Ja przy tematach pokoleniowych zawsze robię jeden rozkład, ale zanim zasiądę do tasowania, staram się chwilę posiedzieć w ciszy i poczuć, co niosę w ciele. Dosłownie - czy jest gdzieś napięcie, ścisk, coś co siedzi. Przy pytaniach o dziedzictwo często coś się pojawia w barkach albo w brzuchu, zanim jeszcze wyciągnę pierwszą kartę. Zastanawiam się, czy wy też to obserwujecie, czy skupiacie się wyłącznie na kartach?
Słuchajcie, mnie to jednak trochę niepokoi - ta rozmowa zaczęła się od tasowania talii, a teraz jesteśmy przy odczuwaniu w barkach i dziedziczeniu napięć w ciele. Czy wy naprawdę uważacie, że napięcie w plecach ma związek z czymś po przodkach, czy to po prostu stres? Pytam serio, bo nie rozumiem gdzie przebiega granica.
Okay, ale wracając do tasowania - bo mnie interesuje praktyczna strona - to jeśli robię rozkład o przodkach i wypadają mi same trudne karty, to czy powinnam tasować ponownie? Czy to jest ten moment, w którym warto zacząć od nowa, czy raczej zostać z tym co wyszło, nawet jeśli jest ciężkie?
Dokładnie to, co mówi Pytia. Ja bym dodała jedno - jeśli po rozkładzie czujesz coś w rodzaju ulgi albo rozpoznania, nawet przy trudnych kartach, to znak że rozkład trafił w coś prawdziwego. Jeśli czujesz tylko dezorientację i chęć żeby 'sprawdzić jeszcze raz' - warto się zatrzymać i zapytać siebie, czego tak naprawdę szukasz. Jagusia, czy po takich trudnych rozkładach masz raczej to pierwsze czy drugie?
Jagusia, mnie się to zdarzało i mam wrażenie, że właśnie o to chodzi - czasem zadajemy pytanie, które brzmi konkretnie, ale pod spodem jest inne pytanie, którego się boimy zadać wprost. I karty odpowiadają na to głębsze. Dlatego ta dezorientacja - bo świadomie spodziewałaś się odpowiedzi na coś innego.
Ale jak sie zorientować co było tym głębszym pytaniem? Mam podobnie jak Jagusia, ze niby pytam o jedno a wychodzi mi coś całkowicie innego i potem siedzę i gadam ale o co tu chodzi. Czy jest jakiś sposób żeby to rozszyfrować czy to przychodzi samo?
Zenobia, to jest naprawdę dobra praktyczna wskazówka. I myślę, że przy pytaniach o przodków to jest szczególnie ważne - bo bardzo łatwo zadać pytanie z pozycji ofiary, jakby szukać winnego w genealogii. A to zmienia całą dynamikę rozkładu. Przynajmniej tak mi się wydaje - ktoś ma inne doświadczenia?
a ja mam pytanie bo nie rozumiem jednej rzeczy - jak wy w ogole wiecie ze to co wychodzi w rozkładzie dotyczy porzodków a nie was samych? Bo jak wyciagam karte i myśle o mamie to skąd wiem ze to o niej a nie o mnie?
Powiem inaczej - ta granica między 'moje' i 'po przodkach' jest trochę sztuczna, bo skoro to wchłonęłaś jako dziecko, to już jest twoje. Pytanie o przodków to pytanie o warstwy. Co jest pierwotne, co narosło, co świadomie wybrałaś. I rozkład może to pokazać jako różne karty w różnych pozycjach - ale tylko jeśli pytanie tak ustawisz.
Kobalt, to mnie skłania do pytania o rozkłady wielopozycyjne - czy wy sami projektujecie swoje układy pozycji czy korzystacie z gotowych? Bo przy tematach pokoleniowych nie znalazłam żadnego standardowego rozkładu, który by mi pasował. Zawsze coś dokładałam albo zmieniałam.
ja projektowałem własny do tego konkretnego tematu. Pięć pozycji: co przynoszę od matki, co od ojca, co z nich się zderza we mnie, co chcę przekazać dalej, co zatrzymać. Brzmi prosto, ale po pierwszym rozkładzie siedziałem z tym dobre dwa tygodnie.
Mam pytanie troche z innej strony - czy jak robicie rozkład o przodkach to czekacie na jakiś specjalny moment, dzień, księżyc? Czy to bez różnicy? Bo słyszałam że przy takich głębszych tematach czas ma znaczenie ale nie wiem czy to prawda czy mit.
No dobra, ale skoro już jesteśmy przy tym co 'pomaga' rozkładowi - to mam pytanie do wszystkich. Czy wy naprawdę wierzycie, że karty jakoś inaczej 'odpowiadają' w zależności od pory czy nastroju, czy to po prostu znaczy, że wy inaczej je interpretujesz kiedy jesteście spokojniejsi? Bo to spora różnica.
Grazynka pyta o coś ważnego i nie odpiszę jej wymijająco - owszem, to możliwe że cały efekt siedzi w interpretacji, nie w kartach. Losowość plus zmotywowany umysł to naprawdę silna kombinacja. Ale to nie oznacza, że rozkład jest bezużyteczny. Oznacza, że sposób jest wewnątrz ciebie, nie w talii.
Okej, ale wracając do mojego przypadku z tymi trudnymi kartami - bo mi to nadal siedzi. Powiedziałyście, że dezorientacja po rozkładzie to znak że pytanie było nietrafiont. Ale ja nawet teraz nie wiem co było tym głębszym pytaniem. Jak mam tasować ponownie skoro nie wiem o co właściwie pytać?
Jagusia, a powiedz mi jedno - co czułaś jak zobaczyłaś te trudne karty? Nie co myślałaś, tylko co czułaś. Bo to czasem jest szybsza droga do tego głębszego pytania niż szukanie go głową.
strach chyba. I coś jakby ulga jednocześnie. Co jest dziwne, bo przecież nie chciałam tych kart. Ale... jakby już wiedziałam? Nie rozumiem sama siebie.
Jagusia to co opisujesz - ten strach i ulga naraz - ja to miałam dokładnie tak samo i u mnie to znaczyło że karta trafiła w cosc prawdziwego czego sie bałam myslec wprost. Moze to nie dezorientacja tylko opór?
ale sie zastanawiam czy jak ktos ma ten opór to moze warto mimo wszystko powtórzyc tasowanie? nie z powodu że chcesz innej odpowiedzi tylko żeby... sprawdzić? Czy to w ogole ma sens czy tylko sie oklamujesz?
ale sie zastanawiam czy jak ktos ma ten opór to moze warto mimo wszystko powtórzyc tasowanie? nie z powodu że chcesz innej odpowiedzi tylko żeby... sprawdzić? Czy to w ogole ma sens czy tylko sie oklamujesz?
Monisia pyta o coś, co jest faktycznie sednem tego wątku. Moja zasada jest prosta, choć nie łatwa: jeśli chcesz tasować ponownie natychmiast - czekaj. Jeśli po kilku dniach pytanie nadal jest żywe i coś się w tobie poruszyło - możesz wracać. To nie jest reguła objawiona, ale u mnie działa jako filtr.
ale ja miałam tak ze po trzech dniach wróciłam do tego samego pytania o babcię i wyciagnełam całkiiem inne katy i zrozumiałam wtedy co pierwsza runda mi mówiła. Czy mozna powiedziec ze ta druga była 'odpowiedzią' na pierwszą? Czy to przypadek?
Druidka, właśnie o to mi chodzi w tym wątku od początku - czy te dwa rozkłady czytasz jako oddzielne, czy razem? Bo jak je zestawisz obok siebie, to mogą mówić coś, czego żaden z nich osobno nie powiedział. Próbowałaś to kiedyś robić?
nie probowałm ich zestawiac, robiam je po kolei i za każdym razem zaczynam od zera. Ale teraz mowie ze może warto? Tylko jak to fizycznie zrobić - rozkładasz stary rozkład z pamięci czy zapisujesz?
Zapisywanie to podstawa przy tematach pokoleniowych, bo inaczej gubisz wątki. Ja mam notatnik tylko do rozkładów - data, pytanie, karty, co czułam. I właśnie dlatego mogę wracać do starych rozkładów i je zestawiać. Bez zapisków to niemożliwe, bo po tygodniu nie pamiętasz szczegółów.
To zestawianie rozkładów w czasie trochę mi przypomina jak babcia porównywała sny z różnych miesięcy - mówiła, że jeden sen nic nie mówi, ale trzy sny o tym samym w różnych momentach to już coś. Może z kartami jest podobnie? Wzorzec wyłazi dopiero przy kilku podejściach.
No dobra, tylko że jak ktoś nie prowadzi takich notatek od lat, to nie ma bazy do porównań. A teraz zacząć i czekać rok na wzorzec? Rozumiem ideę, ale to trochę jak mówić komuś żeby zaczął liczyć od zera. Czy da się jakoś krócej?
