Dosia, ale to trochę zakłada że 'dobra' interpretacja musi być niewygodna. A co jeśli ktoś z lękiem społecznym akurat potrzebuje czegoś uspokajającego i karta to daje? Czy wtedy automatycznie zakładamy że kłamie sobie?
Ale jak to rozróżnić w praktyce? Mówię serio, bo jak patrzę na kartę, to nie wiem, skąd bierze się moja interpretacja - z karty czy z głowy.
To co mówi Wala83 jest ciekawe i ma sens jako technika, ale mam pytanie - jak często te pierwsze wrażenia są u was spójne z klasycznym znaczeniem kart? Bo u mnie bywa, że intuicja i podręcznik mówią zupełnie co innego i nie wiem, któremu ufać.
Heksanka54, ale w kontekście lęku społecznego - czy w ogóle ma znaczenie, z której tradycji korzystamy? Pytam, bo mam Ridersa-Waitea i nie wiem, czy to dobry wybór do takich tematów.
No, Rider-Waite to dobry wybór dla kogoś, kto zaczyna, właśnie dlatego, że ilustracje na kartach są narracyjne - każda scena opowiada jakąś historię, co ułatwia wejście w interpretację bez znajomości całego systemu symbolicznego. Przy lęku społecznym może to działać dobrze, bo masz na co patrzeć, zamiast siedzieć z abstrakcją 🙂
A czy talia ma jakies znaczenie, jeśli chodzi o energię samych kart? Słyszałem, że talie powinny być 'przełamane', czyli dużo używane żeby lepiej 'odpowiadały'. Czy to mit?
Wracając do tematu - zastanawiam się nad tym, co mówiła Profetka o stanie przed rozkładem. Mlecznia, jak by wyglądał ten rozkład, gdybyś go powtórzyła teraz, po tej całej rozmowie? Czy myślisz, że Sąd Ostateczny wychodziłby znowu?
Ciekawe pytanie. Nie probowalam jeszcze ale po tej rozmowie patrzę na Sąd inaczej. Może by wyszedł a może nie - ale teraz już wiem, że nie musiałabym się bać jak go zobaczę. Chociaż jeszcze nie wiem, jak by wyszedł rozkład, gdybym była spokojniejsza. Może spróbuję i powiem.
Mlecznia, jak spróbujesz - napisz tu koniecznie. Ciekawa jestem, czy przy spokojniejszym stanie ta sama pozycja 'wsparcia' da coś innego, czy Sąd wroci. To by było ciekawe porównanie.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, które mnie gryzie. Cały czas mowimy o tym, co karta 'mówi' ale czy nie jest tak, że dla kogoś z silnym lękiem społecznym sam akt robienia rozkładu - siadanie, pytanie, wyciąganie kart - już jest jakimś rodzajem pracy z sobą, niezależnie od tego, co wyjdzie?
Czytam ten watek od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, które mnie gryzie. Cały czas mówimy o tym, co karta 'mówi', ale czy nie jest tak że dla kogos z silnym lękiem społecznym sam akt robienia rozkładu - siadanie, pytanie, wyciąganie kart - już jest jakimś rytuałem, który sam w sobie coś daje? Niezależnie od tego, co wyjdzie?
Ale poczekaj - bo jeśli samo siadanie do kart działa jak rytuał spokoju, to czy to nie jest trochę niebezpieczne? Że ktoś używa kart jak wyjścia awaryjnego zamiast faktycznie radzić sobie z lękiem? Pytam serio, bo mam u siebie taką tendencję.
A skąd w ogóle wiadomo, że się przekroczyło tę granicę? Mam na myśli, że jak się jest w środku lęku, to chyba trudno ocenić, czy karta to wsparcie, czy już właśnie ta ucieczka.
Przepraszam, że się wtrącam, ale to co mówi Renia00 wydaje mi się ważne. Tylko jak to sprawdzić praktycznie? Czy robić jakieś notatki po każdym rozkładzie czy chodzi o coś innego?
To ciekawe co mówisz o tym jednym zdaniu. Nigdy mi to do głowy nie przyszlo, żeby tak to ująć. Do tej pory pisałam interpretację karty, a nie co z niej wynika dla mnie konkretnie. Myślisz, że to ważna różnica przy rozkładach dla osób z lękiem?
tak, bo przy lęku społecznym szczególnie łatwo utknąć w analizowaniu - 'co ta karta znaczy, jak ją rozumieć, co symbolizuje' - i nigdy nie dotrzeć do pytania 'no i co ja teraz z tym zrobię'. Tarot może kręcić się w kółko, jeśli nie ma żadnego punktu wyjścia.
Oj tam, Chcę tu dopowiedzieć jedną rzecz, bo rozmowa zaczyna iść w stronę psychologizowania, co jest cenne, ale warto nie zgubić kontekstu praktycznego. Przy lęku społecznym pewne pozycje w rozkładzie mają szczególne znaczenie właśnie dlatego, że dotykają sfery relacji i kontaktu. Dwójka Kielichów, Gwiazda, Siła - to karty, które w pozycji 'co mnie wspiera' mówią coś zupełnie innego niż w pozycji 'co mnie blokuje'. I to warto mieć na uwadze przy układaniu rozkładu pod kątem lęku.
Czytam to i mam wrażenie, że tarot przy lęku społecznym może być użyteczny, ale chyba wymaga dużo samodyscypliny, żeby nie zamienić tego w wieczne kręcenie się w kółko. Jak wy to ogarniacie organizacyjnie - macie jakieś stałe dni, godziny na rozkłady?
Hmm, to zależy co chcesz wyciągnąć. Rozkład przed sytuacją daje ci coś w rodzaju nastawienia, ramy. Rozkład po - refleksję. Oba mają sens, tylko pytania musza być inne. Przed: 'na co zwrócić uwagę'. Po: 'co z tego wynoszę'.
Wlasnie, bo ja robiłam rozkłady tydzień po trudnej sytuacji i potem się dziwiłam, że nic mi to nie daje. A teraz jak to słyszę, to rozumiem dlaczego - za daleko od momentu, za dużo czasu na racjonalizacje 🙂
To znaczy, ze przy lęku społecznym najlepiej mieć talię przy sobie? Serio pytam, bo to by zmienialo logistyke. Wyobrażam sobie siadanie z kartami zaraz po wyjsciu ze spotkania, jeszcze na klatce schodowej.
Śmieję się, ale to wcale nie jest taki absurd. Mam małą talię, którą można nosić w torebce i faktycznie kilka razy ciągałam jedną kartę zaraz po trudnej rozmowie, żeby coś z tego ułożyć. To nie musi być pełny rozkład - czasem jedna karta to tyle, ile potrzebujesz.
Ta mała talia w torebce to dobry pomysł, ale mam pytanie - czy nie ma znaczenia, jakiej talii używasz do takich szybkich, doraźnych rozkładów? Bo mam wrazenie, ze niektóre talie są bardziej... sugestywne wizualnie i przy lęku mogą bardziej przestraszyć niż pomoc.
A czy to nie jest trochę tak, że wybieramy talie, która nam mówi to, co chcemy usłyszeć? Łagodna estetyka, miękkie obrazy - i dostajemy łagodne odpowiedzi? Pytam, bo nie jestem pewien, czy to jest dobre.
Ja używam do codziennych, szybkich rozkładów Everyday Witch Tarot właśnie dlatego, że obrazy są lżejsze. Przy trudniejszych pytaniach sięgam po Rider-Waite. Sama w sobie ta decyzja jest już pewną praktyką uważności - pytam siebie, czego teraz potrzebuję 🙁
To co mówi Renia00 bardzo do mnie przemawia. Nie myślałam o tym, że sama decyzja, po którą talię sięgnąć, może być częścią praktyki. Mam dwie talie i zawsze biorę te sama z przyzwyczajenia, nie z wyboru.
a możesz spróbować przez chwilę trzymać obie i zobaczyć, do której ręka idzie sama? To brzmi banalnie, ale przy lęku to jest ciekawy test - czasem intuicja idzie przed głową i nie trzeba decydować, tylko zauważyć 🙂
