Nie wiem nawet jak to nazwać, bo brzmi dziwnie ale ostatnio miałam taką serię zbieżności, że aż mi głupio mówic. Robiłam dla siebie rozkład z pytaniem o pewną znajomość - wyciągnęlam Głupca, Kochankow i Kolo Fortuny. Następnego dnia zupelnie przypadkowo, w kolejce w aptece, spotkałam człowieka którego nie widziałam ze trzy lata, i który dawno temu miał dla mnie spore znaczenie. Nic z tego chyba nie wyniknie, ale zbieżność dat mnie uderzyła. Czy to jest wlaśnie ta synchroniczność o której Jung pisał, czy po prostu mózg szuka wzorców tam gdzie ich nie ma? Pytam serio, bo sama nie wiem co o tym myśleć
hmm, to akurat bardzo klasyczny przykład na to co ludzie nazywają synchronicznością przy tarota. Kolo Fortuny w tym zestawie to dla mnie klucz - ta karta prawie zawsze zapowiada jakiś ruch, zmianę okoliczności, coś co 'odpala' z zewnątrz bez twojego udziału. Ale mam do ciebie jedno konkretne pytanie: co czułaś w momencie gdy go zobaczyłaś? Bo to jest ważniejsze niż sama zbieżność czasowa
Moim zdaniem za dużo tu filozofii a za mało praktyki. karty nie 'wiedzą' - one otwierają kanał energetyczny i przez to przyciągają zdarzenia. Tak to działa. Kolo Fortuny to konkretna wibracja która wpływa na otoczenie, a nie metafora. Synchroniczność to efekt uboczny właściwego odczytania energii
Czytam tę dyskusję i mam pytanie do autorki tematu - napisałaś że 'wszystko poszło nie tak'. Co to znaczy? Bo z opisu wynika że spotkałaś kogoś ważnego, czyli karty jakby trafiły, nie? Albo mówisz o czymś innym, co wydarzyło się przy okazji?
Nie, to spotkanie to był dobry znak akurat. 'Wszystko poszło nie tak' znaczy że wogóle przez ostatnie tygodnie mam wrażenie że rzeczywistość mi się sypie - praca, relacje, coś tu coś tam. I właśnie w tym kontekście zaczęłam ciągnąć karty częściej niż zwykle, może zbyt często. I te zbieżności zaczęły być coraz bardziej dosłowne. Zastanawiam się czy to nie jest pułapka - czy nie interpretuję wszystkiego przez karty bo szukam jakiegoś sensu w chaosie.
To jest bardzo uczciwe pytanie kture sobie zadajesz. Pareidolia sensu - mózg w sytuacji stresu zaczyna szukać wzorców, bo wzorzec daje kontrolę. Tarot może być wtedy albo dobrym lustrem, albo pułapką potwierdzania tego czego się boisz. Mam pytanie: czy te 'dosłowne zbieżności' były potwierdzeniem lęków, czy raczej zaskakiwały cię pozytywnie?
Wchodząc od strony astrologii i psychologii głębi - Jung opisywał synchroniczność jako 'sensowną zbieżnosć' dwoch zdarzeń, gdzie żadne z nich nie jest przyczyną drugiego. kluczowe slowo to 'sensowną' - sens nadaje obserwator. To nie jest wada tej koncepcji, to jej sedno. Natomiast problem ktury opisujesz, czyli częste ciągnięcie kart w trudnym okresie, jest znany i ma swoje konsekwencje. Karty zaczna 'potwierdzać' wzajemnie bo twój sposób czytania bedzie spojny emocjonalnie. To nie synchronicznośc, to echo własnego stanu. Jak długo już tak robisz?
A czy jest jakaś zasada ile razy można ciągnąć karty dziennie? Serio pytam, bo sama czasem robię to kilka razy i nie wiedziałam ze to może być problem.
Ja sie zgadzam z Madzialena_F ale chce dodać swoje trzy grosze - mnie tarot zawsze był pomocny wlasnie wtedy kiedy bylam w dołku bo zmuszał mnie do zatrzymania i myslenia. Ale to działa tylko jak naprawdę siedzisz z kartą i jej sluchasz, a nie ciagniesz kolejną bo tamta była zła. Czy ta synchroniczność ze spotkaniem - czujesz że to cos zmieniło czy minęło bez śladu?
To jest ciekawy wątek. Czy synchroniczność w tarota to zawsze sygnał do działania, czy raczej potwierdzenie że jesteś na właściwej drodze? Bo te dwa znaczenia to jednak dwie różne sprawy
Właśnie to co napisał Tobiasz75 mnie zatrzymało. Jeśli synchroniczność to zaproszenie do refleksji, a nie do działania - to ja przez te kilka tygodni używałam kart odwrotnie. Czekałam na pozwolenie zamiast na zrozumienie. To troche zmienia perspektywę.
eh, ale czy to nie jest właśnie ten moment, o którym mówiłam? Jeśli sama to teraz widzisz - że czekałaś na pozwolenie - to już jest efekt refleksji. Pytanie brzmi: co byś zrobiła, gdybyś nie miała kart? Odezwałabyś się do tego człowieka?
To jest ciekawy moment w tej rozmowie. Bo właśnie wyszło coś, o czym się rzadko mówi wprost - tarot może być używany jako wymówka żeby czegoś nie robić. Nie tylko jako wskazówka. Czy ktoś miał coś podobnego?
Ja miałam, i to nie raz. Ciągnelam karty przed każdą rozmową z byłym, i zawsze znajdowałam cos co znaczyło 'jeszcze nie'. W końcu stwierdziłam że hyba po prostu sama nie chciałam się z nim konfrontować i karty mi to umożliwiały. Wstyd się przyznać ale tak bylo
No i dlatego mówię że energetyka jest ważna. Jak masz zablokowany kanał to karty nie odprowadzą ci tej energii w dobrym kierunku, tylko ją zakręcą. To nie jest kwestia psychologii tylko wibracji w których pracujesz. 😀
Zatrzymajmy się chwilę na tym co powiedziała Wrozbitka, bo to jest serce tego tematu. Napisała że synchroniczność spotkała ją wtedy, kiedy rzeczywistość się sypała. I to jest bardzo często ten wzorzec - w chaosie mózg intensywniej szuka połączeń. Pytanie do niej brzmi: czy to spotkanie faktycznie coś zmieniło, czy tylko chwilowo przykuło uwagę?
I to jest właśnie sedno synchroniczności w ujęciu które mnie przekonuje - nie chodzi o to czy zdarzenie było 'magiczne', tylko o to co ono uruchomiło w tobie. jung pisał o tym jako o 'psychoidalnym' efekcie, gdzie granica między wewnętrznym a zewnętrznym staje się rozmyta. ale mam pytanie do Wrozbitki - czy Kolo Fortuny wyciągnęłaś przed spotkaniem czy po?
oj tam, to jest ważny szczegół. Bo to wyklucza post-hoc rationalization w klasycznej formie - nie nałożyłaś karty na coś co już się stało. Tylko pytanie - co pomyślałaś w momencie kiedy ją wyciągnęłaś, przed spotkaniem? :))
To jest właśnie ten niuans który często ginie w takich dyskusjach. koło Fortuny to jedna z tych kart, kture pasują do bardzo szerokiego zakresu zdarzeń. zmiana, ruch, coś niespodziewanego - to może być prawie wszystko w ciągu dnia. Czy synchroniczność ma siłę gdy karta jest tak ogólna?
ojejku, wróćmy do pytania Wrozbitki z początku - czy synchroniczność istnieje. Bo jakoś zeszliśmy na to jak używamy kart, a to jest powiązane, ale nie to samo. Czy ktoś tu wierzy że zbieżność karty i zdarzenia to coś więcej niż przypadek, i ma na to jakiś argument inny niż własne doświadczenie? 😉
To pytanie Runomiry jest naprawdę centralne dla całego wątku i chciałbym do niego wrócić serio. Bo mam wrażenie że przez ostatnie posty kręciliśmy się wokół tego jak tarot działa psychologicznie, a to nie jest to samo co pytanie czy synchroniczność jest czymś realnym. Jung nie twierdził że to magia - twierdził że istnieje jakiś porządek ktury nie jest przyczynowo-skutkowy, ale jednak nieprzypadkowy. To jest zupełnie inne twierdzenie. I tu mam pytanie do wszystkich którzy uważają że to tylko przypadek i mózg szukający wzorców - co by musiało się stać żebyście zmienili zdanie? Jakie zdarzenie byłoby wystarczające?
Ja nie wiem czy mam argument. Mam tylko to co opisałam na początku. I im dłużej czytam tę rozmowę tym bardziej mam wrażenie że może to nie jest właściwe pytanie - czy synchroniczność istnieje - tylko co z niej wynika dla mnie tu i teraz. Bo wszystko poszło nie tak, jak pisałam, i może właśnie dlatego szukam czegoś co nada temu jakiś sens. To nie jest dowód, wiem. Ale to jest moje. ^^
I to jest odpowiedź ktura mnie zatrzymuje. Bo właśnie to jest funkcja synchroniczności niezależnie od tego czy jest 'prawdziwa' - daje coś do trzymania w momencie kiedy nic innego nie trzyma. Czy to jest samooszukiwanie? Może. Ale czy to znaczy że jest bez wartości? To mnie nie przekonuje w jedną ani w drugą stronę.
Ale właśnie tu jest rożnica między podejściem energetycznym a psychologicznym. Jeśli to jest tylko mechanizm sensotwórczy w mózgu, to możesz sobie wybrać dowolny symbol i będzie dzialał tak samo. dlaczego akurat karta z konkretnym obrazem i konkretną symboliką? Dlaczego nie patrzenie na chmury? Cos jest w tym systemie co prowadzi energie w określony sposób i to nie jest przypadkowe 🙁
