To co napisał Stasio mnie zatrzymało. Pytanie o spuściznę zamiast o akceptację. Siedzę z tym od jakichś dwudziestu minut i chyba coś we mnie pęka. Bo właśnie to blokuje mnie przy kartach, nie strach przed śmiercią jako taką, tylko brak odpowiedzi na to, co zostawiam. Może dlatego ten opór.
Pajeczyna, jeśli to jest właściwe pytanie, to spróbuj jeden prosty rozkład: trzy karty. Pierwsza: co niose teraz. Druga: co chcę zostawić. Trzecia: co blokuje przejście między nimi. I nic wiecej. Bez piątej pozycji, bez sygnifikatorów. Czy jesteś w stanie to zrobić?
Czytam tę rozmowę i zastanawiam się, czy to pytanie o spuściznę nie jest jednak ucieczką od samego lęku przed śmiertelnością. bo łatwiej myśleć 'co zostawie' niż 'jak zaakceptuję ze umrę'. Pajeczyna, co ty na to?
inne drzwi do tego samego pokoju, to świetny obraz. Ale powiedz, czy kiedykolwiek robiłaś rozkład gdzie pytałaś wprost? Nie owijając w bawelne, nie przez metaforę spuścizny, tylko: jak mam zaakceptować ze skoncze? I co wtedy wyszlo? 🙁
Tez mnie zastanawia to co mówi Filomena85. bo przy takim pytaniu zawsze można się pytać czy to wejście bocznymi drzwiami jest uczciwe wobec siebie. ja bym się jednak najpierw upewnił, ze wiem co konkretnie mnie blokuje, zanim w ogole usiądę do kart.
Mam pytanie do Pajeczyny, ale też ogólnie do dyskusji: czy ktoś z was kiedyś czuł, że rozkład przy temacie śmiertelności wyszedł zbyt spokojnie? Tak, że karty były łagodne, a ty czułaś się nieswojo właśnie przez tę łagodność? Bo mam wrażenie, że nie tylko ciężkie karty mogą niepokoić 🙂
Oj tam, to co pisze Krystynka55 o Gwieżdzie i Słońcu trochę mi pomaga, bo ja zawsze myślałam że jak wychodzą jasne karty przy ciężkim pytaniu to znaczy ze coś źle ciągnę. ale skąd wiadomo że interpretacja jest właściwa? Czy jest jakiś sposób żeby to sprawdzić?
Czytam całą tę rozmowę i mam takie trochę z boku pytanie: czy ktoś z was kiedyś robił rozkład dla kogoś innego, na temat jego śmiertelności, bez jego wiedzy? I czy to w ogóle jest do zrobienia etycznie? 😉
Wracajac do Pajeczyny i tego oporu: zastanawiam sie czy ta blokada nie pojawia się dlatego że temat dotyczy i ciebie i mamy jednoczesnie. Pisałaś wcześniej że masz problem z oddzieleniem tych dwóch pytań. Może wlasnie to jest zrodlo muru a nie sam temat śmiertelności?
To co Pajeczyna właśnie napisała chyba jest najważniejsze w całym tym wątku. To rozmyte pytanie, zbyt duże, żeby je jednym rozkładem objąć. Krystynka55, czy w takiej sytuacji w ogóle ma sens zaczynać od kart, czy może najpierw podzielić to na mniejsze kawałki?
Mam wrażenie ze ta rozmowa zatoczyla koło i wrocila do punktu wyjścia: jak właściwie ułożyć pytanie zanim w ogóle dotkniemy kart. Może cały ten wątek to wlasnie odpowiedź na tytuł. Nie rozkład, tylko sama rozmowa o tym co blokuje.
Zenek75 może masz rację. I może właśnie tego mi brakowało przed każdym rozkladem, rozmowy o tym co za nim stoi. Nie wiem czy teraz siade do kart dziś czy za kilka dni, ale coś tu zostało poruszone. Dziękuję wam. Choć czuję że ten wątek nie jest jeszcze skończony.
Czytam ten wątek od jakiegos czasu i jedno mnie bardzo uderzyło: to co Pajeczyna napisała o rozmytym pytaniu, że nie wie czy pyta o mamę czy o siebie. Czy to w ogóle da się rozdzielic? Znaczy, czy jest jakiś rozkład który pomógłby zobaczyć gdzie konczy się jedno pytanie a zaczyna drugie?
To bardzo dobre pytanie i wcale nie takie proste. Ja bym spróbowała zacząć od czegoś małego: jednej karty na pytanie 'co teraz czuję w związku z mamą' i osobno jednej karty na 'co czuję w związku z własną śmiertelnością'. Nie żaden rozbudowany rozkład, tylko dwie karty obok siebie. Czesto samo ułożenie ich w przestrzeni dużo mówi.
O rany, Zastanawiam się nad tym co Krystynka55 mówi o dwóch kartach obok siebie. Próbowałam dziś wieczorem, bardzo prostej wersji. Mama: wyciągnęłam Hierofanta. Ja: Ksiezyc. I to było... uderzające. Hierofant taki spokojny, zakorzeniony, jakby wiedział. Księżyc pełen niepewności i mgły. Chyba to cos mówi 🙂
Pajeczyna, Hierofant przy mamie i Księżyc przy tobie to rzeczywiscie dużo mówi. Ale chcę zapytać, bo to ważne, czy ta 'pewność' Hierofanta cię ukoila, czy właśnie bardziej zabolała? Bo czasem gdy ktoś bliski jest spokojniejszy wobec umierania niż my, to jest trudniejsze niż gdyby się bal tak samo jak my 🙂
To co teraz Pajeczyna napisała jest bardzo ważne i chyba zmienia cały horyzont tego rozkladu. Bo jeśli trudność nie leży w akceptacji śmiertelności jako takiej, tylko w akceptacji cudzego spokoju wobec niej, to pytanie do kart musiałoby być zupełnie inne, prawda? Jak ty Pajeczyna byś to przeformułowała?
Czytam to i musze powiedzieć, że to przesunięcie, od leku przed śmiertelnością do lęku przed cudzym spokojem, jest czymś czego sama nie przewidziałam kiedy czytałam ten wątek. Ale to brzmi bardzo prawdziwie. Czy ktoś jeszcze miał cos podobnego? Że nie boisz się śmierci samej, tylko tego, że ktos bliski jest z nią bardziej oswojony niż ty? 😀
Mnie to uderzyło od razu kiedy Pajeczyna to napisała. Mam notatki z kilku własnych rozkładów na podobne tematy i patrzac wstecz, to jeden z nich dotyczył wlasnie czegoś takiego, różnicy tempa oswajania się ze strata między mną a inna osoba. Nie nazwałem tego wtedy tak ale teraz widze ze to był ten sam motyw. Ciekawe ile takich rozkładów jest w rzeczywistości o relacji, a my myślimy że o smiertelnosci.
Wracam do tego co powiedziała Pajeczyna o Hierofancie i Księżycu, bo wydaje mi się, że ten rozkład zrobił coś ważnego: nie odpowiedzial na pytanie o akceptację śmierci, tylko pokazał gdzie jest prawdziwy problem. Czy to nie jest właśnie najlepsza funkcja kart w takich sytuacjach, że nie dają odpowiedzi ktorych oczekujesz, tylko wskazują gdzie naprawde boli?
Ja mam pytanie do tego co mówi Stasio, bo chyba od dawna mnie to niepokoi. Jak w praktyce odroznisz ze karta 'widzi głębiej' od tego ze po prostu chcesz zeby widziała głębiej? Czy jest jakiś moment gdzie mówisz sobie: nie, to jednak moje zyczenie myślenie a nie prawdziwy odczyt?
Zgadzam sie z Jasnoslyszka65. Hierofant i Księżyc nie był tym co chciałam zobaczyć. Chciałam czegos co powie 'dasz radę zaakceptować'. A dostałam obraz różnicy między mną a mama, który boli. To jest właśnie powód dla którego mu ufam bardziej niz gdyby wyszło Słońce.
Mam pytanie do Pajeczyny, trochę z innej strony: co planujesz teraz zrobic z tym co zobaczyłaś? Bo ten rozkład wskazał problem, ale czy on w ogóle sugeruje jakiś kierunek? Hierofant i Księżyc, to jest diagnoza czy jest tam tez coś co wskazuje wyjście?
Pajeczyna, to co napisałaś o Hierofancie jako sugestii żeby posłuchać mamy, zamiast uciekać od jej spokoju, wydaje mi się bardzo trafną ścieżką. Ale mam pytanie praktyczne: czy próbowałaś kiedyś robić rozkład nie o sobie, tylko jakby z perspektywy relacji między wami? Nie 'co ja czuję' ani 'co ona czuje', tylko 'co między nami'? Bo to zupełnie inna pozycja kart i czasem pokazuje rzeczy których żadna z dwóch osobnych kart nie złapie.
Nie wiem. I chyba to 'nie wiem' jest już odpowiedzią. Klimek84, ta perspektywa 'między' jest ciekawa, bo faktycznie ciągle pytałam albo o siebie, albo o mamę. Nigdy o przestrzeń między nami. Cynia97, masz rację że moze teraz nie jest moment na następne pytanie. Może najpierw rozmowa z mamą.
Czytam to i zastanawiam się nad czymś co mnie nurtuje od kilku postów. Jeśli rozkład wskazał że prawdziwy problem to relacja, a nie śmiertelność sama w sobie, to czy ten wątek w ogóle wciąż jest o akceptowaniu czasu? Bo mam wrażenie że gdzieś po drodze temat się bardzo przesunął. I to jest piękne, bo organiczne, ale trochę czuję się zagubiona.
Tak, Filomena85, z mojego doświadczenia tak. Rozkłady które wydają się 'wielkie' i abstrakcyjne, prawie zawsze lądują w czymś małym i konkretnym. To nie jest słabość rozkładu, to jego siła. Bo abstrakcja nie boli. Boli konkret.
