Miałem Pustelnika raz przy podobnym pytaniu i zinterpretowałem go jako izolację, co w tamtym momencie było chyba błędem. Dopiero po jakimś czasie zobaczyłem że to mogło być o tym, żeby zwolnić i popatrzeć wewnątrz. Więc wracając do tego co mówi Pietruszka o stanie pytającego - chyba ta sama karta może się zupełnie inaczej odczytać zależnie od tego, gdzie jesteś
To co Olaf86 mówi o błędnej interpretacji Pustelnika - właśnie o to mi chodziło wcześniej, kiedy pytałam o łączenie celów w jednym rozkładzie. Jeśli rozkład ma jednocześnie diagnozować stan i wskazywać kierunek, to ta sama karta może być odpowiedzią na dwa różne pytania jednocześnie i nie wiadomo, do której pozycji ją przypisać. Czy to nie jest strukturalny problem każdego wielopozycyjnego rozkładu?
Przepraszam, że wejdę z bardzo podstawowym pytaniem, ale jak definiuje się te pozycje przed rozkładem? Znaczy - czy to ja decyduję, co będzie na której pozycji, czy to zależy od jakiegoś ustalonego układu kart? Bo z tego co tu czytam, wychodzi, że można to robić elastycznie, ale nie wiem, od czego zacząć.
Wracając do tego, o czym rozmawialiśmy wcześniej z tą rozkładaniem etapami - mam w notatkach schemat, który chciałam kiedyś przetestować właśnie przy zmianie zawodu. Pierwszy rozkład trzy karty: stan ducha teraz, co konkretnie blokuje, co jest poza zasięgiem wzroku. Drugi rozkład, po kilku tygodniach: w którą stronę, co mam, czego potrzebuję. Dwie osobne sesje, dwa różne zestawy pytań. Czy ktoś próbował czegoś takiego?
Z doświadczenia powiem, że przerwa między rozkładami nie powinna być mierzona w dniach, tylko w tym, czy coś się zmieniło w środku. Robiłam dwa rozkłady tydzień po sobie i wychodziły te same karty, bo nic nie ruszyłam. A raz zrobiłam po trzech tygodniach i obraz był zupełnie inny, bo faktycznie coś się we mnie przestawiło. Więc może zamiast 'kilka tygodni' lepiej powiedzieć: jak poczujesz że poprzedni rozkład przestał być aktualny. ^^
A jak w ogóle wiadomo, że rozkład przestał być aktualny? Serio pytam, bo to brzmi jak bardzo subiektywne kryterium i mam wrażenie, że można tak uzasadnić robienie rozkładu co drugi dzień albo nierobienie go w ogóle.
Gustlik ma rację, że to subiektywne. Ale z drugiej strony chyba wszystko w tarocie jest subiektywne i to nie jest zarzut, tylko właściwość. Mnie bardziej ciekawi co innego - w tej całej rozmowie nie powiedzieliśmy jeszcze, co z takim rozkładem zrobić po fakcie. Czy chodzi o to, żeby siedzieć z kartami przez tydzień i patrzeć, czy zapisać interpretację i do niej wracać, czy coś zupełnie innego?
Olaf, to jest dobre pytanie i trochę je odkładałam, bo nie ma jednej dobrej odpowiedzi. co z rozkładem po fakcie? Zależy, co przez to rozumiesz. Jeśli pytasz, czy wracać do kart po czasie i sprawdzać, czy się sprawdziły - to robiłam to wielokrotnie i powiem szczerze, że to jest ćwiczenie bardzo uczące pokory. Często interpretowałam coś inaczej niż wyszło ale nie dlatego, że karty się myliły. Raczej dlatego, że widziałam to, co chciałam zobaczyć.
Właśnie o to mi chodziło - o weryfikację po czasie. Ale jak to robisz technicznie? Trzymasz zapisy rozkładów? Bo mi się zdarza, że pamiętam tylko dwie, trzy karty z rozkładu, a reszta gdzieś odpływa.
Ja zapisuję wszystko w zeszycie - datę, pytanie, każda kartę na każdej pozycji i swoją interpretacje z tamtego momentu. I to jest kluczowe, zeby interpretację zapisać od razu, nie po tygodniu. Bo po tygodniu już wiesz, co się wydarzylo, i nieswiadomie dopasowujesz to, co pamiętasz z rozkladu, do faktów. Wychodzi wtedy że karty zawsze miały rację.
Ja robiłam takie podsumowanie po roku. Wzięłam wszystkie zapisane rozkłady, jakie miałam - było ich hyba dwadzieścia kilka - i próbowałam uczciwie ocenić, które interpretacje były trafne, które chybione, a które po prostu nieweryfikowalne. I powiem tak: trafnych było może czterdzieści procent, nieweryfikowalnych z grubsza tyle samo, a wyraźnie chybionych około dwudziestu. Ale ta analiza sama w sobie dała mi więcej niż same rozkłady.
To co Pogoda mówi o nawykach interpretacyjnych jest dla mnie odkryciem, szczerze. Ja jeszcze nie mam dużo zapisanych rozkładów, więc nie mogłam tego sprawdzić. Ale czy to znaczy, że im więcej ktoś robi tarotów, tym bardziej musi uważać na własne schematy? Jakby doświadczenie mogło też przeszkadzać?
Wtrącę się, bo to jest coś, o czym myślałam w kontekście tego wątku. Przy zmianie zawodu szczególnie - czy robić sobie samej, czy prosić kogoś innego? Bo z jednej strony sama znasz kontekst, z drugiej właśnie dlatego jesteś najgorszą osobą do interpretacji własnej sytuacji.
To zdanie o drugiej w nocy jest bardzo trafne i trochę mnie uderzyło, bo właśnie tak robiłem kiedy byłem w najgorszym miejscu zawodowo. Rozkład za rozkładem, sam, nocą, i za każdym razem szukałem potwierdzenia, że jakaś ścieżka jest słuszna. Żadna z tych sesji hyba nie pomogła bo zamiast rozkładu potrzebowałem po prostu podjąć decyzję.
Olaf, to co opisujesz brzmi jak coś, o czym chyba nikt tu wprost nie powiedział - że tarot może stac się sposobem na odkładanie decyzji zamiast jej podejmowania. I że przy zmianie zawodu to ryzyko jest szczególnie duże. Czy ktoś ma na to jakis sposób? Jak rozpoznać, że robisz rozkład, bo to coś wnosi, a nie tylko dlatego, że sie boisz zdecydować? 😛
Dziękuję za to, że ktoś to powiedział wprost. faktycznie napisałem na początku że jestem w najniższym punkcie, i potem poszła dyskusja o strukturze rozkładow, liczbie kart, przerwach między sesjami - wszystko ciekawe, ale trochę obok. moze zacznę właśnie od tej jednej karty i pytania o to, co jest teraz, a nie od razu gdzie mam iśc. :))
Olaf, cieszę się, że to napisałeś. Cały wątek toczył się wokół technikaliów, a to zdanie o najniższym punkcie zostało trochę zawieszone w powietrzu. Mam pytanie - czy jak mówisz 'zacznę od tego, co jest teraz', to masz już jakiś pomysł, co to znaczy? Bo ja jak próbowałam takich rozkładów o stanie obecnym, to nie wiedziałam, jak sformułować pytanie. 'Co czuję?' brzmi dziwnie jako pytanie do kart.
Ja miałam taki moment i powiem szczerze - odłożyłam talię na kilka tygodni. Nie z żadnej reguły, tylko dlatego, że jak brałam karty do ręki, to od razu czułam presję, żeby dostać odpowiedź. A tego rodzaju presja to najgorszy stan do rozkładu. Nie wiem, czy Olaf jest w podobnym miejscu, ale to pytanie o 'zły czas czy dobry czas na tarot' z początku wątku jest dla mnie właśnie o tym.
Pogoda, to jest dokładnie to. Ta presja. Kiedy bylem w najgorszym miejscu, brałem karty i już w momencie tasowania czułem że szukam konkretnego układu. Że chcę zobaczyć Gwiazdę albo As Pentakli, coś co powie mi ze bedzie dobrze. I jak tego nie było, to tasowałem znowu. Teraz jestem troche dalej od tamtego miejsca, ale nie do końca. I dlatego zapytalem na początku, czy to jest zły czas.
To co opisujesz, Olaf - tasowanie do skutku - to chyba jeden z najuczciwszych opisów tego, jak tarot może przestać być rozkładem, a stać się czymś w rodzaju szukania ukojenia. I mam pytanie, nie oceniające: czy w tamtym momencie zdawałeś sobie z tego sprawę, że to robisz? Czy to widać dopiero z dystansu?
To co Olaf opisuje, jest ważne też z innego powodu - to jest właśnie ten moment, kiedy tarot dla zmiany zawodu przestaje być rozkładem o zawodzie, a staje się rozkładem o leku. I to nie jest złe samo w sobie, ale trzeba wiedzieć, co się czyta. Jak szukasz potwierdzenia bezpieczeństwa, to karty będa ci odpowiadać na to pytanie, nie na pytanie o kierunek kariery.
oj tam, do Olafa i całej tej rozmowy o presji - jest jeszcze jeden wariant który chcę dorzucić. Czasem najniższy punkt to paradoksalnie najlepszy moment na jeden konkretny rozkład. Nie żeby szukać odpowiedzi, ale żeby zobaczyć, gdzie w ogóle jesteś. Rozkład diagnostyczny, nie prognostyczny. Ale wymaga to świadomości, że nie szukasz wyjścia, tylko lustra.
To co Eugenka mówi o interpretacji jako informacji - wracam do wątku zmiany zawodu, bo mi się to łączy. Jak ktoś jest w środku kryzysu zawodowego i robi rozkład o nowym kierunku, to sposób, w jaki czyta karty, powie mu więcej o jego gotowości do zmiany niż same karty. Czy ktoś miał tak, że rozkład był 'pozytywny', a i tak nie był w stanie zrobić kroku?
Wróciłam do nich po czasie, Lilka. ale nie żeby działać - żeby zobaczyć, czego wtedy nie byłam w stanie przeczytać. i to było osobne ćwiczenie - nie rozkład o zawodzie, tylko analiza starego rozkładu z nowej perspektywy. Czasem to daje więcej niż nowy układ.
Czekajcie, bo ja się trochę gubię. Rozmawiamy o zmianie zawodu czy o tym, czy wogole można robić tarot w kryzysie? bo to sa dwa rózne tematy i nie wiem, do którego mam się odnosić. 🙂
Gustlik, masz rację, że to się rozeszło, ale dla mnie te dwa wątki są nierozłączne. Pytanie o zmianę zawodu zadałem wtedy, kiedy byłem na dnie. I właśnie dlatego interesuje mnie, czy tamte rozkłady cokolwiek znaczyly, czy tylko pokazywaly moj stan. Wracając do sedna - ktoś z was robił konkretny rozklad typowo pod zmiane branży? Nie ogólny, tylko z pytaniem o nowy kierunek?
Robiłam. Używałam układu pięciu kart - obecna ścieżka, co ją blokuje, potencjał nowej drogi, co jest potrzebne do przejścia i karta syntezy. problem z tym rozkładem jest taki, że pozycja 'co blokuje' przy zmianie zawodu prawie zawsze wychodzi jako coś emocjonalnego, nie praktycznego. I trzeba zdecydować, czy to właściwa odpowiedź, czy projekcja
