Chciałam podzielić się swoimi doświadczeniami z karneolom, bo ostatnio wraca do mnie jak bumerang. Pracuję z nim od jakichś dwóch lat i naprawdę czuję różnicę, kiedy go mam przy sobie, a kiedy leży zapomniany w szufladzie. Kupowałam swój pierwszy egzemplarz z polskiego targu mineralogicznego, ale teraz zaczęłam się zastanawiać, skąd właściwie pochodzą te kamienie i czy w ogóle zwracamy uwagę na to, jak trafiają do naszych rąk. Komuś zależy na tym aspekcie przy doborze kamieni?
To ważne pytanie i rzadko poruszane. Przy pracy z karneolom szczególnie, bo to kamień mocno związany z energią życiową i sacral chakrą. Jeśli pochodzi z destrukcyjnego wydobycia, to niesie ze sobą jakiś ślad tej energii, niezależnie od tego, ile razy go oczyszczamy. Jak długo go używasz i co dokładnie obserwujesz przy sobie, kiedy go masz blisko?
Temat etycznego wydobycia jest poważny, ale trochę bym ostudził entuzjazm wobec 'certyfikatów etycznych' przy kamieniach. W branży mineralogicznej nie istnieje jeden spójny system certyfikacji porównywalny np. do Fair Trade w kawie. Większość takich oznaczeń to własne deklaracje sprzedawcy. To nie znaczy, że nie warto pytać o pochodzenie, wręcz przeciwnie, ale warto pytać konkretnie: skąd wydobycie, przez kogo dystrybuowane, jak długi łańcuch dostaw.
Wracając do samego kamienia: mam karneol od jakiegoś czasu i zauważam, że najbardziej pomaga mi przy projektach twórczych. Jak siedzę przy nim przy pisaniu albo rysowaniu, coś się otwiera. Ciężko to opisać inaczej. Ale interesuje mnie, czy inni używają go konkretnie do odzyskiwania energii życiowej, bo podobno tak jest opisywany w litoterapii i chciałabym wiedzieć, jak to wygląda w praktyce.
Ja mam pytanie do tej rozmowy o wydobycie. Kupowałam raz karneole z Indii i raz z Brazylii. Różniły się bardzo kolorem, jeden ciemniejszy, drugi taki pomarańczowo-mleczny. Podobno to ma znaczenie? Że inny odcień, to jakby inna energia tego samego kamienia? Chciałabym wiedzieć, bo nie jestem pewna, który bardziej pasuje do pracy z pasją i życiową energią.
Słucham tej rozmowy z dużym zainteresowaniem, bo dopiero zaczynam z kamieniami. Mam jedno konkretne pytanie: jak rozpoznać, że karneol jest 'prawdziwy', bo czytałam, że sporo podróbek jest barwionego agatu albo szkła. Czy jest jakiś prosty sposób sprawdzenia? Nie chcę kupować czegoś, co potem nie zadziała.
Muszę przyznać, że jestem dość sceptyczna co do tego wszystkiego, ale ta dyskusja mnie ciągnie do pytania: mówicie o energii ziemi, etycznym wydobyciu, szacunku dla przyrody przy zbieraniu kamieni. Rozumiem to jako taką filozofię podejścia. Ale czy ktoś z was praktycznie sam kiedyś zbierał kamienie z natury? I jeśli tak, to co wtedy, zostawiasz coś w zamian, pytasz o pozwolenie? Szczerze jestem ciekawa, jak to wygląda w praktyce.
Dokładnie o to mi chodziło, kiedy zaczynałam ten temat. Bo mam wrażenie, że w litoterapii skupiamy się bardzo na właściwościach kamienia, jak go oczyścić, z czym łączyć, ale rzadko rozmawiamy o tym, co było przed nami: kto go dotykał, jak był wydobyty, jaki był stosunek do ziemi w tym miejscu. To nie jest tylko estetyczna wrażliwość, to chyba część pracy z energią, nie?
Mam pytanie do Piolunki i w ogóle do wszystkich, którzy mówią o 'słuchaniu' kamienia. Jak odróżniacie to, co czujecie od kamienia, od tego, co sami wnosicie? Bo ja czasem mam wrażenie, że to co 'czuję', to po prostu moje nastawienie. Szczególnie jak wiem, że karneol ma działać pobudzająco, to może po prostu oczekuję tego i dlatego to czuję?
Wtrącę się na chwilę, bo ta rozmowa o odczuwaniu kamieni jest ważna, ale chciałabym wrócić do praktycznego aspektu zbierania. Cykoria pisała o rytuale przy zbieraniu z natury. Mnie interesuje inna kwestia: czy ktoś z was miał poczucie, że nie powinien brać konkretnego kamienia? Że coś kazało zostawić? Bo ja raz miałam taki moment nad rzeką i zostawiłam ładny pomarańczowy kamień, mimo że bardzo chciałam go wziąć. Do dziś nie wiem, czy to było intuicja, czy po prostu chwila niepewności.
To, co Cykoria opisuje, jest dla mnie dość trudne do pojęcia, bo jestem dość na początku tej drogi. Ale mam pytanie: czy ta intuicja przy zbieraniu to jest coś, co się 'wyrabia' z czasem, czy raczej albo się ma, albo nie? Bo jak słucham Cykorii i Piolunki, to mam wrażenie, że one coś po prostu wiedzą, a ja przy kamieniu stałabym i nie wiedziałabym, co czuję.
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że dotyka ona czegoś, o czym rzadko się mówi wprost: odpowiedzialności za to, co bierzemy. Ale mam bardzo konkretne pytanie, bo mam karneol kupiony na targu i nie wiem absolutnie nic o jego historii. Czy mogę w ogóle zacząć z nim pracować bez tej wiedzy, czy najpierw powinnam zrobić coś z tą niewiadomą?
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem przy tej zaawansowanej dyskusji, ale jak oczyszczać karneol wodą źródlaną, jeśli gdzieś czytałam, że karneol jest wrażliwy na wodę? Czy to prawda, czy mogę spokojnie moczyć?
Cieszę się, że to pytanie padło, bo miałam poczucie, że trochę odpłynęłyśmy od samego karneolu. Mój sposób pracy z nim to coś, co wypracowałam przez próby. Kładę go na pępku podczas leżącej medytacji, ustawiam intencję na konkretne działanie, nie ogólne 'daj mi energii', tylko coś precyzyjnego: 'pomóż mi zacząć projekt X'. I co ciekawe, działa u mnie lepiej z konkretną intencją niż jako taka ogólna bateria. Nie wiem, czy to coś wspólnego z właściwościami kamienia, czy to po prostu kwestia mojej psychiki.
To bardzo interesujące, bo sam mam podobne odczucia z kamieniami zbieranymi podczas wyjazdów: im konkretniejsza historia i intencja, tym silniejsze przywiązanie i, jak mi się wydaje, skuteczniejsze działanie. Ale wracając do twojego sposobu: czy ta intencja na konkretne działanie to coś, co robisz raz przed użyciem, czy odnawiasz ją za każdym razem gdy sięgasz po karneol?
Wchodzę jeszcze z jednym pytaniem do Piolunki albo Ludki, bo skoro rozmawiamy o pracy z karneolom przy sacral chakrze, to zastanawiam się: czy ktoś łączy go z innymi kamieniami? Czytałem, że karneol dobrze współpracuje z tygrysim okiem przy kwestiach motywacji i działania. Ktoś próbował takich kombinacji i ma konkretne wrażenia?
Czytam o tym tygrysim oku i mam takie pytanie, może naiwne, ale naprawdę nie wiem: czy kamienie się 'potęgują' wzajemnie, czy raczej każdy robi swoje i to się po prostu sumuje? Bo wyobrażałam sobie to jak dodawanie, a tu wychodzi, że to może być bardziej skomplikowane.
Wracając jeszcze do wątku o zbieraniu, bo Nirvana pytała o rytuał, a nie wszystko zostało powiedziane. Mam zasadę, że jeśli biorę kamień ze środowiska naturalnego, to zostawiam coś w zamian. Dosłownie. Kilka ziaren, suszony kwiat, cokolwiek. To nie jest magia, to jest gest. Ale ten gest robi różnicę w tym, jak podchodzę do całej praktyki. Dla mnie to kwestia nastawienia, nie protokołu.
Powiem szczerze, bo chyba nikt jeszcze tego tu nie powiedział wprost: trochę mi głupio przy tym wątku o odpowiedzialności, bo kupiłam karneol na Allegro za 8 złotych i nie myślałam ani chwili o jego historii. Ale ta rozmowa sprawia, że zaczynam się zastanawiać. Czy jest sens wracać do tego teraz, po czasie, czy to trochę 'za późno'?
Nigdy nie jest za późno, żeby usiąść z kamieniem i świadomie go przywitać. Ja też mam takie z wczesnych lat, do których wracałam po czasie z innym nastawieniem. Różnica była wyraźna, chociaż nie umiem powiedzieć, czy to kamień się 'zmienił', czy ja się zmieniłam. Podejrzewam, że obie opcje jednocześnie. Perunika, weź go po prostu do ręki i poświęć mu kilka minut w skupieniu, bez oczekiwań.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie do Tymianek albo Ludki: czy karneol kupiony i karneol zebrany z natury działają inaczej z waszego doświadczenia? Pytam serio, bo mam oba rodzaje i nie wiem, czy powinnam je traktować inaczej przy pracy z czakrą sakralną.
Ja przy tym moim karneolu z targu zrobiłam tak jak Ludka radziła: nocy pełni, światło księżyca, wcześniej dym. I coś się zmieniło w tym, jak go czuję. Nie wiem, czy kamień, czy ja. Ale teraz medytacja z nim jest spokojniejsza. Mam tylko pytanie: czy oczyszczenie trzeba ponawiać, bo gdzieś czytałam, że przy intensywnym użytkowaniu co miesiąc?
W kwestii oczyszczania: nie stosuję kalendarza, tylko obserwację. Karneol, który aktywnie pracuje ze mną przy czakrze sakralnej, czyszczę wtedy, gdy czuję, że jest jakby przytłumiony albo gdy sama jestem po czymś trudnym energetycznie. Przy biernym przechowywaniu rzadziej. Nie ma jednej reguły, bo każda praktyka jest inna.
Mam pytanie może trochę z boku, ale tu chyba pasuje: czy karneol pomaga przy blokowaniu czakry sakralnej z powodów emocjonalnych, nie energetycznych? Mam na myśli sytuację, gdy blokada pochodzi z czegoś przeżytego, nie z jakiegoś zewnętrznego wpływu. Czy kamień w takim przypadku w ogóle dosięgnie, czy potrzeba czegoś więcej?
Ta rozmowa o blokowaniu i wspieraniu kamieniami to ważny wątek. Ale mam jeszcze jedno pytanie do wszystkich, którzy mają dłuższą praktykę z karneolom: czy widzieliście jakiś moment, gdzie karneol wyraźnie 'zadziałał' na poziomie życiowej energii i pasji, tak jak w tytule wątku? Bo dużo mówimy o technikach i oczyszczaniu, a trochę mniej o samym efekcie.
Może odpowiem sama sobie, bo przypomniał mi się jeden moment. Miałam taki okres, kiedy totalnie straciłam chęć do czegokolwiek po zmianie pracy. Nosiłam karneol przy sobie przez kilka tygodni, nie z jakimś wielkim ceremonialnym nastawieniem, po prostu był. I w pewnym momencie zauważyłam, że znowu zaczynam planować rzeczy na przyszłość, mam jakieś pomysły, chce mi się coś robić. Nie wiem, czy to karneol, czas, czy kombinacja. Ale zapamiętałam to.
To co Bertramka opisuje to coś, co widzę w pracy z czakrą sakralną dość często. Kamień jako kotwica uwagi, nie jako sprawca zmiany. Wracasz do niego dłonią albo myślą i przy okazji wracasz do intencji, którą z nim związałaś. Pytanie do Bertramki: czy miałaś jakąś konkretną intencję przy tym karneolu, czy po prostu go nosiłaś?
