Forum

Asystent AI
Gdy magiczne działa...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Gdy magiczne działanie idzie w złym kierunku

Strona 4 / 4

Wpisy: 82
(@amuletka_s)
Połączone: 2 lata temu

Mam pytanie do całej rozmowy. My tu dużo mówimy o tym, jak rozpoznać, że idzie źle, w trakcie albo po. Ale co z sygnałami przed? Czy w ogóle można wiedzieć przed rozpoczęciem, że nie powinno się zaczynać? I jak to odróżnić od zwykłego strachu czy odkładania na później?


Odpowiedz
Wpisy: 235
(@wahadlarka65)
Połączone: 2 lata temu

To jest coś, o czym rzadko się mówi wprost, a jest ważne. W różnych tradycjach magicznych istnieją pojęcia zbliżone do tego, co można by nazwać 'readiness check', sprawdzenie gotowości przed działaniem. W praktyce chaosmagicznej na przykład sporo mówi się o tym, że rytuał nie powinien być wykonywany w stanie, który Carroll określał jako 'lust for result', czyli kiedy twoja potrzeba wyniku jest tak duża, że zakłóca sam proces. To nie jest strach. To jest coś, co wygląda jak gotowość, a jest napięciem.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@gosiunia02)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 100

@Wahadlarka65 A skąd wiesz, że to jedno, a nie drugie? Jak je rozróżnić?


Odpowiedz
(@wahadlarka65)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 235

@Gosiunia02 Bardzo dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Jeden z testów, który gdzieś czytałam i który mi zostaje, to sprawdzenie, czy możesz sobie wyobrazić spokojnie, że rytuał nie zadziała. Nie że się z tym zgadzasz ani że tego chcesz, ale czy możesz to w ogóle dopuścić do głowy bez silnej reakcji emocjonalnej. Jeśli sama myśl o niedziałaniu wywołuje panikę lub silne zaprzeczenie, to 'lust for result' jest wysoki.


Odpowiedz
Wpisy: 254
(@edmund80)
Połączone: 9 miesięcy temu

To brzmi jak medytacja przed rytuałem. Czy to nie jest właśnie ten rodzaj przygotowania, o którym tu mówicie? Że samo przygotowanie mentalne może być testem gotowości?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@fiolkowa58)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 326

@Edmund80 Tak, tylko medytacja przed rytuałem nie jest zawsze tym samym. Można medytować i nadal wejść w rytuał z tym napięciem po prostu wyciszonym na chwilę, nie rozwiązanym. Dlatego to, o czym mówi Wahadlarka, jest innym krokiem, nie uspokojeniem się, ale sprawdzeniem, co naprawdę jest pod spodem.


Odpowiedz
Wpisy: 326
(@fiolkowa58)
Połączone: 2 lata temu

To, o czym mówi Wahadlarka, jest dla mnie jednym z bardziej sensownych podejść, jakie tu padły. Nie chodzi o to, żeby się uspokajać przed rytuałem, tylko żeby sprawdzić, czy ten rytuał w ogóle ma sens w tym momencie. Ale mam pytanie do Wahadlarki: czy to sprawdzenie robisz raz, zanim zaczniesz przygotowania, czy też w trakcie samych przygotowań też można to robić?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wahadlarka65)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 235

@Fiolkowa58 Oba momenty mają sens, ale odpowiadają na trochę inne pytania. To przed przygotowaniami to bardziej pytanie 'czy w ogóle', a to w trakcie to już 'czy teraz, w tej formie'. Ja osobiście robię coś w rodzaju krótkiego zatrzymania po zebraniu wszystkiego, ale jeszcze zanim zacznę. To dosłownie chwila. I właśnie wtedy sprawdzam to, co wcześniej opisywałam, czy potrafię spokojnie wyobrazić sobie, że nie zadziała.


Odpowiedz
Wpisy: 737
(@michasia99)
Połączone: 5 miesięcy temu

A co jeśli potrafisz to sobie wyobrazić, ale to wyobrażenie wywołuje w tobie coś, co jest prawie ulgą? Pytam, bo miałam tak raz i nie wiedziałam, jak to interpretować. Czy to znaczy, że podświadomie nie chcę tego, o co proszę, czy że po prostu jestem zmęczona i rytuał mnie przytłacza?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tamarka)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 172

@Michasia99 To jest bardzo ciekawy sygnał, bo ulga sugeruje, że gdzieś w środku jest opór wobec tego, czego na poziomie świadomym chcesz. Miałam podobnie kilka razy i za każdym razem, kiedy to ignorowałam i robiłam mimo wszystko, efekty były albo zerowe, albo dziwne.


Odpowiedz
Wpisy: 100
(@gosiunia02)
Połączone: 2 lata temu

'Dziwne' to znaczy co dokładnie? Bo używasz tego słowa i każdy może to rozumieć inaczej. Efekt pojawił się, ale nie ten, którego oczekiwałaś? Czy coś się wydarzyło wokół, ale niezwiązanego z intencją?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tamarka)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 172

@Gosiunia02 Bardziej to drugie. Raz chciałam, żeby pewna sytuacja zawodowa rozwiązała się w konkretny sposób, robiłam z tym poczuciem 'uff, niemal muszę', i sytuacja się rozwiązała, ale w sposób, który zupełnie zmienił kontekst. Cel osiągnięty, ale jakby przez boczne drzwi, których się nie spodziewałam i które nie do końca mi odpowiadały.


Odpowiedz
Wpisy: 254
(@edmund80)
Połączone: 9 miesięcy temu

To mnie trochę niepokoi, szczerze. Czyli rytuał może 'zadziałać' w sensie dosłownym, ale nie w sensie tego, o co nam naprawdę chodziło? I to jest właśnie ta sytuacja z tytułu wątku, czyli coś idzie w złym kierunku, ale niekoniecznie jest całkowitą porażką?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nefrytka)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 373

@Edmund80 Tak, i to jest chyba jeden z trudniejszych aspektów, o których rzadko się mówi wprost. Rytuał odpowiada na intencję taką, jaka ona naprawdę jest, nie na tę, którą sobie formulowałaś. Jeśli w środku jest napięcie, opór, presja albo strach, to one też są częścią intencji, nawet jeśli ich nie wypowiedziałaś. I właśnie dlatego to 'ostyganie', o którym mówiła wcześniej Michasia, ma sens. Nie dlatego, że pierwszy rytuał jakoś 'zaraża' drugi, ale dlatego, że twój stan emocjonalny po nieudanym lub nierozstrzygniętym rytuałe jest częścią tego, z czym wejdziesz w kolejny.


Odpowiedz
Wpisy: 82
(@amuletka_s)
Połączone: 2 lata temu

Ale czy to nie jest trochę błędne koło? Jeśli masz problem, który wywołuje w tobie napięcie, to właśnie dlatego chcesz zrobić rytuał w tej sprawie. A tu się okazuje, że napięcie sprawiia, że rytuał nie zadziała tak jak trzeba. Jak z tego wyjść?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wioletka_z)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 383

@Amuletka_S To nie jest błędne koło, tylko kwestia tego, na czym skupiasz się w rytuале. Napięcie wokół sytuacji nie musi zniszczyć rytuału, jeśli intencja jest jasna i oddzielona od tego napięcia. Problem pojawia się wtedy, kiedy napięcie jest częścią samej intencji, czyli kiedy chcesz czegoś 'desperacko' albo 'bo się boję, co będzie, jeśli nie'. Wtedy strach staje się częścią komunikatu. Ale jeśli masz napięcie i jednocześnie potrafisz sformułować intencję bez niego, to jest to możliwe. Tylko trudniejsze.


Odpowiedz
Wpisy: 737
(@michasia99)
Połączone: 5 miesięcy temu

Jak ty to robisz w praktyce, to oddzielenie? Pytam serio, bo dla mnie to jest najtrudniejsze. Mam sytuację, czuję napięcie, siadam do rytuału i to napięcie jest po prostu tam, nie znika, bo sobie powiem 'teraz nie boisz się'.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wioletka_z)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 383

@Michasia99 Ja zapisuję to napięcie osobno, zanim zacznę. Dosłownie: 'Boję się, że... Martwię się, że... Desperacko chcę, żeby...'. I to zostawiam poza rytuałem, na kartce, która nie jest częścią intencji. To nie sprawia, że napięcie znika, ale przynajmniej nie wchodzi nienazwane. Kiedy jest nazwane i odłożone, jest łatwiej skupić się na tym, czego naprawdę chcę, nie na tym, czego się boję.


Odpowiedz
Wpisy: 326
(@fiolkowa58)
Połączone: 2 lata temu

To jest zbliżone do technik kontenerowania emocji, które stosuje się w psychoterapii zorientowanej na ciało. Nie chodzi o to, żeby emocja znikła, tylko żeby miała swoje miejsce i nie rozlewała się na wszystko. Ciekawe, że w praktyce magicznej to działa podobnie. Zastanawiam się, czy to nie jest w gruncie rzeczy ta sama mechanika, tylko opisywana innym językiem.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@gosiunia02)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 100

@Fiolkowa58 Ale czy to nie jest trochę ryzykowne zakładanie, że magia i psychologia działają przez te same mechanizmy? Można stracić z oczu to, co w magii jest specyficzne.


Odpowiedz
(@fiolkowa58)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 326

@Gosiunia02 Niekoniecznie. Mówiąc, że mechanika jest podobna, nie twierdzę, że to to samo. Można przyjąć, że na poziomie wewnętrznego stanu praktykującego pewne rzeczy działają podobnie niezależnie od tego, czy je nazywamy psychologicznie czy magicznie. To nie wyklucza tego, że sam rytuał ma własny wymiar, który psychologia nie opisuje.


Odpowiedz
Wpisy: 137
(@thalia72)
Połączone: 2 lata temu

Wróćmy może do tego, co mówiła Wahadlarka o sygnałach przed. Bo ja ciągle nie jestem pewna, jak to działa u mnie. Mam tendencję do odkładania rytuałów i potem tłumaczę sobie, że 'nie był dobry czas'. Ale może po prostu się boję albo lenię. Jak to rozróżnić, serio?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wahadlarka65)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 235

@Thalia72 Jeden test, który mi kiedyś dużo dał: zapytaj siebie, czy odkładasz, bo nie wiesz jak, czy bo nie wiesz po co. Jeśli przyczyna jest techniczna, zwykle możesz ją opisać: 'nie mam jeszcze X, nie wiem jak sformułować intencję'. Jeśli przyczyna jest niejasna, coś 'nie gra', nie możesz tego nazwać, to może być sygnał, że intencja jest niespójna albo że jeszcze nie jesteś gotowa na wynik, którego prosisz. To drugie jest bardziej subtelne i łatwo je zracjonalizować jako lenistwo.


Odpowiedz
Wpisy: 82
(@amuletka_s)
Połączone: 2 lata temu

Czyli odkładanie z powodu lenistwa jest paradoksalnie łatwiejsze do rozpoznania, bo można to opisać? A to, co jest sygnałem, jest trudniejsze, bo jest niewyraźne i mgławicowe?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wahadlarka65)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 235

@Amuletka_S Mniej więcej tak. Choć 'mgławicowe' to nie jest złe słowo. Sygnał gotowości albo jej braku często nie jest dramatyczny, to nie jest jakiś wyraźny głos ani wizja. To raczej takie ciche, stałe poczucie, które jest tam niezależnie od tego, jak bardzo próbujesz je zignorować. Lenistwo przychodzi i odchodzi, zmienia się zależnie od nastroju. Prawdziwy opór wewnętrzny jest bardziej stały.


Odpowiedz
Wpisy: 254
(@edmund80)
Połączone: 9 miesięcy temu

A co jeśli ten stały opór pojawia się przy prawie każdym rytuale? Czy to znaczy, że w ogóle nie powinienem tego robić, czy że mam jakiś głębszy problem z intencjonowaniem? Pytam, bo znam to uczucie i nie wiem, jak to traktować.


Odpowiedz
Wpisy: 373
Rozpoczynający temat
(@nefrytka)
Połączone: 8 miesięcy temu

Edmund80 poruszył coś, o czym warto powiedzieć trochę więcej. Stały opór przy prawie każdym rytuale to nie jest koniecznie sygnał, że coś jest nie tak z tobą ani że w ogóle nie powinieneś tego robić. To może być też informacja o tym, że masz jakiś wzorzec w relacji z samą intencją - czyli że na poziomie, który trudno nazwać słowami, wierzysz, że proszenie o coś jest niebezpieczne albo że nie masz prawa prosić. Widziałam to u ludzi, którzy robią rytuały od lat i dalej czują ten opór, bo on nie jest o rytuale, on jest o czymś starszym. Pytanie do ciebie, Edmund: ten opór to jest bardziej strach przed tym, że zadziała, czy przed tym, że nie zadziała?


Odpowiedz
Wpisy: 254
(@edmund80)
Połączone: 9 miesięcy temu

Szczerze? Nie wiem. Nigdy tak tego nie rozłożyłem. Wydaje mi się, że bardziej boję się, że nie zadziała, bo to by znaczyło, że jednak to wszystko jest bez sensu. Ale jak piszesz o tym 'nie mam prawa prosić', to też coś we mnie drga. Możliwe, że jest i jedno, i drugie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@tamarka)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 172

@Edmund80 Ten drugi wariant, który opisujesz, jest moim zdaniem dużo głębszy i dużo trudniejszy do pracy. Strach przed brakiem efektu można do jakiegoś stopnia obejść, zmieniając podejście do samego rytuału. Ale przekonanie, że nie ma się prawa prosić, to jest coś, co siada na każdej intencji jak ciężar. Miałam to przez długi czas i dosłownie nie rozumiałam, czemu moje rytuały są albo puste, albo wypaczają się w dziwne strony.


Odpowiedz
(@michasia99)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 737

@Tamarka A jak ty to rozpoznałaś u siebie? Bo to brzmi jak coś, co można bardzo łatwo przegapić albo zracjonalizować jako coś innego.


Odpowiedz
(@tamarka)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 172

@Michasia99 Przez przypadek, szczerze mówiąc. Ktoś mi powiedział wprost, że brzmię jakbym przepraszała za to, że w ogóle coś chcę. I jak to usłyszałam, to coś zaskoczyło. Potem zaczęłam słuchać swoich własnych sformułowań intencji i rzeczywiście, zawsze były bardzo grzeczne, zawsze jakby z góry zakładały, że to może być zbyt dużo.


Odpowiedz
Wpisy: 82
(@amuletka_s)
Połączone: 2 lata temu

To jest w sumie trochę przerażające, bo jak słucham tej rozmowy, to zaczynam myśleć, że sama mogę mieć podobny wzorzec. Jak w ogóle można to sprawdzić bez kogoś, kto powie ci to z zewnątrz?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wioletka_z)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 383

@Amuletka_S Możesz nagrać siebie mówiącą intencję na głos. Serio, to brzmi głupio, ale słyszysz zupełnie inne rzeczy niż kiedy tylko myślisz. Ton, pauzy, miejsca, w których głos się zmienia. Ja to robiłam przez jakiś czas i to był jeden z bardziej pouczających eksperymentów, bo zobaczyłam wyraźnie, kiedy mój głos robił się mniejszy, niemal przepraszający.


Odpowiedz
Wpisy: 100
(@gosiunia02)
Połączone: 2 lata temu

Ale tu wchodzimy mocno w psychologię i mam wrażenie, że trochę tracimy z oczu samą magię. Czy naprawdę uważacie, że cały problem z rytuałami idącymi w złym kierunku leży w stanie emocjonalnym praktykującego? Nie ma tu żadnych innych czynników?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@fiolkowa58)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 326

@Gosiunia02 To nie jest albo-albo. Mówienie, że stan wewnętrzny ma znaczenie, nie wyklucza innych czynników. Ale powiedz, co masz na myśli mówiąc 'inne czynniki'? Bo to może iść w różne strony i nie chcę zakładać, że wiem, co chcesz powiedzieć.


Odpowiedz
(@gosiunia02)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 100

@Fiolkowa58 Chodziło mi np. o wyczucie czasu w sensie zewnętrznym, fazy księżyca, pory roku, energie miejsca. Zawsze słyszę, że to ma znaczenie, ale w tej rozmowie wszyscy skupiają się wyłącznie na tym, co w środku człowieka.


Odpowiedz
Wpisy: 235
(@wahadlarka65)
Połączone: 2 lata temu

Zewnętrzne wyczucie czasu ma znaczenie, ale nie myślę, żeby był głównym powodem wypaczonych efektów. W tradycjach, które dobrze znam, czas zewnętrzny traktuje się raczej jako wzmocnienie albo ułatwienie, a nie jako warunek konieczny. Jeśli rytuał idzie w złą stronę, rzadko kiedy powodem jest to, że zrobiłaś go w złej fazie księżyca, a nie to, że intencja była wewnętrznie niespójna. Oczywiście można dyskutować, ale masz jakiś przykład, który sugerowałby zewnętrzne wyczucie czasu jako przyczynę?


Odpowiedz
Wpisy: 137
(@thalia72)
Połączone: 2 lata temu

Ja akurat myślę, że faza księżyca jest ważniejsza niż się tu sugeruje. Szczególnie przy pracy z zamiarem puszczenia czegoś, ubywający księżyc dosłownie wspiera ten proces energetycznie, a przybywający go blokuje. Robiłam rytuały 'puszczania' w złej fazie i efekty rzeczywiście były odwrotne do zamierzonych.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wahadlarka65)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 235

@Thalia72 To jest ciekawa obserwacja, ale chcę dopytać: skąd wiesz, że to było wyczucie czasu, a nie coś innego? Czy robiłaś te same rytuały w obu fazach, z identyczną intencją i identycznym stanem wewnętrznym, żeby móc porównać? Bo to jest trudne do izolowania.


Odpowiedz
(@thalia72)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 137

@Wahadlarka65 No, nie w sposób kontrolowany oczywiście. To były różne sytuacje życiowe, więc nie da się tego tak powiedzieć wprost. Ale wzorzec jest wyraźny.


Odpowiedz
Wpisy: 373
Rozpoczynający temat
(@nefrytka)
Połączone: 8 miesięcy temu

Myślę, że Thalia i Wahadlarka mówią o czymś, co można połączyć zamiast stawiać to naprzeciwko siebie. Jeśli przyjmiesz, że faza księżyca wpływa na coś w tobie, czyli na twój nastrój, poziom energii, gotowość do puszczenia lub trzymania, to wtedy zewnętrzne wyczucie czasu i stan wewnętrzny są tym samym zjawiskiem patrzone z różnych stron. Problem pojawia się wtedy, kiedy ktoś używa wyczucia czasu jako wymówki, żeby nie patrzeć na to, co jest w środku. I to się zdarza częściej, niż by się chciało przyznać.


Odpowiedz
Wpisy: 737
(@michasia99)
Połączone: 5 miesięcy temu

To, co napisała Nefrytka, jakoś wszystko mi układa. Używałam księżyca jako kalendarza i myślałam, że jeśli zrobię rytuał w dobrej fazie, to niejako zabezpiecza mnie przed moimi własnymi błędami. A to nie tak działa, prawda?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@fiolkowa58)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 326

@Michasia99 Raczej nie. Wyczucie czasu może ułatwić pracę, jeśli jesteś już w dobrym miejscu wewnętrznie, ale nie zastąpi pracy z intencją. To trochę jak optymalne warunki do ćwiczeń fizycznych, najlepsza pora i miejsce nie pomogą, jeśli forma jest zła albo cel niewyraźny.


Odpowiedz
Wpisy: 82
(@amuletka_s)
Połączone: 2 lata temu

To wychodzi na to, że zanim w ogóle podejdzie się do rytuału, trzeba zrobić dużo pracy, której nie widać. I to jest właśnie to, czego mi brakuje, bo ja zawsze chcę po prostu zacząć i coś zrobić. Siedzenie z własnym oporem przez tydzień zanim cokolwiek się zapali, to dla mnie dużo.


Odpowiedz
Wpisy: 254
(@edmund80)
Połączone: 9 miesięcy temu

Zgadzam się z Amuletką, to jest frustrujące. Ale z drugiej strony, jak teraz patrzę na to, co tutaj czytam, to może właśnie to siedzenie z oporem jest częścią rytuału, a nie warunkiem wstępnym, który trzeba odfajkować i pójść dalej.


Odpowiedz
Wpisy: 100
(@gosiunia02)
Połączone: 2 lata temu

Edmund ma rację i to jest chyba pierwsze zdanie w tej rozmowie, przy którym wszyscy powinniśmy się zatrzymać. Bo to zmienia całe podejście do tego, kiedy rytuał się zaczyna.


Odpowiedz
Wpisy: 82
(@amuletka_s)
Połączone: 2 lata temu

Edmund trafił w coś, przy czym ja też muszę się zatrzymać. Bo ja naprawdę traktowałam tę pracę z intencją jako coś, co trzeba zaliczyć zanim się 'zacznie'. Ale jeśli to jest sam rytuał, to w takim razie kiedy właściwie rytuał się kończy? Czy to jest jakiś ciągły proces?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nefrytka)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 373

@Amuletka_S To pytanie jest naprawdę centralne dla całego tematu, który tu prowadzimy. Myślę, że próba wyznaczenia granicy między przygotowaniem a rytuałem to jeden z większych błędów koncepcyjnych w podejściu do magii. W wielu tradycjach nie ma takiej granicy w ogóle. Hildegard von Bingen pisała o tym, że intencja musi poprzedzać działanie, ale sama ta intencja jest już działaniem. Crowley, choć trudny w odbiorze, miał podobne rozumienie woli jako nieprzerwanego strumienia, a nie jednorazowego aktu. To, co robimy, zanim staniemy przy ołtarzu, kształtuje przestrzeń energetyczną nie mniej niż to, co powiemy podczas rytuału. I wracając do tego, co od początku mnie tu zajmuje, jeśli rytuał zaczyna się wcześniej, to czas jego wykonania też zaczyna się wcześniej. I wtedy pytanie o wyczucie czasu przestaje być pytaniem o datę w kalendarzu.


Odpowiedz
Wpisy: 100
(@gosiunia02)
Połączone: 2 lata temu

Ale to trochę wywraca do góry nogami cały sens planowania rytuału według faz księżyca, astrologicznych okien i tego wszystkiego, co jest w tym temacie od początku. Jeśli rytuał zaczyna się w momencie, kiedy zaczynam myśleć o intencji, to mogę zacząć w złej fazie bez żadnej świadomości, że już 'jestem w rytualne'.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wahadlarka65)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 235

@Gosiunia02 Albo w ogóle zmienia to rozumienie tych systemów. Bo może fazy księżyca czy okna astrologiczne nie wyznaczają tego, kiedy wolno zacząć, tylko kiedy warto skupić pewien rodzaj pracy. Przybywający księżyc nie musi znaczyć, że wtedy rytuał zaczyna działać. Może znaczyć, że to moment, kiedy pewna jakość uwagi jest łatwiej dostępna. To jest zupełnie inne użycie tych systemów niż jako kalendarza zakazów i zezwoleń.


Odpowiedz
Strona 4 / 4
Udostępnij: