matko, to jest dokładnie ten moment kiedy karty zaczynają cokolwiek dawać. Jak przestają być czarną magią a zaczynają być językiem. Nie twierdzę że łatwo, ale to dobry znak
To co mówi Jarowit to coś o czym się rzadko mowi wprost. Że karty mogą pokazać rzeczy o nas samych, nie tylko o sytuacji. I to może być bardziej przerażające niż szkielet
Ale czekajcie, bo mam pytanie do tematu. Jeśli ktos robi rozkład przy rozpadzie związku i wyychodzi mu spora ilosć Wielkich Arkanów - to znaczy ze sytuacja jest poważna? Czy to zależy od rozłożenia?
I tu się pojawia kwestia rozkladu. Bo przy tak emocjonalnym temacie jak rozwód - jakiego rozkładu w ogole używacie? Celtycki krzyż to sporo kart i dużo informacji naraz. Coś prostszego może byc lepsze na start
Ona mówiła o rozkładzie na trzy karty. Przeszłość, teraźniejszość, możliwy kierunek. Czy to jest dobry rozkład na taką sytuację?
no, prostota tego rozkładu to jego siła, nie słabosć. Przy dużym bólu emocjonalnym trzy karty można ogarnąć glową. Dwanaście kart to za dużo naraz, można się zatracic w interpretowaniu i zamiast jasności wyjść z jeszcze większym zamętem. :))
Dobra ale wróćmy do konkretnych Wielkich Arkanów bo to jest temat tego wątku. Powiedzieliśmy już o Śmierci i Wieży i Kole Fortuny. a co z Ksieżycem? Bo jak patrzę na te karte to mi się wydaje że przy rozstaniu może byc szczególnie ciężka.
To brzmi jak moja sytuacja od miesięcy. Że coś wiedziałam ale się okłamywałam. Czy to znaczy że Księżyc by się u mnie pojawił?
Karty nie są z góry zaprogramowane na twoją historię. każdy rozkład jest inny. Ale to co opisujesz, ten mechanizm samookłamywania, to jest coś z czym warto wejść w rozmowę z kartami właśnie dlatego że już to widzisz. To nie jest moment za wcześnie ani za późno. To jest teraz.
Jedno zdanie do całej tej rozmowy: sesja z kartami nie jest po to żeby dowiedziec się co sie stanie. Jest po to żeby zobaczyć co już jest. To fundamentalna różnica i myślę ze przy lęku ktury opisuje autorka tego wątku to warto powiedzieć głosno.
To zdanie Kminka zostaje ze mną. Sesja po to żeby zobaczyć co już jest, nie co będzie. Zastanawiam się czy to nie jest właśnie ten klucz ktury sprawia, że tarot ma jakikolwiek sens przy rozstaniu. Bo jak ktoś przychodzi i chce wiedzieć 'czy on wróci', to już pyta o złe rzeczy
Dobre pytanie Aster73. I na to nie ma prostej odpowiedzi, bo to jest własnie robota dobrego czytacza. Żeby przeprowadzic osobę od pytania magicznego 'co bedzie' do pytania procesowego 'co się dzieje i co moge z tym zrobić'. To jest cała różnica między wróżbą a praca z kartami.
Własnie o to chciałam zapytać od jakiegoś czasu. Moja znajoma powiedziala że sama dla siebie nie powinnam czytać w takiej sytuacji, bo jestem za bardzo w środku. Czy to prawda? Czy przy rozstaniu lepiej zeby ktoś inny trzymał karty?
To jest coś z czym różne osoby mają różne zdanie i nie ukrywam że sama mam tu konkretne stanowisko. Czytanie dla siebie przy silnych emocjach jest trudne nie dlatego że zakazane, ale dlatego że mamy tendencję do widzenia w kartach tego czego chcemy. Albo odwrotnie - tego czego się boimy. Niekoniecznie tego co jest. ^^
Ale chwila, bo coś mi tu nie gra. Skoro obiektywizm jest niemożliwy, to po co w ogóle sięgać po karty przy rozstaniu? Albo robimy to z kimś innym, albo nie robimy wcale?
Dokładnie to samo chciałem powiedzieć. Samodzielna sesja jako rodzaj dziennika emocjonalnego, a nie jako wyrocznia. Karty wtedy są bardziej lustrem niż mapą. I to przy rozstaniu jest prawdopodobnie ważniejsze
Lustro kontra mapa - to mi się podoba jako rozróżnienie. Tylko mam pytanie do Jarowita: czy ty podczas swoich sesji przy trudnych momentach stosowałeś jedno albo drugie? I kture sprawdzało się lepiej?
To co mowi Jarowit o walce z rozkładem to coś co znam z własnego doświadczenia. Jak nie podoba ci sie co widzisz, to tasujsz jeszcze raz licząc że wyjdzie inaczej. To jest hyba najbardziej czytelny znak że nie jesteś gotowy na to co karta chce powiedzieć. :))
kurczę, zrobiłam to. Tasuję jeszcze raz. Albo odwracam inaczej. Nie wiedziałam że to ma taką nazwę, ale teraz jak czytam co Komecik napisała, to wiem że to robiłam. Czy to znaczy że w ogóle nie powinnam była zaczynać tej sesji?
Nie znaczy że nie powinnaś była zaczynać. Znaczy tylko tyle, że w tym konkretnym momencie emocje były głośniejsze niż gotowość na odpowiedź. To sie zdarza każdemu i to nie jest powód do wstydu ani do rezygnacji z kart. To jest informacja o sobie.
Przepraszam że wchodzę bo mało rozumiem z tego co piszecie, ale chciałem zapytać o jedną rzecz. Czy ktoś powiedział coś o Księżycu wcześniej. Co to jest za karta i czy ona jest związana z rozwodem jakoś konkretnie? Pytam bo autorka wspominała o swojej sytuacji.
To znaczy że Księżyc pokazuje że coś było ukryte w tej relacji? Ale ukryte przez kogo, przez partnera czy przez samą siebie? Bo to jest chyba ważna różnica.
Księżyc wyszedł mi w pozycji tego co było fundamentem relacji. I nie wiem co z tym zrobić bo to brzmi jakby cała relacja była zbudowana na czymś co nie istniało. Czy tak to czytać?
Nie koniecznie. Księżyc w pozycji fundamentu może oznaczać że relacja była zbudowana na bardzo silnym emocjonalnym połączeniu, ale bez trzeźwego oglądu. To nie jest to samo co kłamstwo czy fikcja. To może być po prostu miłość ktura działała na poziomie czucia, nie rozumu. Pytanie co to dla ciebie znaczy.
A jakie inne karty wyszly? Bo rozmawiamy o Księzycu ale nie wiemy co obok niego leżało. Może to zmienia całe czytanie?
Obok była Wieża i Gwiazda. Wieża mnie przestraszyła bardzo, ale Gwiazda jakoś łagodziła. Przynajmniej tak mi się wydawało kiedy to układałam. Ale potem zaczęłam wątpić w swoją interpretację. 😛
oj, wieża obok Księżyca przy rozstaniu to brzmi jak naprawdę ciężki rozkład. Ale to co mówisz o Gwieździe na końcu to mnie interesuje. W jakiej pozycji była ta Gwiazda?
