Przepraszam że wchodzę, ale to co Oskar napisał to jest coś co mnie boli od początku. Jak w ogóle odróżnić że karta pokazała coś prawdziwego od tego że ja to prawdziwe sobie skonstruowałam dlatego że chciałam żeby karta miała rację? Czy to jest problem który rozwiązuje się sam z czasem czy nie?
Froen, to jest właściwie odpowiedź na moje pierwotne pytanie z początku wątku, tylko inaczej ustawiona. Nie chodzi o to kiedy słuchać karty a kiedy przeczucia, tylko o to żeby przestać między nimi rywalizować o rację. Chyba o to mi chodziło i nie umiałam tego tak powiedzieć. Ale nadal nie wiem co zrobić kiedy są sprzeczne i trzeba podjąć jakąś decyzję. Czy ktoś ma na to coś konkretnego?
Zorka, to co napisałaś na końcu mnie bardzo uderzyło. Bo ja przez całą tę rozmowę siedziałam i myślałam właśnie o tej rywalizacji, tylko nie umiałam tego nazwać. Zawsze jak ciągnę kartę i mam silne przeczucie, to potem nieświadomie oceniam czy karta 'wygrała' czy ja 'wygrałam'. I to jest strasznie wyczerpujące. Ale jak przestać? Serio pytam, bo powedzieć 'przestań rywalizować' to jedno, a naprawdę to zrobić to drugie.
A mnie zastanawia coś innego w tym co Zorka napisała. Bo ona powiedziała że chodziło jej o to żeby nie rywalizować między przeczuciem a kartą. Ale czy to nie jest trochę za łatwa odpowiedź? Bo przecież musi być jakiś moment kiedy trzeba wybrać - idziesz za tym co karta pokazuje, czy za tym co czujesz. Nie zawsze da się te dwie rzeczy połączyć w jedną harmonijną całość.
Mam pytanie do Zorki, ale też do Froena. Kiedy mówicie że karta i przeczucie 'nie rywalizują', to co wy wtedy konkretnie robicie z rozkładem? Bo ja jak skończę interpretować i mam sprzeczność między tym co widzę a tym co czuję, to jednak muszę gdzieś to odłożyć. Nie mogę wyjść z rozkładu z dwiema różnymi odpowiedziami na to samo pytanie.
Słuchajcie ale to co Adeptka mówi to trochę takie wyjście awaryjne. Bo jak coś nie działa, to mówimy że źle pytałeś. Przy rytuałach mam podobnie - jak rytuał nie zadziała to zawsze można powiedzieć że coś było zle ustawione albo zła intencja. Jak weryfikować że karta naprawdę daje wgląd a nie że my lubimy takie gadanie o wglądzie bo jest wygodniejsze niż przyznanie że nie umiemy odpowiedzieć?
To co Ewunia napisała jest dla mnie ważne, ale mam jedno pytanie do całej grupy. Czy wy w ogóle inaczej traktujecie karty kiedy pytacie o siebie niż kiedy czytacie dla kogoś innego? Bo mam wrażenie że ta cała sprzeczność karta-przeczucie pojawia się głównie przy czytaniu dla siebie. Przy czytaniu dla innych jakoś rzadziej słyszę żeby ktoś mówił że jego przeczucie kłóci się z kartą.
Nie wiem czy smutne, ale takie jest po prostu. Przy obserwowaniu zjawisk mam podobnie, jak mi bardzo zależy żeby coś zobaczyć, to zaczynam widzieć. Ludzie tak działają. Może zamiast walczyć z tym że przy karcie dla siebie 'kłamiesz', warto zapisywać właśnie to - że bardzo chcesz konkretnej odpowiedzi. To też jest informacja o sytuacji.
To co Bartez opisuje ma dobre zakorzenienie - w niektórych podejściach do czytania tarota zachęca się do formułowania przed rozkładem nie tylko pytania, ale też własnych oczekiwań wobec odpowiedzi. Nie po to żeby je spełniać, ale żeby je widzieć. Jeśli wiem że chcę usłyszeć 'zostań w tej pracy', to kiedy wychodzi mi karta zmiany, mam przynajmniej świadomość że mój opór wobec niej to moje oczekiwanie, a nie błąd karty.
Kamilka poruszyła coś co mnie zastanawia już od dłuższego czasu. Czytam głównie dla siebie i zawsze mi to wychodziło gorzej niż jak ćwiczyłam na innych. Myślałam że jestem po prostu gorsza technicznie przy własnych pytaniach. Ale może to wcale nie jest kwestia techniki, tylko właśnie tego zaangażowania o którym Zengui mówił. To by zmieniało jak do tego podchodzę.
