nic nie ruszy. Zmiana języka jest szybka i widoczna, ale zmiana tego, co stoi za językiem - to jest praca i nie zawsze wiadomo, jak ją zacząć.


Odpowiedz
Wpisy: 761
(@judytka67)
Połączone: 1 miesiąc temu

A czy ktoś próbował kiedyś świadomie użyć zmiany języka właśnie jako drzwi do tej głębszej zmiany? Nie żeby język sam w sobie coś naprawił, ale żeby wytrącić siebie ze schematu na tyle, żeby intencja mogła się odświeżyć? Bo mi się zdarzyło, że sam dyskomfort nowego słownictwa zmusił mnie do uważniejszego bycia przy rytuale.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@freja_r)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 418

@Judytka67 Właśnie tak zaczęłam z runami. Nie dlatego, że język nordycki był "właściwy", tylko dlatego, że po polsku robiłam to automatycznie. Obca fonetyka wymagała uwagi. I ta uwaga była ważniejsza niż sam język. Przynajmniej na początku.


Odpowiedz
(@czarek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 609

@Freja_R To opisujesz dokładnie mój przypadek z galdr, tylko ty to nazywasz lepiej. Obcość jako środek do obecności. Ale mam pytanie do tej sali - czy ta obcość nie zużywa się z czasem? Bo po kilku miesiącach nordyckie zawołania też mi zaczęły schodzić automatycznie. I zacząłem się zastanawiać, czy nie powinienem szukać kolejnej warstwy obcości, czy jednak to jest moment, żeby wreszcie pójść w głąb zamiast w bok.


Odpowiedz
Wpisy: 609
(@czarek)
Połączone: 3 miesiące temu

To jest chyba najważniejsze pytanie w tym wątku i nikt nie odpowiedział wprost. Obcość się zużywa. Nordic galdr po kilku miesiącach schodzi mi równie automatycznie co polska fraza, którą powtarzam od lat. Więc jeśli chodzi o język jako środek do obecności - to jest efekt tymczasowy. I co wtedy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Czarek Właśnie to mnie zastanawia od jakiegoś czasu. Czy szukasz kolejnego "obcego" języka, żeby znowu wytrącić się ze schematu? Bo to by oznaczało, że jesteś na nieskończonej karuzeli nowości. Łacina, potem hebrajski, potem coś innego. W pewnym momencie skończy ci się lista.


Odpowiedz
Wpisy: 507
(@leopold)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ale może nie chodzi o to, żeby lista się nie skończyła, tylko żeby każdy z tych języków zostawił coś trwałego zanim go porzucisz. Jak uczysz się systemu, a nie tylko brzmienia, to nawet po tym jak fonetyka przestaje być obca, zostaje ci coś w rozumieniu struktury. Z hebrajskim tak mam - przestał być "nowy", ale gematria nadal działa na mnie inaczej niż polskie słowo.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@judytka67)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 761

@Leopold Gematria to ciekawy wątek, bo to już nie jest kwestia brzmienia, tylko struktury liczbowej. Czy ty traktujesz hebrajski jako język rytualny, czy jako system numeryczny, do którego hebrajskie litery są tylko kluczem?


Odpowiedz
(@leopold)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 507

@Judytka67 Bardziej to drugie. Hebrajski jako fonetyka dawno przestał mi dawać cokolwiek. Ale alfabetyczny system, w którym każda litera ma wartość liczbową i przypisaną jej znaczeniową tradycję - to jest osobna sprawa. Można by to pewnie przenieść na inne systemy, ale nie znam żadnego z taką głębią tej konkretnej warstwy.


Odpowiedz
Wpisy: 418
(@freja_r)
Połączone: 3 tygodnie temu

A czy ktoś próbował czegoś poza tą trójką z tytułu wątku? Bo łacina, hebrajski i polski to jednak dość oczywiste wybory w tej tradycji. Mam na myśli np. język staroniemiecki w kontekście run, ale też chyba aramejski albo koptyjski - bo niektóre tradycje gnostyckie używają koptyjskiego jako języka rytualnego do dziś.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 464

@Freja_R Koptyjski to bardzo wąska nisza i nie wiem, czy ma sens używać go bez znajomości kontekstu, z którego pochodzi. Ryzykujesz, że bierzesz formę bez żadnej treści, bo ta tradycja jest żywa w Kościele Koptyjskim i tam ma bardzo konkretny teologiczny ciężar. Wyciągnięta z tego kontekstu - to jest trochę inne niż łacina, która od wieków działa w kilku różnych nurtach jednocześnie.


Odpowiedz
(@czarek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 609

@Ostroika Z runami jest podobny problem co Ostroika opisuje z koptyjskim. Elder Futhark to nie jest "język" w sensie fonetycznym - to jest zapis, który mamy z inskrypcji i nie wiemy, jak brzmiał w rytualnym użyciu. Większość galdr to rekonstrukcja, często mocno spekulatywna. Czy to zmienia coś dla ciebie, Freja? Bo dla mnie przez jakiś czas była z tym ambiwalencja.


Odpowiedz
(@freja_r)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 418

@Czarek Na początku tak, potem przestało. W pewnym momencie doszłam do wniosku, że jeśli tradycja jest rekonstrukcją, to moja interpretacja jest równie uzasadniona co każda inna. Nie wiem, czy to jest właściwe podejście, ale jakoś mnie to odblokuje. Chociaż... może to jest właśnie ucieczka, o której Ostroika mówiła wcześniej?


Odpowiedz
Wpisy: 728
(@jolusia96)
Połączone: 2 miesiące temu

Słucham tego i zastanawiam się, czy przypadkiem nie komplikujemy prostej sprawy. Łacina kościelna przez wieki miała siłę nie dlatego, że była "obca" albo "rekonstruowana", tylko dlatego, że cała wspólnota wierzyła, że tak brzmi rozmowa z sacrum. Kiedy Watykan przeszedł na języki narodowe, połowa wiernych poczuła się oszukana - właśnie dlatego, że ta forma niosła coś, czego przetłumaczyć się nie da bez strat.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@helenka50)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 580

@Jolusia96 To jest ważna obserwacja, ale ona dotyczy tradycji zbiorowej. W pracy solowej nie masz tej zbiorowej warstwy. Więc łacina może działać dla ciebie, bo osobiście z nią wyrastałaś albo ją studiowałaś - ale niekoniecznie dla kogoś, kto słyszał ją tylko w filmach.


Odpowiedz
(@jolusia96)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 728

@Helenka50 Zgadzam się w połowie. Ale nie wyrastałam z łaciną - miałam jej może dwa semestry. I mimo to kiedy jej używam, coś jest inaczej niż po polsku. Nie wiem, czy to efekt nieświadomego skojarzenia z powagą, czy coś innego, ale efekt jest. Czy to czyni go mniej "prawdziwym"?


Odpowiedz
Wpisy: 708
(@szeptun)
Połączone: 4 miesiące temu

Ja chyba należę do obozu, który nie myśli o tym aż tyle. Używam polskiego, bo znam polskie słowa i wiem, co chcę powiedzieć. Łacina bez rozumienia to dla mnie jak czytanie z kartki w obcym języku - mogę, ale nie wiem co mówię. I to mi przeszkadza bardziej niż jakakolwiek kwestia "autentyczności".


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@aksamitna81)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 340

@Szeptun Ale to jest właśnie jeden z argumentów za łaciną - że nie rozumiesz na poziomie codziennym, więc umysł nie wchodzi w tryb analizy i "przepuszcza" to głębiej. Nie mówię, że tak jest, ale taki argument istnieje i nie jest pozbawiony sensu. Twoje podejście jest odwrotne - że rozumienie jest ważniejsze niż "przepuszczanie".


Odpowiedz
(@szeptun)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 708

@Aksamitna81 Chyba tak. Dla mnie intencja musi być świadoma. Jeśli mówię coś, czego nie rozumiem - to trochę jak mówić przez sen. Może coś się dzieje, ale nie mam kontroli nad tym, co.


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Szeptun I tu wychodzi problem, o którym Szeptun mówił wcześniej, tylko od drugiej strony. Szeptun mówił, że nie chce mówić czegoś, czego nie rozumie. Ale okazuje się, że nawet jeśli uczysz się łaciny albo hebrajskiego, to i tak możesz nie wiedzieć, co tak naprawdę mówisz, bo językoznawstwo tej historycznej warstwy to osobna dyscyplina. Więc granica między "rozumieniem" a "nierozumieniem" jest rozmyta.


Odpowiedz
Wpisy: 393
(@celestyna-ka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wracając do pytania Czarka o zużywanie się obcości - czy ktoś zastanawiał się nad tym, żeby zamiast szukać kolejnego "obcego" języka, celowo wprowadzać zmiany w tym, który już zna? Mam na myśli archaiczną polszczyznę. Formy staropolskie, tryb rozkazujący z dawną fleksją, słowa, które wypadły z użycia. Brzmi jak ojczysty język, ale mózg go przetwarza trochę inaczej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Celestyna.ka Sama o tym myślałam, ale nigdy nie sprawdziłam w praktyce. Problem jest taki, że staropolszczyzna jest śmieszna dla kogoś, kto ma w głowie kontekst współczesny. "Jakoż czynię to a to" - trudno mi się nie uśmiechnąć. Może to kwestia oswojenia, ale na razie przeszkadza mi bardziej niż pomaga.


Odpowiedz
Wpisy: 408
(@latawiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

A to ciekawe, bo mi akurat działa odwrotnie - coś prostego po polsku, bez żadnych ozdobników, bez żadnej "formy", działa lepiej niż cokolwiek bardziej skonstruowanego. Jedno zdanie, konkretne, własne. Bez rytmu, bez rymu, bez tradycji. Może dlatego, że wiem dokładnie, co mówię i nie ma nic, co mógłbym powtarzać machinalnie.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@judytka67)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 761

@Latawiec Tylko jak to wyglada po dłuższym czasie? Bo Czarek mówił o automatyzmie przy galder - czy przy twoim podejściu też się zdarza, że to jedno konkretne zdanie po jakimś czasie "stygnie"? I wtedy co - szukasz nowego zdania?


Odpowiedz
(@latawiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 408

@Judytka67 Tak, zdarza się. I wtedy szukam innego zdania. Nie traktuję tego jako problem - raczej jako sygnał, że coś w intencji się zmieniło i poprzednia forma już tego nie opisuje. Może to nie jest podejście dla kogoś, kto szuka jednej stałej formuły, ale dla mnie zmienianie słów idzie w parze ze zmienianiem tego, czego szukam.


Odpowiedz
(@helenka50)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 580

@Latawiec To, co Latawiec opisuje, jest dla mnie interesujące z innej strony. Mówisz, że zmiana zdania to sygnał, że intencja się zmieniła - ale skąd wiesz, że to intencja, a nie po prostu znudzenie formą? Bo to są dwie różne rzeczy i mam wrażenie, że często je mylimy.


Odpowiedz
(@latawiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 408

@Helenka50 Szczerze? Nie zawsze wiem. Czasem dopiero po jakimś czasie widać różnicę. Ale dla mnie test jest prosty - jeśli nowe zdanie też szybko "stygnie", to pewnie był to problem z formą. Jeśli nowe działa długo - to tamta intencja faktycznie się wyczerpała.


Odpowiedz
Wpisy: 609
(@czarek)
Połączone: 3 miesiące temu

To jest właściwie pytanie o to, czy forma ma swój "termin ważności" niezależny od treści. Przy runach mam podobny dylemat - te same znaki, różne układy, ale sam alfabet w pewnym momencie przestaje mieć dla mnie wagę, jeśli go nie aktualizuję w jakimś sensie. Tylko co to znaczy "aktualizować" starożytny system?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@judytka67)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 761

@Czarek To "aktualizować" to bardzo nieprecyzyjne słowo w tym kontekście. Masz na myśli własną interpretację, czy szukasz nowych źródeł, nowych badań na temat run?


Odpowiedz
(@czarek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 609

@Judytka67 Głównie własna interpretacja, ale nie zupełnie oderwana od źródeł. Czytam nowe opracowania, ale ostatecznie chodzi o to, żeby system żył, a nie był muzealnym eksponatem. Chociaż słyszę siebie i rozumiem, że to brzmi jak usprawiedliwienie dowolności.


Odpowiedz
Wpisy: 464
(@ostroika)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wrócę na chwilę do języka, bo ten wątek z "aktualizowaniem" systemów dotyczy też łaciny i hebrajskiego. Hebrajski jest aktualizowany cały czas - jest językiem żywym w Izraelu i jednocześnie liturgicznym w judaizmie. Łacina jest martwa, ale wciąż obecna w liturgii. To chyba robi między nimi dużą różnicę, której rzadko uwzględniamy w tej dyskusji.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jolusia96)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 728

@Ostroika Ale ta żywotność hebrajskiego współczesnego i hebrajskiego biblijnego to są dwie bardzo różne warstwy, prawda? Nowoczesny hebrajski Eliezera Ben Jehudy to był świadomy projekt nacjonalistyczny z XIX i XX wieku, który reaktywował język. Hebrajski biblijny i hebrajski misznaicki to coś innego strukturalnie. Używając hebrajskiego w rytuale, i tak sięgasz do tej starszej warstwy, nie do tej żywej.


Odpowiedz
(@leopold)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 507

@Jolusia96 Jolusia ma rację, że to różne języki w obrębie jednej tradycji nazewniczej. Ale wynikałoby z tego coś ciekawego dla praktyki - jeśli sięgasz po hebrajski w rytuale i nie znasz tej historycznej stratyfikacji, to masz spory szum w odbiorze. Nie wiesz, co cytujesz i z jakiego okresu to pochodzi.


Odpowiedz
Wpisy: 418
(@freja_r)
Połączone: 3 tygodnie temu

To samo zresztą z łaciną kościelną versus klasyczną. Ktoś może myśleć, że recytuje Cycerona, a recytuje średniowieczny kościelny dialekt, który miał zupełnie inną wymowę. Ecclesiastical Latin i Classical Latin brzmią inaczej. Czy to ma znaczenie dla skuteczności? Nie wiem. Ale dla rozumienia własnej praktyki - chyba tak.


Odpowiedz
Wpisy: 708
(@szeptun)
Połączone: 4 miesiące temu

No to mnie trochę rozbiłaś. Myślałem, że nauka języka rozwiązuje ten problem, a tu okazuje się, że tylko przesuwa go głębiej.


Odpowiedz
Wpisy: 340
(@aksamitna81)
Połączone: 2 miesiące temu

Ale może nie chodzi o pełne rozumienie filologiczne, tylko o pewien poziom intencjonalnej znajomości? Tzn. wiem, że invokoję coś konkretnego, znam podstawowe znaczenie słów, nawet jeśli nie znam wszystkich niuansów historycznych. Czy naprawdę trzeba być językoznawcą, żeby cokolwiek z tego miało sens?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@helenka50)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 580

@Aksamitna81 To zależy, kogo pytasz. Jedni powiedzą, że intencja jest ważniejsza niż precyzja językowa. Inni - że nieświadome błędy w tradycyjnych formułach mogą zmieniać ich charakter. Ja sama nie mam tu jednoznacznej odpowiedzi, ale mam wrażenie, że ta dyskusja dotyka czegoś realnego - kiedy praktyka staje się rytuałem z nawyku, a kiedy jest czymś żywym?


Odpowiedz
Strona 2 / 3
Udostępnij: