Słucham tej rozmowy i zastanawiam się - czy wy w ogóle uważacie, że jest możliwe zrobienie rozkładu kompletnie bez projekcji? Pytam serio, bo zaczynam myśleć, że może to jest jak pytanie o obiektywność - z założenia nieosiągalna, tylko w różnym stopniu.
Wracając do kolejności kart, bo Iwetka miała rację że trochę odpłynęliśmy - mam zapisane w notatniku przypadki gdzie zmieniałam kolejność i zastanawiam się teraz nad jedną rzeczą. Czy zmiana kolejności przy rozkładzie linearnym, jak na przykład trzy karty przeszłość-teraźniejszość-przyszłość, ma inny ciężar niż zmiana w rozkładzie celtyckim gdzie pozycje są bardziej hierarchiczne?
A to co Gienia opisuje to mnie zastanawia - czy jak karta 'wyląduje' w złym miejscu przez nieuwagę, to czy macie w ogóle taki impuls żeby natychmiast poprawić? Ja mam zawsze i walczę z nim, bo nie wiem czy to dbałość o metodę czy po prostu nie lubię jak coś nie idzie tak jak chciałem.
Oskar, u mnie ten impuls jest zawsze. I teraz po tej rozmowie zastanawiam się czy właśnie dlatego zmieniłam tamtą kartę - bo nieświadomie chciałam 'poprawić' coś co nie pasowało do obrazu jaki miałam w głowie. Może nie zrobiłam tego z intuicji. Może zrobiłam to żeby mieć porządek.
Zorka właśnie powiedziała coś bardzo konkretnego. 'Żeby mieć porządek' - to jest zupełnie inny motyw niż 'intuicja powiedziała'. I to nie jest zarzut, to jest po prostu inny rodzaj potrzeby. Ale czy ta potrzeba porządku sama w sobie jest czymś złym w czytaniu kart? Bo można argumentować, że rozkład bez wewnętrznej spójności jest bezużyteczny.
Słucham i myślę o tym, jak to wygląda z zewnątrz. Kiedy ktoś mi opowiada swój rozkład, bardzo często widzę momenty gdzie interpretuje kartę przez to czego oczekuje, i to jest widoczne. Ale nigdy nie wiem jak powiedzieć to tej osobie, żeby nie brzmiało jak 'mylisz się'. Czy wy w ogóle mówicie sobie wzajemnie takie rzeczy?
To co Melania opisuje, że widzi z zewnątrz jak ktoś interpretuje przez oczekiwania, mnie bardzo zastanawia. Bo ja też to widzę u innych, ale u siebie nie widzę w trakcie, tylko po czasie. I właśnie o to mi chodzi - czy jest jakiś sposób żeby zobaczyć to w sobie na bieżąco, nie dopiero po kilku dniach? Bo jak mi ta osoba powiedziała, to też najpierw się zdenerwowałam. A gdyby sama siebie zapytała w tamtym momencie, to by też pewnie odpowiedziała 'nie, ja interpretuję uczciwie'.
Szczerze? Dopiero teraz. W tamtym momencie byłam przekonana że to intuicja. Nawet miałam takie wewnętrzne uzasadnienie - że ta karta 'nie pasuje do energii chwili'. A teraz jak patrzę na to co napisałam wcześniej, to widzę że 'energia chwili' to był po prostu mój obraz tego jak sytuacja powinna wyglądać. Nie wiem jak to rozróżnić w czasie rzeczywistym.
To co Zorka opisuje to jest jeden z najbardziej opisywanych problemów w literaturze o self-reading, właśnie dlatego że czytanie dla siebie znosi tę odległość między pytającym a czytającym. Mary K. Greer w 'Tarot for Your Self' poświęca temu sporo miejsca - że uzasadnienie post-hoc wygląda wewnętrznie tak samo jak uzasadnienie ante-hoc. Mam jednak pytanie do Zorki - czy tamta karta którą przestawiłaś, ta 'nie pasująca', w ogóle zostawiłaś ją w rozkładzie na innej pozycji, czy całkowicie ją wyjęłaś?
To jest pytanie które wydaje mi się kluczowe dla całego wątku - czy kolejność ciągnięcia jest informacją samą w sobie. Bo jeśli tak, to przestawienie kart nie jest korektą, tylko nadpisaniem tej informacji. A jeśli kolejność ciągnięcia jest przypadkowa, to co w ogóle jest informacją w rozkładzie? Pozycja którą przypisujemy, czy karta którą dostajemy, czy kombinacja?
Ale czekaj, Froen napisał coś co mnie trochę zatrzymało. Jeśli kolejność ciągnięcia jest informacją, to znaczy że karty które ciągniemy jako pierwsze 'wiedzą' coś więcej? Albo że jesteśmy w jakimś stanie kiedy je ciągniemy który wpływa na kolejność? Przepraszam jeśli to naiwne pytanie, ale naprawdę nie rozumiem jak miałoby to działać mechanicznie.
Hania, w skrócie - Jung mówił o zbieżności zdarzeń które są znaczące, ale nie mają związku przyczynowego. Czyli karta którą wyciągasz nie jest 'spowodowana' twoim pytaniem, ale jest z nim zbieżna w sensie znaczeniowym. To jest ważne rozróżnienie dla całej tej dyskusji. Ale Zengui, powiedz mi jedno - ty osobiście który model przyjmujesz? Bo słyszę że opisujesz oba, ale nie wiem co ty uważasz.
Zengui to ciekawe że mówisz o niespójnosci bo mnie by pasowało mieć jeden model, ale faktycznie jak próbuję zastosować jeden to zawsze jest jakiś rozkład który mu nie pasuje. To trochę jak z duchami - mam kilka hipotez i żadna nie tłumaczy wszystkiego. Może te rzeczy z założenia nie dają się zamknąć w jednym modelu?
To co Bartez napisał przypomniało mi coś z innej strony. W horoskopach mam podobnie - są systemy całkiem odmienne, dom placidus i dom równy, i dają różne wyniki. I w środowisku jest właściwie zgoda że nie wiadomo który jest lepszy. Więc może w tarocie jest podobnie i to nie jest wada, tylko natura tej praktyki.
Ale wróćmy do tego pytania Zorki z początku wątku, bo trochę nam to odpłyneło. Ona pytała kiedy słuchać karty a kiedy swojego przeczucia - i myślę że po tej rozmowie doszliśmy do czegoś konkretnego, bo te dwa są rozróżnialne. Karta mówi jedno, twoje przeczucie mówi drugie - i to jest właśnie moment diagnostyczny. Czy się mylę?
Oskar, masz rację że wracamy do sedna. Ale właśnie ten 'moment diagnostyczny' o którym piszesz - u mnie on nie jest taki czysty. Czasem karta i przeczucie mówią to samo i nie wiem czy to dlatego że są zgodne, czy dlatego że moje przeczucie po prostu natychmiast dopasowało się do karty zanim zdążyłam je sprawdzić. Czy ktoś ma sposób na to żeby zatrzymać to dopasowywanie?
To jest może najważniejsze pytanie w całym wątku. I nie mam na nie dobrej odpowiedzi, bo literatura wskazuje różne techniki, ale żadna nie jest pewna. Jedna z nich to zapisywanie przeczucia zanim się odwróci kartę. Inna to robienie rozkładu bez pytania, żeby nie było projekcji od strony pytania. Ale obie mają swoje ograniczenia. Co ty byś chciała osiągnąć - odróżniać je retrospektywnie czy w czasie rzeczywistym?
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i muszę zapytać - bo słyszę o zapisywaniu, o metodach, o modelach, a ja jeszcze ciągam karty od niedawna i zastanawiam się, czy na tym etapie w ogóle mam szansę to rozróżnić. Czy to przychodzi z czasem samo czy trzeba specjalnie ćwiczyć? Przepraszam że przerywam taką zaawansowaną dyskusję.
Właśnie to z zapiskami - Teodozja wspomniała o tym wcześniej, Kamilka teraz. Mam pytanie praktyczne: czy wy zapisujecie tylko rozkład i co karta 'mówi', czy też to co czujesz w momencie ciągnięcia? Bo mam wrażenie że to drugie jest trudniejsze do uchwycenia, bo trzeba to zrobić zanim zaczniesz interpretować.
Zapisuję obie rzeczy ale w osobnych kolumnach, żeby nie mieszać. Lewa strona to co widzę w karcie, prawa to co czuję nim ją odwrócę. Brzmi metodycznie i trochę zimno, ale naprawdę pomaga potem zobaczyć gdzie jedno wpłynęło na drugie. Pytanie jest właśnie to o którym mówisz - czy zapisanie przeczucia przed odwróceniem jest w ogóle możliwe bez że już wtedy zaczniesz myśleć o karcie.
A ja mam głupie pytanie - kiedy mówicie o 'przeczuciu przed odwróceniem', to chodzi wam o przeczucie dotyczące sytuacji o którą pytacie, czy o przeczucie co ta konkretna karta pokaże? Bo to chyba są dwie różne rzeczy.
Jedno ćwiczenie które gdzieś spotkałam i które ma sens, to ciągnięcie karty zakrytej i zapisanie przeczucia co do sytuacji zanim się ją odwróci - a potem porównanie nie z tym 'czy karta to potwierdza', ale z tym 'czy interpretacja karty poszła w kierunku przeczucia czy nie'. Bo możesz mieć dobrą intuicję co do sytuacji i zupełnie inaczej przeczytać kartę, albo odwrotnie. To trochę rozkłada te warstwy.
Bartez, to jest dokładnie mój problem. Próbowałam zapisywać i zawsze w momencie kiedy zaczynam pisać, już trochę 'ustawiam' przeczucie pod jakiś kształt. Słowo które wybierasz zmienia to co czułaś. Próbowałam też rysować zamiast pisać ale to był chaos.
A czy próbowałaś nagrywać głosem zamiast pisać? Mnie w numerologii pomogło to że mówiłam do siebie na głos pierwszą myśl, bez zatrzymywania. Pismo wymaga chwili i w tej chwili coś się zmienia. Głos jest szybszy, bardziej surowy.
Słuchajcie, ja rozumiem tę metodologiczną rozmowę, ale trochę mnie ona niepokoi. Mam wrażenie że coraz bardziej odchodzimy od pytania Zorki, które było o słuchanie karty albo przeczucia, w stronę tego jak udowodnić sobie które z nich działa. I zastanawiam się czy to nie jest ten sam problem w innej formie - bo jeśli szukasz dowodu, to może też już nie słuchasz, tylko oceniasz.
Mnie to co Melania napisała trafiło. Bo faktycznie - jeśli co rozkład sprawdzam czy 'miałam rację', to czytam pod trafność, nie pod sens. A to chyba są różne rzeczy. Karta może być nietrafionym opisem sytuacji ale trafnie wskazać na coś innego. Jak to wtedy liczyć?
Właśnie, to jest dobre pytanie Ewunia. Bo w sumie co to znaczy że karta 'się sprawdziła'? Czy zdarzenie nastąpiło tak jak mogłaś odczytać? Czy twoje działanie zmieniło coś co karta wskazywała? Przy rytuałach mam podobnie - jak coś działa, to nie wiem czy zadziałało samo czy dlatego że zmieniłem sposób myślenia o sprawie. Nie wiem jak to testować.
