Ostatnio zaczęłam się zastanawiać nad czymś, co mnie trochę blokuje przy czytaniu. Mianowicie - kiedy właściwie wolno ponownie przetasować i rozłożyć karty w tej samej sprawie? Bo ja mam taką tendencję, że jak mi wypadnie coś, czego nie rozumiem albo co mi się nie podoba, to zaraz mam ochotę tasować od nowa. I sama nie wiem, czy to jest w porządku, czy może karty już powiedziały co miały powiedzieć. Szczególnie chodzi mi o sytuacje, gdy w rozkładzie pojawia się karta, która wyraźnie nawiązuje do kogoś z rodziny - jakieś pokoleniowe sprawy, przodkowie, coś odziedziczonego. Mam wrażenie, że takie karty mówią coś poważniejszego i może nie należy ich tak łatwo 'kasować' kolejnym tasowaniem. Co wy na to?
To zależy od tego, po co tasujemy ponownie. Jeśli pytanie się zmieniło - to tak, można. Ale jeśli robimy to tylko dlatego, że wynik nam nie pasuje, to moim zdaniem karty po prostu powtórzą ten sam przekaz, tylko innymi kartami. A co do tych pokoleniowych wątków - sama kilka razy miałam sytuację, że wypadały mi karty, które wyraźnie mówiły o czymś 'przed moim czasem', coś jakby nie dotyczyło tylko mnie. Jak ty to rozróżniasz, że to karta przodków a nie twoja własna sprawa?
Ojej, ja mam dokłanie ten problem z tassowaniem! Zawsze po złej karcie chce mi się mieszać od nowa, hehe. Ale co to znaczy karta przodków? Nie rozumiemm, czy chodzi o konkretne karty które tak się nazywją czy o interpretację?
Kwestia ponownego tasowania jest naprawdę niejednoznaczna i nie ma jednej zasady. Ale powiem tak - jeśli pytasz o coś głębokiego, co ma korzenie w kilku pokoleniach, to przekaz często nie wyczerpuje się w jednym rozkładzie. Pytanie tylko, czy kolejne tasowanie to pogłębienie, czy ucieczka od odpowiedzi. Sam zawsze pytam siebie: 'czy moje pytanie faktycznie ewoluowało od ostatniego rozłożenia?' Jeśli tak - tasowanie ma sens. Jeśli nie - siedź z tym, co dostałeś.
A czy jeśli ktoś inny tasuje moją talię, to też się liczy jako 'nowe tasowanie'? Bo moja znajoma kiedyś wzięła moje karty i przetasowała bez pytania i potem powiedziała, że teraz energia jest wymieszana. Nie wiem na ile to prawda, ale trochę mnie to zestresowało. I w ogóle - co to ma wspólnego z tymi przodkami?
To mi przypomina coś, co mówiła moja babcia - że po rodzinie zostają nie tylko rzeczy, ale też 'sprawy do załatwienia'. Ona oczywiście nie używała kart, ale mówiła o tym w kontekście snów i pewnych powtarzających się historii w rodzinie. Czy karty mogą właśnie to pokazywać? Te nierozwiązane sprawy z poprzednich pokoleń?
Słuchajcie, ale czy wy naprawdę wierzycie, że karty mogą coś wiedzieć o poprzednich pokoleniach? To nie jest trochę za dużo jak na kawałki papieru? Pytam serio, bez złośliwości, bo ta rozmowa jest ciekawa, ale trochę mnie gubi.
Przy runach mam podobne rozterki co Malgosia87 z kartami - kiedy wyciągnę coś trudnego, zastanawiam się, czy losować ponownie czy siedzi i czekać. Przyszło mi do głowy, że może warto zapytać: czy wy macie jakiś konkretny sygnał, że 'czas na kolejne tasowanie'? Coś poza zwykłym 'minął tydzień, to tasujemy'?
Tu jest jeden wątek, który mnie ciekawi - mówicie o pokoleniowych kartach, o dziedzictwie. Ale czy ktoś z was robił rozkład z intencją skierowaną konkretnie na linie rodzinną? Nie ogólnie 'co mi blokuje', tylko wprost - 'co zostało mi przekazane po przodkach'? Bo to brzmi jak coś, co wymagałoby innego podejścia do całego tasowania, nie tylko decyzji o ponownym rozkładaniu.
Przepraszam, że wchodzę, ale trochę się boję tego wątku z przodkami. Czy tasowanie i pytanie o rodzinę jest bezpieczne? Nie wiem, czy chcę 'otwierać' takie rzeczy, bo co jeśli wypadnie coś złego o kimś, kto już nie żyje? Nie chcę nic złego wywołać.
Mam pytanie do Pytia i Malgosia87 - jak długo zwykle czekacie między rozkładami w tej samej sprawie? Bo mam wrażenie, że każdy ma jakiś własny rytm i zastanawiam się, czy jest jakaś ogólna zasada, czy to naprawdę czysto indywidualne.
Czytam tą rozmowę i mysle sobie, że nigdy nawet nie pomyslałam żeby pytac karty o rodzinę. Zawsze pytam o siebie, o swoje sprawy. Ale teraz się zastanwaim, czy jak wypadała mi karta Sądu to może wlasnie o tym była a ja jej nie rozumiałam?
Dziewanka, Sąd to jedna z tych kart, które bardzo często mają właśnie ten pokoleniowy wymiar. Szczególnie jeśli wypadała ci w pozycji dotyczącej przeszłości albo korzeni. Ja długo myślałam, że moje Sądy to coś o moich własnych decyzjach, a dopiero z czasem zobaczyłam, że te karty pokazywały coś, co ciągnęło się z dużo wcześniej niż moje życie.
Ojej, no właśnie, ona wypadała mi chyba z trzy razy przez ostatnie pol roku i zawsze myślałam ze to o moich sprawach zawodowych albo relacjach. A tu może chodzilo o cos zupełnie innego? Jak w ogole można rozpoznac ze karta mówi o rodzinie a nie o sobie?
To ciekawe, co mówi Pytia o figurach. Moja babcia mówiła, że pewne twarze wracają w rodzinie - nie dosłownie, ale jako typy. Ktoś zawsze jest tym surowym, ktoś zawsze ucieka. Zastanawiam się, czy właśnie karty dworskie mogłyby to pokazywać - nie jako konkretnych ludzi, ale jako wzorce, które się dziedziczą.
Wandzia, to jest bardzo trafna obserwacja, ale chciałem dopytać - czy rozumiesz to jako coś, co karty 'widzą' same z siebie, czy raczej jako projekcję tego, co ty sama wnosisz do rozkładu? Bo to zmienia bardzo, jak podchodzimy do ponownego tasowania. Jeśli to projekcja, to pytanie brzmi: czy coś w tobie się zmieniło, żeby nowe tasowanie miało sens?
Słucham tej dyskusji od jakiegoś czasu i mam pytanie trochę z boku. Czy wy przy rozkładach pokoleniowych jakoś pracujecie z ciałem? Pytam, bo przy czakrach korzenia - pierwszej czakrze - często pojawia się właśnie ten temat dziedzictwa, tego co zostało nam 'wgrane' przez rodzinę. Ciekawi mnie, czy tasowanie kart może coś w tym ruszyć, czy to jednak zupełnie osobna ścieżka.
Wracając do pytania o ponowne tasowanie - mnie zastanawia jedna rzecz. Wszyscy mówimy o tym, kiedy warto tasować znowu, ale nikt nie powiedział wprost, jak sformułować pytanie do rozkładu pokoleniowego. Czy pytacie ogólnie, czy dosłownie mówicie 'pokaż mi co zostało mi przekazane po matce / ojcu'? Bo to chyba ogromna różnica.
Ja próbowałam obu sposobów i szczerze - ogólne pytania dają mi ogólne odpowiedzi, które potem mogę interpretować na tysiąc sposobów. Jak zapytałam konkretnie, skierowane na jedną linię rodzinną, to rozkład był trudniejszy do czytania, ale dziwnie bardziej precyzyjny. Choć nie wiem, czy to karty, czy po prostu mój umysł pracował inaczej, bo wiedział, czego szuka.
Ale jak wy formuujecie takie pytanie konkretnie? Dosłownie mówicie to głośno, czy tylko myślicie? Bo mnie sie zawsze wydawało że intencja to jest tylko w głowie i nie trzeba mówić, ale może sie mylę?
Przepraszam, że znowu wchodzę z takim prostym pytaniem, ale szczerze - ta rozmowa robi się dla mnie coraz bardziej abstrakcyjna. Skoro same mówicie, że nie wiecie, czy to karty, czy wasz własny umysł, to po co w ogóle karty? Czy to nie jest po prostu sposób na zmuszenie się do myślenia o rodzinie?
Mam pytanie do tego, co mówiła Alusia wcześniej o bezpieczeństwie. Rozumiem, że karty nie wzywają duchów, ale co jeśli po takim rozkładzie o przodkach zaczną mi się śnić dziwne sny albo poczuję że 'coś jest w domu'? To byłoby tylko moja wyobraźnia, prawda? Bo trochę się boję, że otworzę coś w sobie i nie będę wiedziała jak to zamknąć.
Czytam i mam wrażenie ze ta rozmowa dotyczy czegoś co chciałabym sami zrozumiec. Czy mozna robic taki rzoklad o przodkach jeśli nie zna sie całej rodziny? Bo ja np nie mam kontaktu z połową rodziny i nic o niej nie wiem. Czy to przeszkadza?
Monisia, to naprawdę dobre pytanie i myślę, że wiele osób jest w podobnej sytuacji. Ja też nie znam całej swojej rodziny - wiem, że mam krewnych po stronie ojca, z którymi nie było kontaktu od pokoleń. I właśnie to białe miejsce na mapie mnie ciekawiło, kiedy robiłam rozkład. Nie wiem, czy brak wiedzy przeszkadza - mam wrażenie, że karty nie potrzebują, żebyś znała nazwiska. Ale ciekawa jestem, co na to Kobalt.
To, co mówi Pytia o sformułowaniu pytania, jest ważne. Moja babcia mówiła, że dobrze postawione pytanie to już połowa odpowiedzi - i to chyba działa też tutaj. Monisia, ja bym zaczęła od pytania 'co odziedziczyłam, czego nie wybrałam' - to brzmi ogólnie, ale w praktyce często wychodzi bardzo konkretnie.
A ja mam takie pytanie do całej tej dyskusji - czy wy tasujecie talie osobno pod każde pytanie, czy robicie jeden długi rozkład z wieloma pozycjami? Bo jak slucham tej rozmowy to mam wrazenie ze kazda z was robi to troche inaczej i zastanawiam sie ktora metoda jest lepsza do tematu przodkow.
Dziewanka, robiłam oba. I szczerze - przy tematach rodzinnych wolę jeden rozkład z jasno rozpisanymi pozycjami niż kilka osobnych. Kilka rozkładów 'do jednego tematu' mnie rozpraszało, bo potem próbowałam je łączyć i gubiłam się. Ale to może być kwestia mojego sposobu myślenia. Jak wy to robicie?
