Serio, Od jakiegoś czasu myślę o tym zeby zaproponować warsztaty tarota w jednym z lokalnych domów dla bezdomnych. Nie chodzi mi o wróżenie im przyszłości, bo to byłoby chyba nie na miejscu, ale o coś innego - o rozmowę. Karty mogą być pretekstem do tego, żeby ktoś w ogóle zaczął mowic o sobie, o tym co przeżył, co czuje. Ciekawi mnie, czy ktoś z was miał podobny pomysł albo probowal coś takiego robić. Jak to w ogóle podejść? 🙂
Szczery pomysł ale mam pytanie na wstępie - czy dom dla bezdomnych w ogóle na to pozwoli? Bo znam przypadki, gdzie takie inicjatywy bly odrzucane przez kierownictwo placówki bo wróżenie kojarzyło się z żerowaniem na ludziach w kryzysie. Jak zamierzasz to przedstawić, żeby nie zostalo od razu odrzucone? 🙂
Znam kogoś kto robi coś podobnego w hospicjum - nie tarot, ale karty z obrazami, coś w stylu biblioterapii. Mówił, ze personel na początku byl sceptyczny ale po kilku sesjach sami prosili o kontynuację, bo podopieczni chętniej rozmawiali. Myślę, że z bezdomnymi mogłoby działać podobnie bo wiele z tych osob ma za sobą traumy, o których nie mowi przy standardowym wywiadzie socjalnym.
Przepraszam może to głupie pytanie ale naprawdę nie rozumiem jednej rzeczy - jesli mowimy że to nie jest wrozenie, tylko rozmowa z obrazkiem, to po co w ogóle tarot? Można wziiąć dowolne ilustrowane karty, nie? 😉
Dodam do tego co napisał Wieszczbita - w terapii istnieje technika zwana projekcją, gdzie pokazuje się neutralny obraz i prosi o skojarzenia. Tarot robi dokładnie to samo, tyle że obrazy mają silniejszy ładunek emocjonalny. To może być zaleta albo wada, w zależności od człowieka i sytuacji. Natomiast zgadzam się z Lucynką - bez obecności kogoś z przygotowaniem psychologicznym jest tu realne ryzyko.
Miałem podobny dylemat kiedy chciałem robić coś z runami w więzieniu, serio. Ostatecznie nic z tego nie wyszło bo procedury były zbyt skomplikowane. ale rozmawiałem z tamtejszym kapelanem i on mi powiedział coś ciekawego - że najlepiej działać jako uzupełnienie nie jako główna aktywność. Czyli że tarot mógłby byc elementem np. wieczoru artystycznego a nie oddzielną sesją.
O rany, a nie zastanawialiscie się że czesc bezdomnych moze być religijna i może to odebrać jako cos zlego? Moj sąsiad byl przez rok w schronisku i mówił że tam duzo osob chodzi na msze jest kaplica, i że byloby dziwne gdyby ktos przyniósł kaarty tarota.
Zastanawia mnie coś innego - co właściwie ma osiągnąć osoba, która uczestniczy w takiej sesji? Wieszczbita mówił o rozmowie i refleksji ale to jest dość ogólne. Czy chodzi o to, żeby poczuła się wysłuchana? Żeby znalazła jakiś kierunek? Bo od tego zależy jak takie spotkanie powinno wygladac.
Ale jak dlugo trwalaby taka sesja? Bo jesli ktos jest np. w zlym stanie psychicznym, to może to być za dużo jak na raz. A jak krótko to po co w ogole?
A czy tarocisci, ktorzy to robia, sami pobierają za to opłaty czy robia to wolontaryjnie? Bo torchę nie rozumiem - jesli ktoś nie ma za co żyć, to chyba nie moze placic za sesję tarota, ale z drugiej strony czy tarocista powinien pracowac za darmo?
Przeglądam ten wątek od poczatku i bardzo mi sie podoba ten pomysl chociaz widze jak duzo rzeczy treba przemyśleć. Wieszczbita czy rozmawiałeś już z kimś kto pracuje w tkich placówkach, zeby dowiedziec sie jak to wyglda od środka? Bo może zanim zdecydujesz jak to robić, warto najpierw zrozumiec jak wygląda codzienność tych ludzi?
Ojejku oj, dobra ale wróćmy do tego co napisala Olimpia o projekcji - bo to mnie troche zmienilo zdanie rozumiem, że tarot może dzialac jak Rorschach tylko z bardziej konkretnymi obrazami. ale mam pytanie do Wieszczbity - kiedy rozmawiasz z kims przez karte, to czy ty sam masz w gloiwe jej tradycyjne znaczenie i to cie jakos prowadzi? Bo to by zmienialo dynamike
No, no i tu jest clou całej sprawy. Wieszczbita, czy nie uwazasz, że wlasnie ta twoja wiedza o kartach jest jednocześnie twoją najwieksza zaletą i największym ryzykiem w takim kontekscie? Bo możesz nieświadomie kierować rozmowę zgodnie z tym co "powinna" oznaczać karta 🙂
A zastanawialiście się kto właściwie miałby to robić? Bo caly czas mówimy o "tarociście jako wolontariuszu" jakby to była jedna kategoria. Wieszczbita, ty masz lata doświadczenia. Ale gdyby do schroniska zglosila się osoba, która tarota uczy się od sześciu miesięcy, to jak myślisz - czy poziom znajomosci kart w ogóle ma znaczenie w tym kontekście?
Z drugiej strony, i tu mówię z własnego doswiadczenia pracy z ludzmi w trudnych sytuacjach, empatia bez zadnego przygotowania do trudnych tematów też może byc pulapka. Empatyczny wolontariusz moze się za bradzo angażować emocjonalnie i albo sam ucierpieć, albo nieświadomie przenosic na rozmówcę swoje leki. Czy Wieszczbita planuje jakieś przygotowanie dla takich osób jeśli ten projekt by ruszyl? 😉
To mnie prowadzi do pytania, które mam od początku tej dyskusji - gdzie jest granica między "warsztaty refleksji z kartami" a "sesja terapeutyczna bez licencji"? Bo im więcej o tym czytam tym bardziej te dwa pojęcia mi sie nakładają. I nie mówię tego złośliwie, naprawdę nie wiem jak tę granice wyznaczyć.
Ja wiem, że moze to zabrzmiec sceptycznie ale czy nie prościej by było po prostu pomoc tym ludziom bez tarota? Znaczy - wolontariat bezpośredni rozmowa, kawka, towarzystwo. Po co w ogóle dokładać do teggo karty? Naprawdę pytam, bo nie rozumiem co karta daje czego nie daje zwykła rozmowa. 😀
Ale czy to nie jest trochę manipulacja? Mówisz komuś "porozmawiajmy o obrazku" a tak naprawdę chcesz żeby mowil o swoim życiu. Nie wiem jak wy, ale mnie by to trochę drażniło jakby ktoś tak robil.
Odnoszac sie do tego co Runolog napisał wczesniej o superwizji - to jest coś o czym w ogole nie myslalam a może byc kluczowe. Gdyby to mialo działać jako wolontariat przy jakiejś organizacji to ta organizacja teoretycznie mogłaby zapewnic wsparcie dla wolontariuszy. Ale samodzielny projekt - to juz inna historia. Wieszczbita czy myslisz o tym żeby to jednak zapiąć pod jakąś istniejaca organizację? 🙁
Czytam cały ten wątek i mam jedno pytanie, które może byc głupie - czy ktoś w ogole sprawdził, czy takie rzeczy już gdzieś w Polsce funkcjonuja? bo moze nie trzeba wymyslac koła od nowa tylko znalezc kogoś kto już to robi i dowiedzieć sie jak to rozwiązali.
Chciałam zapytac Saturnelle - te programy w Niemczech i Austrii, to są inicjatywy przy konkretnych instytucjach czy raczej oddolne dzialania organizacji pozarządowych? bo to by dużo zmieniało w kwestii tego jak to przenieść na grunt polski
Przepraszam ze wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale czy ktso moze mi wyjasnic wlasnie to - co to znaczy "technika projekcyjna" w tym kontekscie? Bo czytam ten watek od jakiegos czasu i nie do końca rozumiem na czym polega różnica miedzy "wrozeniem" a tym co tu opisujecie.
To jest właśnie to pytanie, ktore powinien zadać każdy przed wejściem z kartami do schroniska. Kuba, granica jest płynna i to jest właśnie problem - albo atut, zależy jak sie na to spojrzy. Dobry prowadzący pilnuje żeby nie sugerować. Słaby prowadzący nieświadomie kieruje rozmową. I tu wracamy do tego o czym Runolog mowil wcześniej - sama empatia bez przygotowania to za mało. 😉
Ale Wieszczbita to co opisujesz brzmi coraz bardziej jak szkolenie z psychologii, nie z tarota. Czy w pewnym momencie karty nie stają się po prostu pretekstem, a cały ciężar sppoczywa na kompetencjach interpersonalnych osoby prowadzącej?
Ojej no i teraz mam wrażenie że kółko sie zamknęło. Zaczęliśmy od "tarot w schroniskach" a dochodzimy do "potrzebne szkolenie z komunikacji, zarządzania kryzysem emocjonalnym, superwizja i współpraca z psychologiem". To brzmi jak etat, nie jak wolontariat weekendowy.
No nie wiem z drugiej strony - czy to co opisuje Runolog i Utopca nie dotyczy kazdego wolontariatu z ludzmi w kryzysie? Telefony zaufania tez wymagaja szkolen praca z seniormi też hospicjum tez specyfika tarota nie jest tu chyba wyjatkiem, raczej regula dla tej kategorii pomocy.
Ech, okej przekonalam sie do tej logiki. Ale mam nowe pytanie - jeśli wymagania są takie same jak przy kazdym wolontariacie z kryzysem to co tarot wnosi specyficznie? Czemu nie isc ze szaachami albo po prostu z rozmową? Co karta ma ponad to?
