O, to jest coś o czym wcale nie myślałam - że 'starożytna' może oznaczać 'napisane w latach 70. z odwołaniem do czegoś starożytnego'. Trochę mi to otwiera oczy, bo sama kilka razy kupiłam coś z takim opisem i traktowałam jako dużo poważniejsze tylko dlatego, że tak było na okładce napisane. Czy jest jakiś sposób na rozpoznanie tego bez głębokiej wiedzy historycznej?
Dobra, ja to sprawdzę u siebie na półce, bo nigdy tak na to nie patrzyłam. Ale co jeśli książka w ogóle nie ma przypisów? Bo takie też mam i teraz zastanawiam się, czy to od razu dyskwalifikuje.
Brak przypisów to nie wyrok. Są autorzy, którzy piszą z doświadczenia praktycznego i nie mają ambicji akademickich, a to, co opisują, ma ręce i nogi. Natomiast jeśli ktoś twierdzi, że odwołuje się do tradycji, a nie ma żadnego aparatu - to wtedy zaczyna się problem. Są dwie różne sytuacje: 'nie cytuję, bo to moje doświadczenie' i 'nie cytuję, bo nie mam skąd'.
Dokładnie to widzę u różnych autorów astrologicznych - jedni mają pełen aparat, bo piszą jakby akademicko, inni są czysto praktyczni i opisują tylko metodę, ale kiedy sprawdzasz ich metodę, okazuje się, że ma realne oparcie w Ptolemeuszu albo Firmicusie, tylko oni tego nie piszą wprost. Niekoniecznie dlatego, że ukrywają - po prostu to nie jest dla nich ważne.
To błędne koło jest prawdziwe, ale ma jedno wyjście - zacząć od źródeł tłumaczonych i skomentowanych. W tarotu mam sprawdzone, że wydania krytyczne z dobrymi wstępami uczą rozróżniania szybciej niż cokolwiek innego, bo ktoś już zrobił za ciebie część tej pracy i pokazuje, gdzie są rozbieżności. Nie wiem, jak to wygląda przy runach czy astrologii, ale zakładam, że podobnie.
Ja właśnie skończyłam sprawdzać trzy książki z półki pod kątem tego, co Chalcedonka mówiła o przypisach i odniesieniach. Jedna ma pełen aparat i cytuje rzeczy z XVI i XVII wieku, dwie mają co najwyżej 'wg tradycji' albo 'jak przekazywali starożytni' bez podania skąd. Nigdy wcześniej nie zwracałam na to uwagi i teraz trochę inaczej patrzę na całą półkę, szczerze. Dziękuję za ten trop, bo to coś, co mogę sprawdzić sama bez żadnej specjalistycznej wiedzy.
Przy numerologii to jest wyjątkowo widoczne, bo słyszę 'starożytna wiedza' przy systemach, które mają co najwyżej sto kilkadziesiąt lat. Część z nich pochodzi od konkretnych ludzi żyjących w XIX lub XX wieku, których można z nazwiska sprawdzić. L. Dow Balliett, Florence Campbell, to są osoby z imieniem i nazwiskiem, a nie 'pradawna mądrość'. Tylko że ta wiedza o autorstwie rzadko trafia do popularnych książek, bo 'Pitagoras' brzmi lepiej niż 'pani z New Jersey z 1908 roku'.
Dobra, ale jeśli system działa w praktyce, to czy naprawdę ma znaczenie, że ma sto lat zamiast trzech tysięcy? Pytam serio, bo mam wrażenie, że część tej dyskusji zakłada, że starszy znaczy lepszy. A może sto lat to wystarczająco, żeby coś miało sens i było przetestowane?
Gencjana pyta o coś ważnego i mam wrażenie, że w tej rozmowie rzeczywiście trochę nam to umknęło. Wiek sam w sobie nie jest żadnym dowodem na to, że coś działa - ani na tak, ani na nie. Problem jest gdzie indziej: kiedy ktoś twierdzi, że ma tysiąc lat, a ma sto, to jest fałsz, i ten fałsz powinien nas zastanowić, co jeszcze w tej samej książce może być nieprawdziwe. Chodzi o uczciwość autora, nie o metrykę systemu.
to jest dobra synteza tego, o czym rozmawiamy od dłuższego czasu. W astrologii mam dokładnie ten sam schemat - są systemy bardzo stare, które są słabo opracowane, i systemy stosunkowo nowe, które mają lepszy aparat. Wiek nic nie przesądza. Natomiast kiedy ktoś kłamie o wieku swojego systemu, to faktycznie zaczyna się pytanie o resztę.
I tutaj wracamy do tytułu całego wątku, bo to jest właśnie ta kwestia - czy starsze jest bardziej wiarygodne. Odpowiedź, do której dochodzi ta rozmowa, jest chyba taka: nie, ale 'stare' podawane jako 'prawdziwie stare' daje przynajmniej możliwość weryfikacji. Jeśli coś ma konkretnych autorów z konkretnego okresu, to można to sprawdzić. Jeśli jest tylko 'od zawsze', to nie.
Ale skąd wziąć te narzędzia do weryfikacji, jeśli nie masz dostępu do źródeł? Bo ja słyszę o sprawdzaniu Brennana i Ptolemeusza, o śledzeniu przypisów, o porównywaniu systemów - i rozumiem, że to jest ważne - ale to jest sporo pracy dla kogoś, kto dopiero się w tym porusza i nie wie, od czego zacząć. Czy jest jakaś krótsza ścieżka?
Jest jeszcze jedno skrócone wejście, które działa przy praktycznych tekstach magicznych - jeśli autor podaje instrukcję, sprawdź, czy gdzieś mówi, co się stanie, jeśli coś pójdzie nie tak. Nie po to, żeby szukać ostrzeżeń, tylko dlatego, że ktoś, kto realnie pracował z metodą, wie, że nie zawsze idzie gładko. Brak jakiegokolwiek odniesienia do tego, co może nie działać, to sygnał.
Przy snach mam podobne doświadczenie z książkami do interpretacji - te, które mi rzeczywiście dają coś do myślenia, to te, gdzie autor pisze 'ten symbol może oznaczać X, ale w kontekście Y czasem funkcjonuje inaczej'. A te, gdzie każdy sen ma jedną konkretną odpowiedź, wyglądają bardziej jak słownik niż jak coś, z czym można pracować. Ten sam wzorzec, tylko inne pole.
Słowniki i 'szybkie klucze' mają sens jako punkt startowy, ale problem zaczyna się, kiedy traktuje się je jako punkt końcowy. W numerologii mam podobne narzędzia skrótowe i używam ich, ale wiem, że to jest uproszczenie. Jeśli Gencjana ma świadomość, że słownik snów to skrót, a nie pełna odpowiedź, to chyba jest okej.
Wracając do starych kontra nowych - jest jeszcze jeden aspekt, który tutaj nie padł: stare teksty często są fragmentaryczne, niekompletne, w przekładach z przekładów. Picatrix na przykład, który jest jednym z ważniejszych tekstów magicznych, jest po arabsku, a to co mamy w europejskich wydaniach to jest tłumaczenie z łacińskiego tłumaczenia arabskiego oryginału, który sam był kompilacją wcześniejszych źródeł. I każde ogniowo w tym łańcuchu coś dodało lub zgubiło. To nie jest zarzut, tylko rzeczywistość, z którą trzeba pracować.
To, co Sylwek i Chalcedonka opisują przy Picatriksie, jest właśnie doskonałą ilustracją całego wątku - pytanie 'czy starsze jest bardziej wiarygodne' jest źle postawione, bo stary tekst bez aparatu jest mniej użyteczny niż stary tekst z dobrym opracowaniem. I tutaj współczesna praca naukowa ma realną wartość, której nie zastąpi sama metka 'starożytne'. Wiarygodność to nie jest cecha tekstu, to jest wynik tego, co z nim zrobiono.
I to chyba jest najlepsza odpowiedź na pytanie tytułowe, jaką ta rozmowa wyprodukowała. Nie 'starsze tak' ani 'starsze nie', tylko: sprawdź, kto to opracował, jak, i czy jest uczciwy wobec tego, czego nie wie. Dotyczy to zarówno wydania Ptolemeusza z komentarzem, jak i nowej książki o magii ziołowej.
To, co Tadek napisał przed chwilą, jest chyba najuczciwszą odpowiedzią na tytułowe pytanie - ale zastanawiam się, czy w praktyce faktycznie da się to wdrożyć. Bo sprawdzenie, kto opracował i jak, wymaga już jakiegoś podstawowego rozeznania. Skąd masz wiedzieć, że redakcja Greer i Warnock jest dobra, jeśli nie wiesz, kim są Greer i Warnock? To trochę błędne koło.
Dziękuję za to wyjaśnienie, bo naprawdę pomaga! Ale mam jedno pytanie - co z autorami, którzy piszą pod pseudonimem? Znam kilka książek, które są sygnowane czymś w stylu 'Mistrz X' albo podobnie, i nie mam jak sprawdzić, czy ta osoba istnieje i kto za tym stoi. Czy to od razu dyskwalifikuje?
Dobra, ale ile osób kupując książkę ezoteryczną siada i sprawdza, kim naprawdę był autor? Mam wrażenie, że ta dyskusja zakłada bardzo idealne warunki. Większość ludzi bierze coś z półki, bo okładka wygląda poważnie albo ktoś polecił na grupie. I jakoś z tym żyją.
A wracając do tego, co mówił Dionizy o pseudonimach - czy Dion Fortune to dobry przykład, bo mam jej 'Mistyczną Kabałę' i zastanawiałam się od jakiegoś czasu, jak traktować tę książkę. Czy to jest tekst, który można uznać za opracowany rzetelnie, czy raczej coś, co trzeba czytać z dużym dystansem?
Fortune to ciekawy przypadek, bo ona sama była mocno osadzona w tradycji Złotego Brzasku i pisała ze świadomością tej linii przekazu. 'Mistyczna Kabała' jest uważana za jeden z poważniejszych tekstów wprowadzających do Kabały hermetycznej - nie akademicka, ale uczciwa wobec swojego zakresu. Ona wyraźnie odróżniała Kabałę żydowską od hermetycznej i nie twierdziła, że to to samo. Czyli dokładnie to, o czym tutaj mówimy - autor, który zaznacza granice własnej wiedzy.
Ciekawe, że Fortune pada w tej rozmowie, bo ona jest też dobrym przykładem na coś innego - jej teksty napisane we wczesnych latach dwudziestych XX wieku są traktowane przez część środowiska jako 'stare i sprawdzone', a przecież to sto lat. Przy czym nikt nie mówi 'a, to za nowe'. A weź Crowleya, który jest mniej więcej z tego samego okresu, i słyszysz zupełnie różne oceny w zależności od tego, kogo pytasz. Coś mi mówi, że 'stare i sprawdzone' to jednak kwestia tego, kto to stwierdza.
Przy tarocie jest identycznie i jest to chyba jeden z bardziej widocznych przykładów. Talia Visconti-Sforza pochodzi z XV wieku, ale interpretacje, które większość ludzi zna - te z archetypami, numerologią, kabalistycznym drzewem - to późniejsze nałożenia, głównie XIX wiek i Złoty Brzask. Każde kolejne pokolenie dołożyło swój system. Jeśli ktoś mówi 'tarot to starożytna egipska wiedza', to po prostu nie ma racji historycznej. Ale czy z tego wynika, że tarot nie ma sensu? To już zupełnie inne pytanie.
Okej, więc rozumiem, że prawie każdy system ma tę samą historię - warstwy nałożone na warstwy, i żaden nie jest tak stary, jak się podaje. Ale skoro wszyscy to wiedzą - no, przynajmniej ci, którzy są w tym głębiej - to dlaczego mit o starożytności nadal jest tak popularny w książkach? Bo to jest chyba coś więcej niż tylko błąd autorów.
Bo sprzedaje się lepiej. To jest taki prosty powód, że aż wstyd go podawać, ale naprawdę - 'odwieczna wiedza przekazywana przez stulecia' brzmi inaczej niż 'system opracowany przez kogoś w Nowym Jorku w 1910'. Nie mówię, że to jest nieuczciwe z definicji, bo mit o starożytności ma w tradycjach ezoterycznych swoją własną funkcję - nadawał tekstom autorytet w kulturach, gdzie starszeństwo było miarą wartości. Ale w momencie, kiedy traktujemy to dosłownie, mamy problem. A rynek książki ezoterycznej ma interes w tym, żebyśmy traktowali to dosłownie.
