Mam problem z kimś bliskim i odkryłam, że karty bardzo pomagają mi to przepracować, zanim w ogóle otworzę usta przy tej osobie. Chodzi mi o to, że czuję coś - jakiś opór, złość, smutek - i zamiast to przemilczeć albo wybuchnąć, siadam z talią i pytam: co naprawdę czuję w tej relacji? Co blokuję? Ostatnio wyszła mi Wysoka Kapłanka i przez dwa dni chodziłam z pytaniem, czego tak naprawdę nie chcę powiedzieć na głos. Czy ktoś używa kart właśnie w ten sposób - nie żeby przepowiedzieć, tylko żeby zrozumieć siebie przed rozmową?
Tak, dokladnie tak ich używam. Ale mam pytanie do Ciebie - co zrobiłaś z tą odpowiedzią od Wysokiej Kapłanki? bo to jest ten moment, ktury mnie zawsze interesuje: między wglądem a działaniem. Wiele osób zatrzymuje się wlaśnie tam.
Miałem podobnie i doszedłem do wniosku, że karta daje wgląd, ale nie daje odwagi. To dwie różne rzeczy. Wgląd to zobaczenie - odwaga to już twoja robota. Może dlatego ten Zenek piszę zawsze, ze same notatki z sesji nic nie daja, jeśli nie ma żadnego kolejnego kroku. Zresztą - czy ty w ogóle wiesz, czego się boisz w tej konkretnej rozmowie?
Czwarta karta jako 'czego sie boję usłyszeć od tej osoby' działa lepiej niz 'co ona czuje'. Tarot mowi przez ciebie, nie przez kogoś innego. Próbowałaś kiedyś zapytac wprost o swoj strach, nie o jej intencje?
Czytam ten wątek i mam dość sceptyczne podejście ale jedno mnie tu zatrzymało. Czy tarot naprawde może pomoc w komunikacji, czy po prostu daje ci czas i pretekst, zeby się zatrzymać i pomyśleć? Bo może to nie karta robi robote, tylko samo siedzenie w ciszy?
Mnie to pytanie tez dręczy, bo jak coś pasuje, to myślę: trafione, a jak nie pasuje, to też tłumaczę sobie, że to właśnie o to chodzi, tylko jeszcze tego nie widze. Trochę jakby nie było możliwosci pomyłki.
Właśnie dlatego notuję pytanie przed ciągnięciem karty i wracam do notatki po tygodniu. Inaczej mózg sam sobie opowiada historię i po trzech dniach jesteś przekonany że wiedziałeś od początku. Pamięć jest plastyczna, karta zostaje taka sama.
A czy są jakieś konkretne karty, które szczególnie dobrze sprawdzają się przy tematach rodzinnych? Mam taką sytuację, że z mamą w ogóle nie możemy rozmawiać o pewnych rzeczach i zawsze kończy się kłótnią. Nie wiem nawet od czego zacząć, żeby to przepracować. 🙂
Ojej, ta Szóstka Kielichów to właśnie wyszła mi ostatnio przy pytaniu o relację z siostrą i teraz wszystko nabiera sensu. Bardzo dziękuję za to wytłumaczenie, naprawdę otwiera oczy. :))
Ja bym dodał do tego Czwórkę Mieczy przy pytaniach o komunikację - nie jako odpowiedź co powiedzieć ale jako sygnał: nie rozmawiaj jeszcze. Potrzebujesz najpierw sam się uspokoić. Często zanim w ogóle siądziemy do rozmowy z kimś bliskim, jesteśmy naładowani i cokolwiek powiemy, to nie trafi
Słuchajcie, troche gubię się w tych kartach, bo znam tylko runy. Ale czy to co opisujecie - to jest właśnie ten pomysł, żeby nie wróżyć co się stanie, tylko zobaczyć co się w środku dzieje? Bo jeśli tak to chyba rozumiem o co chodzi, runy działają u mnie podobnie.
Wrócmy na chwilę do początku, bo to co napisałaś Kunegundo - o uciekaniu od rzeczy, które czujesz - to jest sedno tematu i chciałabym do tego wrócić. czy myślisz, że tarot tu pełni funkcję takiego lustra które zatrzymuje ucieczke? Bo inaczej to ujmując: co się dzieje, kiedy karta pokazuje ci coś, od czego uciekasz i wtedy uciekasz też od karty? 😀
Dobre pytanie, Wozka. Myślę, że to nie tyle lustro co... opóźniacz? Jak uciekam, to uciekam natychmiast, refleks. Karta wymusza sekundę zatrzymania i w tej sekundzie czasem coś zdążę zauważyć. Ale to co mnie bardziej nurtuje teraz to: co się dzieje, kiedy karta pokazuje coś, czego absolutnie nie chcę zobaczyć? Bo u mnie właśnie tak było ostatnio - wyszedł Sąd Ostateczny i dosłownie poczułam, że chcę go wcisnąć z powrotem do talii.
I co zrobiłaś z tym Sądem? Bo to jest właśnie ta chwila, o którą pytam - czy tarot działa, czy nie, właśnie w tym momencie oporu.
Odłożyłam talię na bok, powiem szczerze. Powiedziałam sobie że źle sformułowałam pytanie. Klasyczna ucieczka przez logikę
To jest taki mechanizm, ktury obserwuję bardzo często - racjonalizacja jako forma ucieczki wygląda poważniej niż zwykłe 'nie chcę'. Ale Kunegundo, zapytam tak: gdybyś wtedy nie odłożyła talii i siedziała z tym Sądem przez powiedzmy dziesięć minut, co mógłby ci powiedzieć akurat o tej relacji?
Dokładnie to mam na myśli kiedy mówię, że karta daje wgląd ale nie daje odwagi. Siedzenie z tym co niekomfortowe to już jest akt woli, nie tarota. Mnie kiedyś wyszła Wieża przy pytaniu o relację z ojcem i też miałem ochotę powiedzieć, że tasowałem za słabo
To ciekawe, że oboje mówicie o gotowości. Jakby tarot nie tylko odpowiadał na pytania ale też testował czy w ogóle chcesz na te pytania odpowiedzi. Trochę to wywraca tę całą logikę 'karta powie ci co masz wiedzieć'. xd
Czekajcie, bo chcę to dobrze zrozumieć. Mówicie, że jeśli karta mi się nie podoba, to właśnie dlatego jest trafna? Ale to znowu brzmi jak ta pułapka o której mówiłam wcześniej - że nie ma możliwości, żeby karta była po prostu chybiona. ^^
oj, czytam to i mam takie skojarzenie z runami - jak ciągnę rune Hagalaz, która zwiastuje burzę i chaos, to też mam pierwszą myśl, żeby ją odłożyć. Ale potem siedzę z nią i ona daje mi coś konkretnego. Może to nie kwestia tarota ani run, tylko tego że po prostu trudne symbole są trudne?
Właśnie to 'przestaje walczyć' jest interesującym sygnałem. U mnie coś podobnego dzieje się ze snami - jak mi się powtarza jakiś obraz, którego nie lubię, to opór idzie w parze z tym jak bardzo dotyczy czegoś, przed czym uciekam na jawie. Nie wiem czy tarot działa tak samo, ale ten mechanizm oporu brzmi znajomo.
Wracając do tego co powiedziała Solstice - że gdybym została z tym Sądem. Chyba wiem co by powiedział. Że ta relacja domaga się rozliczenia, nie kolejnej rozmowy w kółko o tym samym. I właśnie dlatego go odłożyłam. Nie dlatego że źle pytałam :))
