Chciałam otworzyć ten temat, bo sama przez to przechodzę i nie wiem, czy karty mogą tu w ogóle pomóc. Moja mama jest poważnie chora i ja jakoś nie mogę się pogodzić z tym, że ludzie odchodzą. Nie chodzi mi o przepowiednię, kiedy to nastąpi, broń Boże. Chodzi mi o to, czy jest jakiś rozkład, który pomaga zaakceptować przemijanie, śmiertelność, nieuchronność. Coś, co pozwala to po prostu... jakoś udźwignąć. Czy ktoś z was używał kart w takim kontekście?
To bardzo odważne, że o tym piszesz. Sama pracowałam z kartami przy podobnym temacie i powiem szczerze, że tarot w tej roli działa zupełnie inaczej niż przy pytaniach o miłość czy pracę. Tu nie chodzi o odpowiedź, tylko o towarzyszenie. Czy robiłaś kiedyś rozkład z Arkanem Śmierci świadomie postawionym w centrum? 🙂
Przepraszam że wchodzę, ale czy w ogóle bezpiecznie jest klasc kartę Śmierci celowo? Zawsze myslalam że to przyciąga zla energie albo coś takiego. nie chce nikogo obrażać tylko pytam bo naprawdę tego nie wiem
Ja kiedyś robiłam rozklad właśnie z myślą o śmiertelności i wyciągnęłam wtedy Gwiazdę, Pustelnika i Sąd. Zastanawiałam się potem długo, co to znaczy w tym kontekście. Pajeczyna, a czy masz jakiś konkretny rozkład, który już znasz, czy szukasz czegoś zupełnie nowego?
Wtrace się bo pracuję z kartami przy procesach zaloby od kilku lat i mam swój rozkład który sama ulozylam. Trzy pozycje: co blokuję w sobie, co już wiem ale nie chce wiedzieć, i co może mi przynieść spokój. Brzmi prosto, ale przy tym temacie te trzy karty potrafią wywołać silną rekację. Próbowałaś kiedyś czegoś tak skróconego?
Mam notatki z kilku rozkładów robionych przy podobnym celu i powiem że za kazdym razem wychodził mi Pustelnik albo Kolo Fortuny. Zacząłem sie zastanawiać, czy to przypadek czy te karty szczególnie lubią wychodzić przy pytaniach o czas i przemijanie. Czy ktoś ma podobne obserwacje?
Pustelnik to refleksja, wejscie w głąb, zatrzymanie się. Przy pytaniach o śmiertelność wychodzi chyba dlatego, że samo zadanie tego pytania już jest aktem zatrzymania się. Koło Fortuny z kolei może być odpowiedzią samą w sobie, bo mówi: to się kręci, zawsze tak było i będzie. Zenek a jakie były pozycje w twoich rozkladach? Bo karta ma znaczenie ale pozycja zmienia wszystko.
Czytam te rozmowę i mam pytanie trochę z boku: czy przy takim temacie w ogóle powinniśmy pytać kart o siebie, czy raczej o osobę, ktora odchodzi? Bo to chyba dwa różne pytania i dwa różne rozklady.
Stasio, to naprawdę dobre rozroznienie. Ja myślałam o sobie, o mojej akceptacji, nie o mamie. Nie chcę wróżyć jej losu, to nie moje miejsce. Ale twoje pytanie uświadamia mi, że mogę nieświadomie mieszac te dwa cele w jednym rozkładzie i dlatego zaden mi nie wychodzi sensownie.
To co powiedziała Pajeczyna jest kluczowe. Zanim w ogóle siadziemy do kart przy takim temacie, musimy wiedzieć, na czyje pytanie odpowiadamy. Czy pytam: jak ja mogę pogodzić sie ze śmiertelnością? Czy pytam: jak towarzyszyć bliskiej osobie? Czy pytam: jak przeżyć stratę? To trzy zupełnie różne rozkłady i żaden z nich nie powinien wchodzić w drugą osobę bez jej zgody. Rozkłady o akceptacji czasu to praca na wlasnym wnętrzu, nie na cudzym losie.
Czytam to i szczerze mówiąc jestem trochę sceptyczna, czy karty naprawdę mogą coś takiego dać. Nie mówię złośliwie, po prostu się zastanawiam. To jest temat tak ciężki, że czy kilka obrazków na stole faktycznie może pomóc? Nie wiem. Ale rozumiem, że dla niektórych to może być jakiś rytuał skupienia.
A co jeśli właśnie ta karta, której nie chcesz widzieć, jest dokładnie tym, czego potrzebujesz? To pytanie bez złośliwości, naprawde. Opór przed konkretną kartą to często informacja sama w sobie.
Zgadzam się z Nefrytką. Ja miałam kiedyś taką sytuację że przez tygodnie wychodził mi Wieża i za każdym razem odkładałam talie bo nie chciałam patrzeć. Jak wreszcie zostałam z tą kartą i zapytałam: co chcesz mi powiedzieć, to dotarło do mnie coś ważnego. Pajeczyna, a jest jakaś karta, której szczególnie się boisz w tym kontekście?
Pajeczyna, a jak ty to rozróżniasz w praktyce? Bo piszesz że chcesz rozkład dla siebie, ale przecież twoja sytuacja jest spleciona z mamą. Jak oddzielasz jedno od drugiego kiedy siadasz z kartami?
To jest właśnie moj problem. Za każdym razem kiedy próbuję sformułować pytanie tylko o siebie, to gdzieś wychodzi ona. Dlatego żaden rozklad mi nie wychodził sensownie. Mieszałam dwa pytania w jedno.
To jest bardzo częste przy takich tematach. Proponuję żebyś przed rozkładem napisała na kartce dwa osobne zdania: jedno o sobie, jedno o mamie. Potem wybierz tylko jedno z nich i zostaw drugie kartkę zakrytą. Niech ta zakryta kartka będzie przypomnieniem, że tamto pytanie też isnieje, ale dziś nie na nie odpowiadasz.
Mam wrażenie, ze ta rozmowa dotknela czegoś naprawdę ważnego. Czy ktoś z was kiedyś robił dwa ossobne rozklady jednego dnia, jeden o sobie, jeden dotyczący kogoś bliskiego, i porównywał je potem? Ciekaw jestem czy się uzupełniają czy przecza sobie.
Właśnie ten pomysl z pętlą szukania mnie niepokoi. Przy takim temacie mozna zrobic dwadzieścia rozkładów i za kazdym razem znajdowac nowe warstwy, nowe niepokoje. Gdzie jest granica między pracą z kartami a uciekaniem w karty zamiast przeżywania?
To pytanie zadają sobie chyba wszyscy, którzy pracują z kartami przy trudnych emocjach. Mysle, że granica jest wtedy kiedy rozkład zastępuje działanie albo rozmowę z kimś bliskim, a nie kiedy ją poprzedza lub uzupełnia.
O rany, to jest bardzo uczciwe pytanie, Wladyslawa. I nie ma na nie jednej odpowiedzi. Ale jest jeden sygnał, który dla mnie działa: jeśli po rozkładzie czuję ulgę dlatego, ze coś zrozumiałam, to dobrze. Jeśli czuję ulgę dlatego, że przez godzinę skupiałam się na kartach zamiast na tym co boli, to to jest ucieczka.
Nefrytka powiedziała coś bardzo ważnego i zastanawiam się czy Pajeczyna miałaby ochotę powiedzieć, jak to u niej wygląda. Bo przez cala rozmowę opisujesz sytuację z zewnątrz, ale nie piszesz co czujesz kiedy siądziesz do kart przy tym temacie.
Czuję opór. Rozkładam karty, patrzę na nie i jest jakiś mur. Jakbym sama sobie blokowała odczytanie. Nie wiem czy to strach przed tym co wyjdzie, czy może po prostu że wiem już co wyjdzie i nie chcę tego zobaczyć pisanego tak wprost.
Ten opór to jest chyba najważniejsza informacja w tym wątku. Kartami można się zająć potem. Najpierw warto zapytać siebie: czego konkretnie się boję zobaczyć? Nie ogólnie bo śmiertelność. Konkretnie, jaka karta, jaka pozycja w rozkładzie.
Ja bym sie bała Wieży albo Księżyca przy takim temacie. Wieża to rozpad wszystkiego co znałam a Księżyc to niepewność i lęk. ale może sie myle co one znacza właśnie tutaj? 🙂
A co z Sądem w tym kontekście? Bo widziałam wcześniej że Dalia wyciągnęła go przy podobnym pytaniu i jestem ciekawa jak go rozumieć. Czy to wyzwolenie jak napisała Pajeczyna, czy jest w tej karcie coś jeszcze?
Sąd w kontekście śmiertelności to dla mnie zawsze coś pomiędzy pożegnaniem a nowym początkiem. Jest w tej karcie trąbka, przebudzenie, wychodzenie z czegoś. Niekoniecznie chodzi o śmierć, bardziej o to że niektóre rzeczy się kończą żeby inne mogły zaistnieć. Ale przy pytaniu o akceptację własnego końca ta karta moze też mówić: co chcesz po sobie zostawić 🙂
To co powiedziała Pajeczyna o Sądzie jest ciekawe, bo nigdy nie myślałem o tej karcie jako pytaniu o spuściznę. Zawsze ją czytałem jako rozliczenie. A może te dwa odczyty są tym samym, tyle że jedno brzmi jak wyrok a drugie jak wybór.
