Zastanawiam się, czy da się wyróżnić konkretne karty, które właściwie zawsze sygnalizują przejście między etapami życia, albo czy to bardziej kwestia układu i kontekstu. Sam ostatnio robiłem kilka rozkładów dla różnych osób i zauważyłem, że Śmierć (XIII) pojawia się rzadziej niż bym się spodziewał przy wyraźnych przełomach. Za to Koło Fortuny wyskakuje niemal za każdym razem. Ciekawi mnie, czy macie podobne obserwacje, czy to może moje potwierdzenie tego, czego szukam. Piszę tu, bo chciałem zebrać więcej doświadczeń, nie tylko swoje.
U mnie Koło Fortuny też wraca bardzo często przy przejściach, ale nie zawsze w pozycji prostej. Zdarzyło mi się, że w odwróconej sygnalizowało raczej utknięcie w miejscu, opór przed zmianą, niż samo przejście. Więc pytanie, czy liczycie odwrócone karty tak samo jak proste przy szukaniu tych 'przejściowych' znaczeń?
To rozróżnienie, które zaproponował Latawiec, jest moim zdaniem kluczowe dla całej rozmowy. Karty przejścia to nie to samo co karty zmiany w ogóle. Przejście zakłada ruch z jednego stanu do drugiego, jakiś próg. I tu bym zaczęła od Głupca, nie Śmierci. Głupiec to karta wejścia w nowe, zanim jeszcze wiemy, czym to nowe jest. Śmierć to koniec czegoś konkretnego. Sąd to przebudzenie po etapie. Każda z nich sygnalizuje inne miejsce w tym procesie.
Ja bym dorzucił do tej rozmowy Gwiazdę i Księżyc, bo wydaje mi się, że te dwie karty bardzo często pojawiają się razem albo w sąsiedztwie, kiedy ktoś jest w środku przejścia, czyli nie na początku, nie na końcu, ale właśnie w tym trudnym miejscu pomiędzy. Gwiazda daje nadzieję na nowe, Księżyc pokazuje, że jeszcze nie wyszło się z ciemności. Czy macie podobne spostrzeżenia z rozkładów grupowych?
A nie jest tak, że każda karta może być kartą przejścia, zależy jak się jej użyje? Bo czytałem, że w tarocie wszystko jest symbolem i symbol można odczytać na wiele sposobów. Nie rozumiem, dlaczego akurat te kilka kart miałoby to sygnalizować, a nie inne.
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale co to znaczy 'rozkład grupowy'? Robicie to na żywo razem? Bo wyobrażam sobie, że wspólna interpretacja musi być bardzo inna niż samotne czytanie.
Mnie ciekawi coś innego, bo czytam ten wątek i nie widzę, żeby ktoś wspomniał o Wieży. A w moim doświadczeniu Wieża to jest właśnie karta, która przesuwa człowieka z jednego etapu w drugi, tyle że siłą, bez pytania o zgodę. Czy to też zaliczacie do kart przejścia, czy raczej do kart kryzysu?
Wieża to obowiązkowy element tej rozmowy. Różnica między Wieżą a Śmiercią w kontekście przejść jest taka, że Śmierć to proces, a Wieża to moment. Śmierć mówi, że coś będzie się kończyć powoli, stopniowo, że jest czas na pożegnanie z tym etapem. Wieża mówi, że to, co się skończyło, skończyło się już. Nie ma co szukać, gdzie leżą gruzki, trzeba zaczynać od nowa.
Słucham tej dyskusji i widzę, że cały czas mówimy o Wielkich Arkanach. A co z Małymi? W rozkładach, które widziałam, Asy właśnie, albo dwójki w pewnych kontekstach, potrafiły bardzo wyraźnie mówić o początku nowego etapu. Czy Małe Arkana w ogóle wchodzą w zakres tych kart przejścia, o których rozmawiamy?
Latawiec, ten podział na początki, środki i końce wydaje mi się dużo sensowniejszy niż wielkie kontra małe. Bo As Mieczy to właśnie taki moment cięcia, nowego oddechu. Tylko zastanawiam się, czy Asy zawsze mówią o początku etapu, czy też mogą pojawiać się jako sygnał, że przejście jest możliwe, ale jeszcze nie nastąpiło?
Słyszę o tych parach i przypomina mi się jedno czytanie, gdzie były razem Dziesiątka Mieczy i Głupiec. Pierwsze skojarzenie to dramat, ale jak to zestawiłam, zobaczyłam właśnie to, co tu opisujecie, totalne uderzenie dna i jednoczesna otwartość na to, co dalej. Czy to jest ten rodzaj pary, o którym mówisz, Latawiec?
to było czytanie dla osoby, która niedawno straciła pracę po wielu latach. Nie z własnej woli. I te dwie karty po prostu dosłownie opisywały jej sytuację. Koniec czegoś, co było pewne, i wyjście bez mapy. Nie wiedziałam na początku, czy to dobra wiadomość czy zła.
To ja nie rozumiem jednej rzeczy w tym co tu piszecie. Jeśli Dziesiątka Mieczy jest taka zła, dlaczego miałaby być dobrą kartą przejścia? Jak coś jest złe, to jest złe, nie?
myślę, że to zależy od tego, co leży wokół karty. Śmierć otoczona kartami Mieczy będzie czytana inaczej niż Śmierć wśród Kielichów. Te pierwsze sugerują coś, co dotyczy myśli, decyzji, może konfliktu. Te drugie bardziej emocji i relacji. Sama karta może być wielowarstwowa, ale sąsiedztwo ją konkretyzuje. Chyba.
Może dlatego, że jak ktoś jest w przejściu, to bardziej 'rzutuje' na kartę to, co sam przeżywa? Czyli nie karta jest pojemniejsza, tylko ludzie ją oglądający są bardziej otwarci na różne odczyty, bo każdy ma swoje przejście w głowie?
Czy to znaczy, że przy czytaniu kart przejścia ważna jest kolejność, w jakiej tłumaczymy karty? Że najpierw trzeba powiedzieć o tym, co się kończy, a dopiero potem o tym, co otwarte? Bo mam wrażenie, że normalnie patrzymy na rozkład całościowo, a tutaj sugerujecie, że jest jakaś właściwa kolejność odczytu.
To jest właśnie ten moment, gdzie technika czytania i empatia zaczynają się przenikać. I zastanawiam się, czy przy kartach przejścia to przenikanie jest nieuniknione, tzn. czy te karty niejako wymuszają bardziej uważne podejście do osoby pytającej niż inne układy.
mam wrażenie, że tak, ale nie dlatego, że karty przejścia są wyjątkowe same w sobie. Raczej dlatego, że ludzie, którzy siedzą naprzeciwko, kiedy wychodzi Śmierć albo Dziesiątka Mieczy, są zazwyczaj w jakimś realnym punkcie swojego życia. Rzadko ktoś dostaje Śmierć i wzrusza ramionami. Ta karta prawie zawsze pasuje, przepraszam, prawie zawsze coś w człowieku uruchamia, coś żywego.
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, bo trochę się pogubiłem. Ustaliliście jakąś listę tych kart przejścia czy to jest cały czas otwarte? Bo rozumiem, że Śmierć, Sąd, Głupiec, może Koło Fortuny, ale potem zaczęły padać Dziesiątki i Asy i nie wiem już, gdzie jest granica.
Zatrzymajmy się chwilę na tym, czym Wieża w ogóle różni się od Śmierci w kontekście przejścia. Bo Śmierć ma w sobie pewien rytm, coś się wypełnia i odchodzi. Wieża jest nagła i często bolesna. Czy przejście przez Wieżę jest przejściem w tym samym sensie, czy raczej czymś innym, może wstrząsem, który dopiero tworzy warunki do przejścia?
Z praktyki powiem tyle, że osoby, które dostają Wieżę, rzadko od razu mówią o przejściu. Częściej mówią o rozpadzie. A te, które dostają Śmierć, częściej już w trakcie czytania zaczynają formułować, że coś się kończy i coś zaczyna. Więc może ta różnica jest właśnie w tym, czy człowiek jest w stanie objąć kartę jako ruch, czy tylko jako zdarzenie.
Przepraszam, że wejdę z boku, bo trochę mi umknęło. Czy dobrze rozumiem, że Sąd byłby inaczej, bo Sąd zawsze pociąga za sobą jakieś przebudzenie i nie da się go odczytać jako samo zdarzenie? Pytam, bo mam wrażenie, że Sąd jest jedyną kartą, gdzie nie możesz ominąć warstwy przejścia, ona jest wbudowana w samo znaczenie.
Słucham tej rozmowy o Sądzie i myślę o tym czytaniu, które opisywałam wcześniej, z tą osobą i Głupcem. Ona nie przyjęła Głupca jako przejścia, ale potem, przy kolejnym spotkaniu, powiedziała, że właśnie ta karta wróciła jej do głowy kilka razy po tym jak wyszła. Nie wiem, może to znaczy, że karta robi swoje z opóźnieniem? Nie wiem jak wy to widzicie.
Może to brzmi naiwnie, ale jak słucham o tym, że karta zostaje i pracuje po czytaniu, to zastanawiam się, czy wszystkie karty przejścia tak działają, czy tylko te, które trafiają w coś, co akurat jest w ruchu u danej osoby. Bo jak karta przejścia trafia kogoś, kto żadnego przejścia nie przeżywa, to pewnie tak nie zostaje, nie?
Miałam tak z Kapłanką Wysoką. Padła w rozkładzie, w którym nic szczególnie nie wskazywało na duże zmiany, i przez kilka tygodni dosłownie o niej zapominałam. A potem przyszedł moment, kiedy zaczęłam się zatrzymywać przed decyzjami, które wcześniej podejmowałam automatycznie. I wtedy sobie przypomniałam tę kartę. Nie wiem, czy ją 'uruchomiłam' z opóźnieniem, czy ona po prostu opisała coś, co już było w drodze.
To jest coś, co mnie od dawna zastanawia przy grupowych rozkładach. Że osoba dostaje kartę, słyszy interpretację, i od tego momentu ta interpretacja wpływa na to, jak patrzy na swoje życie. Nie wiadomo, co by się stało bez czytania. Więc może pytanie o to, czy karta 'działa', jest trochę bez wyjścia, bo czytanie samo w sobie jest zdarzeniem.
To trochę brzmi jak zasada nieoznaczoności. Obserwacja zmienia obserwowany układ. Czy to nie jest argument za tym, żeby przy kartach przejścia szczególnie uważać na to, co się mówi wprost, a co sugeruje się tylko? Bo jeśli czytający powie 'to jest karta zmiany', to może po prostu uruchomić oczekiwanie zmiany.
