To co Oliwierka opisuje to jest bardzo typowy mechanizm i nie mówię tego złośliwie. Depresja często daje złudzenie klarowności, bo wszystko staje się 'oczywiste' w jednym kierunku. Właśnie dlatego rozkłady na szanse i możliwości mogą być paradoksalnie użyteczne właśnie teraz, ale z jednym warunkiem: że pytasz o kierunek a nie o ocenę sytuacji. Czym innym jest 'co mogę teraz zrobić' a czym innym 'jak wygląda moja sytuacja', bo to drugie pytanie wyciagnie z ciebie właśnie to co już w sobie masz.
Ja to rozumiem tak że pytanie jest jak soczewka. Ustawia co widzisz, nawet jeśli patrzysz na to samo. Kiedys miałam rozkład gdzie wyszedł mi Wiszący i przy pytaniu 'jak jest' widziałam stagnację i utknięcie. A przy pytaniu 'co mogę teraz zyskać' ta sama karta nagle pokazywała mi zmianę perspektywy i świadome wybranie pauzy. Zupelnie inaczej, dosłownie ta sama karta.
To jest serce całej tej rozmowy i dobrze że Wiciokrzew to powiedziała. Nie ma na to prostej odpowiedzi, ale powiem jak to sprawdzam u siebie. Jeśli interpretacja którą proponuję do trudnej karty wymagałaby kompletnego zaprzeczenia jej podstawowej symbolice, to prawdopodobnie coś kombinuję. Wiszący przy pytaniu o szanse może mówić o potrzebie zatrzymania i zmiany perspektywy, to jest uczciwe. Ale jeśli wyciągam Wieżę i interpretuję ją jako super pozytywne oczyszczenie bo pytanie było optymistyczne, to już jest naciąganie.
Ale Bylica, Wieża może być pozytywna. To jest karta transformacji, niekoniecznie katastrofy. Nie wiem dlaczego to by miało być naciąganie, zależy co w życiu się dzieje.
Przepraszam że wchodzę w środek ale chcę zapytać o cos konkretnego. Oliwierka pytała na początku o rozkład do szans i mozliwosci, jaki ukłaad kart w ogóle jest do tego najlepszy? Bo ja ciągle slysze o Celtyckim Krzyżu i nie wiem czy to jest dobre na takie pytanie czy jest coś lepszego specjalnie na szanse.
Dodam do tego co Leonora napisała, bo temat rozkładu jest naprawdę kluczowy przy pytaniu o szanse. Mam swój własny układ który robię w takich sytuacjach, oparty na sześciu pozycjach. Pierwsza to energia obecna, druga co jest widoczne jako szansa, trzecia co jest ukrytą szansą, czwarta co stoi na przeszkodzie dostrzeżeniu, piąta co możesz aktywnie zrobić, szósta jaki jest możliwy kierunek. Pozycja ukrytej szansy jest według mnie najważniejsza przy depresji albo trudnych momentach, bo często wlasnie tego nie widzimy sami.
Ten układ Oleandy brzmi bardzo dobrze, bo pozycja ukrytej szansy to właśnie to czeggo szukam. Ale mam pytanie jak technicznie to zrobić, mam na myśli czy każda pozycja to osobna karta czy może jakaś pozycja ma kilka kart? I czy to jest rozkład który robisz jednorazowo czy powtarzasz po jakimś czasie?
Oliwierka, każda pozycja to jedna karta, bo przy pytaniach o szanse wolę prostotę, żeby nie było zbyt wiele do interpretowania naraz. Zbyt rozbudowany rozkład przy trudnym emocjonalnie pytaniu moze prowadzic do przegrzania, szczególnie jeśli każda karta ciągnie w trochę inną stronę. Co do powtarzania, to ja nie powtarzam tego samego rozkladu wcześniej niż po miesiącu, bo inaczej sama nie wiem czy interpretuję nowe karty czy wracam do poprzednich. Ale notuję i wracam do notatek.
Mam pytanie które mnie nurtuje od dłuższego czasu w kontekście tej rozmowy. Mówicie o rozkladach na szanse i możliwości jako o sposobie na dostrzeżenie czegoś czego sami nie widzimy. Ale skąd wiadomo że karta pokazuje realna szanse, a nie tylko rzuca nam koło ratunkowe którego akurat szukamy? Nie mówię że tarot nie działa, mówię że w trudnym momencie bardzo chcemy znaleźć nadzieję i może przez to ją w kartach widzimy.
Nie zgadzam się z tym podejściem, Kasjopeja. Jeśli ktoś przyjmuje leki na depresję i szuka w kartach szans, to zbyt duże uproszczenie powiedzieć 'nieważne jak działa, ważne że pomaga'. Bo co jeśli pomaga krótkoterminowo, ale długoterminowo zastępuje coś innego co powinno się zadziać? To nie jest atak na tarot, ale na to podejście że efekt usprawiedliwia wszystko.
Wiciokrzew, przez zastępowanie mam na myśli dokładnie to co sugerujesz, terapię i kontakt z psychiatrą, ale też coś szerszego. Chodzi mi o to, że jeśli ktoś jest w depresji i zamiast przepracować coś trudnego sięga po karty po to żeby poczuć się lepiej natychmiast, to może to działać jak plaster na ranę która wymaga czegoś więcej. I nie mówię że karty są złe. Mówię że pytanie o intencję jest kluczowe. Czy robię rozkład żeby zobaczyć coś nowego, czy zeby uniknąć zobaczenia czegoś starego?
Chcę powiedziec że ta rozmowa mnie dużo kosztuje, ale w dobrym sensie. Bo właściwie to pytałam o rozkład na szanse, a dostałam coś znacznie trudniejszego do przemyslenia. I mam poczucie że to jest właśnie to czego potrzebowałam, nawet jeśli nie to czego chcialam. Pytanie Tamarki o intencję uderzyło mnie mocno. Bo jak myślę uczciwie, to nie zawsze wiem po co sięgam po karty. Czasem żeby zobaczyc, a czasem żeby nie czuć się sama z tym co widze.
No coś ty, to co Oliwierka właśnie napisała jest ważniejsze niż jakikolwiek konkretny rozkład. I uważam że sama odpowiedziała na swoje pierwotne pytanie. Jeśli tarot pomaga nie czuć się samą z trudnym widzeniem, to jest to realna i konkretna szansa którą dostrzegasz. Tylko się upewnij że obok kart jest też coś co sprawia że to widzenie można gdzieś zanieść.
Wiciokrzew dotknęła czegoś co chcę skomentować. Rozkład jako jedyne miejsce gdzie można coś zanieść to jest sytuacja która mnie niepokoi, ale inaczej niż może oczekujecie. Nie dlatego że karty są złe na to. Dlatego że to jest sygnał że brakuje czegoś poza kartami, i to jest warte uwagi samo w sobie. Pytanie do Oliwierki, nie musisz odpowiadać, ale warto je mieć: czy jest ktoś w twoim życiu z kim możesz porozmawiać tak samo szczerze jak tutaj?
Bylica, to jest bardzo osobiste pytanie i doceniam że je zadałaś tak wprost. Odpowiem szczerze: jest psychiatra, są leki, jest trochę terapii ale rzadko. I jest kilka osob bliskich, ale z nimi trudniej bo się martwią i nie zawsze chcę żeby się martwili. Tutaj jest jakos łatwiej bo nikt nie zna mojego zycia i mogę mówić o tym bez tego ciężaru troski z zewnątrz. to pewnie odpowiada też na część wcześniejszych pytań xD
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam jedno spostrzeżenie. Mówicie dużo o tym czy karty zastępują czy uzupełniają, ale chyba nikt nie zapytał wprost: co Oliwierka chce żeby rozkład na szanse jej dał? Nie w sensie terapeutycznym, tylko dosłownie. Co by chciała żeby wyszło z tego rozkładu? Bo to może zmienić całą rozmowę o tym jak go zrobić.
To co Oliwierka opisuje jako intencję rozkładu jest bardzo klarownym pytaniem wróżbiarskim i powiem że układ który wcześniej zaproponowałam dobrze na to odpowiada. Ale teraz kiedy to czytam, myślę że pozycja szósta, ta o pierwszym małym kroku, powinna być dla niej centralną kartą, nie czwartą. Może warto ten układ trochę przebudować. Dwie karty na szanse widzialne i ukrytą, jedna na blokadę, jedna na zasoby i dwie na konkretne kroki. Jak to brzmi?
Wracając do pytania Oliwierki o to czy antydepresanty blokują rozkłady, bo chyba gdzieś to zgubiłyśmy. Mam znajomą która brała leki przez kilka lat i mówiła ze pierwsze miesiące karty były dla niej jakby zamknięte, znaczy dostawała rozkłady ale nic do niej nie mówiły. Potem to się zmieniło. Ale nie wiem czy to były leki czy inne powody.
Ojej no, ja myślę że da się to poczuć. Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale kiedy karta coś do mnie mówi to jest inne uczucie niż kiedy patrzę na kartę i nic. Jakby była ściana między mną a znaczeniem.
Wchodzę tutaj bo to jest ciekawy wątek, ale chcę go przekierować z powrotem do Oliwierki. Bo ona spytała o antydepresanty na poczatku i myślę że nie dostała jeszcze żadnej konkretnej odpowiedzi, tylko dygresje. Oliwierka, czy jak robiłaś wcześniej rozkłady to miałaś poczucie że cos nie dochodzi czy to bardziej teoretyczne pytanie zanim zaczniesz?
Matko, Mogę powiedzieć jedno konkretnie. W żadnej tradycji tarota o której wiem nie ma mowy o tym że leki psychiatryczne blokują wróżbę. To jest przekonanie które krąży w środowiskach ezoterycznych ale nie ma pod nim żadnego oparcia nawet w terminach ezoterycznych. Co moze wpływać to stan emocjonalny i poziom skupienia, a te akurat leki często poprawiają, nie pogarszają. Więc balabym się iść w tym kierunku myślenia.
No właśnie, Zgadzam się z Czesia całkowicie. I dodam że jeśli ktokolwiek na tym forum albo gdziekolwiek indziej mówi ci że leki antydepresyjne kolidują z magią lub tarotem, to jest to opinia bez żadnego oparcia i może być szkodliwa, bo może prowadzić do odstawiania leków. Jasno to mówię. Rozkład na szanse i możliwości działa niezależnie od tego co bierzesz. Ważne jest twoje intencja i obecność w momencie czytania.
Chcę wrócić do sedna bo zaczęłyśmy odpływać w stronę farmakologii i filozofii, co jest ciekawe, ale Oliwierka przyszła tu z konkretna intencją. Powiedziałaś że chcesz miejsca gdzie mozna postawić nogę i nie spaść. To jest bardzo dobry punkt wyjścia do rozkładu. Mam pytanie zanim cokolwiek zaproponuję: czy masz teraz talię przy sobie i czy jesteś gotowa żeby to zrobić dziś, czy raczej szukasz układu do przygotowania się na pźóniej? 😛
To co Oliwierka powiedziała o momencie gotowości jest ważne i chcę do tego nawiązać, bo to się łączy z całą wcześniejszą rozmową o lekach i wygłuszeniu. Może właśnie dlatego że pytasz teraz, i że masz tę konkretną intencję, jest to dobry moment niezależnie od wszystkiego innego.
Tylko ze to trochę rozmywa całą ideę odpowiedniego stanu przed rozkładem, prawda? Bo jeśli zawsze jest dobry moment kiedy chcemy, to po co w ogole mówi się o przygotowaniu, skupieniu, oczyszczeniu przestrzeni i tak dalej? Pytam bez złośliwości, naprawdę chcę zrozumieć.
Wracając do Oliwierki i jej talii, bo nie chcę żeby ten moment minął. Zaproponuję konkretny uklad i proszę zebys mi powiedziała czy to brzmi dla ciebie sensownie zanim zaczniesz. Sześć pozycji. Pierwsza: gdzie teraz stoisz, nie oceniająco, tylko punkt odniesienia. Druga: co widzisz że jest możliwe, nawet jeśli to wydaje się male. Trzecia: co cię powstrzymuje przed zrobieniem pierwszego kroku. Czwarta: co masz w sobie czego jeszcze nie używasz. Piąta: jeden konkretny krok który możesz zrobić. Szósta: co się otwiera po tym kroku. Czy to odpowiada temu czego szukałaś?
Tak. Szczególnie czwarta pozycja mnie uderzyła, 'co mam w sobie czego nie używam'. Bo właśnie o to chodzi, że czuję że coś jest, ale nie wiem co i jak do tego dotrzeć. To jest dokladnie to.
