Ostatnio ktoś z pracy poprosil mnie, żebym zrobił rozkład dla ich działu - mają sporo napięć między sobą i szef chciał zobaczyć, co karty powiedzą o dynamice całego zespołu. Nigdy wcześniej nie robilem rozkładu stricte dla grupy ludzi, nie dla jednej osoby. Wyszlo mi dosyć ciekawie ale mam pytanie do was: czy w takim kontekście zawodowym sięgacie po konkretny uklad, czy raczej improwizujecie pozycje pod sytuacje? Bo ja skorzystałem z klasycznej Celtyckiej Krzyzy, ale czuję, ze ona jest bardziej pod jedną osobę niż pod cały zespół.
no, celtycka Krzyż pod zespół to troche naciągane, bo ta pozycja 'co ciebie okrywa' czy 'co kryje sie w głębi' jest mocno osobista. Jak ja robiłam coś podobnego dla dwoch koleżanek z pracy, to wymyśliłam sobie prosty rozkład: jedna karta na energię każdej osoby, jedna na relacje między nimi i jedna na możliwy wynik. Ale przy calym dziale to już inna skala. Ile osób liczy ten zespół? 😉
no, słyszałam o rozkładach projektowanych stricte pod relacje grupowe, ale w kontekście zawodowym to rzadkość. Mam pytanie do Was obojga: czy pytający - czyli ten szef - był obecny przy rozkładzie, czy dostał wynik na odległość? Bo energetycznie to robi ogromną różnicę, szczególnie kiedy dotyczy dynamiki grupowej.
To jest naprawde ważne pytanie, bo przy pracy grupowej brak świadomości i zgody uczestników to nie jest kwestia techniczna, tylko etyczna. Tarot wchodzi w pole energetyczne pytającego i sytuacji, ale jeśli mamy rozkład, który dotyczy konkretnych, żywych ludzi bez ich wiedzy - to już wchodzi w strefę, gdzie wiele tradycji mówi 'stop'. Nie twierdzę, że rozkład nic nie pokaże, ale to, czy powinieneś działać na bazie tych informacji, to inne pytanie.
Ale przecież przy wróżbach zawsze ktoś jest przedmiotem, o którym się pyta, bez jego wiedzy. Ludzie ciągną karty o swoich partnerach, rodzinie, szefach - i nikt nie pyta o zgodę. Nie przesadzajcie z tą etyką, bo to by oznaczało, że połowa tarota nie ma sensu.
Zgadzam się z Anastazją. Ale wróćmy do samego rozkładu, bo to też mnie ciekawi od strony technicznej. Wrozbiarz - jakie karty wyszły w tej pozycji, którą opisałeś jako 'co ich dzieli'? Bo to brzmi jak kluczowe miejsce całego układu.
Wieża odwrócona jako zablokowany wybuch - to ciekawa interpretacja. Ja czytam ją inaczej w takich pozycjach: że destrukcja już się zaczęła, ale na poziomie niewidocznym. Nie ma dramatycznego momentu, jest za to powolne gnicie od środka. Przy zespole to może oznaczać, że ludzie przestali sobie nawzajem mówić prawdę
Przepraszam, że się wtrącam, bo dopiero zaczynam z tarotem. Czy ta Wieża odwrócona to zawsze coś złego? Bo słyszałem, że odwrócone karty czasem 'łagodzą' znaczenie i to nie jest tak strasznie jak w prostej pozycji
To strasznie zagmatwane z tymi odwróconymi bo w jednej książce mam, że odwrócona Wieża to unikanie koniecznych zmian, a w innej że to osłabiony chaos. Jak wy w ogóle decydujecie, którą metodę stosujecie? Czy macie jedną i się jej trzymacie, czy za każdym razem wybieracie?
Wróćmy może do meritum bo wątek mi się tu rozsypuje na kawałki. Wrozbiarz - mam takie praktyczne pytanie: co z tym rozkładem dla szefa zrobiłeś dalej? Powiedziałeś mu konkretne rzeczy, czy bardziej rozmawialiście w kategoriach ogólnych? Bo zastanawiam się, jak wogóle przekazywać takie treści w kontekście zawodowym, żeby nie narobić więcej szkody niż pożytku.
To akurat brzmi etycznie w porządku - karty jako pretekst do rozmowy, nie jako wyrok. Ale mam do ciebie jedno pytanie, które mnie nurtuje od początku tego wątku: a ty sam jak się czułeś podczas tego rozkładu? Bo czytanie dla kogoś w kontekście zawodowym, gdzie stawką są realne relacje między ludźmi - to hyba inaczej siedzi w głowie niż zwykłe wróżenie znajomej o miłości?
Czułem się... dziwnie. Anastazja pyta o coś, o czym sam myślałem podczas rozkładu, bo to nie było neutralne doświadczenie. Szef siedział i słuchał, a ja miałem w głowie ciągłe pytanie: czy to, co mówię, zostanie użyte przeciwko komuś? To nie jest komfortowa pozycja. Przy rozkładach dla osób prywatnych tego nie mam
no cóż, no własnie. I to jest dokładnie to, co miałam na myśli - kiedy czytasz dla kogoś w relacji władzy nad innymi, sam wchodzisz w tę relację. Stajesz się pośrednio częścią struktury. Mam do ciebie jeszcze jedno pytanie: czy w pewnym momencie chciałeś powiedzieć coś, czego ostatecznie nie powiedziałes?
To co opisujesz - to poczucie odpowiedzialności za coś, co wykracza poza zwykłe czytanie - brzmi jak coś, co mogło wpłynąć na cały odczyt. Czy myślisz, że gdybyś czytał dla tego szefa jako osoby prywatnej, bez tego 'kontekstu zarządczego', karty wyszłyby inaczej, czy to tylko interpretacja by była inna?
Dziesięć Mieczy w pozycji dotyczacej szefa - i owinąłeś w bawełnę? Rozumiem dlaczego, ale właśnie dlatego ten rodzaj czytania jest ryzykowny. Bo zaczynasz cenzurować karty pod kątem tego, kto siedzi naprzeciwko. Czy to nie jest zaprzeczenie temu, po co wogóle robić rozkład?
Zatrzymajmy sie chwilę przy tej Dziesiatce Mieczy, bo to naprawde ciekawy punkt. Wrozbiarz - w ktorej dokładnie pozycji ona wyszła? Bo 'dotyczącej szefa' to ogólnie. Czy to była pozycja ego, postawy, czegoś przyszłościowego? To mocno zmienia, jak ta łagodniejsza interpretacja wygląda z perspektywy całego rozkładu.
To jest jeden z najtrudniejszych momentów w czytaniu - kiedy karta mówi więcej niż pytający chce usłyszeć, i ty stoisz między prawdą karty a tym, co człowiek jest gotowy przyjąć. Ale to 'gotowy na nowy rozdział' naprawdę sporo zamiotło pod dywan. Jak on zareagował na tę część rozkładu?
Przepraszam, że się wtrącę z podstawowym pytaniem, ale - Dziesiątka Mieczy to ta karta z tym człowiekiem z mieczami w plecach? Bo jeśli tak, to rozumiem, że to ciężka karta, ale co konkretnie oznacza 'koniec przez własne działanie'? Czy to znaczy że on sam sobie zaszkodził?
oj tam, i tu właśnie wracamy do sedna. Bo jeśli szef nie wie, że on sam jest częścią problemu, to co z tym rozkładem zrobi? Wyciągnie wniosek, że zespół jest trudny, i tyle. Wrozbiarz - czy masz poczucie, że on wyniósł z tej sesji coś, co realnie mu pomoże?
ojejku, szczerze? Nie wiem. Rozmawialismy dużo o Wieży odwróconej i o tym zablokowanym napięciu w zespole. On tam się odnalazl, mówił dużo. Ale przy jego własnej karcie - tej Dziesiątce - byłem niewystarczajaco odwazny. I własnie to mi zostalo. Nie to, co powiedziałem, tylko to, czego nie powiedziałem.
To jest chyba uczciwe przyznanie się do czegoś, z czym chyba każdy czytający ma do czynienia w pewnym momencie. Ale wracając do samego rozkładu dla zespołu - mam pytanie, które kręci mi się w głowie od dłuższego czasu: czy dostałeś jakąś kartę, która wskazywała na konkretną osobę, nie na grupę? Czy cały czas czytałeś zbiorowo?
hmm, śledziłem ten wątek od początku i w końcu muszę zapytać - jak w ogóle fizycznie wygląda rozkład dla grupy? Czy to normalny rozkład tylko z innymi pytaniami, czy przestawia się kolejność, pozycje? Bo dla mnie to jest kompletna nowość i nie wiem, od czego zacząć myślenie.
A czy ktoś próbował robić taki rozkład grupowy regularnie - na przykład raz na kwartał dla tego samego zespołu? Ciekawi mnie, czy karty pokazują zmianę dynamiki w czasie, czy za kazdym razem to jak czytanie od nowa
Bo właśnie to mnie zastanawia - czy karty w ogóle mogą śledzić zmianę dynamiki, skoro za każdym razem mieszasz talię od nowa? czy to nie jest jak pytanie o pogodę bez patrzenia na barometr z poprzedniego tygodnia? :>
A notatki robisz na bieżąco podczas sesji, czy po? Bo to może mieć znaczenie - jeśli piszesz po, to pamięć już filtruje to, co zapamiętałeś jako ważne. :/
A czy ten szef wiedzial że prowadzisz takie notatki? Bo jesli nie, to mamy tu osobną kwestie - dokumentujesz rozkłady dotyczące konkretnych osób bez ich wiedzy. Mówię to bez oceniania, ale to interesuje mnie od strony etycznej, nie tylko metodologicznej
Nie wprost. Mówiłem, że prowadzę notatki robocze. Ale nie powiedzialem, że je przechowuję. To jest cos, co teraz widzę inaczej niz wtedy. Moze to kolejny z tych momentow, kiedy kontekst zawodowy zmienił mi standardy, które normalnie bym zachował.
