Wróćmy może trochę do Ryśka, bo mi się wydaje, że zeszliśmy na dygresję. Rysiek, mam pytanie z trochę innej strony - czy ty w ogóle wiesz, skąd ta blokada pochodzi? Pytam, bo zastanawiam się, czy kamienie same z siebie mogą coś rozwiązać, jeśli nie wiadomo, co leży u podstaw.
To jest bardzo uczciwa odpowiedź i rozumiem tę ostrożność. Przy takim kontekście - wieloletni wzorzec tłumienia - powiem ci szczerze: kamienie mogą być dobrym punktem wejścia, bo działają łagodnie i ciało ich nie odbiera jak zagrożenie. Ale to jest praca długoterminowa. Nie pytaj się po tygodniu dlaczego nic nie czujesz. Pytaj się po miesiącu, czy coś się zmieniło choć trochę.
Dokładnie to. I jeszcze jedno - ten mechanizm 'nie okazuj słabości' to często siedzi głębiej niż tylko emocje. To jest wzorzec przetrwania i kamień go nie usunie. Może pomóc w medytacji stworzyć bezpieczną przestrzeń, gdzie ciało dostaje sygnał, że można trochę odpuścić. Rysiek, czy próbowałeś kiedyś jakichkolwiek technik somatycznych, body scan, coś w tym kierunku, niezależnie od kamieni?
Czytam i mam wrażenie, że zeszliśmy trochę na technikę, a pytanie o oddech i kamień razem jest jednak ważne dla całej reszty rozmowy. Ja łączę i mi to działa, ale nie umiem powiedzieć, czy to jedno drugiemu pomaga, czy po prostu oba działają równolegle. Cesarzyca, masz jakiś sposób na to, żeby to rozróżnić?
To dobre pytanie i szczerze - nie ma prostego testu. Ale mogę powiedzieć, co zaobserwowałam u siebie i u osób, z którymi pracowałam. Jeśli sama praca z oddechem bez kamienia daje ten sam efekt co z kamieniem, to kamień pełni raczej funkcję skupienia uwagi, nie główną pracę. Jeśli z kamieniem czujesz wyraźnie coś innego albo głębiej, to możliwe, że uzupełniają się realnie. Nie mówię, że jedno jest lepsze od drugiego. Rysiek, a ty próbowałeś kiedykolwiek samego oddechu bez żadnego kamienia, żeby mieć punkt odniesienia?
Nie, właściwie zaczynam od zera, więc nie mam żadnego punktu odniesienia. Myślałem, że kamień jest tym pierwszym krokiem, ale może powinienem spróbować obu osobno, żeby w ogóle wiedzieć, co co robi? Tylko nie wiem, jak długo próbować jednego, zanim mogę powiedzieć, że 'sprawdziłem'.
Minimum kilka sesji, nie jedna. Jeden raz to za mało, żeby cokolwiek ocenić, szczególnie przy blokadzie emocjonalnej. Sam mechanizm obronny potrafi trzymać przez kilka pierwszych prób, a dopiero potem coś zaczyna się zmieniać. Przy takim opisie jak twój, węzeł w żołądku i wieloletni wzorzec, ja bym nie liczył na sygnał po jednej sesji.
Ja miałem podobny problem jak Rysiek, czyli ten węzeł w środku i brak reakcji emocjonalnej podczas medytacji. Przez długi czas siedziałem z kamieniem i nic. Dopiero jak dodałem świadome oddychanie przez usta podczas wydechów, coś ruszyło. Nie wiem, czy to był oddech czy kamień, czy oba. Ale zmiana techniki oddechu zrobiła większą różnicę niż zmiana kamienia.
Wracając do Ryśka, bo to jego wątek, chciałam się upewnić, że dobrze rozumiemy sytuację. Piszesz o blokadzie emocjonalnej, węźle w żołądku i o tym, że zaczynasz od zera. Czy masz w ogóle dostęp do jakiegoś kamienia teraz, czy dopiero rozważasz zakup? Pytam, bo porady się różnią w zależności od tego, od czego zaczynasz.
Różowy kwarc to naprawdę nie jest zły punkt startowy. Pracuje z sercem, z łagodnością wobec siebie, a w kontekście wzorca 'nie okazuj słabości' to ma bardzo konkretne zastosowanie. Ten wzorzec często idzie w parze z brakiem kontaktu z własną miękkością, a różowy kwarc może działać jako sygnał bezpieczeństwa dla systemu. Nie na splocie, ale niekoniecznie to jest problem na tym etapie.
To jest naprawdę ciekawa różnica zdań i zastanawiam się, czy to nie jest kwestia indywidualna. Bo może u jednej osoby lepiej zacząć od serca, a u innej od splotu. Czy jest jakiś sygnał z ciała albo z pracy z kamieniem, który mógłby podpowiedzieć, która droga jest lepsza? Rysiek, a przy którym miejscu czujesz większe napięcie, w klatce czy w brzuchu?
Zdecydowanie brzuch. Klatka piersiowa to jakby pustka, a brzuch to właśnie ten węzeł. Jak trzymam kamień w dłoniach to nic nie czuję. Jak próbuję go położyć na brzuchu to jest jakiś opór, nie wiem jak to opisać, jakbym nie chciał tam dotykać.
Ten opór jest bardzo istotną informacją. Często blokada daje właśnie taki sygnał, niechęć do kontaktu z danym miejscem. To nie jest przypadkowe. Janeczka, jak to widzisz w kontekście twojej propozycji z sercem? Przy takim opisie wydaje mi się, że splot jednak chce być zaadresowany, tylko delikatnie.
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale coś mnie zastanawia. Rysiek pisze, że ma opór przed dotykiem w tym miejscu. Czy w takim razie w ogóle kładzenie kamienia na ciele jest dobrym pomysłem na start, czy może lepiej jednak trzymać w dłoniach i pracować z intencją skierowaną na splot, bez fizycznego kontaktu? Czy to w ogóle działa, czy kamień musi być na ciele?
Chyba bardziej to drugie. Nie że mięśnie się spinają, tylko jakiś wewnętrzny opór, jakbym nie chciał tam zaglądać. Tak jakby coś mówiło 'nie ruszaj tego'. Nie boli, po prostu mam takie odczucie, że to nie jest bezpieczne miejsce.
To 'nie ruszaj tego' brzmi bardzo charakterystycznie. Właśnie o takim mechanizmie była mowa wcześniej. Blokada nie jest przypadkowa, ona coś chroni i to jest jej funkcja. Pytanie, czy w ogóle chcesz to teraz ruszać, czy chcesz tylko zbudować kontakt z tym miejscem bez wchodzenia głębiej?
To bardzo dobre pytanie i nieoczywista odpowiedź. Kamień nie wchodzi z łomem. Jest raczej jak delikatne ciepło przy zamkniętych drzwiach. Czy drzwi się otworzą i kiedy, to zależy od ciebie, nie od kamienia. Przy obsydianie to może być inaczej, ale przy kwarcu różowym raczej nie ma ryzyka wymuszonego otwarcia.
A co z labrydorytem? Zastanawiam się, czy ktoś próbował go przy podobnych blokadach. Nie jest tak konfrontacyjny jak obsydian, ale też nie jest tak łagodny jak kwarc różowy. Gdzieś pośrodku, i podobno dobrze pracuje z tym, co ukryte, tylko delikatniej.
Właściwie to wróćmy do kwarc różowego, który Rysiek ma. Skoro jest i skoro pytanie brzmi, jak zacząć, to może zamiast szukać innych opcji, skupmy się na tym, jak pracować z tym, co już jest. Rysiek, próbowałeś z nim siedzieć w ciszy bez żadnej intencji, po prostu trzymać w dłoni?
Dziesięć minut to naprawdę mało przy takiej sytuacji. Sam przez pierwsze tygodnie siedziałem z kamieniem i też nic, a dopiero po kilku tygodniach regularnych prób zaczęło cokolwiek się dziać. To nie jest coś, co zadziała przy jednej próbie.
Przepraszam, że się wtrącam, bo głównie czytam, ale mam pytanie z innej strony. Piszecie o tym, że kamień może pracować z blokadą. Ale czy kamień naprawdę coś robi, czy to raczej efekt skupienia uwagi na danym miejscu? Szczerze pytam, bo nie rozumiem, skąd wiadomo, że to kamień, a nie po prostu to, że siedzisz w ciszy i zwracasz uwagę na ciało.
To klasyczny problem metodologiczny i szczerze, to nie ma pewnego sposobu, żeby to rozdzielić przy pracy na sobie. Można próbować sesji z kamieniem i bez kamienia, jak wspominałem wcześniej, ale i tak wchodzi w grę intencja, nastrój, dzień. Nie da się tego zważyć. Z praktycznego punktu widzenia, jeśli coś się zmienia na lepsze, to niekoniecznie trzeba wiedzieć, co dokładnie to powoduje.
Ale wracając do Ryśka i do jego pytania o kontrolę, bo to zostało trochę w zawieszeniu. Seba napisał, że kamień nie wchodzi z łomem. Tylko jak to wygląda w praktyce, jeśli ktoś nigdy wcześniej nie pracował? Czy jest jakiś znak, że sesja idzie dobrze, że kamień pracuje, a nie że po prostu siedzi się i nic się nie dzieje?
Dziękuję za tę rozmowę, naprawdę. Czytam od początku i mam wrażenie, że dużo się tu dzieje na wielu poziomach. Mam pytanie do całej grupy, bo sama jestem w podobnym miejscu co Rysiek, tylko trochę dalej. Czy kiedy w końcu coś rusza, to jest to zawsze coś trudnego, czy może być też po prostu spokojnie?
Przepraszam, że zostawiłam pytanie w powietrzu, bo chciałam dopowiedzieć. Pytałam, czy kiedy w końcu coś rusza, to jest to zawsze coś trudnego. Bo czytam tu dużo o blokadach i o tym, że kamień może je delikatnie naruszać, i jakoś się boję, że to oznacza płakanie przez tydzień albo coś w tym stylu. Czy tak to wygląda?
To mnie trochę uspokaja, ale też nie wiem, czy wiem, czego się spodziewać. Aniela pytała o trudne rzeczy, a ja chyba mam podobną obawę, tylko odwrotną. Boję się nie tego, że będzie za intensywnie, tylko że nadal nic nie poczuję i nie będę wiedział, czy siedzę z kamieniem właściwie, czy po prostu marnuję czas.
To jest dobry trop. Intencja nie musi być precyzyjna jak zamówienie z menu. Wystarczy coś w stylu: chcę się przyjrzeć temu, co trzymam zamknięte. Albo nawet: jestem gotowy zobaczyć, co jest. To nie jest zaklęcie, to raczej nastawienie. Pytanie, czy Rysiek w ogóle czuje, że jest gotowy, bo to nie musi być oczywiste.
