Nie wiem jak wy, ale mnie ostatnio zaczęło chodzić po głowie coś, co roboczo nazywam magią przypadkową. Chodzi o te sytuacje, kiedy coś dzieje się nie dlatego, że zaplanowałeś rytuał, tylko jakby przy okazji. Siedzisz, rozmawiasz z kimś o jakimś problemie, razem marudzicie przy herbacie i nagle za tydzień sytuacja sama się rozwiązuje w sposób, który nijak nie wynika z logiki. Albo dwie osoby robią coś razem bez żadnego formalnego zamiaru i coś po prostu odpala. Zastanawiam się, czy to jest w ogóle magia, czy tylko zbieg okoliczności, któremu nadajemy znaczenie post factum. Ale z drugiej strony, jeśli regularnie mi się to zdarza w podobnych kontekstach, to może jednak coś za tym stoi. Ktoś miał podobne doświadczenia? Szczególnie ciekawi mnie wątek grupowy, bo wydaje mi się, że te przypadkowe rzeczy częściej dzieją się w obecności innych niż w pojedynkę.
To co opisujesz to nie jest żaden zbieg okoliczności, przynajmniej w moim doświadczeniu. Kiedy dwie lub więcej osób skupia się na tym samym problemie, nawet bez rytuału, pojawia się coś w rodzaju wspólnego pola uwagi. I to pole działa. Pamiętam jak siedziałam z przyjaciółką, obie byłyśmy zdenerwowane tym samym problemem, żadna z nas nie wykonywała żadnego rytuału i nagle zaczął padać deszcz, a na drugi dzień problem się rozwiązał sam. Głupie? Może. Ale za dużo takich sytuacji widziałam, żeby mówić o przypadku.
Słucham tej rozmowy i przychodzi mi do głowy coś, o czym rzadko się mówi wprost. W pracy grupowej istnieje problem tego, kto tak naprawdę prowadzi. Nawet jeśli nikt formalnie nie jest wyznaczony, zawsze jest jakaś dynamika dominacji. I wtedy to, co się dzieje, niekoniecznie odzwierciedla intencję całej grupy tylko tej jednej osoby, która nieświadomie przejęła stery. Widziałam to wielokrotnie i myślę, że to tłumaczy część tych niespodziewanych rezultatów, które opisujecie.
ale jak to rozpoznać kto prowadzi jeśli nikt nie prowadzi? tzn. czy jest jakiś znak, że jedna osoba ciągnie całą tą enegię za resztę? bo to brzmi trochę niepokojąco szczerze mówiąc
ja zawsze myślałam, że jak coś się dzieje bez rytuału to po prostu życie, a nie magia. ale jak teraz czytam to zastanawiam się czy nie mylę się. Czy to znaczy, że cały czas coś odpalam bez wiedzy? To trochę dziwne uczucie.
hej, przepraszam że wchodzę w połowie, ale mam pytanie do tego co piszecie o grupie. Czy to działa tak samo jak z runami, gdzie mówi się że intencja rzucającego zmienia odczyt? Bo jak to rozumiem to jeden człowiek z mocną intencją może zdominować grupę, to może to jest podobny mechanizm, tylko skalowany?
wracając do tego co pisała Laurka o intencji, chcę dopytać: czy uważasz, że magia przypadkowa, taka bez planu, jest w ogóle bezpieczna? Bo z jednej strony rozumiem argument o emocji jako impulsie, ale jeśli emocja jest chaotyczna albo sprzeczna wewnętrznie, to co się wtedy dzieje?
trochę się gubię w tej rozmowie, ale jedno mnie zastanawia. Piszecie o pracy grupowej i energii, ale co z sytuacjami, kiedy jesteś sama i też dzieje się coś bez zaplanowania? Mnie się to zdarza przy kartach, nie mam żadnego rytuału, siadam i kładę je bez pytania, bez niczego i potem okazuje się, że to było dokładnie to co mi było potrzebne. Czy to się jakoś wpisuje w ten temat?
to może głupie pytanie ale jak ta magia przypadkowa ma się do horoskopów? bo jak czytam swój znak to często jest tak że rzeczy się po prostu dzieją zgodnie z tym co było napisane i ja nic nie robiłam, żadnych rytuałów. czy to też jest magia przypadkowa czy coś innego?
czytam od początku i mam jedno pytanie do Czulu. Piszesz, że to się zdarza częściej przy innych niż solo. Czy masz poczucie, że to jest kwestia obecności fizycznej, czy też zdarza ci się to samo przy rozmowie zdalnej, przez telefon, przez internet? Bo mnie to bardzo interesuje w kontekście tego, jak definiujemy grupę w ogóle.
Ballen, dobre pytanie, bo sam się nad tym zastanawiałem. Mam wrażenie, że fizyczna obecność jednak robi różnicę. Nie potrafię powiedzieć dlaczego, ale te nieplanowane rzeczy zdarzają mi się głównie wtedy, gdy ktoś jest fizycznie obok. Przez telefon albo przez internet czuję, że coś jest, ale jakby cieńsze, mniej wyraźne. Może to kwestia oddechu, zapachu, tego, że ciała są w jednej przestrzeni. Nie wiem. Zdalnie raczej muszę coś zaplanować, żeby to miało sens.
To jest akurat spójne z tym, co ja obserwuję. Zdalnie jest inaczej, ale nie twierdzę, że nie działa. Widziałem przypadki, gdzie coś się zdarzało przez internet, ale tam zawsze był jakiś bardzo silny ładunek emocjonalny po obu stronach. Jakby intensywność musiała nadrobić brak fizyczności. Ciekawe, że Czulu to samo czuje, bo to potwierdza że nie jesteśmy tylko głową w tym co robimy.
a jak to niby ciała w jednej przestzreni mogą cokolwiek zmienac? pytam serio, bo nie rozumiem tego mechanizmu. no chyba że chodzi o jakieś pole energetyczne ale to brzmi trochę jak science fiction
Myślę, że sceptycyzm nie blokuje wszystkiego, ale zmienia jakość tego, co się dzieje. Widziałam sytuacje, gdzie osoba kompletnie nieświadoma była obecna przy czymś i wyniki były wyraźne. Tyle że potem ta osoba tłumaczyła to sobie przypadkiem albo zrządzeniem losu. To co Piolun pyta o gotowość, to raczej kwestia tego, czy ktoś potem to rozpozna i nazwie, nie tego, czy to zadziała.
to trochę mnie uspokaja bo czasem zapraszam znajomą do siebie i robimy razem karty i ona jest totalnie sceptyczna, śmieje się z tego, a mimo to wychodzą jej odczyty które są bardzo trafne. Zawsze myślałam, że może to znaczy że karty po prostu działają same, niezależnie od wiary. Ale może to właśnie ten mechanizm o którym piszecie?
ale to trochę niepokojące, że ktoś może trafiać w czyjeś emocje bez wiedzy tej osoby. jakby czytasz kogoś i ta osoba nawet nie wie że coś się dzieje. czy to jest etyczne?
no to jest właśnie jeden z tych tematów, o których mało się mówi. Etyka w magii przypadkowej jest podwójnie skomplikowana, bo skoro nie planujesz, to w ogóle nie masz momentu, w którym możesz podjąć decyzję o zgodzie. Ale powiem tak, jeśli ktoś siada do tarocie z tobą, to na poziomie niewerbalnym daje jakieś przyzwolenie. Nikt się nie zmusza.
Ballen ma rację, to ważne rozróżnienie. Ale to wrzuca nas z powrotem do pytania o to, skąd w ogóle pochodzi magia przypadkowa, o której rozmawiamy. Czy to jest coś co istnieje w każdej tradycji, tylko różnie nazywane, czy to bardziej koncepcja współczesna, może z kręgów chaos magic?
Chaos magic to jedno, ale sama idea niezamierzonego działania magicznego pojawia się wcześniej. W niektórych opisach Crowleya i Spare'a jest mowa o tym, że najsilniejszy akt magiczny to ten, po którym zapominasz o intencji. Spare rozwijał to w koncepcji sigilizacji, gdzie chodzi właśnie o to, żeby wyjść poza świadome pożądanie. To nie jest to samo co przypadkowe, ale pokazuje że temat niezamierzoności był obecny już dawno.
przepraszam że znowu wchodzę z głupim pytaniem ale to co piszecie o Spare i tej sigilizacji, to znaczy że im mniej myślisz o czymś czego chcesz, tym lepiej działa? to jest chyba odwrotnie niż intuicja podpowiada, no bo wydaje mi się że jak czegoś chcesz to powinieneś się skupiać
okej to teraz mam nowe pytanie po tym co napisał Czulu. Jak to się łączy z magią przypadkową? Bo rozumiem teorię Spare o puszczaniu intencji po ustawieniu, ale magia przypadkowa chyba nie ma tego ustawiania w ogóle. Coś się po prostu dzieje. To są dwa różne zjawiska czy to samo tylko opisane z innej strony?
wchodzę tu bo czytam od dłuższego czasu i mam inne skojarzenie. To co opisujecie w kontekście grupy, ta nieplanowana synchronizacja, kojarzy mi się z tym, co obserwuję przy pracy z kamieniami. Gdy masz kilka osób, każda trzyma inny kamień, bez żadnego rytuału, po prostu siedzą razem, to czasem coś się przesuwa w całej grupie bez słowa. Nie wiem czy to jest magia w sensie formalnym, ale coś się zmienia. I nikt tego nie zaplanował.
Konkretnie to wyglądało tak, że siedziałyśmy we cztery, każda z własnym kamieniem, rozmawiałyśmy o czymś zupełnie niezwiązanym, i w pewnym momencie dwie osoby jednocześnie powiedziały to samo zdanie słowo w słowo. Nie o kamieniach, nie o magii, o zupełnie codziennej rzeczy. I te dwie osoby trzymały akurat kamienie, które podobno mają związek z komunikacją, labradoryt i lapis lazuli. Ale to mogło być przypadkowe skojarzenie z mojej strony, szczerze. Trudno mi powiedzieć gdzie kończy się obserwacja, a zaczyna nadinterpretacja.
przepraszam że wchodzę w wasze kamienie ale ja mam pytanie z trochę innej strony. Czy magia przypadkowa może działać przez przedmiot, który ktoś ci dal, nawet jeśli ta osoba nie miała żadnego zamiaru magicznego? Pytam bo dostałam kamień od znajomej która w ogóle nie wierzy w te rzeczy, i od tamtej pory mam wrażenie, że coś się zmieniło wokół mnie. Może to tylko sugestia, nie wiem.
gorsze sny po dostanym kamieniu to brzmi jak że może być trochę nieczysto, przepraszam że tak mówię, ale miałam podobne i okazało sie że kamień był po prostu z kiepskiego źródła, od kogoś kto przechodził trudny czas. Oczysciłam i przeszło. Albinka czyściłaś go w ogóle od kiedy masz?
wchodząc między was, sól i księżyc to popularny sposób ale nie każdy kamień znosi sól, selit i malachit na przykład są wrażliwe, mogą się porysować albo stracić połysk. Przy kamieniach noszonych przez kogoś innego ja zwykle wystawiam na słońce rano, ewentualnie kadzę dymem z szałwii albo palo santo. Ale wróćmy do wątku Paprotki i Piolun bo to było bardziej interesujące niż moja techniczna dygresja.
właśnie, bo to co opisała Paprotka i to co teraz mówi Albinka to są dwa różne poziomy tej samej kwestii. Albinka pyta czy przypadkowa magia może przejść przez przedmiot bez intencji dawcy. Paprotka opisuje efekty grupowe bez rytuału. Ale oba przypadki mają wspólny mianownik, brak świadomego działania ze strony inicjatora. Czulu, czy to w ogóle wciąż mieści się w definicji magii przypadkowej którą miałeś na myśli zakładając ten wątek?
