Izoldka, ale to właśnie jest problem. Jeśli magia zawsze musi być połączona z działaniem w świecie fizycznym żeby cokolwiek sprawdzić, to skąd wiadomo co zadziałało - rytuał czy działanie? To jest w gruncie rzeczy nieweryfikowalne i każdy może wierzyć co chce.
Wchodzę tu po długiej przerwie od pisania, bo śledziłam wątek i mam jedno konkretne pytanie które się kręci w mojej głowie po tym co napisała Izoldka o tybetańskich praktykach wizualizacyjnych. Ona pisała że to nie jest wyobraźnia w potocznym sensie, że obiekt ma konkretną jakość. Czy to jest coś co można próbować bez nauczyciela, czy to jest ten rodzaj rzeczy gdzie samemu można zboczyć gdzieś dziwnie?
Słucham tego wątku i teraz mam pytanie do całości, nie do konkretnej osoby. Zaczęłyśmy od czy można łączyć magię z medytacją, a teraz jesteśmy przy tym czy magia jest weryfikowalna i czy potrzeba nauczyciela do zaawansowanych praktyk. Gdzie jest ta joga w tym wszystkim? Bo tytuł mówi też o jodze i ona jakoś wypadła z dyskusji.
Agaa32, joga wróci, spokojnie 🙂 ale powiem szczerze że to co piszesz o dryftowaniu wątku - masz rację i jednocześnie nie do końca. Pytanie o nauczyciela w zaawansowanych praktykach wizualizacyjnych jest bezpośrednio związane z tym czy możemy łączyć różne tradycje na własną rękę. A to jest serce tego tematu. Więc może nie odpłynęłyśmy tak daleko jak myślisz.
no właśnie, bo ja zaczełam śledzić ten watek właśnie dlatego że mnie interesuje ta samodzielność - czy mogę łączyć meditację z rytuałem bez żadnego prowadzenia. i teraz się okazuje że przy prostych rzeczach tak, ale przy bardziej złożonych technikach już niekoniecznie. gdzie jest ta granica?
ta cała rozmowa o inicjacjach to trochę odbiega od praktyki codziiennej, nie? Większość ludzi którzy tu piszą nie ma dostępu do żadnej linii przekazu i jakoś łączy medytację z rytuałem bez katastrofy. Może ta granica o której piszecie istnieje tylko dla bardzo specyficznych technik a nie dla praktyki w ogóle.
okej, to wracając do mojego pytania o wizualizację - rozumiem już kontekst z inicjacją. Ale chcę dopytać o coś prostszego. Izoldka napisała wcześniej że ta wizualizacja nie jest wyobraźnią w potocznym sensie. Jak w takim razie odróżnić zwykłą wyobraźnię od tej 'prawdziwej' wizualizacji? Po czym to poznać w sobie?
to jest tak jak z tym ze niby sidzisz i medytujesz ale tak naprawdę planujsz zakupy 🙂 czy to znaczy ze cała medytacja się nie liczy jak raz odpłynęłaś myślami?
słuchacie, a ja mam pytanie które chyba nie padło w tym wątku - czy joga fizyczna, ta z matą i asanami, w ogóle ma tu swoje miejsce? Bo przez całą rozmowę mówimy o medytacji, wizualizacji, oddechu, ale joga to też ciało. Czy jest jakiś sposób żeby pracę z ciałem włączyć w przygotowanie do rytuału?
to co Selenaa opisuje ma zresztą pokrycie w tradycji - w wielu systemach rytualnych przygotowanie ciała jest częścią ceremonii, nie wstępem do niej. Post, kąpiel, konkretna pozycja ciała podczas rytuału. Asana przed pracą to jest po prostu jeden ze sposobów na zrobienie tego samego - powiesz ciału że coś się zmienia, że wychodzisz z trybu codziennego.
Jadeitka, to brzmi wykonalnie. A ten rytual w parku - co ze skonczeniem? Bo mi zawsze łatwiej zacząć niż skończyć w miejscu publicznym, mam wrażenie że zostawiam coś niedokończonego gdy nagle ktoś przychodzi.
to co Selenaa pisze o tym wewnętrznym zdaniu - czy to już jest element rytualny czy jeszcze medytacja? pytam szczerze bo przez całą tę rozmowę coraz mniej wiem gdzie jest granica i coraz bardziej mi się wydaje że może jej nie ma
to trochę jak z tym czy pamiętasz jak zamknełaś drzwi wychodząc z domu 🙂 zawsze mi sie wydaje ze pamietam ale potem nie wiem czy naprawdę zamknęłam czy tylko wyobrażam że pamiętam
u mnie zdecydowanie tak. nie wiem czy to dobry punkt odniesienia bo medytuje od kilku lat, ale pamiętam jak robiłam pierwsze rytuały zanim w ogóle zaczęłam medytować - byłam skupiona na tym żeby zrobić wszystko po kolei, nie pomylić kolejności, zapalić świecę w odpowiednim momencie. teraz ta warstwa logistyczna schodzi na drugi plan sama z siebie i mam przestrzeń na to co dzieje się wewnętrznie.
to jest pytanie na które magia w ogóle nie ma odpowiedzi obiektywnej i chyba nie powinna. Każda tradycja mówi że różnica jest, ale mierzy ją swoimi miarami. Shinto, ceremonializm zachodni, tradycje szamańskie - wszędzie jest coś w rodzaju 'jakości obecności' jako kluczowego elementu. Że forma bez niej jest pusta. Ale to jest wewnętrzna logika systemu, nie dowód zewnętrzny.
hej, wracam do tego co Jadeitka pisała o rytuale w parku bo to mnie interesuje praktycznie. Powiedziała żeby skupić się na jednym zmysłowym wrażeniu przez minutę przed rytuałem. Ale co jeśli to wrażenie jest nieprzyjemne - jakiś hałas, śmierdzący spaliny? Czy to psuje przygotowanie czy można z tym pracować?
to ciekawe co Jadeitka mówi bo ja zawsze myślałam że muszę znaleźć spokojne miejsce i odpowiedni moment żeby cokolwiek robić. i dlatego często w ogóle nie robię bo czekam na idealne warunki. może to jest mój główny problem?
a czy warunki zewnętrzne w ogóle mają znaczenie? Pytam bo czytałam że w niektórych tradycjach świadome wybieranie miejsca to jest ważna część przygotowania, a nie tylko wygoda.
to znaczy że każdy może sobie wybrać dowolne miejsce i po prostu zdecydować że jest odpowiednie?
a co z miejscami które nie są neutralne, znaczy tam coś się stało albo czujesz że jest jakaś specyficzna atmosfera? pytam bo znam jeden park gdzie zawsze jest mi dziwnie i nie wiem czy to jest dobre czy złe miejsce do rytuału
ta dziwność którą czuję w tym parku to chyba bardziej taki niepokój, ale nie wiem czy wynikający z czegoś realnego czy po prostu z tego że to miejsce jest mało uczęszczane i trochę zarośnięte. jak to w ogóle rozróżnić?
a wracając do tego co Henia64 mówiła wcześniej o czekaniu na idealne warunki - ja mam dokładnie ten problem ale w trochę innym wariancie. Nie czekam na ciszę ani ładną pogodę, tylko czekam aż będę się czuć odpowiednio. I to 'odpowiednio' nigdy nie przychodzi.
to co Stokrotunia opisuje to jest coś co sama u siebie obserwowałam przez długi czas. medytacja mi z tym pomogła ale nie w sposób jaki by się wydawało - nie 'nabrałam spokoju' tylko nauczyłam się rozróżniać kiedy dyskomfort jest sygnałem żebym się zatrzymała, a kiedy to jest tylko lęk przed robieniem czegokolwiek. to sa zupełnie rózne uczucia kiedy już wiesz czego szukać
a mam pytanie praktyczne które mnie od dawna nurtuje - czy podczas rytuału w miejscu publicznym, np. właśnie w parku, ktoś może zakłócić to co robisz? chodzi mi o to że ktoś może przejść obok, zagadać, coś powiedzieć. czy to psuje rytuał?
to zależy jak zbudujesz swój rytuał. Jeśli rytuał zakłada że nic nie może się wydarzyć z zewnątrz, to tak - będziesz miała problem w przestrzeni publicznej. Ale większośc tradycji które znam nie mówi że zewnętrzne zakłócenie niszczy pracę, tylko że wymaga od ciebie powrotu uwagi. Tak samo jak w medytacji - myśl się pojawia, odchodzisz od oddechu, wracasz. Ktoś przechodzi obok, odchodzisz od intencji, wracasz. Jeśli rytuał ma jakąś elastyczność, to jedno przejście kogoś przez park nic nie zmieni.
no dobra, ale co jeśli to nie jest jedno przejście tylko ktoś się zatrzyma i będzie patrzył? Byłem kiedyś w parku i widziałem jak kobieta coś robiła przy drzewie i miałem poczucie że jej przeszkadzam samym patrzeniem, ale też nie wiedziałem jak się zachować.
to jest ciekawe bo czytałam że w niektórych tradycjach praca w miejscu publicznym jest celowo wybierana właśnie dlatego że wymusza bycie niezauważalnym. nie chodzi o ukrywanie się tylko o to żeby rytuał był tak wewnętrzny że nikt z zewnątrz nie widzi że cokolwiek się dzieje
