Dyskomfort przy pierwszym rozkładzie o przodkach to raczej norma niż wyjątek. Rzadko kiedy taka pierwsza tura jest łatwa. Ale właśnie dlatego nie warto tasować od razu - ten dyskomfort jest informacją, nie błędem do naprawienia.
I właśnie tu wraca pytanie z tytułu wątku - kiedy ponowne tasowanie ma sens. Myślę, że wychodzi nam coraz wyraźniej, że to nie jest kwestia czasu od ostatniego rozkładu, tylko stanu, w jakim przychodzisz do kart. Czy coś się naprawdę zmieniło w tobie albo w pytaniu - to jest ten właściwy moment.
To co powiedziała Malgosia87 na końcu - że chodzi o stan, nie o czas - to chyba najważniejsza rzecz w całym wątku. Tylko jak ten stan sprawdzić, zanim się siądzie do kart? Bo można sobie wmówić, że już się jest gotową, a tak naprawdę szuka się potwierdzenia.
A właśnie - skąd wiedzieć co jest 'produktywne', a co już przesada? To brzmi jak kolejna rzecz, którą można sobie dowolnie zinterpretować w zależności od nastroju dnia.
Okej ale mam pytanie praktyczne - jak zapisujecię te notatki? Zwykły zeszyt, aplikacja, coś specjalnego? Bo chce zaczas prowadzic ale nie wiem od czego.
Przy tematach o przodkach pierwsze wrażenie bywa najszczersze, właśnie dlatego, że nie zdążyłaś go jeszcze 'obrobić'. Często to pierwsza interpretacja mówi coś, czego nie chcesz wiedzieć, ale potrzebujesz.
Słucham tej rozmowy i myślę, że podobna zasada działa przy runach - jeden znak, który 'boli', to wskazówka. Ale gdy całe losowanie wydaje się złe, to pytanie, czy w ogóle powinnaś była ciągnąć w tamtym momencie. Czy ktoś jeszcze tak to czuje?
Właśnie to mi się przydarzyło ostatnio przy rozkładzie o mojej linii rodzinnej - zrobiłam trzy rozkłady jeden po drugim bo mi się 'nie zgadzało'. I teraz mam trzy zestawy kart i nie wiem co z tym zrobić, bo wszystkie wypadły inaczej.
Nie pasowały do tego, czego się spodziewałam, chyba. Ale teraz jak o tym myślę, to nie wiem czy w ogóle wiedziałam czego się spodziewam. Zaczęłam od pytania o wzorce przekazywane w rodzinie przez kobiety i wypadła mi Księżyc odwrócony, Cesarzowa i Śmierć. I coś mi zgrzytało, więc potasowałam. Drugi raz - Wieża, znowu Śmierć i Hierofant. Trzeci raz - zupełnie inne karty, spokojniejsze. I teraz siedzę z tym i nie wiem, który rozkład 'liczy się'.
Śmierć dwa razy przy pytaniu o linie rodzinną kobiet to nie jest powód do paniki i nie jest powód do tasowania. To jest informacja. Pytanie dotyczyło wzorców przekazywanych przez pokolenia - a Śmierć w tym kontekście może wskazywać na coś, co musiało się skończyć, ale jeszcze nie skończyło. Albo na odwrót - coś, co umarło i jest opłakiwane nieświadomie. Co konkretnie czułaś przy tej karcie?
Słucham i mam pytanie może naiwne - czy bezpieczne jest w ogóle tak głęboko chodzić w temat rodziny przez karty? Mam na myśli, że wyciągasz na wierzch rzeczy o konkretnych osobach, które już nie żyją. Czy to nie jest jakoś ryzykowne?
Moja babcia mówiła, że o przodkach mówi się z szacunkiem albo wcale. I zastanawiam się czy tarot w tym kontekście jest formą szacunku, czy może wręcz przeciwnie - takie wyciąganie spraw, których sami nie pokazali za życia?
To brzmi jak racjonalizacja. Sama intencja nie wystarczy - można mieć dobre intencje i i tak wywołać coś, z czym nie wiadomo co zrobić. Bluszczyk siedzi z trzema rozkładami i nie wie który 'się liczy' - to chyba nie jest przykład rzeczy, które dobrze poszły?
I tu mamy pełne koło - wracamy do punktu wyjścia, czyli kiedy ponowne tasowanie jest uzasadnione. Bluszczyk dała nam konkretny przykład. Czy ktoś może powiedzieć wprost: co musiałoby się zmienić żeby drugi rozkład miał sens? Nie teorię, tylko praktyczny warunek.
A ile to jest 'wystarczajaco duzo czasu'? Bo to brzmi bardzo ogólnie. Tydzeń? Miesiąc? Czym to mierzyć jak nie czasem?
Ale przy tematach o porzodkach jak miałbyś sie z kimś porozmawiać jezeli ci umarlii? Mam na myśli że często wlasnie po to się idzie do tarota bo żywych już nie ma kogo spytać.
Słucham tego wszystkiego i zaczynam rozumieć co zrobiłam źle. Weszłam z pytaniem, dostałam odpowiedź, przestraszyłam się i zamiast z tym posiedzieć - potasowałam. A Śmierć i tak wróciła drugi raz, jakby karta wiedziała, że muszę to zobaczyć. Chyba powinnam teraz zostać z tym pierwszym rozkładem i dopiero po jakimś czasie sprawdzić czy coś się zmienia.
Bluszczyk to napisała bardzo uczciwie i myślę, że właśnie to jest sedno całej tej rozmowy. Ale mam pytanie - czy kiedy tasowałaś drugi i trzeci raz, to zmieniałaś w ogóle pytanie, czy zadawałaś dokładnie to samo?
To zmienia obraz. Śmierć na pozycji 'to co ukryte' przy pytaniu o linię pokoleniową - to nie jest powtórzenie, to jest rozwinięcie. Pytanie dla całej dyskusji: czy w ogóle rozróżniamy powtórzenie karty jako potwierdzenie od powtórzenia jako nowej warstwy? Bo to są dwie różne rzeczy i wrzucanie ich do jednego worka 'nie powinno się tasować' jest zbyt uproszczone.
A co jezeli obydwoje naraz? Bo ja mam tak że po strachu przychodzi jakis nowy pomysl i nie wiem ktore jest ważniejsze w tym momencie.
