Zaczęłam prowadzić notes z rozkładami i zapisuję też te, które "nie pasują". Mam ich może ze dwa tuziny i szczerze - nie wiem co z nimi zrobić bo część z nich w ogóle nie ma żadnego odzwierciedlenia w tym co się stało, a część stała się jasna dopiero po czasie. Jak wy podchodzicie do rozkładów, które "nie wyszły"?
Runomiro, to jest super, że to robisz. Sama mam podobny notes. zauważyłam, że moje "chybione" rozkłady często wiążą się z sytuacjami, w których zadałam pytanie emocjonalnie, tzn. kiedy bardzo chciałam konkretnej odpowiedzi. Nie wiem czy to coś znaczy, ale jest prawidłowość.
Wrócę do pytania Kasjopei bo mysle że jest kluczowe dla całego tematu :). miałam rozkład który opisywał sytuację tak obcą moim realiom że pomyślałam na początku o błędzie. Potem dotarło do mnie że karta mogła odnosić się do kogoś bliskiego, nie do mnie samej. I to otworzyło zupełnie inną linię pytań - czy tarot pokazuje "mój" scenariusz równoległy czy może pole energetyczne wokół mnie?
To jest stare pytanie Poppera i akurat tu mam spójne zdanie - brak falsyfikowalności nie dyskwalifikuje metody per se, ale zmienia pytania które możemy zadać. Nie "czy tarot jest prawdziwy" ale "do czego jest użyteczny i dla kogo". I właśnie w tym sensie pytanie Runomiry o równoległe scenariusze jest ciekawe - nie jako twierdzenie ontologiczne ale jako rama interpretacyjna która komuś może pomagać.
Przy runach mam podobnie - czasem ciągnę runę, która totalnie nie pasuje do kontekstu pytania, i dopiero kiedy zostawię ją na kilka dni, coś klika. Myślę, że i przy tarocie ta "niepasująca" karta może być właśnie wskazaniem na ten alternatywny wątek, o którym piszecie. Może to nie błąd odczytu, tylko sygnał z innej warstwy.
Runomiro, właśnie o to chciałam zapytać - kiedy mówisz "użyteczna rama", to co konkretnie miałabyś na myśli? Bo jeśli równoległy scenariusz jest tylko metaforą dla "wariantu który się nie zdarzył", to nie potrzebujesz do tego żadnej metafizyki. A jeśli to ma być coś więcej, to chyba trzeba powiedzieć wprost co.
Myślę że Runomira dotknęła czegoś ważnego ale może nieświadomie. "Użyteczna rama" to nie to samo co "prawdziwa rama". Można używać języka równoległych scenariuszy do interpretacji tarotem i uzyskiwać sensowne wglądy bez rozstrzygania czy te scenariusze ontologicznie istnieją. To trochę jak w fizyce kwantowej - formalizm działa, choć nikt nie wie dokładnie co oznacza.
A może to jest pytanie bez odpowiedzi w sensie empirycznym? Miałam rozkład, który absolutnie trafił w coś czego nie mogłam przewidzieć racjonalnie, i mimo to nie potrafię powiedzieć czy to był detektor czy lustro. przeżycie było zbyt subiektywne, żeby cokolwiek rozstrzygnąć.
Wracając do mojej przeprowadzki nad morze - jedna z osób wcześniej powiedziała, że karta była pewnie na tyle ogólna, żeby pasować do wszystkiego. Ale jak konkretna ma być karta, żeby przestała być "zbyt ogólna"? Serio pytam, bo nie wiem gdzie jest ta granica :).
Grupy kontrolne w tarocie - to byłby projekt. Serio, ktos to próbował kiedyś robić? nie mówię o potwierdzeniu czy zaprzeczeniu, po prostu o zebraniu danych. no dobra słyszałem o jakichś badaniach nad jasnowidzeniem w ogóle, ale tarot konkretnie - nie wiem.
Hermetyczna z definicji to mocne słowa. Eremitka pisała wcześniej że brak falsyfikowalności zmienia pytania, nie dyskwalifikuje metody. Zgadzam się z tym... ale to prowadzi do czegoś innego - jeśli pytamy o "równoległe scenariusze", to może naprawdę pytamy o strukturę możliwości, nie o paralelne światy w sensie fizycznym?
Przepraszam że wchodzę bo trochę zgubiłam wątek - czy rozmawiamy o tym, że karty dosłownie pokazują równoległe światy, czy o tym że to jest metafora? Bo czytam od góry i mam wrażenie, że te dwie interpretacje się mieszają i nikt do końca nie mówi co uważa.
Szczerze?? ej zaczęłam z jakimś mglistym wyobrażeniem o dosłowności, bo czytałam coś o interpretacjach opartych na fizyce kwantowej. Ale w trakcie tej rozmowy coraz bardziej skłaniam się do metafory. Nie dlatego że ktoś mnie przekonał, ale dlatego że nie umiem obronić dosłowności.
A to jest uczciwe stanowisko. Chociaż mam pytanie - jeśli metafora, to metafora czego konkretnie? Bo metafory muszą do czegoś odsyłać. "Równoległy scenariusz" jako metafora dla "opcji życiowych" to jedna rzecz. Jako metafora dla "nieświadomych pragnień" to inna. I obie mogą być sensowne ale różnie zmieniają sposób pracy z kartami.
trochę się boję zapytać, bo to może być głupie pytanie, ale - czy te dwie interpretacje muszą być sprzeczne? Może nieświadome pragnienie i nieodbyta ścieżka to czasem to samo?
Inwentaryzacja żalów - to ciekawe określenie, ale czy nie jest trochę za pesymistyczne? Można też powiedzieć, że to inwentaryzacja potencjałów. Te same karty, ta sama ścieżka nieodbyta ale ujęcie robi różnicę.
Przyznam, że czytając tę rozmowę zaczynam się zastanawiać czy moje pierwotne pytanie o równoległe scenariusze nie było właśnie pytaniem o ujęcie. Że może szukałam w kartach nie innych rzeczywistości, tylko innych wersji siebie. Czy to ma sens?
dla mnie ma sens. Inne wersje siebie brzmią bardziej... namacalnie niż równoległe wszechświaty. Ale czy to nie jest trochę zawężenie tematu? Bo tytuł wątku brzmi jak coś więcej niż psychologia.
Ja nadal uważam że to nie jest albo/albo. Przy runach mam wrażenie że czasem informacja która przychodzi jest za precyzyjna żeby to była tylko moja psychika. Tarot może działać podobnie - te "inne wersje siebie" mogą być dosłownie gdzieś zakodowane, nie tylko metaforycznie.
To jest trochę pułapka, bo każda precyzja może byc wyjaśniona przez "twoja psychika więcej wie niż myślisz". W pewnym sensie to jest argument nie do obalenia, co chyba właśnie Eremitka mówiła wcześniej o tej hermetyczności.
Ale czy to jest zarzut? Że argument nie do obalenia - w jedną albo drugą stronę. Jeśli zarówno "tarot odczytuje inne linie czasu" jak i "to tylko twoja psychika" są nieobalalne, to może powinniśmy zapytać co z tego wynika praktycznie, nie teoretycznie.
Może praktyczna różnica jest w tym jak interpretujesz karty które "nie pasują"? Jeśli wierzysz że to lustro, to szukasz w sobie. Jeśli wierzysz że to detektor, to może czekasz aż zewnętrzna sytuacja się dopasuje. kurcze to chyba robi różnicę.
Mam w notesie przypadek kiedy robiłam rozkład i dostałam kartę która kompletnie nie pasowała do sytuacji. Czekałam. Po kilku tygodniach się dopasowała. I do dzisiaj nie wiem czy to tarot przewidział, czy po prostu przez te tygodnie podświadomie dążyłam do tego scenariusza. Sama nie wiem jak to rozstrzygnąć.
Właśnie to zdanie Wandki mnie uderza - "niekoniecznie gorsze". hej bo może całe pytanie o równoległe scenariusze jest w gruncie rzeczy pytaniem o sprawczość? Czy tarot mi coś pokazuje, czy ja przez tarot coś wybieram?
To jest bardzo dobre przesunięcie pytania. Sprawczość versus determinizm... I tu wracamy do tytułu wątku - "alternatywne scenariusze" mogą byc albo czymś co istnieje bez ciebie i czego szukasz, albo czymś co zaczynają istnieć przez to że je ujrzałaś w karcie. całkiem inne implikacje.
Oba są ciekawe ale ten drugi jest chyba bardziej weryfikowalny w praktyce. Jeśli karta tworzy scenariusz przez twoje działanie, to możesz to obserwować. Jeśli tylko pokazuje coś istniejącego - znacznie trudniej ;). Runomira, w którą stronę ci się bardziej otwiera kiedy siedzisz z kartami?
Nie, wcale nie naiwne. mam w notesie kilka rozkładów gdzie dosłownie poczułam że karta "otwiera drzwi" a nie "pokazuje co za nimi". I za każdym razem kiedy tak to odbierałam, wychodziłam z sesji z jakimś konkretnym krokiem do zrobienia, nie z wiedzą. To moze być wlasnie ta różnica między tworzeniem a obserwowaniem, o której mówił Tolek.
