Zaczęłam robić tarot codziennie rano jedna karta, wieczorem rozklad trzech kart w weekend cały rozkład krzyzowy i teraz właściwie kazda moja decyzja przechodzi przez karty. Czy kupic te buty? Wyciagam karte. Czy zadzwonić do mamy? Rozklad. Mieszkam sama od trzech lat i czuję, że to już nie jest praktyka tylko... ja nie wiem jak to nazwać. Jakiś przymus? Zaczynam czuć że moje zycie stało sie jednym wielkim rytuałem i nic nie jest już naturalne. czy ktoś mial podobnie? :/
To co opisujesz brzmi znajomo, ale muszę zapytać wprost - czy karty dają ci odpowiedzi, ktore cię uspokajają, czy raczej po każdym rozkładzie pytasz się dalej? Bo to dość istotna różnica. :))
Ja przez jakiś czas robiłam tak samo i skończyło się tym że bałam się wychodzić z domu bez wyciągniętej karty. Serio. Stałam w przedpokoju i czułam, że nie mogę otworzyć drzwi. Czy u ciebie też pojawia się coś takiego?
To jest klasyczna pętla, którą widać u osób samotnie praktykujących bez żadnego zewnętrznego punktu odniesienia. Nie masz nikogo, kto by powiedział "hej, przestań już ciągnąć te karty". Ale zanim cokolwiek powiem więcej - jak długo mieszkasz sama?
Mam pytanie do całego wątku bo mnie też to dotyczy. Czy jest jakaś karta albo zestaw kart ktury szczególnie czesto wychodzi osobom, które żyją w samotnosci? Coś charakterystycznego? Bo u mnie permanentnie pojawia się Pustelnik i zastanawiam sie czy to przypadek. 😉
Bardzo dziękuję za ten temat bo sam sie z tym zmagam. Mam jedno pytanie ktore mnie nurtuje od dawna - czy ktoś ma jakieś zasady dotyczace tego ILE razy dziennie mozna ciągnąć karte na ten sam temat? Czy to w ogole ma znaczenie?
przepraszam ze wchodzę ale mam podobny problem jak autorka. żyje sama i robię tarot codzień. czy wy myslice ze tarot moze zastepować rozmoy z ludzmi? pytam serio bo hyba troche tak u mnie jest
Moim zdaniem codzienna karta to wrecz obowiązek przy samotnym zyciu bo inaczej nie masz zadnego lustra. Pustelnik to karta ktora szczególnie mocno pasuje z osobami zyjacymi solo - jest niemal ich patronem robię tak od lat i nigdy nie miałam zadnych problemow z tym co opisujecie.
oj tam, zerkam na tę dyskusję i mam pytanie które mnie gnębi - czy ktoś z was próbował połączyć tarot z czymś fizycznym, materialnym? Mam na myśli na przykład kamień, który trzymasz przy kartach, jakiś przedmiot który zakotwicza tę praktykę. Zastanawiam się czy to by pomogło przy tym problemie nadmiernego ciągania kart
hmm, a czy ktoś próbował zapisywać sobie przed wyciągnięciem karty co konkretnie chce sprawdzić i dlaczego? bo ja po tej przerwie zaczęłam tak robić i to bardzo mocno wyhamowało te pętle o których Vladi mówi. jak musisz to napisać zanim sięgniesz po kartę to nagle widzisz że połowa tych pytań jest bez sensu.
ale jak wy macie sile to wszystko zapisywac? ja jak juz siadam do kart to jestem zmeczona i chce po protsu wiedziec co bedzie. czy to zle ze nie robie zadnych notatek?
Wcytuję się w tę rozmowe o notatkach i notowaniu i myślę że wlaśnie to jest moj problem. Nigdy tego nie robiłam. Siadam, ciągnę, interpretuję w glowie i tyle. wiec ta pętla o ktorej Vladi pisał dzieje sie cala w mojej glowie i nikt jej nie widzi nawet ja sama. Dziękuję, że w ogóle o tym piszecie.
Wracając do mojego pytania sprzed chwili, bo chyba zginęło - czy ktoś faktycznie łączy karty z jakimś przedmiotem fizycznym, kamieniem albo czymś podobnym? pytam bo myślę że przy samotnej praktyce taki materialny punkt może pomagać nie wpadać w petle. masz coś w dłoni, czujesz wagę - to moze jakoś zakotwicza 😛
Kamień to dobry pomysł ale moim zdaniem ważniejsza jest intencja ktora w niego wkladasz. Sama turmalin mam od lat przy talii i zawsze poświęcam go pod pełnię. Bez tego to tylko minerał, nic więcej. Czy wy wogole poświęcacie swoje przedmioty?
eh, wracając do Kasiulki i Pustelnika odwróconego - to uczucie wstydu kture opisałaś jest bardzo znaczące. pytanie czy wstyd jest za to że "dałaś się przylapac na izolacji" czy za coś innego? bo Pustelnik odwrócony może też oznaczać że izolacja zaczyna byc wyborem, a nie koniecznością, i że sama to czujesz
Sluchajcie a czy nie jest tak że tarot dla osoby zyjacej samotnie po prosttu z zalozenia będzie dawał inne karty niż osobie ktura ma wokol siebie dużo ludzi? Bo w sumie twoje zycie twoje pytania, twoja energia - to wszystko musi jakoś wplywac na to co wyciągasz nie?
Ja mam wrażenie że odkąd mieszkam sam to pytam kart o rzeczy ktorych nigdy wcześniej bym nie pytał. Kiedys miałem z kim porozmawiać. teraz jak mam wątpliwość to idę do kart. i hyba o to właśnie chodzi w tym wątku, tak? Że samotność zmienia sposób w jaki używamy tarota
I tu wracamy do sedna - tarot staje się dla osoby żyjącej samotnie czymś innym niż dla kogoś kto ma codziennie kontakt z ludźmi. Pytanie które warto sobie postawić wprost brzmi: co wyciągasz z kart czego nie możesz dostać inaczej? Jeśli odpowiedź to "potwierdzenie że jestem ok" albo "poczucie że ktoś odpowiada" - to jest sygnał do refleksji, nie powód do wstydu.
Oj, no właśnie ale co jeśli naprawde nie ma tego kogos? Latwo powiedzieć "karty nie zastąpią czlowieka" ale jak nie masz wokól nikogo bliskiego to co? Masz po prostu nie pytac kart? To wydaje mi się troche surowe.
Czytam to i czuję że opisujecie dokladnie mój stan. Ostatnio mam wrazenie że całe moje zycie stało sie jednym wielkim rytuałem i nic nie jest już naturalne. wstaję ciągnę kartę, interpretuję planuje dzien wokol tego co wyciagnelam. to chyba nie powinno tak wyglądać?
To co opisujesz brzmi jak sytuacja gdzie karta przejela funkcję decyzyjną. Pytanie do ciebie - czy zdarzylo ci się zignorować kartę i zrobić coś po swojemu? Albo inaczej: czy mozesz sobie wyobrazić podjecie decyzji bez ciągnięcia karty?
To jest naprawdę ważne co mówi Pelagiusza. Jedna karta w tygodniu do jednej karty dziennie to jeszcze rozumiem ale jesli karta zaczyna organizowac ci cały dzień to to jset już coś innego. Frezja, twoje notatki - czy one pomogły ci zobaczyć kiedy saa przekroczyłaś tę granicę? 🙂
Ojejku, ale czy to nie jest tak ze jak mieszkasz sam to potrzebujesz jakiegos rytmu? ja tez ciagne karte rano i nie wydaje mi sie ze to jest zle to jak kawa. czy naprawde chodzi o to ile razy, czy o co innego? 🙂
Mam wrażenie że w tej rozmowie miesza się kilka różnych problemów. jedno to nadmierne ciąganie kart, drugie to emocjonalna zależność od nich, trzecie to samotność która leży pod tym wszystkim. To nie jest to samo, chociaż u jednej osoby moga występować naraz. Pelagiusza, kture z tych trzech najbardziej do ciebie przemawia?
Nie brzmi absurdalnie. Ja miałam to samo z Pustelnikiem - jakbym czuła że ta karta "mnie widzi". I to jest piękne, ale też niepokojace właśnie dlatego że karta to kawałek papieru. Cokolwiek ona "widzi", to twoja własna projekcja. I pytanie czy to jest problem - że piszesz własne rozumienie przez karte?
Ale chwila czy naprawdę to jest tylko projekcja? Karty są nośnikime energii i symboli, które nie są naszym wymysłem. Archetypów nie wymyśliłyśmy same. Moze właśnie dlatego karta "widzi" - bo trafia w coś prawdziwego?
Właśnie - bo nawet jeśli karty "dzialaja" to pytanie Vladiego nadal stoi. co z nich wyciagasz czego nie możesz dostać inaczej. Trafna diagnoza sytuacji to jedno ale poczucie że jesteś rozumiany - czy to naprawde możesz dostac tylko od kart? 🙂
