dobra, ale jak to się ma do kogoś kto po prostu chce połączyć jogę z jakimś skupieniem w miejscu publicznym i nie chce przy tym wchodzić w zaawansowane tradycje buddyjskie? bo mam wrażenie że ta rozmowa trochę poszła w stronę bardzo specjalistycznych systemów
ja chciałam właśnie to powiedzieć. bo Tarotia05 miała bardzo konkretne pytanie - plaża, joga, skupienie - i gdzieś po drodze wylądowaliśmy przy tybetańskich miejscach kremacji. może wróćmy do czegoś bardziej praktycznego? co konkretnie można robić na plaży po sesji jogi żeby to miało sens, niekoniecznie wchodząc w żaden system?
Stokrotunia ma rację i dobrze że to powiedziała. konkretnie - po sesji jogi ciało jest już w innym stanie niż przed. oddech jest spokojniejszy, uwaga bardziej skupiona. to jest gotowy grunt. na plaży możesz po prostu usiąść, wyznaczyć sobie intencję na najbliższy czas, poobserwować żywioł który masz przed sobą. to nie musi być rytuał z nazwą. ale jest kompletne - jest wejście przez jogę, jest środek przez obserwację, jest zamknięcie kiedy wstaniesz
dziękuję za to - naprawdę, bo ta struktura wejście-środek-zamknięcie to jest coś co mogę sobie zapamiętać i zastosować. mam pytanie - to zamknięcie, jak ty je robisz? bo jakoś zawsze mi umykało co zrobić żeby wiedzieć że koniec
to 'zdejmowanie obiektywu z powiększenia' to bardzo dobry obrazek. i teraz mam pytanie do wszystkich - bo myślę o tym połączeniu jogi i praktyki przez cały ten wątek - czy ktoś to robi odwrotnie? tzn. najpierw coś rytualnego, a potem jogę jako zamknięcie? bo wyobrażam sobie że to też mogłoby działać
to pytanie Heni64 o odwróconą kolejność jest dla mnie ciekawe, bo sama tak robiłam przez jakiś czas. intencja, krótki rytuał, potem asany jako rodzaj uziemienia. i powiem szczerze - działało, ale inaczej niż się spodziewałam. rytuał na początku dawał kierunek, a joga go jakby osadzała w ciele. problem był taki że czasem po rytuale byłam na tyle 'wyjęta' że nie miałam ochoty na nic fizycznego. więc teraz wróciłam do klasycznej kolejności. ale interesuje mnie czy Henia64 ma na myśli jakiś konkretny rodzaj praktyki rytualnej jako tego otwarcia
nie wiedziałam w ogóle że mżna to robić w odwrotnej kolejności, dla mnie joga to było zawsze 'przed'. ale to co Izoldka69 pisze o tym że ciało potem nie chce - to właśnie czuje czasem po dłuższej medytacji, jakby fizyczne ćwiczenia były wtedy nie na miejscu. wiec może to nie jest kwestia tego co pierwsze, tylko co z czym się łączy?
dobra ale powróćmy na chwilę do ziemi - bo ta dyskusja znowu robi się dość abstrakcyjna. Tarotia05 pytała o konkretne miejsce publiczne. czy ktokolwiek tu rzeczywiście robił coś rytualnego na plaży, w parku, i mógłby powiedzieć nie co w teorii, tylko co w praktyce się sprawdziło? bo te systemy to jedno, a stanie na piasku z innymi ludźmi dookoła to drugie
ja mogę powiedzieć o tym co robiłam na zewnątrz. nie na plaży, ale w parku, rano. i największy problem nie był ze skupieniem ani z ludźmi - był z tym że nie wiedziałam kiedy skończyć. w domu masz jakieś sygnały, zegarek, cisza. na zewnątrz ciągle coś się dzieje i albo zostajesz za długo, albo przerywasz za wcześnie. to co Jadeitka pisała o zamknięciu - to jest właśnie to czego mi brakowało
a czy to zamknięcie musi być zawsze takie samo? bo czytałam że w niektórych podejściach celowo zmienia się gesty i słowa żeby nie wpaść w mechanizm. ale z drugiej strony jeśli mózg ma dostać sygnał to może powtarzalność jest lepsza?
myślę że jest jeszcze jedna warstwa o której nie rozmawiamy - pora. Jarzab04 wspominała o poranku w parku i to nie jest przypadkowe. grawitacja księżyca i słońca w różnych godzinach naprawdę wpływa na to jak jesteśmy ustawieni biologicznie, i to nie jest ezoteryka tylko chronobilogia. wschód słońca to jest moment przebudzenia układu nerwowego, inaczej reagujemy na wszystko co robimy. więc może ta plaża o świcie działa nie tylko przez miejsce ale przez samą porę?
