O, to już jest konkretna informacja. To nie jest blokada emocjonalna w sensie zakopanych uczuć, to jest blokada w sensie przekonania. Głowa przeszkadza ciału. Pytam wprost, czy Rysiek próbował kiedykolwiek jakiejkolwiek medytacji albo czegokolwiek podobnego, gdzie ta sama głowa mu wchodziła w drogę?
Ale czy te dwie rzeczy się wykluczają? Możesz być za bardzo w głowie i jednocześnie po prostu nie wiedzieć jak. Mnie zastanawia jedno, czy Rysiek próbował kiedyś z kamieniem na ciele, nie w dłoni, tylko na klatce piersiowej albo na brzuchu, w pozycji leżącej? Bo to zupełnie inne doświadczenie niż siedzenie i czekanie.
Robi i to dużą. Ja przez długi czas robiłam to samo, siedziałam i trzymałam w ręce, i dopiero jak zaczęłam układać kamienie na ciele, poczułam, że cokolwiek w ogóle się dzieje. Nie wiem, czy to kwestia fizycznego kontaktu, czy pozycji, ale coś w tym jest. Rysiek, spróbuj wieczorem, przed snem, połóż kwarc na mostku i po prostu oddychaj. Bez intencji, bez czekania na efekt.
Chcę tu dopowiedzieć jedną rzecz, bo oddech jest ważny, ale nie w sensie technicznym na początku. Kiedy kładziesz kamień na ciele i po prostu pozwalasz, żeby oddech był, kamień zaczyna dostosowywać się do rytmu ciała. To nie jest metafora, to jest obserwacja z praktyki. Ciepło pojawia się właśnie przy synchronizacji oddechu z ciężarem kamienia. Rysiek, przy tym ćwiczeniu nie rób nic oprócz oddychania.
Ok, to spróbuję dziś wieczorem z tym układaniem na klatce piersiowej. Ale mam pytanie techniczne, bo brzmi głupio, ale wolę zapytać. Jak długo leżeć? Bo ja nie wiem, czy mam czekać minutę, pięć minut, kwadrans. Czy jest jakaś minimalna granica, poniżej której to po prostu nie ma sensu?
Nie ma jednej liczby, ale z mojego doświadczenia poniżej dziesięciu minut rzadko cokolwiek się dzieje. Nie dlatego, że kamień potrzebuje czasu, tylko że ciało potrzebuje czasu, żeby w ogóle się rozluźnić. Pierwsze pięć minut to często jest sama walka z głową, którą opisujesz. Dopiero potem zaczyna się coś innego. Albo nie zaczyna, co też jest informacją.
Wchodzę w ten wątek z boku, bo zastanawia mnie co innego. Rysiek od początku mówi o zakazie czucia emocji, ale do tej pory prawie cały czas mówimy o tym, jak w ogóle poczuć cokolwiek. To są dwie różne rzeczy, prawda? Zakaz czucia to brzmi jak coś, co było narzucone, nauczone, a nie jak zwykła trudność z odbiorem energii kamienia. Czy Rysiek kiedyś zastanawiał się, skąd ten zakaz pochodzi?
Nie naiwne. Ale te dwie rzeczy nie są osobnymi ścieżkami. Kamień może być wejściem do czegoś, co potem wymaga też rozumienia, skąd to jest. Nie mówię o terapii w sensie klinicznym. Mówię o tym, że jeśli zakaz jest stary i głęboki, kwarc różowy może go delikatnie ruszyć, ale nie wyciągnie tego sam. Raczej pokaże, gdzie szukać. Czy to ma dla ciebie sens?
Właśnie, i mam wrażenie, że obsydian w tym kontekście mógłby zrobić coś ostrzejszego niż kwarc różowy. On nie pieści, on pokazuje. Ale nie wiem, czy to jest dobry moment dla Ryśka, skoro dopiero zaczyna. Janeczka, ty masz tu chyba zdanie?
