No, temat dla odważnych. Klasyczna astrologia hellenistyczna w ogóle nie bała się liczyć długości życia - to była podstawa każdej poważnej konsultacji. Hyleg i alcocoden szły zaraz po ascendencie. Dopiero w XX wieku astrolodzy zaczęli wymiękać i przerzucili się na "pozytywne odczyty".
No właśnie, zawsze się zastanawiałam dlaczego nikt o tym nie mówi. Mam książkę Valensa i tam cały rozdział poświęcony temu, jak obliczyć afetę. Tylko że czytam to raz dziesiąty i nadal nie wiem, jak to zastosować w praktyce bez tabel dorobionych przez nowszych autorów.
Hyleg (grecki afeta) to punkt dający życie - może nim być Słońce, Księżyc, ascendent, punkt szczęścia albo prenatalna sygnatura, zależnie od warunków. Alcocoden to planeta rządząca hylegiem i to ona nadaje lata. Jeśli jest w mocnej dygnifikacji - lata większe (zazwyczaj między 60 a 120), jeśli peregrynująca - lata mniejsze, czasem tylko 20-30.
Temat jest śliski z dwóch powodów. Po pierwsze - żaden klasyk nie zgadza się z innym co do dokładnej metody. Ptolemeusz liczy inaczej niż Dorotheus, a ten inaczej niż Firmicus Maternus. Po drugie - nawet jeśli wyjdzie ci konkretna liczba, to ona odnosi się do potencjału długości, nie do konkretnej daty śmierci. Dopiero kierunki pierwotne pokazują moment aktywacji.
Powiem szczerze - nie wierzę w liczenie dokładnego momentu śmierci z kosmogramu. Przejrzałam kilkadziesiąt horoskopów osób zmarłych, miałam daty, godziny, wszystko. I co? U jednego tranzyt Saturna na ascendencie, u drugiego Mars nad MC, u trzeciego zupełnie nic spektakularnego. Zbyt wiele konfiguracji pasuje do zbyt wielu zdarzeń.
Jak dla mnie to pytanie źle postawione. W kosmogramie widać potencjał i typ odejścia (nagłe, długie, po chorobie, w wyniku wypadku), ale nie dokładną datę. Symbolika 8 domu i jej rządcy mówi raczej o okolicznościach niż o kalendarzu.
Pytanie może głupie, ale - czy 8 dom w ogóle jest domem śmierci? Mam wrażenie, że nowocześnie interpretuje się go raczej jako dom transformacji, zasobów cudzych, seksualności. Dom śmierci miał być w tradycji ptolemejskiej chyba gdzieś indziej?
Dodam jeszcze, że klasycznie śmierć mogła być wskazywana również przez 4 dom - bo to był dom końców spraw, grobu, tego, co leży pod ziemią. Porfiriusz łączył oba domy w interpretacji odejścia.
Fajnie że wypłynął temat Morina de Villefranche. On akurat był astrologiem Richelieu i miał konkretne zlecenia na prognozowanie śmierci osób państwowych. W pamiętnikach opisał kilka wpadek, kilka trafień. Sam przyznawał, że to zawsze probabilistyka, nie pewność.
Przyznam się, że mnie przeraża sama idea sprawdzania tego u siebie. Zrobiłem kiedyś tranzyty Saturna do swojego kosmogramu z ciekawości i trafiłem na bardzo niefortunną konfigurację za 12 lat. Od tamtej pory nie potrafię tego wyjąć z głowy. I to jest problem z tym podejściem - efekt psychologiczny jest większy niż informacja astrologiczna.
