To czym jest "zbyt szerokie pytanie" w tarota to jeden z tych tematów które można rozwijać godzinami. Ale w skrócie: jeśli pytanie zawiera kilka zmiennych jednocześnie - twój stan, jego stan, relacja, czas - to karta nie wie gdzie patrzeć. Księżyc w takim kontekście to prawie pewny wynik.
To jest bardzo dobra obserwacja. Nie chodzi o to żeby rozkładać na atomy i pytać osobno o każdą zmienną. chodzi o ustalenie co jest pytaniem nadrzędnym. zwykle jest jedno pytanie które zawiera wszystkie inne. I zazwyczaj to nie jest pytanie które zadajemy na początku.
Właśnie dlatego część tarocistów robi najpierw tzw. rozkład wstępny, jedną kartę, tylko dla siebie. Nie o sytuacji, nie o nim, tylko: co mnie teraz najbardziej blokuje ;)? I dopiero z tą odpowiedzią przystępuje do właściwego rozkładu. To skraca drogę do pytania nadrzędnego.
Wracając do Julitki i jej konkretnej sytuacji. no dobra ona ma za sobą coś ważniejszego niż metodologiczna dyskusja o pytaniach. no mówiliśmy wcześniej o tym że ktoś bliski w kryzysie psychicznym to oddzielna warstwa. Czy ktoś tu już miał doświadczenie z czytaniem tarota kiedy sytuacja dotyczyła depresji partnera lub bliskiej osoby? Ciekawy jestem jak to wpływa na czytanie.
to jest jedna z tych rzeczy o których naprawdę rzadko się mówi wprost. Tarot nie czyta cudzego stanu, czyta twój stosunek do cudzego stanu. Julitka kiedy pytałaś o partnera, tak naprawdę pytałaś o to jak ty się z tym wszystkim czujesz. I Księżyc odpowiedział właśnie na to pytanie, tylko innym językiem :).
Jeśli tak to rozumiem, to Księżyc mówi że ja sama nie mam jasności co do tej sytuacji? hej i że to jest mój problem, a nie zewnętrzna mgła?? To trochę boli, ale jednocześnie ma sens.
Tak to bym przeczytał. Księżyc w pozycji dotyczącej decyzji, kiedy pytająca jest zaangażowana emocjonalnie, to prawie zawsze wewnętrzna nieprzejrzystość. nie oznacza że nie możesz podjąć decyzji, oznacza że nie masz jeszcze kontaktu z tym czego naprawdę chcesz, pod warunkiem, że wszystkie lęki na chwilę odsuniesz :D.
Mam pytanie może trochę z boku ale wydaje mi się istotne. Czy robienie rytuałów dla kogoś kto ma depresję ma w ogóle sens według was? Julitka wspominała to na początku. Pytam bo to wydaje się zupełnie inny rodzaj działania niż czytanie tarota dla siebie.
Tak. I myślę że to jest najuczciwsza odpowiedź jaką możesz teraz sobie dać. Zamiast pytać co sie stanie z nim albo z wami, zapytaj siebie: czego mi potrzeba żeby przez to przejść, bez względu na wynik? To jest pytanie na które tarot może odpowiedzieć i które jest naprawdę twoje.
I wracając do tytułu wątku, bo tu jest pełna karty o wyborze. Może ten wybór nie jest teraz między zostać a odejść ale między działaniem z pozycji lęku a działaniem z pozycji kontaktu ze sobą. Księżyc to może sygnalizować. Co o tym myślisz Julitka?
to pytanie Kunisi mnie zatrzymało. Czy ten wybór jest między lękiem a kontaktem ze sobą :D. Myślę że tak, i że przez długi czas działałam z pozycji lęku nie wiedząc nawet że to lęk, myśląc że to troska.
a da się w ogóle w takiej sytuacji oddzielić troskę od lęku? Pytam serio bo mi się wydaje że one często wyglądają tak samo z zewnątrz i czują się podobnie od środka.
I to jest moim zdaniem sedno tego co się dzieje w tym wątku :(. Julitka pytała o wybór, ale właściwe pytanie brzmiało: z jakiego miejsca w sobie podejmuję tę decyzję. Księżyc to powiedział wprost, tylko trzeba było dojść do tego odczytu.
Dobrze, ale jak to przekłada się na praktykę? Bo rozumiem filozoficznie, ale jeśli ktoś siada do rozkładu i pyta: zostać czy odejść, to co z tym robi? Zmienia pytanie na etapie układania kart czy wcześniej?
Mam w notatkach zapisane kilka rozkładów gdzie dostałam podobny sygnał, karta która kompletnie ignorowała pytanie i odpowiadała na coś co w ogóle nie padło. Zawsze potem okazywało się że to był trafniejszy trop niż moje oryginalne pytanie.
Wracając do pytania Heksanki, bo ono jest bardzo konkretne i praktyczne. Są rozkłady zaprojektowane specjalnie pod decyzje, gdzie pozycje nie mówią opcja A i opcja B, tylko na przykład: co we mnie skłania ku A, co we mnie skłania ku B, co blokuję i co już wiem ale udaję że nie wiem ;). Taka struktura wymusza właśnie to wewnętrzne spojrzenie.
Celtycki Krzyż do decyzji to faktycznie trochę nieporozumienie. On jest dobry do opisu sytuacji, nie do rozplątywania motywacji. hej do decyzji lepiej działa coś lżejszego strukturalnie, gdzie masz powiedzmy trzy do pięciu pozycji, każda wprost o twoim stosunku do wyboru, nie o tym co będzie.
To jest punkt który chciałabym podkreślić. Tarot przy decyzjach nie jest maszyną do przepowiadania. jest lustrem. A lustro nie mówi ci co zrobić, tylko pokazuje z czym stoisz. Julitka, czy w tym co robisz z kartami szukasz raczej odpowiedzi czy raczej jasności?
Chyba odpowiedzi. I chyba właśnie to jest problem który tutaj nazwałyście. Szukam ktoś mi powie co mam robić, a karty mi za każdym razem mówią: popatrz na siebie :).
I to jest bardzo dojrzała obserwacja. Trudno do niej dojść gdy się jest w środku czegoś trudnego. To naprawdę nie jest mała rzecz.
Mam jeszcze jedno pytanie do ekspertek, trochę z innej strony. Czy ktoś z was miał sytuację gdzie tarot pokazał coś co potem okazało się zupełnie błędne? Pytam bo ta dyskusja jest dość jednostronna w stronę: tarot zawsze ma rację, tylko ty źle pytasz.
dobra, ale to jest trochę nierozstrzygalne, nie? Jeśli karta sie sprawdza to jest trafna, jeśli się nie sprawdza to i tak mówi ci coś o tobie. Skąd wiadomo kiedy karta jest po prostu źle odczytana, a kiedy właśnie ta pomyłka jest znacząca?
Właśnie dlatego prowadzę notatki. Jak nie mam zapisu to mogę sobie wmówić że wszystko się zgadzało. no pamięć jest za dobra w dopasowywaniu.
Słuchajcie, ja nie prowadzę żadnych notatek. Robię rozkład, siedzę z tym chwilę i tyle :D. czy to sprawia że moje czytanie jest po prostu bezużyteczne??
Bezużyteczne to za mocne słowo. Ale bez zapisu nie możesz weryfikować. Możesz mieć wartościowe wglądy, tylko nie masz jak stwierdzić czy to wzorzec czy jednorazowe trafienie :P. Do decyzji które mają wagę, a Julitka raczej o takich mówi, zapis naprawdę robi różnicę.
ja długo nie prowadziłam i zaczęłam dopiero kiedy wróciłam do starego rozkładu po kilku miesiącach i kompletnie inaczej go odczytałam. Zastanowiłam się co by było gdybym miała oryginalną interpretację do porównania. To mnie przekonało.
To trochę zmienia perspektywę. Myślałam że notatki to coś dla zaawansowanych ale to chyba po prostu uczciwość wobec siebie. Tylko jak zapisywać? Co dokładnie? Samą kartę i pozycję czy też to co myślę w trakcie?
