Dołączę się do tego, bo sama miałam etap, kiedy pewna karta była dla mnie właśnie tym - spokojnym miejscem, do ktorego wracalam, nie wiedząc, że trochę się w niej gubiłam. Dopiero ktoś z zewnątrz mnie zapytał, dlaczego zawsze ta jedna. I to pytanie zrobiło robotę. Stefcia - czy ktoś patrzy z tobą na te karty, czy robisz to sama?
hmm, sama. I chyba właśnie to jest problem, bo nie mam punktu odniesienia. Nie wiem, czy to, co czuję przy kartach, jest 'normalną' pracą z nimi, czy już czymś innym.
To jest ważne, co mówisz. Czy przez 'normalną pracę' rozumiesz jakiś wzorzec, który gdzieś widziałaś, czy masz na myśli coś konkretnego, co czujesz, że robi ci to lepiej albo gorzej?
Chcę zapytać o coś pobocznego, ale może ważnego. Wcześniej w wątku pojawił się temat tych kart w kontekście zaburzeń jedzenia, a potem dyskusja poszła bardzo w stronę 'jak pracować z konkretną kartą'. Czy ktoś mógłby powiedzieć - czy w ogóle jest coś, na co trzeba uważać, używając tarota, kiedy się jest w takim miejscu zdrowotnie? Bo ja tego nie wiem i boję się, że pominęłyśmy coś ważnego. :>
Zgadzam się z Heliodor, ale chce dodać jedną rzecz. Przy zaburzeniach jedzenia bardzo często jest też kwestia kontroli - i tarot jako praktyka, gdzie 'nie ma złych kart', może być dla niektórych osób trudny wlaśnie z tego powodu. Bo jeśli ktos szuka struktury i pewności, to otwartość tarota może być dezorientująca. Nie wiem, jak to jest u Stefci - stąd pytanie: czy szukasz w kartach odpowiedzi czy raczej czegoś innego? ^^
Muszę się tu wtrącić, bo moim zdaniem za bardzo komplikujecie ten temat. Tarot to tarot - czy ktoś ma zaburzenia jedzenia, czy nie, karty działają tak samo. Symbolika jest symbolika. Nie sądzę, żeby trzeba było tak bardzo ostrożnie dobierać karty. Ważniejsze jest intencja, z jaką się siada do sesji. :>
