Nie wiem od czego zaczać, ale spróbuję. Zmagam się z zaburzeniami jedzenia od kilku lat i ostatnio zaczęlam sie interesować tarotem jako czymś, co mogłoby mi pomóc lepiej rozumieć siebie. Problem w tym że dorastałam w środowisku, gdzie tarot był absolutnie zakazany - religia, dom, wszystko to wskazywało, że to coś złego. Teraz jestem dorosła i zastanawiam się, czy mogę sobie na to pozwolić. Czy jest coś w kartach, co mogloby wspierać proces zdrowienia? Konkretne karty, na które warto zwrócić uwagę? Czuję się trochę zagubiona i nie wiem, czy w ogóle pytam o właściwą rzecz.
To wazne pytanie i dobrze, że je zadajesz. Zanim przejdę do kart - chce się upewnić, ze dobrze rozumiem twoja sytuację. Mówisz o zaburzeniach jedzenia - czy masz przy tym jakieś wsparcie, terapeutę, lekarza? Pytam, bo tarot może byc pomocnym uzupełnieniem, ale nie zastąpi profesjonalnej pomocy, i nie chciałabym, żebyś szła w złym kierunku. Co do pytania o religie i pozwolenie sobie na to - to temat, ktury tutaj często wraca i mam sporo do powiedzenia
Kwestia religijna to jedno, ale mnie bardziej ciekawi ten wątek ze zdrowiem. Karty przy zaburzeniach jedzenia to specyficzny temat i myślę że warto podejść do tego ostrożnie. Nie dlatego, że coś jest złe, ale dlatego, że w takim momencie można przyciągnąć do siebie karty które mocno konfrontują, i to może nie zawsze dobrze wyjść. Które talie rozważasz? Bo to ma znaczenie.
to bardzo dobrze, że terapeutka jest w obrazie. To zmienia postać rzeczy. Skoro szukasz czegoś do samorozumienia, a nie przepowiadania - jest kilka kart w Wielkich Arkanach, które bardzo często pojawiają się w kontekście pracy z ciałem i relacją z sobą. Gwiazda to pierwsza, ktura przychodzi mi do głowy - spokój, odbudowa po trudnym czasie, kontakt z wlasnym ciałem bez osądzania. Cesarzowa tez, ale to może byc trudna karta przy zaburzeniach jedzenia, bo mocno wiąże się z cielesnością i przyjemnością płynącą z ciała. Zastanawiam się, czy nie zacząć od czegoś łagodniejszego 😉
hmm, słuchałam i mam pytanie, bo sama uczę się tarota - skąd wiadomo, która karta jest 'trudna' a która łagodna? Czy to kwestia symboliki, czy chodzi o to, co karty wywołują emocjonalnie? Bo rozumiem, że Gwiazda kojarzy się z pokojem, ale czy przy trudnych emocjach to nie jest po prostu subiektywne? 🙂
Czytam to z dużym zainteresowaniem. Nigdy nie myślałam o tarocie pod tym kątem, bardziej jako o narzędziu do samopoznania w trudnych okolicznościach zdrowotnych. Czy jest jakaś talia, ktura jest uznawana za bardziej 'delikatną', jeśli można tak to nazwać? Słyszałam o tarocie Rider-Waite jako klasyce, ale nie wiem, czy to dobre miejsce do zaczynania przy takim bagażu emocjonalnym.
Moim zdaniem talia nie ma aż takiego znaczenia jak intencja. Jak ktoś idzie do kart z jasnym pytaniem, to i z klasycznego Rider-Waite dostanie to, czego szuka. Zresztą przy zaburzeniach jedzenia pewnie chodzi bardziej o Małe Arkana i to, co się dzieje w codziennym życiu, niż o wielkie symbole.
Chcę dodać coś ze swojego doświadczenia. Przez chwilę pracowałam z tarotem podczas terapii - nie sama, ale terapeuta zaproponował ćwiczenie, żeby wybrać kartę, ktura 'opisuje mój stosunek do ciała'. Wybrałam Wisielca. Totalnie mnie rozłożyło, ale w dobrym sensie - zobaczyłam, jak bardzo patrzę na siebie z góry, z dystansem, jakbym była zawieszona. To był moment przełomowy. Nie wiem, czy to odpowiada na pytanie ale chciałam pokazać, że karty jako punkt wyjścia do refleksji, nie jako przepowiednia, mogą działać bardzo konkretnie
Czytałam gdzieś o układach jednokartowych, gdzie każdego ranka wyciągasz jedną kartę i pytasz 'co dzisiaj potrzebuję zobaczyć'. To hyba najprostsze wejście. Nie wiem jednak, czy to wystarczy przy poważniejszej pracy.
Wchodzę w temat bo to ważna rozmowa. Ten układ, ktury opisała Runika, jest dobry, ale chcę zapytac o coś innego - skoro masz terapeutkę, to moze warto byłoby jej pokazać taki uklad i porozmawiać o tym razem? Karty moga otwierać bardzo glębokie rzeczy i przy zaburzeniach jedzenia czasem to co widzisz w kartach, potrzebuje miejsca, żeby to przepracować. Nie mowie, zebys czekała z kartami, ale żebyś miała kogoś, z kim to przetworzysz.
To poczucie, o którym piszesz na końcu, jest bardzo powszechne i myślę, że zasługuje na osobną chwilę. Wiele osób, kture dorastały w tradycjach zakazujących tarota, zaczyna tę pracę z ogromnym lękiem. Ale jest ważne rozróżnienie - czy boisz się że to 'złe' dlatego, że naprawdę tak myślisz, czy dlatego że tak cię nauczono? To nie jest to samo. Karty to system symboliczny, nie pakt. Decyzja, czy z nich korzystać, należy do ciebie 😉
ojejku, to, o czym napisał Heliodor, bardzo mnie zatrzymało. Właśnie to pytanie - czy boję się że to 'złe' samo w sobie, czy boję się reakcji ludzi z tamtego środowiska - siedzi we mnie odkąd zaczęłam o tym myśleć. I szczerze? Nie wiem. Może jedno i drugie, ale nie umiem ich rozdzielić. Jak wy to u siebie odróżnialiście?
To bardzo trudne pytanie, bo te dwie warstwy lęku często są ze sobą splecione. U mnie trwało to naprawde długo, zanim zrozumiałam że właściwie boję się konkretnych ludzi, a nie abstrakcyjnego 'zła'. Ale mam pytanie - kiedy bierzesz karty do ręki albo w ogóle o nich myślisz, to co czujesz w ciele? Bo to czasem mówi więcej niż myslenie.
Przepraszam że wchodzę - Cesarzowa mnie też zawsze trochę uwiera i nie mam zaburzeń jedzenia więc to chyba nie jest tak że karta działa samo przez się? Ale mam pytanie do bardziej doświadczonych - czy w takim razie w ogóle polecacie Wielkie Arkana na start, skoro mogą tak mocno uderzyć?
oj, nie wiedziałam że można tak pracować z kartami - bez losowania. To brzmi bardziej jak ćwiczenie wizualizacji niż wrużenie. Ale mam pytanie - czy w takim razie ta praca ma coś wspólnego z tradycyjnym tarotem, czy to już jest coś innego?
Tylko uwaga - to, co mówi Heliodor, jest poprawne historycznie, ale nie ma potrzeby uzasadniać tej praktyki historią żeby była 'legalna'. Jeśli komuś pomaga patrzenie na obraz i refleksja nad nim, to jest to wartościowe bez względu na to, jak to nazwiemy. Mam wrażenie, że w tym wątku trochę szukamy usprawiedliwień dla czegoś, co po prostu może być pomocne.
To, co opisujesz, to nie jest tylko kwestia religijnego tła - to jest schemat, który przy zaburzeniach jedzenia pojawia się bardzo często. Szukanie zewnętrznego pozwolenia na to, żeby coś zrobić dla siebie. Nie mówię, żeby traktować karty jako terapię ale samo zauważenie tego mechanizmu - że potrzebujesz 'pozwolenia' - to już jest ważna informacja. Czy rozmawiałaś o tym z terapeutką?
Ja chciałam tylko powiedzieć, że to, co opisuje Stefcia62, jest mi bardzo znajome i też długo szukałam pozwolenia. U mnie to było inne tło, ale ten mechanizm chyba jest podobny. Nie wiem, czy karty mi w tym pomogły, bo sama nie wiem, od czego zacząć, ale czytam ten wątek z dużą uwagą.
Czytam i chcę zapytać o coś konkretnego - ta rozmowa jest o kartach przy zaburzeniach jedzenia, ale jeszcze nikt nie powiedział wprost, które karty są wspierające a które lepiej omijać. Czy jest jakaś lista albo coś?
Bardzo dziękuję za tę rozmowę, naprawde dużo tu sie dzieje. Chciałam zapytać - Stefcia62 wspomniała na początku, że dorastała w religii, która zabrania. Czy ktoś może z was przechodził przez coś podobnego i może powiedzieć, jak sobie z tym poradzil? Bo mam wrażenie, że to jest osobny, duży temat. ^^
Stefcia62, to, co napisałaś o sploteniu ciała, jedzenia i religii w jedno - to jest bardzo ważne zdanie i myślę, że warto przy nim zostać. Bo praca z kartami dotykającymi ciała to jedno, ale jeśli religia też definiowała ciało jako źródło grzechu albo winy, to każda karta pokazująca ciało działa na kilku warstwach jednocześnie. Cesarzowa akurat jest tego świetnym przykładem. Pytanie - czy w tej religii ciało było czymś, o czym się nie mówiło, czy raczej czymś aktywnie napiętnowanym?
ojejku, właśnie to połączenie - kontrola jako cnota religijna i kontrola jako mechanizm zaburzenia - jest czymś, o czym mówi wielu specjalistów pracujących w tym obszarze. I to nie jest zbieżność przypadkowa. Mam pytanie, bo jest ważne dla tego, jak myśleć o kartach w tym kontekście: czy masz teraz jakieś wsparcie terapeutyczne? Nie mówię, żeby bez niego nie dotykać kart ale to zmienia to, jak bezpiecznie można z nimi pracować.
A wroćmy na chwilę do tego, od czego Patrycelka zaczęła kilka postów wyżej - pytania o Wielkie Arkana. Bo myślę, że to pytanie jest nadal otwarte. Heliodor zaproponował karty Małych Arkanow na start, ale co konkretnie? Który kolor, które karty? Bo Miecze też nie są neutralne przy takich tematach. :>
Ale to trochę tak, jakbyśmy selekcjonowali tarot pod konkretną diagnozę. Tarot to tarot, nie protokół medyczny. Jeśli ktoś wyciągnie kartę Buław i poczuje presję - to jest informacja, nie zagrożenie. Dlaczego zakładamy, że ta informacja jest zła?
Mogę się wtrącić z głupim pytaniem? bo czytam i mam wrażenie, że cały czas zakładamy, że ktoś pracuje z kartami sam. a co jeśli ktos robi to z inną osobą, która zna karty? Czy to zmienia te wszystkie ostrożności, o których mówicie?
ehh, a skąd wogóle wiadomo, czy ktoś taki umie pracować w tym kontekście? Czy są jakieś sygnały, na kture warto zwrócić uwagę zanim się zdecyduje na sesję z kimś?
matko, ja szczerze mówiąc nie wiedziałam, że sesja z kimś może być tak inaczej skonstruowana. Myślałam że tarocista po prostu czyta karty i tyle. To co opisuje Runika brzmi bardziej jak... nie wiem, jak to nazwać. Coś pośredniego?
