Od jakiegoś czasu eksperymentuję z tarotem stricte pod kątem pracy twórczej, nie wróżenia w klasycznym sensie. I zacząłem się zastanawiać, czy układ kart w przestrzeni w ogóle ma znaczenie dla tego, jak odczytuję ich przekaz. Konkretnie chodzi mi o to: kiedy kładę karty w linii prostej, czytam historię po kolei, od lewej do prawej. Kiedy układam je w kole albo w gwieździe, między kartami pojawiają się zupełnie inne relacje, napięcia, połączenia. Czy ktoś tutaj świadomie bawi się tym, jak fizycznie rozłożone są karty na stole, i czy widzi różnicę?
Pytanie ciekawe, choć muszę od razu powiedzieć, że w klasycznej literaturze tarotowej podział na 'liniowy versus radialny' nie funkcjonuje jako osobna kategoria. Większość systemów, które znamy z Wahana, Pollacka czy Banzhaf, operuje konkretnie nazwanymi rozkładami, nie geometrią jako taką. Ale to nie znaczy, że geometria jest bez znaczenia. Sama zauważam różnicę, gdy kładę karty w Krzyżu Celtyckim, gdzie układ już z definicji ma centrum i peryferie, a inaczej przy prostym trójkącie. Co rozumiesz przez 'rozkład radialny'? Masz na myśli koło z centrum, gwiazdę, czy coś innego?
Też chciałabym doprecyzować, bo 'radialny' może znaczyć sporo rzeczy. Czy chodzi o to, że karty promieniują od jednej centralnej karty, czy raczej o to, że układ tworzy zamkniętą figurę? Bo to dość duża różnica w interpretacji. Przy centrum i promieniach hierarchia jest jasna, jedna karta dominuje. Przy kole każda karta ma równy status i relacje są bardziej sieciowe.
To co opisujesz, Seid, bardzo mi przypomina różnicę między myśleniem sekwencyjnym i asocjacyjnym. Przy linii mózg szuka ciągu przyczynowego, przy kole szuka wzorców i połączeń. Zastanawiam się, czy to nie jest po prostu kwestia tego, jaki typ zadania twórczego masz przed sobą. Do pisania rozdziału powieści linia może być lepsza. Do wymyślania konceptu albumu muzycznego albo budowania świata, koło?
Ja zawsze myślałam, że ważniejsze jest to, jakie karty wyjdą, a nie jak je ułożysz. Czy ktoś naprawdę wierzy, że samo przestawienie kart w inną figurę zmienia ich znaczenie?
Czytałam gdzieś, że niektórzy czytelnicy tarotu w ogóle nie używają stałych rozkładów, tylko kładą karty intuicyjnie i na bieżąco decydują, co dana pozycja oznacza. Czy przy podejściu twórczym, o którym tu mówicie, to nie byłoby najlepsze wyjście? Żadnej z góry założonej struktury?
To co mówi Seid ma sens. Struktura działa jak opór, bez niej interpretacja jest zbyt płynna i traci użyteczność. Chcę natomiast dopytać o sam proces przy rozkładzie radialnym. Czy czytasz karty parami naprzeciwko siebie, czy każdą w relacji do centrum, czy po prostu patrzysz na całość naraz? Bo od tego chyba zależy, czy układ daje ci coś nowego, czy tylko inaczej wygląda na stole.
To co opisujesz z tym 'błądzeniem wzroku' jest dla mnie kluczem do twórczości. Linia wymusza sekwencję, a sekwencja to już pół historii napisanej. Przy kole masz tylko sytuację, nie wiesz jeszcze, od czego zacząć. I może właśnie ta dezorientacja jest twórcza, zmusza do szukania własnego wejścia w materiał.
Ale czy to nie oznacza, że rozkład radialny jest po prostu trudniejszy do odczytania i dlatego wydaje się bardziej twórczy? Może mózg pracuje mocniej nie dlatego, że układ jest lepszy, tylko dlatego, że jest nieznany i musi się bardziej wysilić?
Słucham tej rozmowy i mam pytanie trochę z boku, ale powiązane. Czy ktoś eksperymentował z kolorowaniem rozkładów, to znaczy z przypisaniem pozycji w kole do konkretnych czakr? Zastanawiam się, czy geometria koła nie pasuje jakoś z systemem energetycznym, gdzie mamy centrum i poziomy. Może to by tłumaczyło, dlaczego koło daje inne doznanie.
Mnie uderza w tej dyskusji coś innego. Kiedy kładę karty w linii, zawsze mam poczucie, że czas płynie od lewej do prawej. Przy kole czasu nie ma, albo jest cykliczny. Dla pisania linearnej historii linia jest oczywista. Ale kiedy pracowałam nad czymś, co miało być bardziej jak mozaika albo collage, koło całkowicie zmieniło mi sposób myślenia o projekcie.
To brzmi interesująco, ale jak długo zajmuje nauka czytania w kole? Bo linia wydaje się prostsza. Jak szybko można zacząć wyciągać z tego coś użytecznego?
Przepraszam, że się wtrącę, bo jestem tu raczej jako obserwator, ale mam głupie pytanie. Czy chodzi o to, żeby karty fizycznie leżały w kółku na stole, czy można to zrobić na przykład na telefonie w jakiejś aplikacji? Czy to w ogóle ma znaczenie dla efektu?
