siedzę od jakiegoś czasu nad Wielkimi Arkanami i zaczęłam myśleć o nich inaczej niż tylko jako o kartach do rozkładów. Chodzi mi o to że kiedy ustawiasz je w kolejności od Głupca do Świata, to wychodzi coś w rodzaju drogi :)... Głupiec wyrusza, przechodzi przez kolejne etapy, napotyka trudności, przemiany, i na końcu jest pełnia. czytałam gdzieś że to właśnie nazywa się ścieżką inicjacji, ale szczerze nie wiem, czy to coś, co można świadomie "przejść", czy to tylko metafora. Czy ktoś pracował z tym w taki sposób, że potraktował całą dwudziestkę dwójkę jako jeden ciągły rytuał albo ćwiczenie? no i właściwie mam jeszcze jedno pytanie bo trochę mnie to blokuje. Czasem kiedy siadam z kartami i zaczynam myśleć głębiej, pojawiają się myśli, które mnie trochę przerażają. Nie wiem, czy to normalne i czy jest jakiś sposób, żeby z tym pracować, zamiast uciekać.
To co opisujesz, ta kolejność Głupiec-Świat jako droga, ma solidne podstawy. Pisał o tym między innymi Paul Foster Case w swojej pracy z Builders of the Adytum, a jeszcze wczesniej Lévi opisywał Arkana jako stopnie wtajemniczenia. Nie jest to więc tylko poetycka metafora ale celowo zbudowana struktura. Natomiast zanim odpiszę coś więcej o rytuale z tym związanym, chciałabym się upewnić, że dobrze rozumiem to, co napisałaś. Co masz na myśli mówiąc "myśli, które przerażają"?! Czy to są myśli o treści kart, jakieś obrazy które się pojawiają, czy raczej coś, co przychodzi niezależnie od kart, a praca z nimi tylko to wzmacnia?
To, co opisujesz, jest bardzo charakterystyczne dla przejścia przez środkowy odcinek Wielkich Arkanów. Jeśli patrzeć na tę ścieżkę strukturalnie, mniej więcej od karty 8 do 15 mamy do czynienia z tym, co w psychologii analitycznej nazywa się konfrontacją z cieniem. Tarot zbudowany jest między innymi na kabalistycznym Drzewie Życia i każda karta odpowiada konkretnemu przejściu między sefirami. Siła, Pustelnik, Koło Fortuny, Sprawiedliwość to nie są przypadkowo ułożone obrazy. Pytania, które opisujesz, "kim jestem", "czy robię właściwie", są dokładnie tym rodzajem materiału, który ta ścieżka ma wydobyć na powierzchnię. nie powiedziałbym, że to powód żeby się zatrzymać. Ale chciałbym zapytać czy pracujesz z tym samotnie, czy masz jakiegoś przewodnika albo grupę?
Wchodzę w połowie bo ten wątek mnie zatrzymał. Mam pytanie do autorki tematu, ale też do Dadzboga. Czy ta praca, o której mówicie, to jest coś w rodzaju medytacji nad każdą kartą po kolei, jeden dzień na jedną kartę, jeden tydzień? Jak to wygląda w praktyce, bo wydaje mi się, że mówicie o dwóch różnych rzeczach jednocześnie. Raz o filozoficznym schemacie ścieżki, a raz o konkretnym rytuale z lękiem. Czy to w ogóle jedno i to samo?
Odpowiem na oba pytania naraz, bo są połączone. Ścieżka inicjacji przez Arkana jest szkieletem, a rytuał z konkretną kartą to ciało tego szkieletu. możesz pracować z jedną kartą tygodniami, a niektóre karty będą się same do ciebie wracać. Chodzi o to, żeby nie przechodzić dalej, zanim karta "nie puści", cokolwiek to dla ciebie oznacza... W kontekście lęku, który opisujesz, polecałabym zacząć nie od Głupca ale od Księżyca. Ta karta bezpośrednio pracuje z iluzjami, tłumionymi treściami i właśnie z tym rodzajem niepokoju, który przychodzi z nieznanych głębokości :(. Możesz ją położyć przed sobą, zapalić świecę, siedzieć w ciszy i pozwolić, żeby myśli przychodziły bez oceniania ich. Zapisywać, nie analizować od razu.
Księżyc to dobry pomysł, ale ja bym uważała :). Księżyc w tarocie to karta złudzeń i nieświadomości, wchodzenie w nią bez wcześniejszego przygotowania może bardziej skomplikować niż pomóc... hej najpierw bym pracowała z Siłą, żeby mieć jakiś fundament przed wejściem w ciemniejszy materiał. Siła to karta która daje dokładnie to, czego potrzebujesz przy pracy z lękiem, opanowanie, kontakt z własną wolą.
A ja mam inne pytanie do obu z was. Mówicie o "pracy z kartą", siedzeniu przed nią, zapisywaniu myśli. Ale czy to jest rytuał w jakimś sensie technicznym czy raczej refleksja? Bo jeśli to ma być rytuał, to rozumiem, że powinny być jakieś elementy struktury, intencja, otwarcie, zamknięcie przestrzeni. a jeśli to jest tylko medytacja z kartą, to może nie potrzeba do tego żadnego rytuału?
czytam i chyba po raz pierwszy tarot zaczyna mi się układać w coś więcej niż losowe obrazki. Ale mam pytanie, bo troche zgubiłam wątek... Czy ta praca, o której mówicie, jest przeznaczona tylko dla osób które już umieją czytać tarota czy można zacząć właśnie od tego, od ścieżki Arkanów, nie wiedząc nic o znaczeniach kart ;)?
Wejdę z innej strony. Wszystko, co tu piszecie o ścieżce inicjacji, Drzewie Życia, cieniu, ma sens w określonym kontekście, czyli w tradycji hermetycznej i w psychologii głębi, szczególnie jungowskiej. Ale chciałabym, żebyście uważali na jedno. to nie jest jeden spójny system, tylko kilka różnych tradycji, które w pewnym momencie historii zostały ze sobą połączone, głównie przez Złoty Świt w XIX wieku. jeśli bierzesz kabałę, bierzesz też jej wewnętrzną logikę. Jeśli bierzesz Junga, on sam był sceptyczny wobec okultyzmu. Można mieszać, ale warto wiedzieć, co z czego pochodzi. Mam konkretne pytanie do Dadzboga: kiedy mówisz o sefirach i o tym, ze każda karta odpowiada przejściu między nimi, to korzystasz z systemu Złotego Świtu, Thelemy czy jakiegoś innego?
Ojej, czytam to wszystko i głowa mi się kręci, ale w dobrym sensie. Zawsze myślałam, że tarot to po prostu karty do wróżenia i że jak się nauczysz znaczeń, to już wiesz wszystko. A tu się okazuje, że to jest cały system filozoficzny. To trochę zmienia moje podejście, szczerze mówiąc. Ale chcę zapytać o coś prostszego. Ta osoba która zaczęła temat, napisała, że czasem boi się własnych myśli :). Czy ktoś tu miał podobnie i jak sobie z tym poradził? Niekoniecznie przez tarot, po prostu jak to przeżywaliście?
Ja miałam podobnie i to całkiem niedawno. Pracowałam przez jakiś czas z Wieżą, bo akurat ta karta wracała mi w rozkładach non stop i w końcu postanowiłam ją "przepracować" świadomie. I właśnie to, co opisujesz, te pytania o tożsamość, o słuszność własnych decyzji, wszystko wyszło naraz. Nie przestraszyłam się, ale tylko dlatego ze wcześniej robiłam przez kilka miesięcy coś w rodzaju dziennika snów i miałam jakiś kontakt z tym materiałem. Gdybym weszła w to bez przygotowania, pewnie by mnie to zatrzymało.
Wieża to ta co z piorunem i ludźmi spadającymi? boję się tej karty zawsze jak wychodzi w rozkładzie, to chyba najgorsza karta. Rozumiem że można z nią pracować rytualnie ale jak się jej nie bać?? Przepraszam za literówki :D.
No właśnie nie wiem czego konkretnie się boje, to znaczy boje się ze jak karta wyjdzie to oznacza jakieś nieszczęście i tyle. Że ktoś zachoruje albo będę miała problemy. Ale mówisz że to nie o to chodzi? Że to nie jest wróżba że coś złego się stanie?
Helenka, ja mam podobne pytanie bo tez długo myślałam o kartach jak o przepowiedniach. A z tego, co tu czytam, to chyba chodzi o coś innego, prawda? Że karta nie mówi, co się STANIE, tylko co jest w nas, co przeżywamy albo przed czym uciekamy?
To jest bardzo ważna różnica i cieszę się że to wyszło. hej ten lęk przed obrazem to zupełnie co innego niż lęk przed znaczeniem karty. I właśnie dlatego praca z Wieżą powinna zaczynać się od samego patrzenia, bez próby interpretacji. Siedzisz z kartą, oddychasz i po prostu obserwujesz, co w ciele się dzieje... to dlatego mówiłam wcześniej, że Siła jako fundament jest ważna, bo daje ci zasoby, żeby w ogóle wytrzymać ten kontakt.
To pytanie mnie też nurtuje, ale z innej strony. Bo kiedy pracowałam z Wieżą, to nikt mi nie powiedział, żeby najpierw cokolwiek. Po prostu karta wychodziła i w pewnym momencie postanowiłam z nią usiąść. I nie było katastrofy. Czy nie jest tak że samo życie wskazuje nam, z którą kartą mamy pracować i kiedy?
Muszę się tu wtrącić, bo poczułam się trochę... zakwalifikowana do grupy "za słabych". Rozumiem, że to nie był taki zamiar, ale właśnie tego się bałam, że ktoś mi powie, że nie jestem gotowa. Czy ta ścieżka jest rzeczywiscie czymś, do czego trzeba być gotowym, czy to sam proces cię gotuje?
Zgadzam się z Wahadlarką w tym miejscu, ale chciałabym dodać ważny niuans. Różne systemy tarotowe mają różną filozofię w tej kwestii. W systemie Thierensa który wywodzi się z tradycji teozoficznej, inicjacja jest procesem, który dzieje się niezależnie od twojej woli i gotowości, karty są tylko lustrem tego procesu ;)... w ujęciu bardziej psychologicznym, powiedzmy Pollack czy Greer, to ty prowadzisz i możesz regulować tempo. To nie jest ta sama praca, nawet jeśli używacie tych samych kart.
Hierofant mnie z kolei zawsze odpychał i chyba właśnie przez te opisy o instytucjach i dogmatach. Ale po tym, co czytam w tym wątku, zastanawiam się czy moja niechęć do tej karty nie mówi czegoś o mnie, a nie o karcie. Czy to jest właśnie ten cień, o którym Dadzbog pisał wcześniej?
To jest bardzo ciekawy moment, bo Kazimiera właśnie opisała coś, co dla mnie jest rdzeniem całego tematu. Ścieżka inicjacji przez Arkana niekoniecznie wymaga świec ani specjalnych warunków, działa przez sam kontakt z symbolem i przez to, co nam ten kontakt ujawnia. Ale mam pytanie do Dadzboga i Wahadlarki: jeśli tak, to po co w ogóle formalizować to w rytuał? Co rytuał dodaje do tego, co właśnie widzieliśmy u Kazimiery?
Wahadlarka, to, co napisałaś o granicy, jakoś mnie zatrzymało... Bo ja właśnie chyba nie mam tej granicy i dlatego wszystko mi się rozmywa. Siedzę sobie, patrzę na kartę, zaczynam myśleć, potem myśl goni myśl i nie wiem, kiedy skończyłam pracę, a kiedy po prostu się zamartwiałam. Czy rytuał wejścia i wyjścia to jest cos bardzo skomplikowanego? Pytam serio, bo jak słyszę słowo rytuał, to od razu wyobrażam sobie świece, okrąg i nie wiem, sól.
To, co opisujesz, ten efekt rozmycia, jest dokładnie tym, o czym mówiłam. I nie, rytuał wejścia nie musi być skomplikowany. Może to być po prostu trzy głębokie oddechy i powiedzenie sobie w myślach albo na głos: teraz zaczynam. A na koniec: teraz kończę. Serio, tyle wystarczy na początek :D. Cała reszta, świece i tak dalej, to jest budowanie atmosfery, nie warunek skuteczności.
Ojej, właśnie czytam to o granicy i myślę, że ja w ogóle nie robiłam żadnej. Po prostu wyjmowałam kartę przy herbacie i zaczynałam rozmyślać, a potem szłam do pracy z głową pełną Hierofanta. Teraz rozumiem, dlaczego to było trochę dziwne uczucie przez cały dzień. Czy to może wlasnie przez brak tego zamknięcia?
Dziennik tarota jest bardzo ważny właśnie dlatego, że tworzy naturalne zamknięcie... Kiedy zapisujesz, co zobaczyłaś i co poczułaś, to niejako oddajesz to papierowi i możesz zostawić. bez tego te obrazy i myśli szukają sobie miejsca w głowie i krążą. Przy pracy inicjacyjnej z Wielkimi Arkanami to jest tym ważniejsze bo te karty dotykają głębszych warstw.
Chciałabym tu coś dodać, bo temat dziennika pojawia sie w wielu tradycjach i naprawdę nieprzypadkowo. W praktyce magów Złotego Świtu prowadzenie dziennika było obowiązkowe i służyło dokładnie temu, o czym piszecie, czyli zamykaniu sesji i śledzeniu wzorców w czasie. Przy pracy z Wielkimi Arkanami jako ścieżką inicjacyjną te wzorce są naprawdę istotne, bo poszczególne Arkana nie pojawiają się losowo, a przynajmniej tak twierdzi ta tradycja. Dadzbog, ty to chyba lepiej ode mnie opiszesz?
Właśnie, dziękuję, że to zauważyłeś. Bo ja siedzę i czytam te wszystkie rzeczy o dziennikach, granicach, Złotym Świcie i czuję się trochę przytłoczona. Może wróćmy do podstaw. Mam lęk przed własnymi myślami, ciągnie mnie do kart, ale nie wiem, jak zacząć. Co dosłownie zrobić pierwszego dnia?
Galia ja tez się tak czuję i szukam jakieś prostej odpowiedzi. Czy może ktoś powiedzieć wprost, którą kartę wybrać na początek pracy z takim lękiem :D? Bo z tego co czytam to Wieża odpada raczej dla początkujących, albo nie?
