To co mówi Zorka jest chyba ważne dla całego tematu. Pytanie nie brzmi tylko 'kiedy słuchać intuicji a kiedy karty', ale może też 'kiedy zmiana wynika z intuicji, a kiedy z ucieczki'. I te dwie rzeczy mogą wyglądać identycznie z zewnątrz i od środka. Czy ktoś ma jakiś sposób na to rozróżnienie?
Mam podobne odczucie z horoskopami, i wiem że to inny temat, ale jednak zbliżony. Kiedy tranzyt mówi coś, czego nie chcę słyszeć, to instynktownie szukam innej interpretacji. I dopiero jak zapiszę tę pierwszą, nielubian, i do niej wrócę - często okazuje się, że była bardziej precyzyjna. Może to działa podobnie z kolejnością kart? Pierwsza wersja rozkładu, nawet niekomfortowa, coś zawiera?
Wróćmy na chwilę do pytania z tytułu wątku, bo ta rozmowa o ucieczce od interpretacji to jest właśnie odpowiedź na pytanie Zorki. Kiedy słuchać karty, a kiedy intuicji? Może kiedy intuicja mówi 'zmień kolejność' albo 'ta karta tu nie pasuje', warto zatrzymać się i zapytać: zmieniam bo czuję coś prawdziwego, czy zmieniam bo ta pozycja mnie niekomfortuje? To nie jest pytanie retoryczne, serio go zadaję.
Słucham Teodozji i mam wrażenie, że ten pośpiech, o którym mówi, to jest właśnie mój problem. Jak teraz sobie to odtwarzam - zmieniłam kolejność błyskawicznie. Nie było żadnego momentu zatrzymania. I teraz nie wiem czy to był odruch intuicji, czy odruch ucieczki. Czy jest w ogóle sposób, żeby to odróżnić po fakcie?
Właśnie to jest sedno. Po fakcie jest trudniej, ale nie niemożliwe. Pytanie pomocnicze, które sobie zadaję: czy po tej zmianie poczułam ulgę czy ciekawość? Ulga to sygnał ostrzegawczy. Ciekawość - to znaczy że coś we mnie otworzyło, nie zamknęło.
Mam pytanie do całej tej rozmowy o uldze. Czy wy w ogóle zapisujecie to co czujecie w momencie gdy przewracacie kartę? Bo ja zaczęłam to robić i okazało się, że te emocjonalne notatki są dla mnie ważniejsze niż interpretacja sama w sobie.
To co Gienia mówi o robieniu rozkładu dla kogoś innego mnie bardzo uderza. Właśnie w czytaniu dla innych tracimy ten kontakt z własnym odczuciem, bo skupiamy się na drugiej osobie. I wtedy intuicja czy karta? To pytanie w ogóle inaczej brzmi.
Bartez trafia w coś ważnego. Jak czytałam sama dla siebie ten rozkład ze Słońcem - byłam jednocześnie pytającą i czytającą. I chyba to właśnie zrobiło mi ten bałagan z kolejnością. Nie wiem czy moje 'coś nie gra' było o karcie, czy o pytaniu, którego tak naprawdę wolałam nie zadawać.
Zorka poruszyła coś, o czym rzadko się mówi - możliwość że problem nie był z kartą ani z kolejnością, tylko z samym pytaniem. Czy wy w ogóle weryfikujecie czy pytanie, które zadajecie rozkładowi, jest pytaniem które naprawdę chcecie zadać?
To wszystko co tu mówicie o pytaniu jest dla mnie nowe i trochę zmienia to jak myślę o całym temacie. Zawsze zakładałem że problem to karta albo jej miejsce w układzie. A tu okazuje się że problem może być jeszcze głębiej, w tym co w ogóle zadajemy. To trochę przestawia cały temat z głowy na nogi, nie?
Mam wrażenie że ta rozmowa zaczęła od kolejności kart w rozkładzie Zorki, a skończyłyśmy na głębszym problemie - czy w ogóle wiemy o co pytamy kiedy pytamy. I to jest odpowiedź sama w sobie, prawda? Że tarot wymusza kontakt z tym, czego sami nie widzimy wprost.
Wracając do tego co napisała Zorka na końcu - że pytanie było 'zbyt wygodne'. To mnie uderzyło. Bo jak weryfikujesz czy pytanie jest wygodne zanim je zadasz? Czy to w ogóle możliwe przed rozkładem, czy zawsze wychodzi dopiero po?
To co Teodozja opisuje z tym testem 'złość czy ciekawość' jest bardzo konkretne i mi się podoba. Ale chcę dopytać - co z sytuacją gdy karta potwierdza to czego się bałaś? Bo to nie jest ani złość ani ciekawość, to jest bardziej lęk. I co to mówi o jakości pytania?
Ten wątek o pamięci jest ciekawy. Ja mam notatki właśnie po to, żeby sprawdzać co mój umysł 'gubi' między rozkładem a kolejnym spojrzeniem na zapiski. I rzeczywiście - to czego nie pamiętam bez notatek zazwyczaj okazuje się ważniejsze niż to, co pamiętam doskonale.
Wracając do głównego pytania Zorki o kolejność kart - czy wy uważacie, że zmiana kolejności to jest w ogóle osobna kwestia od tego czy pytanie było prawdziwe? Bo mi się wydaje, że to są dwa osobne problemy, które tu trochę się pomieszały.
Iwetka ma rację, że to się pomieszało, ale ja mam wrażenie że u mnie były ze sobą połączone. Zmieniłam kolejność właśnie dlatego, że pytanie było zbyt wygodne. Jakbym podświadomie wiedziała, że jeśli Słońce zostanie w tym miejscu, to będę musiała przyznać coś, czego nie chciałam przyznawać. Więc - może kolejność i pytanie to objaw tego samego.
To co Zorka mówi mi sie wydaje bardzo trafne. Sam miałem podobnie, ale przy zupełnie innej sytłacji - nie z pytaniem, tylko z osobą. Jak czytałem dla kogoś bliskiego, to układałem karty inaczej niż bym to zrobił dla obcego. I długo sie nie przyznawałem, że to robiłem.
To jest dla mnie jeden z ważniejszych wątków w tej rozmowie. Że przy czytaniu dla innych nasz własny stosunek do tej osoby wchodzi do rozkładu inaczej niż byśmy chcieli. I wtedy pytanie 'karta czy intuicja' komplikuje się, bo dochodzi trzeci element - karta, moja intuicja i moje emocje wobec pytającego.
Szczerze? Zadałam to pytanie sobie dopiero tutaj, bo wy zaczęłyście to rozkładać na części. Sama z siebie prawdopodobnie bym to zostawiła i powiedziała sobie, że 'intuicja podpowiedziała'. I to jest właśnie ten problem, który chciałam opisać w tym wątku. Że intuicja jest wygodnym wytłumaczeniem dla rzeczy, które są po prostu naszym życzeniem.
Zorka dotknęła czegoś istotnego. 'Intuicja powiedziała' to jedno z tych zdań, które zamyka rozmowę zamiast ją otwierać. Ale jednocześnie - czy intuicja zawsze jest życzeniowa? Bo mam wrażenie, że czasem właśnie intuicja mówi rzeczy, których absolutnie nie chcemy słyszeć. Jak to odróżnić od tej wygodnej wersji?
Ja to robię od jakiegoś czasu i potwierdza mi się właśnie to, co Teodozja mówi. Zapisuję to pierwsze wrażenie osobno, a potem osobno piszę interpretację po analizie. I naprawdę, te dwie wersje potrafią być zupełnie różne. Ale nie zawsze ta pierwsza jest trafniejsza - to zależy od pytania. Przy pytaniach o relacje pierwszy impuls jest dla mnie bardziej wiarygodny. Przy pytaniach o decyzje już niekoniecznie.
Chcę wrócić do kwestii kolejności kart, bo czuję, że wątek trochę nam odpłynął. Zorka mówiła o zmianie kolejności i o tym, że było to powiązane z pytaniem. Ale czy ktoś z was miał sytuację, gdzie kolejność kart zmieniła sens rozkładu całkowicie, a nie tylko trochę? Bo w moim odczuciu to jest kluczowe pytanie z tytułu.
To co Bartez opisuje jest bardzo podobne do czegoś, o czym czytałam - że błędy podczas rozkładania kart mogą być nieprzypadkowe. Nie w sensie mistycznym koniecznie, ale w sensie że twój umysł podświadomie coś zmienił. Pytanie, czy to jest argument za tym, żeby ufać 'błędom', czy raczej żeby być bardziej uważnym przy układaniu?
Właśnie, ja sama nie wiem do końca czy to była świadoma zmiana. W momencie kiedy to robiłam, powiedziałam sobie, że 'tak lepiej pasuje'. To brzmi świadomie. Ale teraz, z perspektywy, myślę że nie miałam wtedy żadnego racjonalnego powodu dla którego miałoby to 'lepiej pasować'. Więc może to było coś pomiędzy - świadomy ruch, nieświadomy powód.
I tu jest właśnie ten punkt, gdzie karta, intuicja i życzenie robią się nie do rozróżnienia. Zorka opisuje mechanizm, który jest chyba bardzo powszechny, tylko rzadko ktoś go tak otwarcie nazywa. Zastanawiam się, czy to jest problem do 'naprawienia', czy po prostu część tego jak działa czytanie tarota?
To pytanie Bazylii jest chyba najważniejsze w całym wątku. Jak rozpoznać kiedy 'siebie' jest za dużo. I szczerze - nie wiem czy istnieje na to prosta odpowiedź. Ale mam podejrzenie, że zamiast pytać 'czy to ja czy karta', lepiej pytać 'czego się spodziewałam zanim wyciągnęłam kartę'. Jeśli odpowiedź jest konkretna i silna - to już jest sygnał.
Iwetka, to mnie zastanawia, bo u mnie działa to chyba inaczej. Właśnie wtedy kiedy jestem zagubiona, mój umysł zdaje się tym bardziej chcieć znaleźć sens w każdej karcie, jakiejkolwiek. Nie wiem czy to ułatwia czy utrudnia czytanie.
