Zaczęło się od tego, że postanowiłem przepracować całe Wielkie Arkany jako ścieżkę inicjacyjną - po jednej karcie tygodniowo, z medytacją, dziennikiem i prostym rytuałem wieczornym. Głupota? Może. Ale po trzech tygodniach zauważyłem coś niepokojącego: mam problem ze snem. Budzę się między 2 a 3 w nocy, nie mogę zasnąć przez godzinę, dwie. Byłem przy Kapłance, Cesarzowej i Cesarzu. Czy to zbieg okoliczności, czy karty rzeczywiście otwierają coś, co potem nie daje spokoju? I czy rytuał wieczorny to dobry pomysł, skoro mam takie efekty?
To bardzo ciekawy przypadek, ale zanim odpowiem cokolwiek - powiedz mi więcej o tym rytuale wieczornym. O której godzinie go robisz co dokładnie robisz i czy pracujesz z kartami bezpośrednio przed snem, czy masz jakiś odstęp czasowy?
Brak zamykania przestrzeni to klasyczny błąd przy regularnej praktyce. nie chodzi o żaden dramatyczny rytuał, ale jeśli świadomie otwierasz się na energie karty i wchodzisz w głębszą kontemplacje, a potem po prostu gasisz swiece i idziesz spać - to troche jak zostawianie okna otwartego na noc. Pytanie do ciebie: masz wrażenie, że te przebudzenia w nocy są 'puste', czy cos ci chodzi po głowie? Jakieś obrazy, myśli, odczucia?
ej, to co opisujesz przy Cesarzu to jest bardzo typowa reakcja na tę kartę przy głębszej pracy. Cesarz potrafi wyciągać właśnie tematy kontroli, autorytetu, tego co zostało nierozliczone z ojcem albo z własną pozycją w życiu. nie powiedziałabym, że coś poszło źle - raczej że coś działa. Ale godzina przed snem to rzeczywiście niedobry czas na takie sesje. Masz możliwość przesunięcia tego na rano?
Też zaczynam pracę z tarotem i nie wiedziałem, że pora ma znaczenie. A co zmienia praca rano zamiast wieczorem? Chodzi o to, żeby mieć czas na przetrawienie w ciągu dnia?
matko, dorzucę coś ze swojej strony, bo ja nie pracuję z tarotem, ale ze snami i mam podobne obserwacje. Intensywna praca z symbolami tuż przed snem bardzo często skutkuje przebudzeniami własnie w środku nocy, szczególnie około 3. To nie musi być nic niepokojącego samo w sobie, ale organizm sygnalizuje, że dostał za dużo materiału do przetworzenia. Lucjan, czy te przebudzenia sa nieprzyjemne, czy raczej takie... aktywne?
Mam w notatkach podobny przypadek - kolezanka robiła pracę z Kołem Fortuny przez dwa tygodnie i miała dokladnie to samo. Przerwa na kilka dni, zmiana pory i dodanie zamknięcia sesji zrobiły różnicę. Ale mam pytanie do was - czy przy sekwencyjnej pracy przez Wielkie Arkany w kolejności powinno się je robić jeden po drugim bez przerwy, czy są jakieś 'przystanki', przy których warto się zatrzymać dluzej?
Właśnie - przy Wieży to ja sama stanęłam na dobre trzy tygodnie, bo nie byłam gotowa iść dalej. Próbowałam, ale kolejna karta dosłownie nie chciała mi wejść w żaden sposób, nic nie przychodziło podczas medytacji. Wróciłam do Wieży i wtedy coś się otworzyło. Lucjan, czy przy Kapłance i Cesarzowej czułeś, że skończyłeś z nimi, zanim przeszedłeś do Cesarza?
Tu się zgadzam. Plan tygodniowy to dobra struktura na start, ale Wielkie Arkany to nie jest kurs z harmonogramem - one dają tyle ile są gotowe dać i tyle ile ty jesteś gotowy przyjąć. Jeśli Kapłanka nie skończyła mówić, wróć do niej. To nie regres, to rozsądek.
Przepraszam że wchodzę ale chce się upewnić że dobrze rozumiem - wy mówicie, że karty można traktowac jako coś z czym się aktywnie pracuje przez dłuższy czas, a nie tylko ciągnie i interpretuje? Czyli to całkowicie inna praktyka niż klasyczne wrużenie?
Ja bym tu jednak zaznaczył, że przy takim głebokim rytuałowym podejściu do kart naprawde trzeba wiedzieć co się robi. Bez odpowiedniego przygotowania energetycznego można sobie narobić szkody. Lucjan, te problemy ze snem to sygnal, ze pracujesz powyzej swojego aktualnego poziomu. Polecam calkowite zatrzymanie praktyki na minimum dwa tygodnie i dopiero zacząć od nowa, ale tym razem z właściwym przygotowaniem.
no, o rany, bardzo dziękuję za tę rozmowę, tyle się uczę! Mam pytanko - a to zamknięcie sesji, o którym mówicie, to co to konkretnie znaczy? Coś się mówi, robi jakiś gest? Bo sama też ostatnio ciągam karty wieczorem i nie wiedziałam, że to może mieć znaczenie.
Schowanie karty to dobry element zamknięcia, ale warto żeby to był świadomy ruch, nie mechaniczny. Różnica jest między 'odkładam bo skończyłam' a 'po prostu sprzątam'. Umysł reaguje na intencję, nie na sam gest. Lucjan, wracając do ciebie - masz już jakiś pomysł co zrobisz z tą Kapłanką? Wrócisz do niej przed pójściem dalej?
Chyba tak. Im więcej o tym czytam tutaj, tym bardziej czuję że pójście do Cesarza było przedwczesne. Kapłanka zostawila we mnie coś niedomkniętego i Cesarz po prostu to wyciagnał na wierzch w niezbyt komfortowy sposób. Pytanie tylko czy wracam doslownie do Kapłanki, czy robię jakieś przejście między nimi, zatrzymuję się na Cesarzowej jako buforze?
a co czujesz gdy myślisz o Cesarzowej? Intuicyjnie, bez analizy. Czasem to samo wskazuje gdzie iść. Ja przy swoim zastoju z Wieżą nie planowałam - po prostu pewnego ranka sięgnęłam po kartę i wiedziałam, że ona, nie następna w kolejności.
Hej, przepraszam że przerywam, ale chcę się upewnić - wy mówicie o fizycznym wracaniu do kart kture już były opracowane, tak? czyli ta sekwencja nie jest sztywna, można skakać do tyłu? Myślałem że robi się to po kolei
Ciekawi mnie jedna rzecz w tym co opisuje Lucjan - te obrazy przy zasypianiu, to jeziora przy Kapłance, cos przy Cesarzu. Czy to były obrazy z samych kart, czy twoje własne, prywatne? Bo to robi sporą różnicę. Karta moze uruchamiać materiał symboliczny ktury jest stricte z jej archetypu, albo moze otwierac twój własny, prywatny materiał który z archetypem tylko pasuje. To dwa rózne procesy. :))
no właśnie, i to jest ważne. Kiedy karta otwiera twój wlasny materiał, to już nie jest praca z archetypem jako takim - to jest praca ze sobą przy użyciu karty jako lustra. To bywa głebsze, ale też bardziej destabilizujące. I to tlumaczy czemu sen jest rozbity - nie przetwarzasz symboli, przetwarzasz wspomnienia i emocje
Dorzucę z innej strony bo myślę że to ważne. Jeśli przy Cesarzu wychodzi konkretny, osobisty materiał - relacje, autorytety, przeszłość - to układ nerwowy i energetyczny robi naprawde ciężką robotę. Czakra słoneczna splotu jest wtedy mocno aktywna, i często to się przekłada dokładnie na to co opisujesz: niemożność wyciszenia wieczorem, natłok myśli, przebudzenia. To nie jest problem z kartami, to jest problem z odprowadzeniem tej energii zanim idzie się spać.
Ta sprawa gruntowania to hyba największa luka w tym jak większość z nas zaczyna pracę z kartami. Mam notatki z kilku różnych podejść do pracy sekwencyjnej i w żadnym z nich nie było wprost napisane co robić z ciałem po sesji. Skupiały się na tym co przed i w trakcie xd
To prawda, w wielu tradycjach rytuałowych gruntowanie to osobna umiejętność której uczy się zanim wogóle zaczyna się pracę z symbolami. Tyle że tarot jest często traktowany jako coś bezpiecznego i niewymagającego przygotowania, bo to 'tylko karty'. I potem mamy dokładnie takie sytuacje jak tutaj.
Mam pytanie kture mnie gnębi przez całą tę rozmowę - jak w ogóle wygląda taka praca z jedną kartą przez tydzień? Siedzicie z nią codziennie, robicie medytację, piszecie dziennik? Bo ja wyobrażam sobie że biorę kartę do ręki i patrzę, ale to hyba nie o to chodzi.
Czytam tę rozmowę od początku i mam takie głupie pytanie - czy można mieć te intensywne reakcje też przy snach związanych z kartami, bez robienia żadnej celowej medytacji? Bo ostatnio po prostu dużo czytam o tarocie i mam sny z kartami.
Tak, sny przy pracy z Wielkimi Arkanami to osobny temat. Część tradycji traktuje je jako drugi poziom pracy - karta działa za dnia, ale podświadomość przetwarza ją nocą i czasem to co we śnie jest ważniejsze niż sama medytacja. Pytanie do Lucjana - czy te sny przy Cesarzu miały jakiś konkretny nastrój emocjonalny? Strach, gniew, coś innego?
To co opisuje Lucjan - to napiecie 'wiem ale udaję że nie wiem' - to jest klasyczna energia Cesarza zderzona z materiałem ktorego nie chcemy dotknąć. Cesarz jako archetyp mówi: popatrz na to jasno, nazwij to, ustal porządek. Ale żeby to zrobić, najpierw trzeba przyznać że bałagan istnieje. I właśnie to jest ta bezsennośc - nie karta, tylko opór przed tym co karta wywołuje.
Dobre rozróżnienie Czaromiry, ale dodam że to też może być kwestia czasu. Bezpośrednio po sesji często jest sama ciężkość bez kierunku, a kierunek pojawia się po kilku dniach. Lucjan, ile czasu minęło od ostatniej pracy z Cesarzem do momentu gdy zaczęła się bezsenność?
ehh, to opóźnienie jest znaczące. Trzy dni to czas w którym materiał może się przesunąć z poziomu świadomego przetwarzania do głębszego, i wtedy ciało zaczyna reagować inaczej. Energetycznie to jakby sesja nadal trwa, tylko już nie przy stole z kartą, tylko gdzieś głębiej. Lucjan, czy w tych trzech dniach robiłeś cokolwiek co mogłoby ten materiał dalej aktywować? Czytałeś o Cesarzu, rozmawiałeś z kimś, cokolwiek? 😛
