Cześć, mam taki problem i nie wiem za bardzo jak to opisać. Od jakiegoś czasu pracuję z kamieniami, ale zauważyłem, że mam mocno zablokowane emocje - nie chodzi mi o to, że jestem smutny czy zły, tylko że... w ogóle nic nie czuję. Jakby ktoś zakręcił kran. Terapeuta mówi jedno, ale mnie interesuje, czy są kamienie, które konkretnie pomagają przy takim 'zakazie czucia', bo słyszałem różnie. Ktoś pracował z czymś przy emocjonalnym odcięciu?
To ciekawy temat, bo to jest coś innego niż zwykłe przepracowywanie emocji. Przy takim głębokim blokowaniu ja bym zaczęła od malachitu albo rodochrozytu, bo one bardziej 'wchodzą' w warstwy, które są zakopane. Tylko mam pytanie - czy to odcięcie jest od niedawna, czy raczej masz wrażenie, że zawsze tak było?
U mnie było podobnie i przez długi czas próbowałem różnych kamieni, ale dopiero jak zrozumiałem, że samo trzymanie ich nic nie robi, to coś ruszyło. Kamień to bardziej towarzysz w pracy, nie zamiennik pracy. Sam używałem różowego kwarcu i labradoryta razem, ale to była długa droga, nie tydzień.
O, właśnie weszłam na ten wątek i to jest dokładnie coś, o czym myślałam od dawna. Też mam wrażenie blokady emocjonalnej. Slyszałam o różowym kwarcu oczywiście, ale czy to nie jest za 'delikatne' jeśli blokada jest głęboka i od dawna? Bardzo dziękuję za te pierwsze odpowiedzi, bo już zaczynam rozumieć, że to nie takie proste.
Rodochrozyt to nie 'kamień do miłości' w sensie romantycznym - to raczej praca z miłością własną i dostępem do własnych uczuć. Przy długotrwałym odcięciu emocjonalnym, często związanym z dzieciństwem, to jest właśnie jeden z tych kamieni, które działają na głębsze warstwy. Ale zanim ktokolwiek tu coś poleca - czy wiesz, czy to odcięcie jest w ogóle świadome? Bo to zmienia podejście do pracy.
Czytam ten wątek i mam mieszane odczucia co do malachitu przy takim przypadku. On jest dosyć mocny w działaniu i przy głębokich blokadach emocjonalnych z dzieciństwa raczej bym go zostawiła na później. Sama pracowałam z tym kamieniem przez kilka miesięcy i notowałam efekty - on dosłownie wyciąga rzeczy na wierzch, niekoniecznie delikatnie. Czy ktoś miał podobne doświadczenie?
Malachit przy blokadach emocjonalnych to ryzykowny dobór dla kogoś, kto dopiero zaczyna tę pracę. Bardziej polecałbym sekwencję: najpierw rhodonit, który pomaga zaakceptować emocje, potem rodochrozyt do głębszej pracy, a malachit - jeśli w ogóle - znacznie później i w małych dawkach. Ważna sprawa: przy jakiej czakrze lokalizujesz ten blok?
Ścisk w klatce piersiowej to dla mnie zawsze czakra serca, ale słyszałam też, że sploty słoneczny jest odpowiedzialny za emocje w ogóle i może to być tam zablokowane? Przepraszam, że pytam o podstawy, ale sama się gubię przy tym rozróżnieniu. Dzięki za ten temat, bo dużo się tutaj dowiaduję.
Dobra, ale mam pytanie do całej dyskusji - czy tu mówimy o litoterapii jako samodzielnej pracy, czy jako uzupełnieniu czegoś? Bo widzę, że Janeczka68 i Slawek83 sugerują ostrożność, co rozumiem, ale chciałabym wiedzieć, czy ktoś tutaj pracował z kamieniami przy emocjonalnym odcięciu BEZ równoległej terapii i czy to w ogóle ma sens?
Tutaj poruszony jest ważny punkt. Litoterapia przy blokadach traumatycznych to nie to samo co noszenie kamienia 'na szczęście'. Malachit, rodochrozyt, heliodor - to są kamienie, które mogą uruchamiać procesy katartyczne. Widziałem na własne oczy sytuacje, gdzie ktoś zaczął pracę z obsydianem przy podobnym temacie i przez tydzień miał intensywne sny i stany emocjonalne, z którymi nie wiedział co robić. Pytanie do ciebie, Rysiek82 - czy masz jakieś wsparcie na co dzień, poza tym terapeutą?
Właśnie dlatego uważam, że warto patrzeć na to też przez pryzmat astrologii - niektóre okresy są bardziej sprzyjające do pracy z takimi tematami niż inne. Ale nie chcę odchodzić za daleko od tematu. Chciałam tylko powiedzieć, że to pytanie 'czy zaczynać' jest moim zdaniem słuszne, bo te kamienie jak rodochrozyt działają często powoli i stopniowo, co może być bezpieczniejsze niż coś o gwałtownym działaniu.
A czy obsydian nie jest właśnie do ochrony, a nie do otwierania emocji? Pytam, bo wydawało mi się, że obsydian działa raczej jako tarcza i oczyszczanie, nie do pracy z blokami. Czy dobrze rozumiem?
Dobra, to trochę porządkuje mi wiedzę. Słysząc to wszystko - gdybyście mieli coś zaproponować na start, konkretnie dla kogoś kto ma głęboki emocjonalny blok i nie chce zaczynać od czegoś zbyt intensywnego, to co by to było? Rhodonit i rodochrozyt rozumiem, ale jak z nimi pracować - nosić, medytować, kłaść na ciele?
Wróćmy do tego pytania Ryśka, bo ważne. Na start, jeśli blokada jest głęboka i od dawna, ja bym zaproponowała chalcedon niebieski jako bufor. Nie otwiera mocno, ale uspokaja układ nerwowy i daje coś w rodzaju bezpiecznego tła do dalszej pracy. Rhodonit do zaakceptowania tego, co czujesz, i dopiero potem rodochrozyt. Ale Slawek83, ty znasz to lepiej ode mnie - czy to ma sens w kontekście sekwencji, o której mówiłeś?
Nie wiem, jakieś 15-20 minut wieczorem? Czy to w ogóle wystarczy, czy to jest za mało, żeby cokolwiek poczuć?
Właśnie, to rozróżnienie noszenie kontra sesja jest kluczowe. Ja przez długi czas nosiłam kamienie i myślałam, że 'pracuję'. Dopiero jak zaczęłam siadać wieczorami z konkretną intencją, to poczułam różnicę. Rysiek, masz w ogóle jakiś rytuał wyciszenia przed medytacją, czy po prostu siadasz i bierzesz kamień?
Uziemienie przed sesją to nie jest wymysł - szczególnie przy pracy z emocjami ma sens. Jeśli wchodzisz w kontakt z czymś, co siedzi głęboko, to lepiej być zakotwiczonym. Ja robię kilka głębokich oddechów i wizualizuję korzenie w ziemi, banalne, ale działa. Choć Janeczka68, mam pytanie - czy przy blokadach właśnie związanych ze splotem słonecznym, uziemienie przez pierwszą czakrę pomaga, czy to za daleko od miejsca pracy?
Wracając do pytania Ryśka o konkretny start - czy ktoś próbował połączyć pracę z kamieniem właśnie z oddechami? Pytam, bo sama ostatnio eksperymentuję z tym zestawieniem i mam wrażenie, że oddech jest takim wzmacniaczem. Nie wiem czy to jest standardowe podejście w litoterapii, czy bardziej moje własne kombinowanie.
Oj, to jest ciekawe pytanie i sama się nad tym zastanawiałam. Czy da się w ogóle odróżnić, co daje kamień, a co daje skupienie i intencja? Może to jest nierozłączne? Dziękuję za cały ten wątek, naprawdę mi to wszystko porządkuje w głowie 🙂
No właśnie, to jest to pytanie, które mnie zawsze trochę hamuje przy takich tematach. Skąd wiadomo, że to działa kamień, a nie po prostu placebo plus relaksacja? Nie mówię tego złośliwie, serio pytam, bo sama jestem ciekawa jak to działa od strony tych co mają doświadczenie.
Słyszałam o amazonicie przy blokadach związanych z wyrażaniem emocji, ale nie wiem czy to nie jest bardziej do gardła i komunikacji niż do serca czy splotu. Czy amazonit w ogóle pasuje do tego, o czym Rysiek mówi, czy to jednak za daleko?
Dobra, to mam już chalcedon niebieski, rhodonit, rodochrozyt jako sekwencję. Mam rozumieć, że zaczynam od chalcedonu przez jakiś czas, potem przechodzę do rhodonitu, a rodochrozyt zostawiam na później? I cały czas nie biorę do tego malachitu? Chcę się upewnić że dobrze to rozumiem.
A jak mam wiedzieć, że 'coś ruszyło'? To znaczy, że poczuję jakieś konkretne emocje podczas sesji, czy że będzie inaczej w ciągu dnia? Bo jeszcze nie bardzo wiem, czego szukać.
Hmm, raczej ciało. Mam właśnie to ściśnięcie w żołądku. Jakby tam był jakiś węzeł. Głowa mi mówi, że wszystko jest ok, ale fizycznie czuję, że nie jest. Nie wiem, czy to w ogóle ma sens to, co opisuję.
Sens ma i to bardzo konkretny. To co opisujesz to klasyczny objaw blokady na poziomie splotu słonecznego. Ciało trzyma to, czego umysł nie chce puszczać. Przy takim obrazie ja bym jednak zaczęła od bursztynu lub cytrynu, zanim przejdziesz do chalcedonu. Sploty najpierw, serce potem. Choć Slawek może mieć inne zdanie.
Czytam i nie do końca rozumiem - czy cytryn i chalcedon kładziemy na ciało podczas sesji, czy trzymamy w ręku? Przepraszam, że pytam o taką podstawę, ale przy kamienach na konkretne czakry to ma chyba znaczenie, gdzie jest kamień fizycznie. Czy sama intencja wystarczy, jak kamień leży gdziekolwiek?
O, dziękuję za tę odpowiedź bo ja też zawsze się zastanawiałam czy pozycja ma znaczenie. Ja zwykle medytuję siedząc i trzymam kamień w dłoniach na kolanach. Czy to jest znacznie gorsze niż leżenie z kamieniem na ciele? Bałam się, że robię coś źle przez cały czas 🙂
