To 'gdzieś pomiędzy' to jest chyba to miejsce, w którym ja się teraz znajduję. Nie szukam przepowiedni, ale też nie jestem gotowa na terapię - albo raczej jestem w trakcie szukania, to długa historia. Karty przyciągają mnie właśnie dlatego, że mogę to robić w swoim tempie, sama, bez tłumaczenia się. Czy to ma wogóle sens?
To ma bardzo duży sens. I jest coś ważnego w tym, co mówisz - 'w swoim tempie, bez tłumaczenia się'. Przy zaburzeniach jedzenia kontrola jest często jedynym miejscem, gdzie człowiek czuje się bezpieczny. Praca z kartami samodzielnie daje coś podobnego - decydujesz, kiedy, ile, jak głęboko. To nie jest ucieczka od pracy nad sobą, to może być pierwszy krok do niej.
Dziękuję, że to powiedziałeś Igorek93 bo ja też tak myślę o sobie i nie umiałam tego nazwać. Mam pytanie - czy jest jakiś sposób, żeby zacząć pracę z kartami i samodzielnie pilnować, żeby nie wejść za głęboko w coś trudnego? Jakiś 'stop'? Nie wiem, czy dobrze pytam.
Dziękuję Heliodor, to naprawde dużo daje. To z intencją przed sesją - 'patrzę tylko na to, co jest teraz' - to jest własnie to, czego szukałam. Ale mam jedno pytanie, bo nie do końca rozumiem: co robisz kiedy karta jest na pozór neutralna, ale w środku czujesz, że coś ją ciągnie w złą stronę? Czyli teoretycznie Puchar, ale twój wewnetrzny głos interpretuje go jakoś... ciemniej? :))
To bardzo dobre pytanie i nieoczywiste. Kiedy to się zdarza, zazwyczaj prosze siebie o zatrzymanie i pytam: 'skad ta interpretacja, co we mnie ją tworzy?' Karta nie jest zła. Ale twoja reakcja na kartę mówi coś o tym, gdzie jesteś teraz. To nie powód żeby sesję przerywać, ale dobry moment, żeby zapisac to, co poczułaś, i nie analizować dalej tego dnia 🙁
Ja to rozpoznaję u siebie trochę inaczej - kiedy zaczynam zadawać sobie to samo pytanie o kartę drugi i trzeci raz, to jest dla mnie sygnał, że coś mnie ciągnie, a nie że szukam znaczenia. Zazwyczaj wtedy odwracam kartę, robię trzy oddechy i wychodzę z miejsca, w którym siedziałam. Zmiana fizyczna pomaga mi przerwać ten mechanizm. Nie wiem, czy to działa dla innych, ale u mnie tak. ^^
Czytam to wszystko i zastanawiam się - czy te sygnały, o których mówicie, czyli to fizyczne reagowanie, ciągłe wracanie do jednej karty - są specyficzne dla osob z zaburzeniami jedzenia? Czy każda osoba powinna tak uwazać na sesji? Bo zaczynam się zastanawiać, czy to nie jest po prostu dobra praktyka w ogóle
Ale czy my nie robimy tu czegoś problematycznego? Cały czas rozmawiamy o osobach z zaburzeniami jedzenia jak o grupie jednorodnej. A to jest spektrum, różne diagnozy, różne etapy, różna historia. Ktoś, kto ma to od dwudziestu lat i jest po kilku hospitalizacjach, jest zupełnie gdzie indziej niż ktoś, kto dopiero zaczyna rozpoznawać, że coś jest nie tak.
Mogę się tu wtrącić? Bo czytam i mam wrażenie, że ta rozmowa o grupach i spektrum jest ważna, ale troche odpłynęła od tego, od czego ja zaczęlam. ja pytałam konkretnie o karty, które mogą wspierać. I - szczerze - te sygnaly, o których mówicie, sa dla mnie bardzo użyteczne. Ale nadal nie wiem, od której karty albo od którego rozkładu zacząć. Czy ktoś może wrócić do tego?
no, stefcia ma rację, wróćmy. Jeśli mialabym zaproponowac absolutny start dla kogos, kto dopiero wchodzi w tę pracę i robi to samodzielnie - wyciągnęłabym ze swojej talii tylko Puchary i z nich pracowała przez pierwsze kilka tygodni. A konkretnie zaczęlabym od Asa Pucharow, Dwójki i Czwórki. Są spokojne energetycznie i dotykaja tematów które przy zaburzeniach jedzenia są często zamkniete: przyjmowanie, relacja z sobą, potrzeba odpoczynku.
Mam pytanie do tego, co Heliodor zaproponowała z tymi trzema kartami. Czy pracujesz z nimi jako spredem, czy jedna po jednej w oddzielnych sesjach? Bo to robi dużą różnicę dla tempa, myślę.
Przepraszam że wchodzę, bo obserwuję ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie które może być troche z boku. Mówicie o Pucharach jako bezpiecznym kolorze - ale ja kiedy wyciągam Puchary, bardzo często płaczę. Nie wiem, czy to dobra reakcja czy nie. Czy płakanie przy kartach to jest coś 'normalnego' w tym kontekście?
To, o czym mówi Apolonia, ma swoją nazwę w psychologii - mierzy się tym, czy doświadczenie było regulujące, czy dysregulujące. I to jest dokładnie ten sam miernik, który warto stosować do pracy z kartami w tym kontekście. Nie pytasz: czy było trudno. Pytasz: czy po tej trudnosci jest we mnie więcej, czy mniej miejsca
To 'więcej czy mniej miejsca' to bardzo piękne sformułowanie i naprawde coś mi wyjaśnia. Mam pytanie do Igorka albo do kogokolwiek, kto to czuje - jak to rozpoznać u siebie kiedy się jest na początku i jeszcze nie ma się tego języka do opisania własnych stanów?
no cóż, to 'więcej czy mniej miejsca' naprawde dużo zmienia w rozumieniu tego, co się dzieje po sesji. Diamencik pyta jak rozpoznać ten stan, kiedy nie ma się jeszcze języka - i myślę, że to jest właściwe pytanie, bo tego języka nie nabywa się przed praktyką, tylko w trakcie. Ale jest jeden skrót: zanim zaczniesz sesję, zatrzymaj się na chwilę i sprawdź, jak oddychasz. Potem po sesji zrób to samo. Nie analizuj, tylko porównaj. To jest punkt wyjścia, zanim pojawi się cokolwiek bardziej złożonego. ^^
To co opisuje Diamencik, jest dokładnie tym, od czego warto zaczynać. nie od znaczeń z książki, tylko od tego, gdzie ląduje wzrok. i woda z Asa Pucharów - to jest bardzo konkretny obraz. Możesz sobie zadać jedno pytanie: ta woda wylewająca się - czy dla ciebie ona spada w dół z rozmachem, czy sączy się powoli? To nie jest test, to jest ćwiczenie zauważania, jak ta sama karta może brzmieć różnie w różne dni.
Chcę wrócić do wątku o Pucharach jako kolorze, od którego się zaczyna. Heliodor wcześniej wymieniła Asa, Czwórkę i jeszcze jedną kartę, ale post się urwał. Której karty to dotyczyło? Bo pracuję z różnymi osobami i zastanawiam się, czy ta trzecia karta nie jest przypadkiem Dziesiątką.
Wchodzę w tę dyskusję o Szóstce i Dziesiątce bo mam inne zdanie. Szóstka Pucharów to nostalgia, wspomnienia, dzieciństwo - i to nie jest prosta karta dla kogoś z zaburzeniami jedzenia. Bardzo często te doświadczenia sięgają właśnie tamtego okresu. Mam wrażenie, że Heliodor to wie, więc jestem ciekawa, co miała konkretnie na myśli.
Czytam o tej Szóstce i mam mieszane uczucia. Bo ja akurat lubię tę kartę, jest dla mnie... nie wiem jak to opisać... cicha? Ale rozumiem co Franciszka mówi. Czy to znaczy, że karta, która mi się podoba, może jednocześnie być tą, która mnie czegoś nie pozwala zobaczyć?
To jest naprawdę dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Karta, ktura nam 'leży', może być zarówno zasobem, jak i miejscem, w którym utknęliśmy. Zależy, co z nią robimy. Czy ta cisza przy Szóstce to spokój, czy nieobecność?
To rozróżnienie między spokojem a nieobecnością - czy mogłabyś to rozwinąć? Bo nie jestem pewna, czy je rozumiem. Dla mnie cisza zawsze była czymś dobrym, ale teraz zastanawiam się, czy zawsze tak powinnam na nia patrzeć.
Przepraszam że wchodzę z innym wątkiem, ale właśnie sobie przypomnę coś, o co chciałam zapytać wcześniej. Mówiłyście o talii - czy to ma znaczenie, jakiej konkretnej talii się używa? Pytam, bo mam dwie i jedna z nich ma bardzo różniące się Puchary pod względem klimatu i kolorystyki.
To co Patrycelka opisuje z tą realistyczną talią, jest ważną informacją. Na początku tej pracy Rider-Waite albo podobna symboliczna talia jest często bezpieczniejsza właśnie dlatego, że jest pewien ikoniczny, niemal ilustracyjny dystans. Realistyczne twarze i ciała w kartach mogą uruchamiać zupełnie inne mechanizmy, szczególnie dla osób, których doświadczenie wiąże się właśnie z ciałem.
oj tam, wracając do sedna tej rozmowy - bo zaczęlysmy od Stefci i tego, co piszesz o Szóstce. Chcę sie upewnić, że rozumiemy to samo przez 'ciszę'. Piszesz, że ta karta jest dla ciebie cicha. Ale czy to cisza, ktura coś w sobie ma - jak cisza po głebokim oddechu - czy raczej taka, gdzie czegos nie słychac, bo się wyłączylaś? 😉
Właśnie siedzę z tym pytaniem i nie wiem. Może dlatego mnie ta karta tak przyciąga, ze tam nie musze wiedzieć? Ale to brzmi już jak odpowiedź na pytanie Franciszki, nie?
Tak brzmi. I powiem wprost - nie oceniam tego, bo to jest coś, co warto zobaczyć, a nie zmieniać na siłę. Ale to, że karta daje ci poczucie 'nie muszę wiedzieć', to jest informacja. Pytanie brzmi - czy chcesz z tej karty czerpać, czy chcesz się w niej schować? :/
Czytam tę rozmowę i mam wrażenie że to jest coś, z czym ja też się mierzę. Czy można tę samą karte mieć jednocześnie jako zasobi i jako miejsce ucieczki? Bo jak słyszę to rozróżnienie, to nie wiem, do ktorej kategorii należy moja relacja z Asem Pucharów.
