Mam wrażenie że ta dyskusja o falsyfikacji trochę nas odciąga od Pajeczyny i od tego co ona teraz z tym zrobi. Nie że to zle pytanie, Stasio, bo jest wazne, ale moze osobny wątek? Bo tu jest konkretna sytuacja i konkretna osoba i chciałbym wiedzieć co Pajeczyna myśli o tej rozmowie z mamą.
Faddi, dziękuję za to. Tak, ta rozmowa z mamą to coś co odkładam od dawna. Boję się jej spokoju. Teraz widzę to wyraznie. Ale co ciekawe, ten rozkład i ten wątek dały mi coś czego sama sobie nie byłam w stanie dać: nazwanie tego strachu. Że nie boję się jej śmierci tak jak myślałam. Boję się że ona jest gotowa a ja nie.
To co teraz Pajeczyna powiedziała jest tak precyzyjne, że az boli czytać. 'Ona jest gotowa a ja nie' to jest zdanie które mogłoby być tytułem drugiego rozkładu, gdybyś kiedys chciala do kart wrócić. Ale pytam bo mnie to nurtuje, czy w ogóle czujesz że potrzebujesz kart do tej rozmowy z mamą, czy moze już masz tyle ze możesz iść bez nich?
Słuchajcie, ja się w tym wątku bardzo dużo nauczyłam i nie chcę przerywać, ale mam pytanie ktre mi siedzi od początku. Czy jest jakis konkretny rozklad, układ kart który sprawdza się akurat do tego tematu, tzn. do akceptowania czasu i smiertelnosci? Bo czytalam różne propozycje w wątku, ale nie jestem pewna czy rozumiem który z nich jest tym podstawowym.
To z tym pisaniem pytania na kartce to mnie bardzo ciekawi. Mam podobny problem, że nie wiem jak ułożyć pytanie kiedy jest dużo bólu i dużo warstw. Czy ktoś miał tak, że zapisane pytanie wyglądało potem zupełnie inaczej niż to które miał w głowie kiedy siadał do kart?
Wracając do Dalia i jej pytania, nie wiem jeszcze czy potrzebuję kart do rozmowy z mamą. Ale wiem jedno: gdybym nie zrobiła tego rozkładu, nie wiedziałabym o co właściwie się boję. Karty nie dały mi odpowiedzi, dały mi pytanie. I może to jest wystarczające na teraz.
To zdanie Pajeczyny o tym że karty dały jej pytanie a nie odpowiedź zostanie ze mną chyba długo. Bo ja zawsze myślałam że celem rozkładu jest dotarcie do jakiejś konkluzji. A tu wychodzi że konkluzja to może być właśnie otwarte pytanie i to jest wystarczające. Czy to jest coś czego uczysz się z czasem, czy po prostu jedne rozkłady działają tak a inne inaczej?
Wladyslawa, myślę że właśnie o to chodzi. Gdybym wiedziała 'co jest', nie potrzebowałabym kart. To pytanie nie zakłada że wiem, zakłada że jest coś do zobaczenia. I właśnie to mnie uderzyło po tym rozkładzie. Nie odpowiedź na pytanie które zadałam, tylko odpowiedź na pytanie ktore miałam, nie wiedząc że je mam. Rozmowy z mamą wciąż nie odbyłam. Ale teraz przynajmniej wiem co chcę jej powiedzieć. I chyba tyle mogłam na ten moment dostać. Ale zostaje mi jedno pytanie, na które sama nie umiem odpowiedzieć: czy taki rozklad warto powtórzyć po rozmowie z mamą, zeby zobaczyć co się przesunęło? Na razie zostawiam to tak jak jest.
