Mam trochę dziwne pytanie, ale nie wiem gdzie indziej to wrzucić. Zacząłem ostatnio interesować się rytuałami ochronnymi, coś tam próbowałem robić wieczorami przed snem. I zauważyłem, że albo w ogóle nie śnię (tzn. nie pamiętam), albo śnię tak intensywnie, że rano czuję się gorzej niż przed pójściem spać. Nie wiem, czy to ma związek z tymi rytuałami, czy po prostu mój sen się posypał niezależnie. Ktoś miał coś podobnego?
To akurat całkiem częste. Jak zaczniesz cokolwiek robić energetycznie wieczorem, sen reaguje. Mnie interesuje co konkretnie robiłeś - czy to był rytuał z ogniem, z kamieniami, coś z dymem? Bo to ma znaczenie dla tego, co się dzieje w nocy. Nie każda praca energetyczna przed snem daje ten sam efekt.
Ja bym jeszcze zapytała o porę. Bo jest różnica między zrobieniem czegoś godzinę przed snem a robieniem tego już prawie w łóżku. Sama kiedyś robiłam krótką pracę z czakrami tuż przed zaśnięciem i przez kilka nocy miałam sny tak naładowane emocjami, że budziłam się z sercem bijącym jak szalone. Przestawiłam to na wcześniejszą porę i problem zniknął.
Turmalin przy łóżku to nie jest tak oczywiste jak się wydaje. On mocno odpycha, działa jak filtr, i dla niektórych osób ta intensywność potrafi dosłownie rozbić sen. Nie mówię, że źle go używasz, ale czy próbowałeś odsunąć go od miejsca, gdzie śpisz? Przesunąć do rogu pokoju zamiast przy głowie?
A ja myślałam że turmalin jest właśnie do sypialni, tyle razy czytałam że pomaga spać. To teraz nie wiadomo komu wierzyć 🙂
Kadzidło mnie bardziej zastanawia niż kamień. Jakie konkretnie? Bo niektóre żywice i zioła przy spalaniu działają pobudzająco na układ nerwowy, nawet jeśli intencja jest ochronna. Dym z piołunu na przykład - klasyka do snów i jasnowidztwa, ale przed snem potrafi wywołać bardzo chaotyczne sny, niekoniecznie przyjemne.
Sandal sam w sobie jest raczej spokojny, działa wyciszająco. Ale te gotowe kadzidełka ze sklepów często mają dodane syntetyczne aromaty i wiążące substancje, które przy spalaniu wydzielają zupełnie co innego niż czysta żywica. To może brzmieć technicznie, ale naprawdę ma to znaczenie dla jakości powietrza w sypialni, a tym samym dla snu. Nie jest to magia, to chemia.
Wracając do tego snu i pamiętania - mnie zastanawia inna rzecz. Jasiek napisał, że albo nic nie pamięta, albo pamięta za dużo i jest zmęczony. To jest ciekawy rozrzut. Bo te dwa stany mogą wskazywać na coś innego niż sama praca energetyczna - może po prostu fazy snu są rozregulowane i nie ma to związku z rytuałem?
To jest ważna uwaga. Intencja obserwacji zmienia to, co obserwujesz - albo raczej to, co pamiętasz. Jest sporo badań dotyczących prowadzenia dziennika snów, które pokazują, że sam akt zapisywania czy obserwowania snów zwiększa ich zapamiętywanie dosłownie po kilku dniach. Mózg zaczyna priorytetyzować ten material podczas konsolidacji pamięci. Więc to niekoniecznie więcej snów, tylko więcej wspomnień o snach.
Ale czy to nie jest właśnie cel? Że te rytuały mają otworzyć ten kanał? Gdzieś czytałam, że praca nocna to osobna dziedzina i że sen jest momentem, kiedy można więcej.
Mnie natomiast zastanawia co Jasiek miał na myśli pisząc, że czuje się gorzej rano. Gorzej jak zmęczony fizycznie, czy bardziej taki jakby psychicznie przepracowany? Bo to może różnie wskazywać.
To może być kwestia czakry trzeciego oka albo gardła, które zostają aktywne kiedy nie powinny. Nie mówię, żebyś teraz wchodził w czakrową analizę, ale jeśli masz wrażenie że głowa pracuje przez całą noc, to warto przed snem zrobić coś uziemiającego, a nie ochronnego. Ochrona dobrze, ale uziemienie najpierw.
Dokładnie to chciałem zasugerować. Ochrona bez uziemienia to trochę jak zamykanie okna w naelektryzowanym pokoju. Problem zostaje w środku. Spróbuj dodać coś z ziemią - dosłownie, wyjście boso na trawę jeśli masz taką możliwość, albo praca z czymś z grupy kamieni uziemiających, zanim zaczniesz rytuał ochronny.
No to chyba muszę przeprosić się z ziemią, bo brzmi logicznie - zamykam coś, ale nie wypuszczam. Tylko że boso po trawie to teraz raczej nie opcja, środek nocy. Czy to musi być dosłownie przed samym spaniem, czy wystarczy po południu zrobić to uziemienie?
Niekoniecznie tuż przed, ale im bliżej, tym lepiej. Po południu to trochę za wcześnie, bo zdążysz się znowu nakręcić wieczorem. Jeśli nie ma trawy, to jest opcja z halitem albo jaspisem czerwonym - klasyczne kamienie ziemi, nie filtrujące jak turmalin, tylko dosłownie sprowadzające w dół. Połóż na podłodze koło łóżka, nie przy głowie.
A skąd wiadomo, że problem jest z uziemieniem, a nie po prostu z tym, że Jasiek jest teraz na etapie, kiedy coś się w nim otwiera i to po prostu tak wygląda na początku? Czasem ta intensywność snów jest właśnie tym momentem przejścia, nie czymś do naprawienia.
To jest ważna informacja. Jeśli co trzecia noc jest gorsza, to warto by zobaczyć, czy jest jakiś wzorzec - czy to po konkretnym rytuale, po konkretnym dniu, po zjedzeniu czegoś ciężkiego wieczorem. Serio, zapis nawet w zwykłym notatniku przez dwa tygodnie dałby więcej odpowiedzi niż jakakolwiek analiza na forum.
A ja mam inne pytanie - skoro co trzecia noc jest gorsza, to dlaczego w ogóle kontynuujesz te rytuały? Mnie by to zniechęciło. Czy jest jakiś konkretny efekt, który chcesz osiągnąć, że nie odpuszczasz?
To co opisujesz - że zostaje odczucie, nie fabuła - jest chyba bardziej charakterystyczne dla głębokiego snu delta niż dla etapu REM, gdzie mamy właśnie te śniące narracje. Jeśli rytuał rzeczywiście wpływa na jakość snu, może przesuwa proporcje między fazami? Tego nie zmierzysz bez poligrafii oczywiście, ale brzmi sensownie jako hipoteza.
Jest coś takiego w piśmiennictwie. Stephen LaBerge pisał o tym w kontekście WILD i MILD - że techniki intencjonalne przed snem opóźniają zapadanie w głęboki sen, ale nie skracają go. Efektem może być właśnie to, że ktoś czuje się rano albo świetnie albo dziwnie, zależy od tego, jak długo spał łącznie.
Tylko że to jest podejście zachodnie, oparte na cyklu snu jako biologii. W kontekście pracy energetycznej jest jeszcze inna warstwa - to co dzieje się w snach to nie tylko fazy mózgowe, ale też przemieszczanie się świadomości. I to jest właśnie ta część, która może wyczerpywać, bo ciało śpi, ale coś innego nie.
Jasiek, pamiętasz czy masz jakieś momenty w nocy, kiedy się wybudzasz i od razu zasypiasz? Albo takie pół-przebudzenia gdzie jesteś gdzieś między snem a jawą przez chwilę?
To co opisujesz to hypnopompia albo wejście w świadome śnienie bez pełnego przebudzenia. Niektórzy to ćwiczą latami i nie mogą osiągnąć, innym wychodzi naturalnie. Pytanie czy to jest dla ciebie komfortowe, czy niepokojące.
Hej, ale wracając do początku tego wątku - Jasiek zaczął od rytuału ochronnego, a my teraz rozmawiamy o fazach snu i świadomym śnieniu. To zupełnie inna rzecz chyba? Czy rytuał ochronny ma cokolwiek wspólnego z tym, że ktoś zaczyna świadomiej śnić?
To dobre pytanie Bernadka, bo sam się nad tym zastanawiam. Zacząłem od ochrony, ale może rytuał ochronny właśnie to robi - zdjął jakieś napięcie i przez to śpię inaczej? Nie wiem, nie mam punktu odniesienia.
Tylko że to zakłada, że rytuał ochronny to taka bańka zamknięta. A ja bym tego nie upraszczała. Ochrona to nie hermetyczne odcięcie, to raczej ustawienie filtru. I filtr może wpuszczać inne rzeczy niż wpuszczał wcześniej.
Kwestia placebo tu jest trochę ślepa uliczka, bo nawet jeśli efekt jest przez spokój psychiczny - to jest efekt. Poza tym jest badanie Tore Nielsena z 2012 o śnieniu i emocjonalnych wzorcach przed snem, które pokazuje, że rytuały zasypiania realnie wpływają na treść i intensywność snów. I nie mówię o ezoteryce, mówię o czymś tak prostym jak stała kolejność czynności przed snem.
