Ostatnio miałem sytuację, która mnie zatrzymała do myślenia. Ktoś bliski był mocno wzburzony, dosłownie trzęsły mu się ręce, i poprosił mnie o czytanie. Siedziałem z tymi kartami i zastanawiałem się, czy w ogóle powinienem rozkładać. Czy ktoś z was kiedyś odmówił czytania, bo stan emocjonalny pytającego był zbyt intensywny? Albo może odwrotnie - czy czytaliście mimo wszystko i żałowaliście?
To dobre pytanie i nie ma tu prostej odpowiedzi. Ja mam taką zasadę, że jak ktoś płacze albo jest roztrzęsiony, to najpierw daję mu chwilę. Nie dlatego, że karty kłamią w takim momencie, tylko że pytający i tak nie będzie w stanie przyjąć tego, co mu powiem. Czytanie dla kogoś w złości albo panice to jak mówienie do ściany.
Kwestia nie jest taka zero-jedynkowa. Czytanie dla kogoś wzburzonego jest ryzykowne z jednego konkretnego powodu - pytanie jest zazwyczaj zabarwione emocją, więc samo w sobie jest krzywe. Jeśli ktoś pyta 'czy on mnie zdradza?' w stanie furii, to odpowiedź kart trafia na zupełnie inną warstwę niż gdyby to samo pytanie padło w spokoju. Nie chodzi o to, że karty się 'mylą', tylko że pytanie nie jest tym, czym się wydaje.
A jak w ogóle rozpoznać, że emocje są za silne? Bo wydaje mi się, że w sumie zawsze jak ktoś pyta o coś ważnego, to jest jakoś podekscytowany albo przejęty. Gdzie jest ta granica między normalnym przejęciem a tym złym wzburzeniem?
zależy od relacji. Jak znam kogoś dobrze, to mówię wprost, że potrzebuję żeby najpierw mi opowiedział co się stało, bez pytania do kart. Samo opowiadanie już trochę rozładowuje. Obcy ludzie to trudniejszy przypadek - tam czasem delikatnie sugeruję, że wrócimy do tego za chwilę, i proponuję jedną kartę 'na tu i teraz', nie na całą sytuację. Jedna karta to mniej pola do nadinterpretacji.
Widzę tu podobieństwo do spowiedzi - też ważne jest, żeby penitent był w odpowiednim stanie, żeby cokolwiek z tego wyszło. Ciekawi mnie, czy w tradycjach, które używają tarota bardziej rytualnie, są jakieś zalecenia co do stanu emocjonalnego obu stron? Bo piszecie o pytającym, ale co z czytającym? Jeśli czytający jest spokojny, a pytający nie, to czy to nie może jakoś zrównoważyć sytuację?
Moim zdaniem te wszystkie ostrożności są trochę na wyrost. Karty dadzą to, co mają dać, niezależnie od stanu emocjonalnego. Złość nie zmienia tego, co leży pod spodem. Zawsze mówię, że emocja to tylko filtr interpretacji, a nie coś, co zaburza samo czytanie.
Dobra ale czy można jakoś przyspieszyć to uspokojenie przed czytaniem? Bo nie zawsze mam godzinę na siedzenie i czekanie. Czy jest jakiś krótki sposób na wyciszenie kogoś przed rozkładem?
Weszłam tu, bo miałam ostatnio dokładnie taką sytuację. Byłam w środku kłótni z kimś bliskim i w emocjach rozłożyłam karty sama dla siebie. Wyszedł mi właśnie Ermita i siedmiokarta Kielichów. Nie wiedziałam, co z tym zrobić - czułam, że to coś mówi, ale byłam za bardzo nakręcona żeby to przeczytać spokojnie. Czy ktoś może mi powiedzieć, co Ermita wskazuje w takim kontekście bezruchu?
Przepraszam, że się wtrącę, ale chciałam zapytać o jedną rzecz. Czy sama złość czytającego - tego, który trzyma karty - też ma znaczenie? Bo wyobrażam sobie, że jak ktoś czyta dla przyjaciółki, a sam jest na nią zły za coś, to chyba to też wpływa na odbiór?
A wrócę do pytania o bezruch, bo o tym jest właściwie temat. Które karty najczęściej wskazują, że trzeba po prostu stanąć w miejscu i nie działać? Bo rozumiem Wisielca i Ermitę, ale czy są inne? Mam wrażenie, że jak pytam o konkretną sprawę i wychodzi mi coś z Wielkich Arkanów, to zawsze nie wiem czy to ważne czy mniej.
Wracając do samej złości przy czytaniu - mam zapisane u siebie jeden przypadek, gdzie ktoś czytał w środku kryzysu i dostał w pozycji 'co hamuje' właśnie ósemkę Mieczy. Ciekawe, że ta karta pojawiła się dokładnie tam. Jakby talia odpowiadała na stan emocjonalny, a nie tylko na pytanie. Czy ktoś jeszcze miał takie wrażenie, że rozkład 'komentuje' nastrój zamiast temat?
A jak długo powinno się czekać, żeby wrócić do czytania z chłodną głową? Godzina wystarczy, czy to powinno być kilka dni? Pytam serio, bo zdarza mi się, że emocje mijają szybko i chciałabym wiedzieć, czy jest jakiś sensowny czas 'oczekiwania'.
Wracając do tego, co wcześniej wspomniałem o stanie wewnętrznym - w kontekście religijnym mówi się o 'gotowości do przyjęcia'. Ciekawe, że tarot też zdaje się to zakładać, tylko nikt tego nie nazywa wprost. Czy ktoś spotkał się z jakimś konkretnym zaleceniem w tradycji, nie ogólnym 'bądź spokojny', tylko czymś praktycznym, co poprzedza czytanie?
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam pytanie z innej strony. Skoro tarot jest sposóbm - przepraszam, skoro tarot służy do wglądu - to czy sam fakt, że ktoś sięga po karty w złości, nie mówi czegoś o tej osobie? Czyli może to nie chodzi o to, co karty powiedzą, tylko o to, że w ogóle pytamy.
Teraz się zastanawiam, bo właśnie tak zrobiłam - wzięłam karty zamiast zadzwonić. I szczerze, nie wiem czy to była ucieczka, czy jakiś instynkt. Czy ktoś z was też tak miał, że karty były pierwszym odruchem, nie rozmowa z człowiekiem?
To zależy od czego mówimy o efekcie. Jeśli efekt to 'poczułam się lepiej po godzinie z kartami', to tak, może być podobny. Ale jeśli efekt ma być rzeczywisty wgląd w sytuację - to już nie jestem pewien, czy motywacja nie ma znaczenia. Czytanie zrobione po to, żeby uciec przed rozmową z człowiekiem, to czytanie pod tezę, tylko w inną stronę.
no ale jak odróżnić, że to ucieczka, a nie po prostu własna droga do zrozumienia czegoś? Nie każdy musi gadać z ludźmi, żeby coś przepracować.
Chciałem wtrącić jedno spostrzeżenie, bo to mi chodzi po głowie od kilku postów. Mówicie o czytaniu w złości jako problemie, ale w wielu tradycjach silna emocja była właśnie stanem pożądanym podczas rytuału - intensywność miała otwierać kanały, nie zamykać. Czy ktoś podchodził do tarota z tej strony? Że złość to nie przeszkoda, tylko paliwo?
to znaczy, że tarot jest bardziej myślowy niż energetyczny? Bo ja myślałam, że właśnie energia jest tu kluczowa i że jak kładę ręce na kartach, to ta energia się przekazuje.
Wróćmy na chwilę do tego, co Faddi napisał wcześniej o pytaniu. Jak jestem zdenerwowana, moje pytania są takie... zero-jedynkowe. 'Czy on wróci', 'czy dostanę tę pracę'. Czy takie pytania w ogóle nadają się do tarota, niezależnie od stanu emocji?
Mam wrażenie, że cała ta dyskusja krąży wokół jednej rzeczy: czy my w ogóle jesteśmy zdolni do uczciwego odczytu sami dla siebie, kiedy jest źle. A co z czytaniem dla kogoś innego w takiej chwili? Bo wątek zaczął się właśnie od tego pytania i jakoś odpłynęliśmy.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam pytanie praktyczne. Załóżmy, że ktoś przychodzi do nas o wróżbę w emocjach, wyraźnie zdenerwowany, może nawet płacze. Czy odmawiamy czytania wprost, czy jakoś łagodniej dajemy do zrozumienia, że to nie jest dobry moment?
Mam wrażenie, że ta różnica, którą Faddi próbuje uchwycić, jest kluczowa, ale strasznie trudna do zastosowania w praktyce. Jak w danym momencie odróżnić własny stan 'zagubienia' od stanu 'zalania emocją'? Zapisuję dużo notatek z czytań i nawet patrząc wstecz, nie zawsze potrafię to wyraźnie rozgraniczyć.
Wieża akurat jest dobrym przykładem. Sam miałem czytanie po bardzo ciężkiej sytuacji i ta karta wychodziła chyba trzy razy w różnych spreadach w krótkim czasie. Za każdym razem interpretowałem ją jako potwierdzenie katastrofy, a z perspektywy czasu - to był koniec czegoś starego i dobrego dla mnie. Ale emocja mi zasłaniała drugą stronę karty kompletnie.
To mnie trochę uspokaja, bo myślałam, że jak jestem w złości i sięgam po karty, to w ogóle marnuję czas. A jeśli odbiór jest, tylko wypaczony, to może wystarczy to wiedzieć i uwzględnić przy czytaniu?
Słuchajcie, bo mam wrażenie że przez całą rozmowę mówimy głównie o kartach ruchu, zmian, emocji - Wieża, kary wody i tak dalej. A tytuł wątku dotyczy też złości i bezruchu. Czy nie powinniśmy pogadać o tym, jakie karty w ogóle wskazują na taki stan zastoju - bo to chyba też miało być w tym wątku?
